Dziś nie sposób odpowiedzialnie decydować, czy opozycja ma tworzyć jedną listę. Partia uzyskująca poniżej 10 proc. poparcia osłabia pozostałych "demokratów", partie uzyskujące w granicach 15 proc. niczego nie wnoszą, a dopiero mniej więcej od 20 proc. poparcia blok opozycyjny zyskiwałby znacznie na przeliczaniu głosów na mandaty.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest profesorem nauk społecznych, socjologiem, politologiem. Artykuł powstał w ramach przygotowań debaty w najbliższą niedzielę (debatawspolnalista.pl). Nie wszystkie poglądy prezentowane w materiałach na debatę są zgodne ze stanowiskiem redakcji "Wyborczej". 

Szkic wystąpienia na debatawspolnalista.pl, 27 listopada 2022 r.

Moje uwagi będą dotyczyć trzech różnych kontekstów problematyki polskiego systemu politycznego, wyborów 2023 oraz działań opozycji. Te konteksty to:

  1. warunki normalnej skonsolidowanej demokracji, w której trójpodział władz i państwo prawa w pełnej krasie funkcjonuje (obecnie warunek niespełniony);
  2. aktualna sytuacja na 11 miesięcy przed – domniemanymi – wyborami; co można jeszcze zrobić, choć moim zdaniem jest "za późno" i można już tylko działać (jak zwykle) jak strażacy w czasie pożaru;
  3. "czarny scenariusz" – wybory będą przesuwane (stan wyjątkowy w dowolnej wersji) LUB będziemy mieli do czynienia ze znaczącymi fałszerstwami wyborów LUB słaby wynik wyborczy PiS zostanie formalnie zakwestionowany, a status quo bronione siłowo LUB jakaś konfiguracja powyższych trzech zagrożeń.

Albo Senat, albo Prezydent

Ad 1. Polski system polityczny (dwuizbowy parlament, wybierany systemem PR, półprezydenckość + horyzontalna kontrola przez sądownictwo i inne) został wykreowany w sytuacji ogromnej niepewności co do tzw. zewnętrznego veto playera – Kremla w roku 1989. Sytuacja takiej niepewności – jak uczy współczesna politologia – zawsze prowadzi do multiplikacji instytucji politycznych, stąd mamy nadmiar takich instytucji (zresztą od 2015 roku działających niezgodnie ze swymi konstytucyjnymi prerogatywami – Bank Centralny, Trybunał Konstytucyjny, Prezydent, lub rażąco naruszające dobry polityczny obyczaj i proceduralne normy parlamentaryzmu – Sejm).

Recepty:

a) albo Senat, albo Prezydent. W unitarnym kraju, homogenicznym etnicznie nie ma powodu, by istniały dwie kosztowne instytucje, których funkcje są niejasno lub błędnie zdefiniowane.

b) [Jeśli Senat zostaje] sprecyzować, kogo ma reprezentować. Dwie propozycje:

(b.1) Nonsensem jest większościowa ordynacja do Senatu, która tylko wzmacnia "większościowe" elementy ciała legislacyjnego. Senat – w obecnym niedookreślonym kształcie – jako "izba namysłu" powinna, wręcz odwrotnie, być wybierana regułami proporcjonalności, bez żadnych progów, okręgów i innych zabiegów zniekształcających proporcjonalność. Senat powinien reprezentować nawet najmniejsze mniejszości, jako miejsce gdzie "milczące mniejszości" znajdują możliwość artykulacji swych wartości i interesów.

(b.2) Jeśli zaś Senat miałby być wykorzystany sensownie, musiałby łączyć się z silną decentralizacją Polski, jeśli nie w formie federalnej, to przynajmniej takiej silnej autonomii regionalnej na wzór Hiszpanii (finanse, oświata etc.). Wtenczas Senat byłby reprezentantem owych nowych regionalizmów.

(b.3) Inne propozycje dotyczące Senatu – dostępne na życzenie od autora.

W obecnej wersji – Senat to tylko niepotrzebny koszt publiczny.

c) Niezależnie od rozwiązania kwestii Senatu, zmiana ordynacji do Sejmu na niemiecki MMP (podwójny głos: jeden w okręgach większości względnej i czysto proporcjonalny ogólnokrajowo). Rzecz jasna ta propozycja ma zdecydowanie większy sens w sytuacji decentralizacji kraju.

Czytaj także:

Osiem tez w sprawie wspólnej listy dzisiejszej opozycji demokratycznej w wyborach w 2023 roku

Na co mamy czas

Ad 2. Hasło "Senat najpierw" nie wydaje się obecnie trafne. Senat w obecnym kształcie jest symboliczną instytucją, mogąca jedynie spowalniać prace legislacyjne większości parlamentarnej bez możliwości skutecznego wetowania.

Skoro tak, to wybory do Senatu powinny zostać potraktowane instrumentalnie względem wyborów do Sejmu. Tu można testować różne konfiguracje partyjne i koalicyjny potencjał w wyborach do Izby Niższej, a także eksperymentować z argumentacją na rzecz różnych konfiguracji koalicyjnych.

11 miesięcy przed wyborami i na strategiczne planowanie jest za późno, co najmniej o rok. Doświadczenia węgierskie (te całego minionego 12-lecia, którym przyglądałem się w sposób poniekąd zdyscyplinowany) pokazują, że koalicyjne propozycje, wspólne listy (inne układy), sprawdzają się, tylko jeśli zostanie wykonana rzetelna praca analityczna dotycząca zastanej opinii publicznej i możliwości ich zmiany, a następnie długotrwała praca terenowa, by konkretne grupy osób (w różny sposób dla każdej) okazały się responsywne względem danego politycznego zamysłu.

Jest to niezwykle trudne, ambitne i wymagające wiedzy wielu profesji zadanie, którego nie można realizować – a tak dzieje się w Polsce – na metodologicznie źle pomyślanych badaniach, finansowanych zazwyczaj przez konkretne partie o wyraźnych życzeniowych oczekiwaniach, a często interpretowanych w końcu bardziej pod wewnątrzpartyjne partykularyzmy i interesiki, a nie wielki strategiczny zamysł. Co więcej, by przedsięwzięcie takie się udało, nie można zakładać, iż jest jakaś, uniwersalna jedna konfiguracja czy argumentacja tworzenia koalicji; jest ich wiele, a w poszczególnych rejonach kraju mogą różnić się nawet znacząco.

Obecnie nie sposób odpowiedzialnie podjąć decyzję, czy opozycja ma tworzyć jedną, czy dwie listy, czy może partie luzem powinny startować w wyborach 2023 r., by uprawdopodobnić zwycięstwo bloku liberalno-demokratycznego nad PiS. Jedno jest pewne, każda partia uzyskująca poniżej 10 proc. poparcia osłabia (w sensie przekładania głosów na mandaty w Sejmie), partie uzyskujące w granicach 15 proc. niczego nie wnoszą, a dopiero mniej więcej od 20 proc. poparcia blok opozycyjny zyskiwałby znacznie na przeliczaniu głosów na mandaty. To jest proste i z poziomu wyborczej piaskownicy, pytanie, dlaczego partia opozycyjna pałętająca się na 5-procentowym progu celowo zamierza osłabić blok opozycji, startując oddzielnie?

[***UWAGA: powyższa prawidłowość jest prawdziwa dla systemu, w którym jednak funkcjonują partie małe do 10 proc. oraz jeszcze mniejsze, które nie dostają się do parlamentu, a poziom zmarnowanych głosów jest w okolicach 10 proc. W sytuacji, gdy zakładamy, iż do wyborów idą – w sumie – dwa lub trzy duże bloki i tylko jedna partia mniejsza i jest niewiele zmarnowanych głosów – powyższa logika ma ograniczone zastosowanie***].

Kwestia, czy tworzyć jedną listę, czy dwie (czy inną konfigurację), jest oczywiście dodatkowo i celowo komplikowana przez manipulatorskie zamysły potencjalnej zmiany ordynacji przez PiS, co zdaje się być zamysłem pragmatycznie trafnym z ich strony, gdyż uniemożliwia sensowne (gdyby była ochota na takowe) działania koordynacyjne partii opozycyjnych.

Czytaj również:

Będzie nas dziesięć milionów. Apel o wspólną listę wyborczą.  Ty też możesz się podpisać, wejdź na wspolnalista.online.

"Czarny" – acz całkiem realny – scenariusz

Ad 3. "Czarny" – acz całkiem realny – scenariusz. Istnieją trzy możliwości:

3.1. Sfabrykowane (ale też realne) zagrożenie ze strony działań wojennych w Ukrainie i odłożenie wyborów ad infinitum, tzn. do czasu, gdy notowania PiS poprawią się lub w okresie stanu "specjalnego" nastąpi jakaś forma rozprawienia się z opozycją.

3.2. Sfałszowanie wyników wyborów (nie mylić z nieuczciwymi, gdyż już te z 2019 zostały uznane przez OBWE za takowe).

3.3. Zakwestionowanie słabego wyniku PiS i zainicjowanie rozwiązań siłowych, by zrobiły porządek z "mącicielami", którzy – pomimo przedsięwziętych kroków – byli w stanie "nieuczciwie wygrać" (a la Trumpowskie inspiracje względem Capitolu).

Pytanie #1: Czy opozycja ma jakiś plan względem któregoś z ww. scenariuszy? Czy ma pomysł na zapobieganie sztucznie wyimaginowanemu zagrożeniu ze strony Rosji i czy ma sposób, jak odróżnić takie zjawisko od rzeczywistego zagrożenia, którego nie można wykluczyć? Czy ma dostateczną siłę przebicia w strukturach NATO i USA, by skutecznie zwalczyć próby takich manipulacji? Wydarzenia z 15 listopada pokazują, jak PiS przebiera nogami, by taki scenariusz uprawdopodobnić.

Jak to się stało, że zanim USA otwartym dyplomatycznym tekstem nie zakwestionowały rosyjskiego ataku na Polskę, rząd PiS już był gotów na uruchomienie art. 4, wezwał ambasadora Rosji do MSZ, by mu powiedzieć, co myślą o ataku (czekam na ujawnienie, co mu powiedziano, i jeśli to, czego się domyślam, no bo przecież nie informowano go, że ukraińska rakieta spadła w Polsce, to kiedy przeprosiny?) oraz przez kilkanaście godzin kluczył, urabiając opinie publiczna, że Rosja zaatakowała Polskę.

My wszyscy wiemy, kto w tej wojnie jest agresorem, a bestialstwa rosyjskich żołnierzy w Ukrainie są masowo dokumentowane, dlatego przypisywanie im nieprawdziwych wypadków jest kontrproduktywne i bezmyślne, bo rosną w oczach Erdogan i Orban, wojenni symetryści. A właściwe odkodowanie słów ludzi CIA i prezydenta Bidena wskazuje na znaczną irytację działaniami pisowskiego rządu, bo USA starają się nie doprowadzać do eskalacji konfliktu. Ta gotowość do podobnych interpretacji różnych dziwnych wydarzeń okołowojennych będzie się nasilać w Polsce PiS niezależnie od rzeczywistego poziomu zagrożenia. Czy opozycja ma jakiś pomysł, jak temu przeciwdziałać?

Pytanie #2: Czy opozycja ma plan mobilizacji swoich zwolenników, instytucji polskich i międzynarodowych do zorganizowania skutecznej kontroli przebiegu wyborów? Poza dobrą wolą obywateli, są potrzebne pieniądze. Czy pozyskanie takowych ze źródeł polskich (biznes, obywatelskie zrzutki) czy zagranicznych (fundacje, wielkie korporacje etc.) zostało zapoczątkowane?

Po stronie PiS są setki milionów bezpośrednio ze spółek skarbu państwa, z prywatno-publicznego rabunku mienia publicznego na rzecz PiS, fikcyjnych firm współpracujących z państwowymi gigantami, w końcu z bezpośredniego dojenia resztek budżetu państwa. PiS ma także na zapleczu fachowców potrafiących badać społeczeństwo polskie w podziale na bardzo małe grupy. Czy są podejmowane próby – choćby częściowego – zneutralizowania politycznych działań patologicznej instytucji religijnej przedkładającej własne interesy i zanikającą pozycję nad interes publiczny, w tym interes młodego i przyszłych pokoleń?

Pytanie #3: Co będzie, jak na różnych etapach oceny rzetelności wyborów pisowscy decydenci wpadną na pomysł formalnego zakwestionowania ich słabego wyniku odsuwającego ich od władzy? Czy opozycja ma pomysł, jak skutecznie obywatele mieliby stanąć w obronie demokracji i przeciw fałszerstwu? Nie widzę tych przygotowań. Widzę natomiast po drugiej strony specjalne jednostki (kompletnie nieprzydatne do walki z rakietami, informatyczną dezinformacją czy dronami), ale za to bardzo pomocne do ulicznych walk ze "zdrajcami i wichrzycielami, łamiącymi porządek publiczny".

Pisałem i mówiłem o tym wielokrotnie: tzw. wojska obrony terytorialnej do tego się nadają. Przypomnieć dramatyczny spór wokół zapisu, przeciw komu mogą zostać użyte? Wynik: przeciw obywatelom polskim – mogą. Są też wyjęte spod nadzoru dowództwa wojskowego, a o ich użyciu ma decydować polityk w randze ministra. Wszak zawodowego żołnierza mogą dopaść wątpliwości, czy aby na pewno ci – inni owszem, ale jednak – Polacy to zdrajcy… bo przecież tak codziennie propaganda pisowska nazywa "nie swoich". Proste? Czy opozycja ma pomysł, jak temu zagrożeniu zapobiec?

Wnioski

Wielu może uznać, iż powyższe przestrogi w postaci retorycznych pytań to produkt nadmiernego pesymizmu i oczerniania ex ante przeciwnika politycznego. Chciałbym się mylić, ale nie wydaje mi się, by któryś z powyższych scenariuszy nie był możliwy. Jako zaangażowany obywatel chcę jednak powyższe pytania opozycji zadać. A pytanie o to, jak mogło dojść w zaledwie kilka lat po 2015 roku, zawłaszczonego przez cywilizacyjnie prymitywną sektę, do takiego opłakanego stanu Rzeczypospolitej, będzie stanowiło jedno z ważniejszych megapytań dla młodych socjologów i politologów w niedalekiej przyszłości.

Demokracja liberalna to wymagający system; same instytucje nie wystarczą, muszą być ci, którzy rozumieją ich wartość. To system samosterowny, zakładający, że układ sił wewnątrz systemu gwarantuje jego stabilność, a nie czynniki zewnętrzne, choć te mogą być od czasu do czasu pomocne, jak w latach powojennych w Niemczech czy Japonii.

To jest zarazem wielkie pytanie o Polaka demokratę, o obywatela zdolnego bronić konstytucyjnych wartości i norm swojego kraju. Okazało się niestety, że brak w Polsce takiej "krytycznej masy" odpowiedzialnego obywatela. Pokłady oportunizmu publicznego – jak się okazało – są ogromne. Politologia za taki stan rzeczy skłonna jest "winić" – a empiria wspiera to przekonanie – elity różnej maści.

Od samych polityków, dziennikarzy, po znanych ludzi kultury, naukowców czy aktywistów sektora trzeciego. Nie można wykluczyć, iż szacowni uczeni – dziś w większości akademicko-dumnie milczący – ludzie biznesu, część dziennikarzy nabierze odwagi do nazywania tego okresu tak, jak na to zasługuje. Niezależnie od tego, młodsze pokolenie zada nam pytanie, co w tym praworządnie ponurym czasie badaliśmy i pisaliśmy, w co inwestowali biznesmeni oraz z kim współpracowali; krótko: jak się zachowywali jako obywatele w domenie publicznej. Wszak nikt ich nie zwolnił z bycia obywatelem w sytuacji, gdy sama istota demokratycznego obywatelstwa została grubiańsko naruszona.

---

W niedzielę, 27 listopada od 17.00 do 20 odbędzie się spotkanie pt. "Co zrobić, by demokraci w wyborach 2023 wystąpili wspólnie i by listy wyborcze miały budzący zaufanie, społeczny, obywatelski charakter i program". Miejsce: Marzyciele i Rzemieślnicy, Warszawa, ul. Bracka 25 III p. oraz połączenia online. Strona debaty – debatawspolnalista.pl.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    No to prof. Markowski mnie kompletnie zdołował. Jedyna nadzieja w tym że jak Suskie i Sasiny zabiorą się za wprowadzenie stanu wojennego to wyjdzie z tego farsa. Ale dostrzegam że PiSpolicja przebiera nogami żeby zacząć poważne represje wobec obywateli.
    @sol_invictus
    Mnie nie zdołował bo też tak myślę od dawna i nie tylko ja?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Polscy patrioci domagają się wspólnej listy opozycji . Trzeba kierować się dobrem Polski i porzucić drobne różnice zdań między partiami . Jeżeli opozycja zdobędzie 40 do 50 mandatów więcej to warto to zrobić .
    @voxik19
    Nie uważam się za niepatriotę a uważam, ze powinny być dwie listy wyborcze.
    Też wprowadzisz Polaków różnego sortu?
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @voxik19
    Nie polscy patrioci, lecz zwolennicy Koalicji Obywatelskiej. Elektoraty Hołowni, Lewicy i PSL wspólnej listy nie chcą.
    już oceniałe(a)ś
    1
    6
    @rjbb
    Ukraina też powinna walczyć z ruskimi dwoma lub kilkoma ośrodkami dowodzenia, które konkurują o większa sławę i krytykują się nawzajem?
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @k.brudnik
    ANALOGIE BYWAJĄ BARDZO NIETRAFNE, BARDZO.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @ksmiechowski
    Wspólnej listy opozycji to przede wszystkim nie chce Kaczyński.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Świetny przyczynek do dojrzałej dyskusji, która teraz powinna się odbyć.

    Jeszcze to nie jest "kubeł zimnej wody", jednak dobrze zaprojektowana i przygotowana armatura do wylania takowego na głowy większości z nas, w tym "polityków" mieniących się opozycyjnymi.
    już oceniałe(a)ś
    25
    2
    Profesor Markowski jak zwykle realistycznie.

    A ja uważam, że
    DWIE LISTY, to optimum.
    Ale nie więcej.
    Jedna (KO + Lewica) dla wyborców liberalnych (głównie duże miasta),
    druga (Hołownia + PSL) dla konserwatywnych (głownie wieś i mała miasteczka).

    A do autorów postów: nie krytykujcie nikogo z opozycji demokratycznej - nie na każdego musicie głosować i nie wszyscy myślą tak, jak wy.

    Pluralizm, ale ***** ***, rzecz jasna.
    @rjbb
    Dlaczego niby małe miasteczka i wsie mają głosować na PSL (obecnie w porywach 4%) i Hołownię (niech ma 10)?
    Przecież oczywistym jest, że tam PiS będzie miał zdecydowaną przewagę nad wszystkimi, a tą hołownianą listą w szczególności! Może się okazać, że w większości okręgów, gdzie do wzięcia będą 2-3 mandaty, nie dostaną ŻADNEGO!
    Przypadek sprawi, że w części załapią się na drugie miejsce. ;)
    Łapiesz? Czy nie bardzo?

    Dwie listy mogą mieć sens, gdy poparcie PiS spadnie poniżej 20% i to w sposób zdecydowany i stabilny.

    Co z wami, ludzie, jest nie tak, że nie potraficie pojąć, że głosując na jedną listę, macie pełną dowolność głosowania na SWOJEGO kandydata.
    I może się okazać, że jakimś cudem najwięcej mandatów zdobędą przedstawiciele 2050 i lewicy. Wystarczy postawić krzyżyk przy ich kandydatach!
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @21TMirek
    We wsiach i małych miasteczkach duży wpływ na poglądy mają TVPis, TVTrwam, i mówcy na ambonach niedzielnych. Część dotychczasowych wyborców pisu może zrazić drożyzna, brak węgla itp. dolegliwości. Rzecz w tym, by poszli na wybory, ale oni nigdy nie zagłosują na tuski i biedronie, nigdy. Mogą zagłosować na Hołownię (bo jeszcze nie rzadził) lub PSL, bo to była partia tego środowiska, z której pis podprowadził (podkupił) wyborców. Ta grupa oraz ci, którzy sądzili dotąd pis/po jedno zło - zadecyduje o wyniku. Nie my, ani nie zaślepieni wyznawcy jarozbawa.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @rjbb
    Nadal nie widzę najmniejszych nawet szans, aby ci, którzy nie będą głosowali na PiS, bo się zrazili, spowodują, że Hołownia z PSL będzie miał większe poparcie niż PiS. Część po prostu nie zagłosuje, część może zdecydować się na Agrounię, Konfę. Jakiś odsetek, wbrew twemu zdaniu, odda głos na kogoś, kto naprawdę jest w stanie pokonać PiS.
    Twoje "pobożne życzenia" tylko i wyłącznie gwarantują dominację PiS, jeśli chodzi o mandaty sejmowe. Pomimo faktu, że część elektoratu pisim odpadnie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @rjbb
    Jak ktoś jest wyborcą liberalnym to nie głosuje na konserwatywnych katolików z PO. Szanujmy się, używajmy słów zgodnie z ich znaczeniem.
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @czemu_nie
    Jak ktoś nie ogarnia rzeczywistości, to najlepiej by było, aby się nie wypowiadał. Szczególnie publicznie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Apeluję do czytelników, którzy rozważają głosowanie na Hołownię (zapewne jest ich tu niemało), by obejrzeli na fb filmik, na którym ten jegomość opowiada o prześladowanym, biednym kościele. Jeszcze nie jest za późno, nie ma obowązku głosowania na rozbijaczy opozycji, którzy grają wyłącznie na swoje stołki i dotacje. Piłka jest po naszej stronie!

    Pis. Chce się rzy...
    @szasza
    jESTEŚ WŁAŚNIE ROZBIJACZEM OPOZYCJI SZCZUJĄC NA JEJ UCZESTNIKA.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @szasza
    Hołownia jest kościółkowy, tak samo jak PO. A PO oprócz tego jeszcze przygarnęło, ha tfu, Giertycha i setki spadów z PiSu (Zalewski, jeden z tych spindoktorów, Sikorski...)

    Nie można też ufać Tuskowi, który przecież swego czasu obiecywał koalicję z Kaczyńskim, a specjalizuje się w "czyszczeniu" własnej organizacji z "wrogów". Zapytajcie pozostałych 2 tenorów jak się skończył ich udział w PO. No, ewentualnie zamiast czyścić organizację, to ją rozbija. Zapytajcie w UW.
    już oceniałe(a)ś
    0
    3
    @czemu_nie
    Idź sobie na swoje forum w "Od Rzeczy". Tam ci uwierzą żeś patriota.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Jeśli opozycja się nie zjednoczy, czyli nie zastosuje wyjątkowych środków koniecznych w wyjątkowym czasie, to niejako potwierdzi, że czasy są w granicach normy i mają zastosowanie normalne rozwiązania, osobne partie, walka na programy itd. Alternatywną postawą jest wysłanie jasnego sygnału, że potrzeba nam zjednoczenia na zupełnie innym poziomie niż tylko sumowanie elektoratów. Że to walka demokratów z faszystami. Skoro jest nas większość demokratów, to zjednoczmy się pod szyldem wolnej Polski po odzyskaniu praworządności. Jakiś demokrata ma jakiekolwiek wątpliwości czym jest PIS? Co ma teraz najwyższy priorytet?
    już oceniałe(a)ś
    21
    1
    Czy do V kolumny Hołowni i Tygryska to dotrze ? To przez nich mamy Maliniaka prezydenta . Teraz też tańczą jak im Szczoch zagra .
    @LKol
    Działania tych dwóch, w czasie wyborów prezydenckich, uznać należy za graniczące ze zbrodnią stanu!
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Jestem prawie pewien, że putin jesienią zrobi pisowi prezencik w postaci akcji przy/na granicy, dającej pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego i przesunięcia wyborów. To przesunięcie oczywiście nie polepszy, a wręcz pogorszy wynik pisu w wyborach (bo debile i tak nie będą w stanie podnieść padającej gospodarki), ale tonący wiadomo jak się chwyta
    @333
    Za rok orków nie będzie w Ukrainie, a przesmyk suwalski to chyba do obrony.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0