Przetasowania i negocjacje podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Samarkanda… to dźwięcznie brzmiąca nazwa starożytnego, egzotycznego miasta – trochę jak z baśni z tysiąca i jednej nocy. Przeżywającego teraz którąś tam już młodość jako nowa stolica Uzbekistanu.... i nie tylko dlatego. Ale o tym za chwilę.

W ostatnich kilku dniach uwaga światowych mediów skupiła się prawie wyłącznie na dwóch tematach:

  • na śmierci brytyjskiej monarchini i sukcesji tronu przez Karola, księcia Walii, oraz...
  • na zaskakująco błyskawicznej ofensywie armii ukraińskiej w północno-wschodnim rejonie kraju i spektakularnej tam klęsce agresora, którą rzecznik Kremla określił jako „przegrupowanie". To „przegrupowanie", podczas którego żołnierze „niezwyciężonej armii" porzucali w popłochu czołgi i transportery opancerzone i uciekali do „matuszki Rossiji" skradzionymi prywatnymi autami z – również skradzionymi – lodówkami w bagażnikach i na dachach.

W ich cieniu, prawie niezauważalnie, dzieje się jednak coś, czego uważni obserwatorzy globalnej „wielkiej szachownicy" nie powinni przegapić.

Więc na razie oddalam się od Londynu i od Charkowa i kieruję swoją i waszą uwagę na daleki Uzbekistan, na Samarkandę, gdzie właśnie odbywa się spotkanie czarownic, jak to ongiś na Łysej Górze bywało. Czarownice z kilkunastu azjatyckich i europejskich stolic zleciały się tam na swych luksusowych odrzutowych miotłach na coroczny sabat.

By lepiej zrozumieć i pojąć wagę tego wydarzenia, przypomnę kilka faktów z niedawnej historii:

Otóż w pierwszym roku tego naszego milenium nowy władca Kremla, zazdroszcząc Zachodowi, wpadł na pomysł, by stworzyć też coś na wzór NATO i przez to utrzymać choć częściową kontrolę nad odpływającymi w siną dal dawnymi sowieckimi azjatyckimi republikami. Zdawał sobie sprawę, że ma w tym tu silną konkurencję Pekinu, ostrzącego sobie zęby na bogactwa naturalne Kazachstanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu, Azerbejdżanu... Wiedząc, że sam nie da rady, zagrał więc va banque i zaproponował Chińczykom współudział. A ci bez wahania przyjęli.

Tak, w roku 2001 narodziła się Szanghajska Organizacja Współpracy, obejmująca oprócz Rosji i Chin także Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Uzbekistan. 16 lat później, w 2017 roku, dołączyły do niej jeszcze Indie i Pakistan, a tzw. status obserwatorów uzyskały Białoruś, Mongolia, Afganistan i Iran.

Prezydenci lub premierzy tych państw spotykają się co roku w innej stolicy – tym razem jest to stolica Uzbekistanu. Dopraszają też sobie gości. Tym razem gościć będą przywódców Turcji, Armenii, Azerbejdżanu i Turkmenistanu.

Gdy tak spojrzeć z zewnątrz, robi to oszałamiające, kolosalne wrażenie światowej potęgi. Gospodarczej, finansowej, surowcowej, no i militarnej. Połowa ludności całego świata, ogromne euroazjatyckie terytoria!!!

A co zobaczymy, gdy powiększymy obraz tego obszaru na ziemskim globie, gdzie obecnie trwa sabat, i przyjrzymy się bliżej?

Rozbieżności interesów tych państw są zasadnicze i oczywiste. Zacznijmy od góry, od założycielskich mocarstw, czyli od Rosji i Chin. Od lat konkurują one ze sobą zawzięcie o wpływy, o pozycję niekwestionowanego lidera. Bogactwa naturalne Syberii nieodparcie kuszą Chińczyków. W chwili obecnej – przy militarnym zaangażowaniu Rosji w Ukrainie, kompromitacji jej armii, nadchodzącej zapaści gospodarczej Federacji Rosyjskiej – Chiny wychodzą na prowadzenie. Rosja – czy chce tego, czy nie – staje się klientem Chin, od nich coraz to bardziej uzależnionym. A jej władca Putin – światowym pariasem.

Jest to całkiem jasne dla reszty uczestników szczytu w Samarkandzie i pewnie stąd te ostatnie odmowne reakcje Kazachstanu na żądania Moskwy, by uznał samozwańcze republiki w Donbasie. Stąd publiczna odmowa prezydenta Kazachstanu przyjęcia od Putina medalu. Stąd też, zapewne, w ostatnich dniach atak wojsk Azerbejdżanu na popieraną przez Moskwę Armenię.

Na tzw. Środkowym Wschodzie coraz to goręcej. Putin robi dobrą minę do złej gry – ale jedynie wychodzi w oczach świata na żałosnego błazna, gdy w chwili klęski swych wojsk pod Charkowem uroczyście otwiera diabelski młyn na wesołym moskiewskim miasteczku, a jego rzecznik ogłasza, że specjalna operacja militarna przebiega „zgodnie z planem".

To, że my na Zachodzie chichoczemy, widząc i słysząc te bzdury, to jeszcze nic takiego. Znacznie gorzej dla Rosji Putina, że jej – na strachu oparty – prestiż sypie się w gruzy.

A – jak głosi to stare porzekadło: „gdzie się dwóch bije, tam trzeci korzysta". Bo oczywistym jest, że Chiny zręcznie manipulują kremlowskim bankrutem, tak by do końca nie zbankrutował, ale żeby na kolanach żebrał o ratunek, o pekińskie wsparcie. Właśnie tego możemy oczekiwać po osobistym spotkaniu chińskiego prezydenta Xi z Putinem w Samarkandzie.

Do akcji rusza Turcja. Prezydent Erdogan, który popiera Azerbejdżan w konflikcie z Armenią i któremu marzy się wskrzeszenie Imperium Osmanów – dostał zaproszenie i przylatuje do Samarkandy. Czy na tapecie jego rozmowy z Putinem znajdzie się i Krym? Wszak i Osmanie mogą sobie do niego rościć pretensje.

Prezydent Iranu – z wielkimi ambicjami regionalnego mocarstwa atomowego – przylatuje do Samarkandy. Czy uda mu się uzyskać zapewnienie poparcia Rosji w jego staraniach o uzyskanie broni nuklearnej? A może i coś więcej, np. jakieś brakujące Iranowi nuklearne elementy z rosyjskiego arsenału? Wszak dostarczają Putinowi bezzałogowe drony do zabijania ukraińskich wrogów... należałoby się jakoś odwdzięczyć.

Przylatuje też do Samarkandy premier skłóconego i z Chinami i z Indiami Pakistanu, konkurującego z Iranem o rolę regionalnego lidera.

I wreszcie, co niezwykle istotne, przylatuje też premier Indii – Modi. Tych Indii, które pięć lat temu dołączyły do tego towarzystwa, a które w tym tygodniu obejmują rotacyjną prezydenturę Szanghajskiej Organizacji i za rok mają być gospodarzem następnego dorocznego spotkania liderów. A to przecież właśnie Indie, poza Rosją, są najpoważniejszym konkurentem Chin do pozycji azjatyckiego lidera. I Indie też, tak jak i Chiny, starają się rozgrywać Rosję. Kupują od niej broń, kupują ropę i gaz, ale gdy dochodzi do głosowania w ONZ za rezolucją potępiającą agresję Rosji... zachowują neutralność.

Jak więc widać, nie jest to ani miłe, ani łatwe spotkanie dla Putina. Tylu rozgrywających, a on i jego Rosja są ich głównym celem. Czy może więc liczyć na choćby jedną przyjazną mu tam duszę? Może chociaż białoruski baćka Łukaszenka? Może afgańscy Talibowie?

Życzę Putinowi, by była to już jego przedostatnia zagraniczna podróż.

A ta ostatnia?... To już z dobrze uzbrojoną eskortą, do holenderskiej Hagi, gdzie powołany przez ONZ Międzynarodowy Trybunał Karny przyjmie go z otwartymi ramionami i oceni jego dokonania! No i... Trybunał, jako organ niezależny, nie podlega decyzjom Rady Bezpieczeństwa. Nie będzie więc liczył Putin na rosyjskie czy chińskie veto!

Staszek Smuga-Otto

Kanada, Brytyjska Kolumbia

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Cieszę się ze Pan poruszył ten temat, bo jakoś większości komentatorów to umknęło.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Jak zwykle ciekawie opisane i skomentowane sprawy wagi światowej. Dzięki.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Dobre- dziękuje !
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Alians nawiedzonych królewiczów, którzy nie umieją korzystać z pisuaru, a kibli też nie za wiele mają, za to noże za paskami trzymają, gdy się całują i ściskają.
    Żałosna zbieranina przyszłych ofiar i sprawców.
    A co do radzieckich, to jesteśmy świadkami ponownego rozpadu związku radzieckiego.
    Tłuką się o wodę, krzaki, granice i porzucone beemwice i haubice.
    Putin ląduje jak tupolew.
    Zmieścił się na ścieżce, ale brzoza ukraińska mu dupę urwała.
    Kraina marzeń i licencji pis dzielców.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0