Trendy społeczno-ekonomiczne nasilające się od dziesięcioleci pozostaną. I coraz większa część klasy średniej zdaje sobie sprawę, że i jej już dotyczą. Szczególnie w USA. Jest coraz lepszy klimat społeczno-polityczny do szukania wspólnych rozwiązań. Razem z kwestiami ekologicznymi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od wielu dni publikujecie artykuły, w których autorzy próbują analizować, mniej lub bardziej wnikliwie, przyczyny sukcesów wyborczych zachodnioeuropejskich radykalnych partii prawicowych. Szkoda tylko, że dotychczas nie było tekstu, który poruszyłby wątki dotyczące procesów ekonomiczno-społecznych uruchomionych przez rewolucję reaganowsko-thatcherowską. Zdaniem wielu naukowców, analityków i „zwykłych obywateli", nie tylko zadeklarowanych lewicowców, rosnące różnice majątkowe i dochodowe oraz stopniowe „rozmontowywanie" lub osłabianie podstawowych funkcji państwa opiekuńczego mają tu ogromne znaczenie. Zjawiska te, i ich polityczne skutki, najbardziej wnikliwie i przekonująco opisał Thomas Piketty w swoich dwóch fundamentalnych dziełach „Kapitał XXI Wieku" i, przede wszystkim, w „Kapitalizmie i Ideologii". Moim zdaniem to, co się dzieje od wielu lat w Europie oraz w USA, i przybiera na sile, potwierdza jego tezy.

Jednak najważniejsze są wnioski, jakie z takich analiz wynikają. Konieczne są strukturalne, rewolucyjne zmiany. Zmiany, które będą wprowadzane równolegle przynajmniej w UE i w Ameryce Północnej. Bo naprzeciw sił politycznych szukających radykalnych rozwiązań stoi globalny kapitalizm. Pojedyncze kraje, nawet najsilniejsze, nie mają z nim szans. Pragmatyczni Szwedzi musieli znacznie „potanić" swoje państwo, aby ich gospodarka pozostała konkurencyjna.

Piketty przedstawił swoją propozycję zmian strukturalnych i systemowych, zastrzegając się, że oczekuje krytyki i kontrpropozycji. Niestety zapadła, przynajmniej w wielu krajach, zupełna cisza. A jesteśmy dopiero na początku drogi, gdy dyskutowany jest sam opis i analiza sytuacji. Obawiam się, że tak, jak wielokrotnie w przeszłości, dopiero rzeczywiście dramatyczne i spontanicznie uruchomione procesy, rozpoczną nową rewolucję społeczną i to prawie globalną. Zmiany tak głębokie, jak te proponowane przez Thomasa Pikettiego.

I na koniec o walce z inflacją. Rzeczywiście, jak podczas wszystkich głębokich kryzysów, grupy społeczne znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji ekonomicznej poszkodowane są najmocniej. Jednak samo pokonanie inflacji nie wystarczy. Trendy społeczno-ekonomiczne nasilające się od dziesięcioleci pozostaną. I coraz większa część klasy średniej zdaje sobie sprawę, że i jej już dotyczą. Szczególnie w USA. Jest coraz lepszy klimat społeczno-polityczny do szukania wspólnych rozwiązań. Razem z kwestiami ekologicznymi.

Ale nie możemy chować głowy w piasek i iść za politykami, dla których najważniejszy jest sukces w kolejnych wyborach, a może jeszcze bardziej – wyniki najbliższego sondażu opinii publicznej.

Marek Serafin

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    "Piketty przedstawił swoją propozycję zmian strukturalnych i systemowych, zastrzegając się, że oczekuje krytyki i kontrpropozycji. Niestety zapadła, przynajmniej w wielu krajach, zupełna cisza."

    Była to cisza zażenowania nad pomysłami naiwnego dziecka i jego błędnymi tezami. Państwo opiekuńcze jest w tej chwili rozwinięte do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Natomiast spadły zarobki klasy średniej i niższej średniej - w wyniku globalizacji a nie żadnej thatcheryzacji. Przemysł wyparował z krajów rozwiniętych, przejście do usług i sektora nowych technologii nie każdemu się udało, systemy edukacji nie nadążały za zmianą. Każda rewolucja jest trudna i prowadzi do rozwarstwień: zyskują ci, którzy łapią się na falę, a tracą żyjący przeszłością. Mamy więc niestabilność zawodową i szalejące państwa, które chcą wiedzieć o obywatelach coraz więcej, kontrolować ich coraz bardziej, regulować coraz szczelniej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Biedny w takim razie PiS, KO i SLD. I Hołownia. I była Wiosna.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    no co wy???? serio???
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    generalnie system w ktorym rzadza demagodzy, do tego mierni z ludu lapani przez zidiocialy lud wybrani, z perspektywa 5 lat, po ktorej to przychodza nastepni i proponuja cos na wskros odwrotnego nie sprzyja dlugofalowym dzialaniom, takim jak np walka ze zmianami klimatycznymi, dewastacja srodowiska, walka z autorytaryzmem, zorganizowana juz globalnie przestepczoscia, korporacjami. czas na zmiany, czas na globalny (za)rzad technokratow oparty na nauce i ai. (za)rzad gdzie kazdy przechodzi testy psychologiczne i gdzie nie ma wstepu dla psychopatow.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    Czyli za wszystkimi.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0