Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Państwo, 

wczoraj gościliśmy w „Wyborczej" Swiatłanę Cichanouską, wybraną demokratyczną większością na prezydent elekt Białorusi. Dzielną kobietę, za którą stoi prawda, a przeciw niej kłamstwo i potęga reżimu Łukaszenki.   

Jeszcze nigdy nasza redakcja nie była tak szczegółowo kontrolowana przez służby bezpieczeństwa, zarówno polskie, jak i litewskie. Nic dziwnego. Po ostatnim akcie państwowego terroryzmu wobec Romana Protasiewicza jest wiele powodów, by szczególnie chronić Swiatłanę. Łukaszenka ma wiele powodów, by się jej obawiać.

Historia obsadziła ją w roli, do której się nie szykowała. Dziś kobieta, która - jak sama mówi - najlepiej spełniała się w roli żony i matki - z godnością i opanowaniem i z jakąś wewnętrzna siłą reprezentuje w świecie wolną Białoruś.

- Swiatłana, „Wyborczą" założyli ludzie, którzy sami przeszli przez komisariaty, areszty, więzienia i polityczne wygnanie - mówiłem. - Nie marzyliśmy nawet o tym, że za naszego życia ziści się sen o wolności. Nauka z tego taka, że nie można tracić nadziei, że jest siła bezsilnych, że jest nadzieja w beznadziejności.

Odpowiedziała, że wierzy w zwycięstwo i zaprasza nas do Mińska na szampana opijać upadek Łukaszenki! - Będziecie zaproszeni jako pierwsi!

Oprowadzając po redakcji - pokazałem Swiatłanie obraz, który wisi zaraz przy gabinecie naczelnego. To pastisz słynnego obrazu Ilii Repina „Kozacy piszą list do sułtana", który podarowali nam na 25-lecie „Gazety Wyborczej" nasi rosyjscy przyjaciele z „Nowej Gaziety". 

W miejscu skryby piszącego list do sułtana pod dyktando kozaków atamana koszowego Iwana Sirko siedzi nie kto inny jak mój szef Adam Michnik, a każdy z wielobarwnej palety kozaków ma swą nową tożsamość: Gorbaczowa, Tuska, Mazowieckiego, Kwaśniewskiego, Jelcyna, Chodorkowskiego itd… 

List, mówiąc dzisiejszym językiem, jest jednym wielkim bluzgiem.

- Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. (…) Kucharzu ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego, co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku… Tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze…

Zapewniłem Swiatłanę, że jeśli tylko zechce podyktować nam równie wykwintny list do Łukaszenki, to chętnie się podejmiemy jego spisania!

Uznałem też, że powinienem Swiatłanę za coś przeprosić. Sam bowiem chętnie wierzyłem w nasz megalomański mit, że nikt tak jak Polacy nie walczy o wolność, to naród wybrany do wolności, miłujący wolność i walczący o wolność. A Białorusini, cóż, naród zgodny i posłuszny. Jednak dziś to my możemy się uczyć od Białorusinów, których konsekwencja, siła, upór i odwaga budzą zazdrość. Tak, kiedyś Polska była natchnieniem dla Białorusinów. Ale dziś to Białorusini są natchnieniem dla Polaków.

Podziwiamy Cię, Swiatłana, podziwiamy Białorusinów!  Nie zapomnimy ani o Romanie Protasiewiczu, ani o naszym korespondencie Andrzeju Poczobucie, ani o dziesiątkach dziennikarzy i tysiącach opozycjonistów uwięzionych przez reżim Łukaszenki. Nasz wspólny poeta, bo wywodzący się z Wielkiego Księstwa Litewskiego Adam Mickiewicz, mówił o zesłanych i uwięzionych współbraciach: „Jeśli zapomnę o nich, ty dobry Boże na niebie zapomnij o mnie".

Więc jeśli my zapomnimy o Was, to niech Bóg na niebie zapomni o nas.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.