Od rodziców nie wymaga się żadnych kompetencji. A przecież decydujemy o czyimś życiu, zdrowiu, także tym psychicznym, o tym, jaki bagaż poniesie ofiara nieudanych eksperymentów wychowawczych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem świeżo po lekturze artykułu  o zniszczonym dzieciństwie i pełna podziwu dla bohatera, który taki pozew zdecydował się złożyć.

Utarło się, że rodzicom należy się szacunek i wdzięczność za urodzenie i trud wychowania. Nie mogę się z takim twierdzeniem zgodzić. Jako niepraktykujący psycholog mam świadomość zbyt wielu dramatów i problemów, które fundują swoim dzieciom rodzice. I nie mam na myśli rodzin dysfunkcyjnych, przemocowych, bo to rozumie się samo przez się, tylko rodziny wychowujące dzieci w tzw. dobrej wierze i czystych intencjach.

Chcąc jeździć samochodem, musimy zrobić prawo jazdy. Chcąc pracować jako księgowa, musimy skończyć ekonomię, ewentualnie kursy księgowości, gdy potrzebujemy broni, ubiegamy się o pozwolenie.

Od rodziców nie wymaga się żadnych kompetencji. A przecież decydujemy o czyimś życiu, zdrowiu, także tym psychicznym, o tym, jaki bagaż poniesie ofiara nieudanych eksperymentów wychowawczych.

Mój mąż, podobnie jak bohater artykułu, też stracił zęby. Też z powodu szkliwa. I także z powodu częstych chorób. Pierwsze lanie dostał za oberwany listek z rośliny doniczkowej. Potem dostawał za wszystko. Ponieważ był najstarszy z rodzeństwa, to na nim spoczywało gotowanie, sprzątanie, opieka nad rodzeństwem. Także ta finansowa, bo jako pełnoletni został zmuszony przez matkę do utrzymywania rodziny. To tylko wycinek jego historii, matka nie tylko jemu zniszczyła życie.

Gdyby nie wiek i fakt przedawnienia, prawdopodobnie złożyłby podobny pozew.

Znam zbyt wiele podobnych historii, by bezrefleksyjnie powtarzać, że rodzicom należy się szacunek z automatu. Sama jestem matką trójki dorosłych już dzieci, więc moja opinia nie wynika z przyswojonej wiedzy teoretycznej. Wynika natomiast z obserwacji, miłości i szacunku do własnych dzieci. I z racji tego, że sama popełniłam niejeden błąd wychowawczy, wiem, jak trudnym procesem jest wychowywanie dzieci.

Trzymam kciuki za bohatera artykułu i duchowo go wspieram.

Na rodzicach spoczywa obowiązek utrzymania dziecka, które powołali na świat, dzieci nie są im nic winne.

Żadne dziecko nie zasłużyło na złe traktowanie w imię źle pojmowanego rodzicielstwa.

Pozdrawiam

Czytelniczka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    100/100!!!
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Przez całe życie mam przed sobą obraz ojca który o 5-tej rano stoi nademną leżącym w łóżku z uniesioną do ciosu siekierą.Dlaczego żyję nie wiem,nie pamiętam!
    już oceniałe(a)ś
    7
    0