Temat przyczyn zwycięstw wyborczych polskiej skrajnej prawicy i umożliwienia jej tworzenia państwa więcej niż półautorytarnego właściwie nie pojawia się w naszej debacie publicznej. Pomijając te kwestie, zmniejszamy szanse na zwycięstwo wyborcze i nie przygotowujemy zabezpieczeń przed ponownym dramatem politycznym - pisze czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dlaczego już siedem lat jesteśmy w tym bagnie ?

Temat jest najpoważniejszy z poważnych, ale spróbuję, jak najkrócej, w stylu prawie twitterowym. Uważam, że stało się tak, gdyż zostały spełnione przede wszystkim przez rządzących trzy warunki. Każdy z nich konieczny, lecz niewystarczający. I nie ma sensu zastanawianie się nad ich hierarchią ważności:

  • System wyborczy D`Hondta. Umożliwia on zdobycie bezpiecznej większości parlamentarnej partii, która zdobywa mniej niż 40 proc. głosów. A prezydent? Przy tak zróżnicowanej ideowo i politycznie opozycji kandydat takiej partii ma ogromne szanse na zwycięstwo. PiS udowodnił w praktyce, że nawet najlepsza konstytucja nie broni przed wprowadzeniem systemu prawie autorytarnego, gdy rządzący po prostu ją lekceważą. A zaczęli spektakularnie, bo przystąpili do zmiany składu TK, łamiąc prawo.
  • Nie tylko tolerowanie, ale często pomaganie Kościołowi katolickiemu w jego działaniach społeczno-politycznych zmierzających do zwiększania wpływu na całe społeczeństwo i na sferę profanum. Istotne znaczenie miało też uczestnictwo w przekonywaniu również ludzi niewierzących lub zwyczajnie niepraktykujących, że Jan Paweł II był jednym z najwybitniejszych Polaków w historii i powinien być dla nich autorytetem. Kościół świetnie to wykorzystał. A przecież dwa tysiące lat historii KK uczą nas, że gdy tylko jest taka możliwość, to stara się on używać aparatu władzy do osiągania własnych celów. I jest w tym bardzo konsekwentny i skuteczny. (Niestety aktywni byli tu też nasi liberałowie. Rzeczywiście liberalni i to ultra, jedynie w sferze społeczno-ekonomicznej.)
  • Polska wersja turbokapitalizmu nazywanego też kapitalizmem wykluczającym, którego więcej niż symbolem był i wciąż jest degresywny system podatków i świadczeń społecznych oraz pozostawienie bez reprezentacji politycznej większej grupy niż 20 proc. społeczeństwa. Chodzi o klasy niższe, mające uzasadnione przekonanie, że ogólny czas prosperity ich nie dotyczy, że są wykluczeni, a ich dzieci właściwie nie mają szans na awans społeczny. Jak przekonująco pokazał Thomas Piketty, taka sytuacja daje ogromne możliwości polityczne skrajnej prawicy. PIS nie był tu pierwszy. Znacznie wcześniej wykorzystał to francuski Front Narodowy, który równie radykalnie, jak jego polski odpowiednik, zmienił swój program w wybranych kwestiach społecznych. (Tu współwinna była polska pseudolewica i liberałowie. Jednak zdecydowanie większe pretensje można mieć do tych, którzy zapomnieli o swych korzeniach społecznych i mówiąc najprościej, o swojej ideologii.)

Temat przyczyn zwycięstw wyborczych polskiej skrajnej prawicy i umożliwienia jej tworzenia państwa więcej niż półautorytarnego właściwie nie pojawia się w naszej debacie publicznej. Tymczasem tylko  nawet najgorętsze i najbardziej sensowne jej krytykowanie nie wystarczy. Pomijając te kwestie, zmniejszamy szanse na zwycięstwo wyborcze i nie przygotowujemy zabezpieczeń przed ponownym dramatem politycznym.

Marek Serafin

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Problem istnieje, i polega na tym, że fundamenty systemu ujęte w konstytucji są jawnie łamane. Zatem właściwe pytanie, to dlaczego jest to możliwe, ściślej - dlaczego to bezprawie jest akceptowane przez część elektoratu tak liczną, że konstytucyjni przestępcy wygrywają wybory?
    Znane są w tej sprawie proste i słuszne wytłumaczenia:
    - frustracje znacznej części elektoratu (zarówno uzasadnione, jak i wmówione) potrzebują rewanżu na "cwaniakach i złodziejach, którzy rozkradli kraj",
    - alians PiS-u i ePiSkopatu ukształtował front sprzeciwu wobec cwaniaków, złodziei i ateizacji skierowanej przeciwko tożsamości narodu,
    - maczuga KK w postaci ambonowej propagandy wyklinania przeciwników aliansu KK i ePiSkopatu wraz z nimbem KK jako pogromcy komunizmu sprawiła, że partie polityczne zachowywały się jak ministranci (wielkomiejscy - PO, wiejscy i małomiasteczkowi - PSL, lewicowi - SLD).

    Tę pogmatwaną scenę trzeba wyczyścić tak, by wyklarowały się różnice. A KK z polityki wyeliminować.

    Tyle, ze Polaków i tak się kupuje, bo to elektorat o mentalności cwaniaczka, tzn, znaczna część jest taka i na niej można grać. Kaczyński doskonale zna wady rodaków i potrafi je wykorzystywać.
    Teraz to będą reparacje od Niemiec. Po 80 latach. Bzdura? - oczywiście, ale czy zamach w Smoleńsku jest czym innym?
    Ciemny lud się kupuje.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Bardziej degresywny system podatkowy zawsze będzie mniej atrakcyjny niż spektakularne transfery typu 500+ dla każdego, 14,15 itd emerytura, dodatki węglowe bez kryterium dochodowego (czyli też dla całkiem zamożnych przeciwników polityki pro-środowiskowej). System podatkowy powinien też zapewnić możliwość polepszenia usług publicznych. A to już jest trudniejszy temat.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    "System wyborczy D`Hondta. Umożliwia on zdobycie bezpiecznej większości parlamentarnej partii, która zdobywa mniej niż 40 proc. głosów"
    Super. Znieśmy progi wyborcze to będzie tak, jak już kiedyś było. W 1991 r. do Sejmu weszło 29 partii/komitetów wyborczych i sklecenie jakiegokolwiek rządu było tragifarsą, nie mówiąc już o sprawczości takiego rządu. Podobnie było zresztą w początkowych latach II RP. Przed wojna zakończyło się to Przewrotem Majowym, w III RP wprowadzeniem ordynacji opartej na systemie D'Hondta.
    @Fobos
    Progi to jedno. System d'Hondta to drugie. Trzecim elementem jeszcze jest liczba mandatów z okręgu wyborczego - im mniej, tym wyższy próg wejścia (niezależnie od progów ustawowych) i tym większa premia dla partii zdobywającej najwięcej głosów w danym okręgu, a tym samym większe wypaczenie proporcjonalności wyborów. Dlatego PiS ciągle przymierza się do zwiększenia liczby okręgów (oficjalnie - "żeby kandydaci byli bliżej swoich wyborców"). Tylko jeszcze się waha, bo nie ma pewności, czy w większości będzie tą partią z największą liczbą głosów.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @pierrot
    Oczywiście, że system liczenia głosów to tylko jeden z elementów ordynacji wyborczej, ale to nie system d?Hondta jest problemem. W Polsce (i wielu innych krajach) wprowadzono ten system aby partia, która osiągnęła najlepszy wynik wyborczy mogła sprawnie utworzyć stabilny rząd. Chociaż np. w Izraelu to słabo działa, z powodów o których wspomniałeś (i rozczłonkowanie sceny politycznej jest gigantyczne, pomimo d?Hondta).
    Ale na samym końcu jest tak, że wrogami lub zwolennikami tej lub innej ordynacji, są ci, którzy w danym momencie na tym tracą lub korzystają.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1