Status prawny Izby Odpowiedzialności Zawodowej niczym nie różni się od Izby Dyscyplinarnej i w istocie stanowi takie samo bezprawie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest sędzią VII Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków

Przed nowo powołaną Izbą Odpowiedzialności Zawodowej postawiono zadanie, które od zeszłego tygodnia gorliwie realizuje jej tymczasowy skład. Przy czym wszystko tu jest precyzyjnie przemyślane.

Pięcioosobowy skład Izby Odpowiedzialności Zawodowej do „zadań specjalnych" został wyłoniony bez jakichkolwiek kryteriów i po uważaniu przez prezeskę Izby Cywilnej Joannę Misztal-Konecką działającą w zastępstwie I prezes SN Małgorzaty Manowskiej. Wyznaczono w kalendarzu dość gęsto wrześniowe terminy rozpraw, na których mają być procedowane sprawy zawieszonych sędziów. Do tej pory wszystkie zakończyły się dla nich pozytywnie. Jeśli w najbliższych dniach dalej tak pójdzie, będzie można obwieścić Europie realizację "kamienia milowego" w zakresie przywrócenia do pracy sędziów odsuniętych od orzekania za praworządnościową postawę. Potężna przeszkoda na drodze ku uruchomieniu KPO zostanie w mniemaniu politycznych akuszerów IOZ usunięta.

Joanna Misztal-Konecka i prezydent Andrzej Duda
Joanna Misztal-Konecka i prezydent Andrzej Duda  Fot. ELIZA RADZIKOWSKA-BIALOBRZEWSKA/KPRP

Tyle tylko, że w świetle ugruntowanego orzecznictwa tymczasowy skład IOZ nie może mieć przymiotu sądu, chociażby z tego powodu, że został wskazany przez neosędzię Joannę Misztal-Konecką, której sędziowski status, jak każdego neosędziego SN, został skutecznie, bo prawomocnie, podważony przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (ETPCz). A przecież nie można być prezesem jednej z izb SN, nie będąc sędzią tego sądu. Co więcej – w pięcioosobowym tymczasowym składzie IOZ znaleźli się dwaj neosędziowie – Krzysztof Wiak i Marek Siwek.

Każdy skład IOZ, w którym będą zasiadali wyżej wymienieni, nie będzie zatem sądem w rozumieniu art. 6 europejskiej konwencji, co również wynika z orzecznictwa ETPCz.

Próbą pudrowania niesądu było powołanie do jego przejściowego składu trójki tzw. starych sędziów SN, czyli: Wiesława Kozielewicza, Dariusza Kalę i Małgorzaty Wąsek-Wiaderek. Nie dajmy się jednak zwieść. Otóż dwaj pierwsi sędziowie bezceremonialnie naruszają zapisy ustawy o Sądzie Najwyższym, nie stosując się do historycznej uchwały połączonych izb SN z 23 stycznia 2020 r. Uchwała ta została wpisana do księgi zasad prawnych i wiąże wszystkie składy SN w każdej sprawie. Wynika z niej natomiast to, że udział w składach orzekających SN neosędziów stanowi tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą zawsze skutkującą uchyleniem wyroku do ponownego rozpoznania bądź jest podstawą stwierdzenia nieważności postępowania.

Zarówno sędzia Kozielewicz, jak i sędzia Kala jako nieliczni z Izby Karnej SN orzekają w składach z neosędziami, narażając tym samym strony na konieczność powtórzenia procesów w przyszłości. Dla porządku dodać trzeba, że obaj sędziowie byli autorami zdań odrębnych do rzeczonej uchwały, a więc nie podzielali jej treści. W niczym jednak nie zmienia to faktu, że uchwała ta, podjęta przytłaczająca większością głosów przez pełny skład SN, wiąże również ich, i to w pełnym zakresie.

Jest jeszcze jeden cel postawiony przed tymczasowym składem IOZ. Otóż przywrócenie zawieszonych sędziów ma się odbyć z jak najmniejszym uszczerbkiem tak dla zdobyczy „dobrej zmiany" w sądach, jak i autorytetu jej głównego twórcy, czyli ministra sprawiedliwości. I to zadanie jest również usłużnie realizowane.

Widać to szczególnie jaskrawo po ustnych uzasadnieniach wygłoszonych przez tymczasowego prezesa IOZ sędziego Wiesława Kozielewicza. Zresztą sędzia Kozielewicz obsadził się w każdej sprawie zawieszonych sędziów w roli przewodniczącego składów orzekających, co uważam za wymowne.

W sprawach sędziów Adama Synakiewicza i Marty Pilśnik rozpoznawanych przez IOZ 14 września uznano, że podstawą umorzenia obu postępowań jest przekroczenie 30-dniowego terminu, w jakim decyzja ministra sprawiedliwości o zarządzeniu przerwy w czynnościach służbowych ma zostać poddana kontroli sądu dyscyplinarnego. W obu przypadkach termin ten nie został zachowany, albowiem w czasie jego biegu Europejski Trybunał Praw Człowieka w Luksemburgu (TSUE) zawiesił działalność Izby Dyscyplinarnej. Skład orzekający z sędziami Kozielewiczem i Kalą, plus ławnik, uznał w takiej sytuacji, że nie będzie krytykował zasadności decyzji ministra podjętej na podstawie art 130 ust. 1 ustawy o ustroju sądów powszechnych, który zawiesił oboje sędziów za treść wydawanych przez nich orzeczeń kwestionujących status neosędziów. Unik ten był celowy.

Aktywiści Stowarzyszenia Demokratyczna RP przed Sądem Najwyższym w Warszawie, 14 września 2022 r. W środku - sędzia Adam Synakiewicz
Aktywiści Stowarzyszenia Demokratyczna RP przed Sądem Najwyższym w Warszawie, 14 września 2022 r. W środku - sędzia Adam Synakiewicz  Fot. Demokratyczna RP

Następnego dnia bowiem sędzia Kozielewicz nie miał już skrupułów, by nazwać karygodną decyzję prezes Sądu Rejonowego w Elblągu, która zarządziła przerwę w czynnościach wobec sędziego Macieja Rutkiewicza na takiej samej podstawie jak minister sprawiedliwości (art. 130 ust. 1 Ustawy o ustrojów sądów powszechnych). Decyzję tę podtrzymała wówczas Izba Dyscyplinarna (ID), ale z przekroczeniem terminu 30-dniowego.

Wszystkie trzy sprawy mają zatem porównywalny grunt prawny, różnią się tym, że w pierwszych dwóch decyzję o przerwie w czynnościach wobec sędziów podejmował Zbigniew Ziobro, w trzeciej zaś prezes SR w Elblągu. Sędzia Wiesław Kozielewicz nie zdobył się jednak na surową recenzję poczynań ministra sprawiedliwości, grożąc palcem, bezpiecznie dla siebie, jedynie elbląskiej prezes za niezgodne z prawem wykorzystanie treści art. 130 ust. 1 usp. Przy czym Kozielewicz w swej wybiórczej krytyce poczynań prezes skorzystał z okazji do wygłoszenia kilku zdań lansujących swoją osobę, opowiadając o niezłomności i odwadze, jakimi wykazał się w poprzednim systemie, uniewinniając opozycjonistę w sytuacji, gdy również groziło mu zawieszenie. Niby szczegół, ale może mieć znaczenie, gdy prezydent będzie wskazywał docelowy skład IOZ oraz osobę prezesa...

Ale to później, bowiem zakładana z góry kolejność zdarzeń musi być zachowana. A więc najpierw Izba Dyscyplinarna działająca pod szyldem IOZ w ściśle wyselekcjonowanym tymczasowym składzie musi wykonać postawione przed nią zadanie przywrócenia do orzekania sędziów z jak najmniejszymi stratami dla wizerunku „dobrej zmiany", później zapewne zostanie uruchomiona krzykliwa propaganda i polityczna presja na KE, by stworzyć grunt pod wypłatę środków z KPO, po drodze prezydent wskaże docelowy skład IOZ zapewne z przeważającym parytetem neosędziów i Wiesławem Kozielewiczem na czele, co sytuację uczyni całkowicie jasną i spełni zarazem marzenia tego ostatniego.

Później Kancelaria Prezydenta podała do wiadomości listę jedenastu sędziów wskazanych przez prezydenta, którzy mają zasiadać w docelowym składzie IOZ. Większość, bo sześcioro, to neosędziowie gwarantujący bezprawność działania całej Izby. Z pozostałych pięciu „starych" sędziów trzech to autorzy zdań odrębnych do uchwały połączonych izb SN, którzy karnie w swoich macierzystych izbach SN zasiadają w składach z neosędziami, za nic mając oblig stosowania uchwały SN z 23 stycznia 2020 r. Wśród wskazanych przez prezydenta jest, rzecz jasna, Wiesław Kozielewicz, któremu – jak widać – opłaciło się zeszłotygodniowe przemilczenie krytyki decyzji ministra sprawiedliwości o zawieszeniu sędziów.

Orzeczenia wydawane przez IOZ z neosędziami w składzie nie będą orzeczeniami sądu w rozumieniu art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Zatem status prawny IOZ niczym nie różni się od ID i w istocie stanowi takie samo bezprawie.

Zawieszeni sędziowie, których sprawy będą rozpatrywane przez ten niesąd, winni niezwłocznie wystąpić od ETPCz o udzielenie zabezpieczenia poprzez zakaz rozpoznawania ich spraw.

Więc zmieniło się tak wiele, by wszystko pozostało po staremu. Decyzję prezydenta należy traktować w kategoriach swoistej prowokacji wymierzonej w KE czekającej na spełnienie warunków określonych treścią "kamieni milowych" dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Dziś już wiemy, że to nie nastąpi.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    CYT ; Albo my te PiSowskie ś..erwa jeszcze przed wyborami dopadniemy i zgniją w kryminale albo oni nas wytrują jak Odrę! Żarty się skończyły trzeba ich zagonić pod ten mur na granicy z Białorusią, żeby paznokciami wykopywali sobie przejście na Białoruś! Najtragiczniejsze jest, że głupia, tępa, prymitywna dzicz analfabetów wierzy w te żenujące brednie że "bronimy niepodległości przed Niemcami z Brukseli"... goebbelsowska szczujnia wraz z klechami przeprała kurze móżdżki milionów emerytów, rolników, mieszkańców małych dziur i jest ich wystarczająco dużo, by zabić Polskę na pokolenia, odebrać przyszłość obecnej młodzieży (która skądinąd jest też gnuśna i ma na wszystko "wy.ebane"). Oni serio wierzą, że atrybutem 'niepodległości' są sądy wyrokujące na partyjny rozkaz, sterowane Ziobrą, niszczące każdego, kto nie leży mordą w pyle przed butami nie do pary Prezesa. Jak kacapy Putina - ta dzicz (w większości stare sieroty po PRL) po prostu marzy o państwie takim jak Rosja - azjatyckiej satrapii, która zwalnia od myślenia. Rzygać się chce w te tępe, obrzydliwe ryje, brzydzę się że to są moi współobywatele (a oni brzydzą się mną, "zdrajcą")
    już oceniałe(a)ś
    2
    0