Zgodność poglądów Kurskiego z "emerytowanym zbawcą ojczyzny" pozwoliła temu pierwszemu prowadzić niemal samodzielną politykę medialną, a przy okazji kreować, czasami w sposób nieprzyzwoity, swoją osobę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jacek Kurski, ten od dziadka z Wermachtu, niespodziewanie stracił stanowisko prezesa TVP, a cała ta procedura przeprowadzona przez Krzysztofa Czabańskiego, szefa dosyć dziwnego tworu, jakim jest Rada Mediów Publicznych, podobno trwała 15 minut, i to łącznie z wyborem następcy.

Dla "Kury", bo to jedna z jego ksyw, ale były i inne, np. "Bulterier PiS", to nie nowość, raz na wozie, raz pod wozem. Jako prominentny poseł PiS, wraz ze Zbigniewem Ziobrą i Tadeuszem Cymańskim, zrobił rokosz, tworząc nową, jak to zwykle bywa, kanapową partię Solidarna Polska, będąc nawet jej wiceprezesem. Wtedy to Joachim Brudziński ocenił nowy twór polityczny: „moi byli koledzy partyjni być może w swojej naiwności uważają, że polscy wyborcy to takie mało rozgarnięte istoty, które nie potrafią odróżnić plewy od ziaren". Po pewnym czasie Jacek Kurski wrócił na łono partii PiS i prezesa Kaczyńskiego, bo tych panów łączy specyficzna symbioza, obydwaj są sobie potrzebni. Prezes wie, że Kurski jest bardzo niebezpieczny i musi być w środku, a nie na zewnątrz, a wyraził to dosadniej: „lepiej go mieć z sobą (i kontrolować), aniżeli przeciwko sobie". A nasz bohater ocenił ten mariaż: "nie ukrywam, że w sferze frazeologii i obrazowania świata polityki jestem chłonnym uczniem Jarosława Kaczyńskiego". Pycha pozwoliła mu też na wypowiedź, że: "prezes tak bardzo mnie ceni, że nie wyobraża sobie kraju i Sejmu beze mnie".

Jarosław Kaczyński pewnie dobrze zapamiętał słowa Kurskiego z 2007 r.: "będę konsekwentny w odzyskiwaniu urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendzie po agendzie. Trzeba powiedzieć jasno, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawił się w czasie naszych kampanii wyborczych, nie może cierpieć głodu".

Rzeczywiście, proces przejmowania państwa zaczął się wtedy, został przerwany przegraną PiS w wyborach parlamentarnych.

Ale po wygranej w 2019 r. stał się wręcz normą życia partyjnego tzw. Zjednoczonej Prawicy. Urzędy, agendy i przedsiębiorstwa zgodnie z ideą Kurskiego zostały łupem „trzymających władzę". Uwłaszczenie swoich wiernych, często miernych odbywa się na skalę niespotykaną, pojawił się nawet klub 60 milionerów beneficjentów tej niecnej praktyki.

Kurski miał też swoją wizję oddziaływania mediów na społeczeństwo, a szczególnie telewizji, i trudno mówić w tym przypadku o telewizji publicznej, raczej chyba już partyjnej. "Trzeba robić swoje, w sensie ideowym, seriale sitcomowe, seriale pokazujące nasze wartości na podstawie prawdziwych bohaterów. Trzeba mieć swoje portale, swoją dobrą gazetę, swoje dobre media, swoje radio i TV. Trzeba oddziaływać na kulturę. Mieć swojego Wojewódzkiego, Majewskiego, kabarety". Oczywiście taki ideowiec otrzymał funkcję prezesa TVP i ci, którzy ją oglądali, zobaczyli, co z telewizji publicznej zrobiono w krótkim czasie. Kłamstwo, niszczenie opozycji, gloryfikowanie rządzących i pokazywanie i interpretowanie faktów dla nich korzystnych. Bardzo często rzetelną informację dziennikarską zamieniano na tendencyjną opinię. A kwintesencją tej dosyć prymitywnej telewizji stały się sławne czerwone paski.

Ale prezes TVP miał inne zdanie, według niego: "rozbiliśmy kłamstwa III RP. Naród odzyskał telewizję publiczną". Zresztą obydwu panów łączyło podobne podejście do roli telewizji.

Jarosław Kaczyński twierdził, że w telewizji można pokazać wszystko, bo ludzie przyjmą to bez żadnej refleksji, zaś Jacek Kurski wypowiedział słynne „ciemny lud to kupi" i "czarny PR to niezwykle nośne, inteligentnie podane, wiarygodne i zniesławiające kłamstwo". Zasada wywodząca się z goebbelsowskiej zasady: kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą, "jest groźna dla demokracji, tam bowiem, gdzie niknie związek między słowem a rzeczywistością, tam demokracja zaczyna działać źle". To powiedział Jarosław Kaczyński, w 2007 r., gdy przestał rządzić.

Zgodność poglądów Kurskiego z "emerytowanym zbawcą ojczyzny" pozwoliła temu pierwszemu prowadzić niemal samodzielną politykę medialną, a przy okazji kreować, czasami w sposób nieprzyzwoity, swoją osobę. 

Być może jednak przekroczył niewidzialną granicę wyznaczoną przez prezesa PiS, który może sobie przypomniał słowa Lecha Kaczyńskiego: "ta postać jest dla mnie nie do zaakceptowania, w polityce są wartości graniczne, a Jacek Kurski te wartości przekroczył". Czas pokaże, czy „Kura" dostanie nowy kurnik.

Wawa z Warszawy

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    W mafii pisowskiej panuje jedna zasada: im większa gnida, tym wyższa pozycja w hierarchii tej organizacji przestępczej. Nie martwiłbym się Kurskim, będzie miał pełne ręce roboty.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    Jakże tu aktualne jest "Daj kurze grzędę...."
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Kurski zrobił w TVP wszystko zgodnie z przysłowiem " Gdy w kurniku zaczyna gdakać jedna kura,wkrótce gdacze cały kurnik "
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Kurski jest cynglem, nie jest i nie będzie capo. Został usunięty, bo inaczej Duda nie zgodziłby się kolaborować z PiSem przy manipulacjach z ordynacją wyborczą a Morawiecki pchać się dalej w przepaść ze swoim nierządem. Plan Kaczyńskiego jest taki: "poprawić" ordynację i w odpowiednim momencie wywalić Ziobrę, by po upadku rządu zrobić wybory w lecie, kiedy ludzie myślący wyjeżdżają na wakacje. Najśmieszniejsze, że tym razem to Duda pokaże mu faka, by zemścić się i odkupić swoje winy po klęsce kaczystów.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Moze jako klawiszowiec u Zenka ?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Spoko. Dostanie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    We Wronkach
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    "Zasada wywodząca się z goebbelsowskiej zasady: kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą, "jest groźna dla demokracji, tam bowiem, gdzie niknie związek między słowem a rzeczywistością, tam demokracja zaczyna działać źle". To powiedział Jarosław Kaczyński, w 2007 r., gdy przestał rządzić."

    To co mówi Kaczyński nie ma żadnego znaczenia. Służy to zakamuflowaniu zamiarów. Potrafi zaprzeczyć sobie w tym samym czasie, na przykład jest teraz wielkim orędownikiem przyłączenia Ukrainy do struktur Zachodu, który uważa za zdegenerowany, największe zagrożenie, wroga Polski oraz wolności.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0