Odbiór ograniczony jedynie do współczesnej literatury i sztuki jest równie ułomny, niepełny, jak taki, który ograniczony byłby jedynie do literatury (i sztuki) dawnych wieków - czytelnik polemizuje z prof. Matczakiem.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W obronie - także - Słowackiego

Do głębi nie zgadzam się z profesorem Marcinem Matczakiem, który do „mauzoleum" chciałby odesłać „Ballady i romanse" Adama Mickiewicza, a przynajmniej wykreślić je z listy lektur szkolnych w stulecie ich ukazania się. Matczak uważa, że ich treść i forma są tak anachroniczne, iż nie ma szans na to, by dotarły do wyobraźni szkolnej młodzieży. Przez analogię wnioskuję, że profesor prawa podobny los planowałby także dla poezji Juliusza Słowackiego, w tym jego dramatów.

Dlaczego do głębi i w zupełności się nie zgadzam? Bo rozumowanie Matczaka, nie jego zresztą jedynego, opiera się na dwóch założeniach (niekoniecznie świadomie przyjętych), że literatura (i kultura w ogólności), to tylko nośniki łatwo przyswajalnych treści, najlepiej korespondujących z „tu i teraz", z naszą współczesnością pojmowaną dosłownie, a nie sztuka, czyli akt egzystencjalny i artystyczny, który ma swój odrębny od bieżącego kontekstu sens, logikę i formę. Kategoria formy wydaje się tu najważniejsza. To ona bowiem pozostaje, gdy sens i treść oraz kontekst utworu dawno już zniknęły. Forma bowiem, a nie treść sensu stricte, jest kośćcem dzieła sztuki. Po drugie, prof. Matczak nie uwzględnia drugiego aspektu sensu istnienia sztuki jako składnika tradycji duchowej, artystycznej, formalnej, językowej etc. Trudno się dziś czyta utwory Mikołaja Reja, nie mówiąc już o Biernacie z Lublina czy nawet Janie Kochanowskim lub Janie Andrzeju Morsztynie, ich warstwa językowa brzmi bardzo anachronicznie, a w przypadku Reja, a jeszcze bardziej Biernata archaicznie, ale bez poznania, a co najmniej pobieżnego się z nimi zetknięcia, nie sposób mówić o kulturalnej świadomości, wraz z umiejętnością umieszczania kształtu dzieł na osi czasu.

Odbiór ograniczony jedynie do współczesnej literatury i sztuki jest równie ułomny, niepełny, jak taki, który ograniczony byłby jedynie do literatury (i sztuki) dawnych wieków.

Tymczasem pobieżny tylko przegląd bardzo już bogatej bibliografii prac teoretyczno-literackich i krytycznych poświęconych romantyzmowi, w tym między innymi twórczości Juliusza Słowackiego pokazuje, jak cennym źródłem inspiracji dla współczesnej myśli interpretacyjnej jest ten poeta i dramaturg.

Krzysztof Lubczyński, Warszawa

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Prof. Matczak jeśli na czymś w ogóle się zna, to być może na prawie. Niech wraca do tamtej krainy ze swoimi smakowitymi pomysłami. Ja np. chętnie olałbym niektóre anachroniczne ustawy, skoro kontekst się zmienił, np. od roku 1993 się zmienił bardzo. Likwidacja zakazu aborcji na jego 30-lecie?
    @wujcioszela
    Nic prostszego, wystarczy przegłosować.
    już oceniałe(a)ś
    0
    3
    Racja Panie Krzysztofie! To trochę tak jakby prof. Mata chciał rezygnować z Seneki i Kartezjusza i uwzględniać tylko Žižka :))) Zdecydowanie lepiej jednak ogarniać całość niż fragmentarycznie literaturę. Bo potem, analogicznie takie np. zero staje się ministrem jakiegoś ministerstwa i niedouczone niebezpiecznie dla obywateli zmienia dziedzinę, której szczerze nie ogarnia, prawda?
    @Rom.Ang.
    Prawda. Bardzo podobnie pomyślałam.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Zgadzam się, oczywiście - ale do obcowania ze sztuką potrzebne jest przygotowanie. Nie można "dojrzeć w przyśpieszonym tempie". Dla pietnastolatków po prostu za wcześnie na romantyków czy Reja.
    To jest błędne koło: katujemy dzieci taką literaturą z obawy, że jako dorośli z własnej woli po nią nie sięgną. Ale jednocześnie, podając ją za wcześnie - jak befsztyk niemowlakowi - nie dajemy szansy rozsmakować się, strawić, polubić. Więc jako dorośli tym bardziej nie sięgną, nie zrozumieją i będą wspominać ze wstrętem. I cały projekt tożsamościowy weźmie w łeb;-)
    @Polaczka
    Niekoniecznie za wcześnie. Ucząc od małego od tego co rozumieją można dojść dalej niż waląc z grubej rury.
    Zresztą od wkuwania życiorysu Mickiewicza ważniejsze nauczenie się jak życiorys wpływa na twórczość autora. Jak ktoś to pojmie na ciekawszym dla nich np Żenku to i u Mickiewicza to łyknie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @Polaczka
    Przy okazji co do projektu tożsamościowego. Nie chodzi o prawdę o autorach i umiejętność ich interpretacji według siebie ale o politykę kulturową, siostrę polityki historycznej. Czyli kłamstwa i półprawdy o kulturze na potrzeby polityki aktualnej. Orwell cieplutko pozdrawia.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @maaac
    Miałam na myśli tożsamość narodową, oczywiście. Z lekką ironią ;-)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @Polaczka
    Akurat w przypadku polskiego romantyzmu nie trzeba dzieci katować jej literackimi wykwitami. Ja bym się skoncentrował raczej na ich katastrofalnym wpływie na postawy i światopogląd Polaków przez następne 150 lat. W porywach - 200. Mickiewicz czy Słowacki powinni być analizowani pod kątem tego, jak złowieszczymi w istocie postaciami mogą być tzw. wieszczowie, i ile zła mogą spowodować swoimi chorymi wyobrażeniami. Dla klas starszych problem syntetyczny do dyskusji na lekcji: czy twórcy odpowiadają za skutki społecznego odbioru swoich dzieł?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @homo_lupus
    Trochę pachnie HiT-em ? rebours
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Można Panów pogodzić: literatury polskiej jest niewiele. Przed XIX. wiekiem nie uświadczy się niczego znaczącego - żadnego Dantego, Petrarki, Villona, de Pisan, Szekspira, Moliera, Racine'a, Corneille'a... Współczuć trzeba uczniom włoskim i francuskim. Ale tam sobie z kulturalną obfitością radzą lepiej, niż w Polsce radzi się sobie z (powiedzmy grzecznie) szczupłością tego dobytku.
    @Jael
    Bo ja wiem. Sęp Szarzyński, Naborowski, kilku Morsztynów, zupełnie nieznany Stanisław Herakliusz Lubomirski. Zdecydowanie dobra poezja i da się czytać z przyjemnością.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    @aga1tulipe
    Kochanowski.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @chardonnay
    No jasne. Nie pisałam, bo wydawał się oczywisty. Prywatnie lubię też "Roksolanki" Zimorowica, kiedyś były w programie, teraz nie wiem... A tak mało jest w szkole dobrej liryki miłosnej. Samuel Twardowski też jest prześliczny. Poza poezją Frycz Modrzewski, w swoim czasie czytany w całej Europie, nie ustępuje klasą Erazmowi z Rotterdamu. Wcale nie mamy mało, u nas się trochę później zaczęła dobra literatura w języku narodowym
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @chardonnay
    To nadal, z tym, co @aga1tulipe wymienia, nie jest obfitość, która by kłopot robiła. Pokazuje jednak rzecz zastanawiającą: otóż był Jan Kochanowski i Mikołaj Sęp Szarzyński... i co dalej? No, właśnie. Herakliusz Lubomirski wraca do łaciny, bo chyba mu się w niej lepiej pisało (to gdy się porówna twórczość w obu językach). To dobry poeta, a przede wszystkim człowiek myślący (możliwe, że dlatego mało znany). I co dalej? Też niewiele. I nawet w XIX. wieku bywa więcej, niż nierówno - proszę nie opowiadać, że Orzeszkowa prozę wybitną tworzyła - przecież to autorka o pokolenie młodsza od Balzaca, Dickensa czy sióstr Brontë. Alexandre Dumas (p?re) też z pokolenia ojców. Jane Austen to pokolenie dziadków. Czyli zanim Eliza Orzeszkowa wzięła się do pisania, było mniej więcej od pół stulecia wiadomo, jak się powieści robi.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @Jael
    Dumas to jednak gruncie rzeczy taka sobie przygodówka, pierwszorzędna literatura drugorzędna. Sienkiewicz na naszym podwórku wytrzymuje porównanie. Orzeszkowej będę bronić, zwłaszcza jeśli chodzi o opowiadania. Co do Lubomirskiego pełna zgoda, a szkoda. Moim zdaniem to jest klasa światowa.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Problem to brak czasu. Ilość kreacji ludzkich rośnie lawinowo. Kiedyś był filozof - znal się na matematyce, prawie, przyrodzie, medycynie. Dziś już filozof zna się tylko na logice i historii filozofii. Nawet prawnicy nie są od prawa a od jego fragmentu. Prawnik od spadków zna się na prawie handlowym czy o ruchu drogowym tylko fragmentarycznie.
    Dla tego też nie da się uczyć całej literatury. Matczak apeluje by nie stać w miejscu i zauważać współczesność. Prawdą jest że od Szekspira zarzyna wielu i warto go znać by to widzieć. Tyle że Król Lew jest zrozumiały, a Hamlet dla mniej ogarniętych mniej. Dla tego trzeba wychodzić od tego co dzieci rozumieją i co zdolne są pojąć idąc w kierunku tematów trudniejszych. Walnięcie Dżesice i Brajankowi Słowackim skończy się ich stwierdzeniem, że Słowacki, nauczyciel i szkoła to kretyni i lepiej zająć się gierką lub sobą wzajemnie i to też czysto mechanicznie. Dopiero jak na tym co rozumieją i kochają nauczy się ich dyskusji i dostrzegania głębi i warstw (jak ogra) można pokazać im dalszą głębię. W tym np. fakt rżnięcia na bezczelnego od starszych autorów. Tych zaś omawiając można pokazać jak to co pisali wiązało się z światem w którym żyli... i nagle cudownie historia i ekonomia nabierają sensu bo tłumaczy tamtych ludzi.
    już oceniałe(a)ś
    9
    1
    Odnoszę wrażenie, że pan Matczak wiele stracił pracując ciężko (16 godzin dziennie, jak pisał) na swoją zawodową karierę. Przeoczył potrzebę i przyjemność poczucia osadzenia w kulturze swojego języka ojczystego. Tę przyjemność, o której pisała Hannah Arendt będąc już profesorką Uniwersytetu Chicagowskiego w odniesieniu do języka niemieckiego.
    To tak, jakby być miłośnikiem współczesnej muzyki poważnej nie mając pojęcia o chorałach gregoriańskich czy harmoniach Bacha. Niby można, ale przyjemność już nie ta.
    @steuermann
    Nic nie zrozumiałeś. Nie zrobisz z kogoś miłośnika muzyki zaczynając od chorałów gregoriańskich i Bacha. Trzeba zacząć od tego co lubi i w tym poszukiwać dobrej muzyki, a potem stopniowo w zależności od chęci zagłębiać się w trudniejsze dla współczesnego odbiorcy rejony. Nie wszyscy dojdą do Bacha ale miłość do muzyki zostanie. Zaczynając od Bacha (o ile rodzice nie melomani) tylko uzyskasz zniechęcenie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @maaac
    Być może coś zrozumiałem, tylko mam inne zdanie niż ty.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @steuermann
    Nie. Bo posłużył byś się argumentami, a nie fochem.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Zamiast mickiewiczów i słowackich poezja rapera Maty?
    @Renekk@poczta.onet.pl
    Nauka omawiania dzieł sztuki na podstawie Maty. Jak się spodoba od Maty można pójść głębiej i dojść do mickiewiczów i słowackich. A jak nie dojdziesz bo dzieci za tępe to przynajmniej głębiej na Matę będą umiały spojrzeć. Idąc w odwrotnej kolejności na pierwszej lekcji tracisz kontakt z uczniami i i tak z tych słowackich i mickiewiczów ani nie zrozumieją ani nie zapamiętają. Masz tylko satysfakcję wyższości moralnej i tyle.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    W dzieciństwie często chorowałam, a że lubiłam czytać, czytałam wszystko, co było w domu. W tym - "Ballady i romanse" Mickiewicza, znacznie wcześniej, niż stały się one moją lekturą szkolną. Byłam zachwycona. Forma językowa była może trudna, ale dało się przecież zrozumieć, a pod strony treściowej to były najlepsze (mini)opowieści, jakie dotąd czytałam (a czytałam wówczas głównie baśnie). Działające na wyobraźnię, z mnóstwem zaskakujących wydarzeń, nadprzyrodzonymi istotami, tajemniczą scenerią. Do dziś pamiętam dreszcze emocji przy tej lekturze... Nie rozumiem, dlaczego te perełki miałyby nie dotrzeć do wyobraźni dzisiejszej młodzieży, skoro dotarły tak łatwo do wyobraźni dziecka.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0