Zapewnienie każdemu energii jest emanacją konstytucyjnego obowiązku państwa zagwarantowania wolności i praw człowieka i obywatela, a przedsiębiorcom - warunków realizacji (ekonomicznych) swobód gospodarczych i ochrony zaangażowanego kapitału.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zawirowania z rosnącymi cenami nośników energii i ich dostępnością, głównie węgla, oraz spodziewany wzrost wydatków na energię, zarówno gospodarstw domowych, jak i – a może przede wszystkim – przemysłu stawia pytanie, czy w ogóle mamy prawo do energii? A jeśli tak, to po pierwsze, do jakiej postaci energii (elektrycznej, cieplnej, gazu) czy jej innych nośników (np. węgla), a po drugie, wobec kogo i na jakich warunkach? Pytania te, z pozoru zajmujące wąską grupę specjalistów, stają się dziś pytaniami pojawiającymi się w debacie publicznej i prywatnych rozmowach. Stąd moim zamiarem jest przybliżyć ten obszar prawno-gospodarczy szerszemu kręgowi czytelników.

W swoim felietonie ("Z konstytucji można odczytać prawo obywatela do węgla") profesor Adam Bodnar dowodził, że prawo do węgla jest zakotwiczone w szeregu konstytucyjnych praw człowieka i obowiązkach państwa wobec obywateli, lecz z uwagi na programowy charakter norm konstytucyjnych nie konstruują one konkretnego roszczenia o węgiel. Ich realizacja wymaga działania władz w ramach polityk publicznych, na poziomie adekwatnych ustaw i konkretnych działań wykonawczych, najpełniej wypełniających treścią normę konstytucyjną. Podzielam pogląd o konieczności wsparcia każdego gospodarstwa domowego i miejsc użyteczności publicznej, ale też innych podmiotów, aby nikt nie cierpiał chłodu zimą.

Prawo do węgla, jako jednego z rodzajów nośników energii, postrzegam jednak jako składnik szerszego prawa każdej jednostki (konsumenta, przedsiębiorcy, szkoły, urzędu – odbiorcy) do energii.

Aby zapewnić każdemu ciepło w zimie, nie wystarczy skoncentrować się tylko na węglu, lecz należy spojrzeć szerzej na energetyczne potrzeby społeczne oraz możliwości i zobowiązania państwa (o czym też dalej). Z kolei ochronę środowiska można osiągnąć nie tylko wspieraniem odnawialnych źródeł energii (czego nie kwestionuję), lecz też przystępnością cenową najmniej szkodliwych nośników i najefektywniejszych postaci energii, czyli cenową stymulacją rynku.

Najbardziej upowszechnioną i najdogodniejszą w korzystaniu postacią energii jest energia elektryczna (elektryczność, prąd) – komplementarna wobec praktycznie wszystkich dóbr i usług oraz im odpowiadających potrzeb ludzkich. W wyniku zużycia podlega przetworzeniu na ciepło, światło, pracę urządzeń elektronicznych lub mechanicznych (lodówek, komputerów, telewizorów, maszyn, linii produkcyjnych). Prąd nie ma realnie substytutów (z pewnym wyjątkiem dotyczącym gazu, np. w produkcji), dlatego jest najlepszym przykładem do zobrazowania prawa do energii, zwłaszcza że obecna relacja cen gazu (również postaci energii) do prądu przemawia na korzyść ogrzewania prądem. Nie każdy ma też dostęp do sieci gazowej czy cieplnej, ale każdy ma dostęp do elektryczności.

W okresie powojennym, w II połowie XX wieku elektryczność była dobrem wyższego rzędu (dobrem publicznym), stopniowo udostępnianym społeczeństwu jako konieczna zdobycz cywilizacyjna, urzeczywistniająca ideę państwa socjalnego oraz społeczną gospodarkę rynkową, służąc rozwojowi nowoczesnego przemysłu. W latach 90. XX wieku stopniowo stała się także towarem podlegającym stałej wycenie rynku. Postrzeganie elektryczności jako dobra publicznego ma uzasadnienie w Konstytucji RP.

Postęp i oczekiwania społeczeństwa sprawiają, że dostęp do zasobów energetycznych warunkuje już nie tylko życie, lecz jawi się też jako warunek prawa do godnego życia (godnej egzystencji; (art. 30 i 38), do pewnego jego minimalnego akceptowalnego standardu, zgodnego z przekonaniem naszego społeczeństwa. A jest on wysoki.

Dostęp do energii sprzyja i pozwala na efektywniejszą realizację prawa własności i innych praw majątkowych (art. 20 i 64 ust.1) oraz korzystanie z innych konstytucyjnych praw i wolności, takich jak: swoboda działalności gospodarczej (istotna dla przemysłu; art. 20), prawo dostępu i rozpowszechniania informacji (art. 54 ust.1), prawo wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy (art. 65 ust.1), a także prawo do zachowania bezpiecznych i higienicznych warunków pracy (art. 66 ust.1), prawo ochrony zdrowia (art. 68 ust.1), czy też prawo do nauki i dostępu do dóbr kultury (art. 70 i 73) oraz zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych (art. 75). W sposób tożsamy można powiązać dostęp do energii z prawami i wolnościami wynikającymi z Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka stanowi z kolei o prawie człowieka do urzeczywistnienia – zgodnie z organizacją i zasobami każdego państwa – swych praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla jego godności i swobodnego rozwoju jego osobowości, oraz o prawie każdego człowieka do poziomu życia zapewniającego zdrowie i dobrobyt jemu i jego rodzinie. Podobne zobowiązanie państwa do podnoszenia poziomu życia i popierania dobrobytu społecznego wynika z Europejskiej Karty Społecznej. Unormowania międzynarodowe odzwierciedlają zakotwiczone w różnych tradycjach i kulturach prawnych wspólne centrum wartości określających niepodważalne prawa jednostki. Współcześnie można spostrzec trend w dyskusjach o postrzeganiu prawa unijnego, że skoro najgłębszym sensem Unii i zarazem dobrem nadrzędnym jest interes obywatela, to na poziomie wykładni prawa zrównać należy prawo do energii z niekwestionowalnym i prawnie gwarantowanym prawem do wody.

Zapewnienie każdemu energii jest emanacją konstytucyjnego obowiązku państwa zagwarantowania wolności i praw człowieka i obywatela, a przedsiębiorcom – warunków realizacji (ekonomicznych) swobód gospodarczych i ochrony zaangażowanego kapitału.

W prawie do energii mieści się zobowiązanie do dostarczenia energii w każdym czasie, w wystarczającej ilości, o określonych parametrach jakościowych i za rozsądną cenę. Realizacja prawa do energii i jego ochrona przebiega, z jednej strony, na płaszczyźnie oddziaływania państwa (przez prawodawstwo i regulatorów rynku) na przedsiębiorców (dostawców) dostarczających odbiorcom energię, zaś z drugiej strony – poprzez przyznanie jednostce w prawie energetycznym (czyli ustawą) roszczenia (tj. żądania dochodzonego przed organem państwowym) o zawarcie umów o dostarczanie na jej rzecz energii, którego wynikiem jest ustalenie treści umowy rozstrzygnięciem urzędu lub sądu. Roszczenie o energię jest egzekwowalne, zupełnie inaczej niż rozważane przez profesora A. Bodnara prawo do węgla, którego nie ma przeciwko komu skierować, aby je zmaterializować. Pozostaje jedynie uprzejmie zabiegać o węgiel u sprzedawców czy różnymi drogami oddziaływać na władzę publiczną, aby oddziaływała na rynek. Roszczenie o energię (prąd, gaz, ciepło - z sieci) ma za to wymiar konkretny, stwarza każdemu – bez oglądania się na władzę – możliwość zainicjowania własnym działaniem sprawy o zawarcie umów o dostarczanie energii (o przyłączenie do właściwej sieci, a następnie sprzedaży i transportu energii do odbiorcy). Żądanie jest kierowane przeciwko konkretnemu, na danym terenie działającemu przedsiębiorcy energetycznemu (dostawcy), którego nadzoruje państwo mające możliwość wymuszenia działania, aby jednostka mogła zaspokoić swoje prawa i wolności. Państwo ma możliwość interwencji w treść umów z odbiorcami i egzekwowania akceptowalnego poziomu cen (przez zakaz naruszania nieuczciwych praktyk rynkowych lub naruszających zbiorowe interesy konsumentów, taryfowanie cen), co musi być wyważone z prawem dostawców do godziwego zysku. Odbiorcy-przedsiębiorcy pozostają w tym względzie zdani na cenę rynkową, poszukiwanie korzystniejszych ofert i własne kompetencje negocjowania warunków umów. Jednak

każdy odbiorca może domagać się interwencji państwa, jeśli uważa, że oferowane mu warunki dostaw naruszają jego interesy, dobre obyczaje, warunki uczciwej konkurencji, stosowane są niedozwolone postanowienia umowne.

Prawo do energii mieści w sobie dwa aspekty, za które odpowiada państwo: techniczny i ekonomiczny. Pierwszy polega na utrzymaniu bezpieczeństwa dostaw (ciągłości, niezawodności, wystarczalności), a drugi – na ochronie akceptowalnego poziomu cen (dla ludności i pośrednio przemysłu). Gwarantują one porządek publiczny, zdolność utrzymania rodziny oraz utrzymanie miejsc pracy przez przedsiębiorców, a powinny także ochronę środowiska (otoczenia, w którym żyjemy). Sprostanie tym celom publicznym określa zdolność państwa dbania o dobro obywateli (poczucie bezpieczeństwa i ekonomiczne warunki egzystencji, ochronę przed ubóstwem i chłodem) oraz podwaliny niezależności gospodarczej państwa – przez umożliwienie przedsiębiorcom, przemysłowi stabilnych warunków produkcji. Stąd realizacja prawa do energii leży w interesie publicznym, wspólnego interesu nas wszystkich, jak i każdego obywatela z osobna.

Mimo dobrodziejstwa i silnej pozycji prawa do energii dopuszczalne jest ograniczenie do niej dostępu, które może okazać się konieczne w demokratycznym państwie prawa w celu utrzymania w nim bezpieczeństwa lub porządku publicznego (np. priorytetowe dostarczenie energii do szpitali, gospodarstw domowych, obiektów państwowych, zabezpieczenie podstawowych usług socjalnych) – w razie niemożności pokrycia całości zapotrzebowania. Niedostępność surowców lub awarie mogą być tego przyczyną, choć przewidziane są odpowiednie procedury i działania dla pilnego zażegnania przerw lub ograniczeń. Takie ograniczenia nie powinny naruszać istoty wolności i praw oraz spełniać test (wymogi) zasady proporcjonalności (być adekwatne do sytuacji – konieczne, lecz nie nadmierne, nigdy ponad rzeczywistą potrzebę). Ograniczenia są też zgodne z prawodawstwem unijnym, np. w razie poważnych zaburzeń wewnętrznych zagrażających porządkowi publicznemu (pkt. 35 Deklaracji odnoszących się do postanowień Traktatów; art. 347 i 348 TfUE).

Współcześnie zadaniem państwa jest stałe i umiejętne identyfikowanie czynników ryzyka i oddziaływanie na złożony układ uwarunkowań prawno-gospodarczych, aby całe społeczeństwo i przedsiębiorcy mogli zaspokoić obecne i perspektywiczne potrzeby energetyczne. Stąd inwestycje lub ich wsparcie w obecne i nowe źródła dostaw różnych nośników energii, interwencje na rynku cen, wsparcia i dopłaty do rachunków dla odbiorców. Nie jest to niczym innym jak realizowaniem przez państwo lub przedsiębiorców publicznych opisanych zobowiązań państwa wobec jednostek (obywateli, przedsiębiorców) wynikających z konstytucji, aby finalnie wykonać wobec odbiorców prawo do energii.

dr Marcin Marszałek,

wykładowca WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej, radca prawny

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    To już dostrzegł towarzysz Lenin, stwierdzając, że komunizm to władza rad plus elektryfikacja kraju. Jak wynika z prostej arytmetyki, wystarczyło nie likwidować komunizmu lecz ograniczyć się do odjęcia od niego władzy rad i pozostałaby nam ogólnie dostępna energia elektryczna. Zachciało się kapitalizmu, to nie należy się dziwić.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1