Wszyscy oczywiście oczekiwali, że oprócz pracy pedagogicznej po godzinach będę prowadził kółko językowe, w wolnym czasie przygotowywał zdolnych uczniów do olimpiady, na którą potem pojadę za swoje pieniądze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Joanna Szymula, nauczycielka w swoim liście zadała pytanie: czy przetrwamy? Poniżej odpowiedź byłego już nauczyciela, który po dwóch latach pracy odszedł ze szkoły. 

Dlaczego nie zostałem w szkole?

22 czerwca 2012 r. obroniłem tytuł licencjata na Wydziale Filologicznym UJ. Korzystając z tego, że w trakcie studiów zrobiłem uprawnienia pedagogiczne, zgodziłem się przyjąć posadę germanisty w jednej z krakowskich szkół na pół etatu. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami dostawałem równo 997 zł brutto, czyli 760 zł na tzw. rękę. W połączeniu ze stypendium naukowym na studiach drugiego stopnia oraz dobrze ułożonym planem zajęć, tak w szkole jak i na uczelni, w 2012 r. nie było tragedii. Dorzucałem się rodzicom do budżetu i miałem na zatankowanie samochodu i własne przyjemności.

Po skończeniu studiów, wbrew oczekiwaniom dyrektora, nie zostałem na cały etat. Nie chodziło nawet o zarobki. Dwa lata uczenia w szkole pozwoliły mi zrozumieć, o co chodzi w przekleństwie: Obyś cudze dzieci uczył. Miałem 9 godzin przy tablicy i 11 godzin na takie sprawy jak rady pedagogiczne, sprawdzanie prac pisemnych, przygotowywanie się do pracy etc. Nie ma możliwości w 11 godzin wyrobić się z tym wszystkim, gdy jest się młodym nauczycielem. Samo sprawdzanie kartkówek to odcyfrowywanie napisanych nieczytelnym charakterem pisma słów, kłótnie, że tam jest w odmianie zaznaczony umlaut, bo "ta kreska to zamiast kropek jest", czy chociażby czytanie po raz dwudziesty tego samego.

Na lekcjach: próby żartów z okupacji i okresu nazizmu, konieczność poświęcania znaczącej części zajęć na pracę wychowawczą, dochodzenie, dlaczego ten uczeń jest smutny, a tamten nie ma nawet zeszytu. Oczekiwanie rodziców, że jeśli zadzwonią o 20 w piątek, to odbiorę, żeby  porozmawiać o tym, że ich pociecha sobie nie radzi i dlaczego to moja wina. I pretensje, kiedy jednak tego telefonu nie odebrałem. 

Pod koniec roku procesje uczniów i rodziców z pytaniami "co może mój syn/córka zrobić, żeby mieć piątkę" i pretensje, gdy usłyszeli, że trzeba było się uczyć cały rok.

Wszyscy oczywiście oczekiwali, że oprócz pracy pedagogicznej po godzinach będę prowadził kółko językowe, w wolnym czasie przygotowywał zdolnych uczniów do olimpiady, na którą potem pojadę za swoje pieniądze.

Wicedyrektorka ubzdurała sobie, że trzeba zrobić gazetkę ścienną o krajach niemieckojęzycznych i najlepiej by było, żebym został po pracy i zorganizował to z chętnymi uczniami.

Abstrahując od tego, że człowiek na studiach czyta i analizuje niemieckich preromantyków, a w szkole mózg się rozpływa i wycieka uszami, gdy po raz czwarty w tygodniu kolejnej klasie wyjaśniasz, czym się różni Dativ od Akkusativu, podczas gdy większość uczniów i tak ma to gdzieś.

Na to wszystko nakłada się olbrzymia biurokracja, raporty, sprawozdania i różnego rodzaju duże formy literackie biurokratyzmu stosowanego.

Po tych dwóch latach z ulgą odszedłem ze szkoły. I chociaż moje wynagrodzenie nie było wcale wyższe, to o 15.30 zamykałem za sobą drzwi i nikt z pracy nic ode mnie nie chciał aż do 7.30 dnia następnego.

Urlop mogę wziąć w kwietniu, maju lub październiku, gdy jest taniej. A po kilku latach pracy zawodowej okazuje się, że moje wynagrodzenie mocno odjechało od tego, które mógłbym mieć teraz w szkole. Za nadgodziny dostaję wolne. Po pracy mogę spokojnie poturlać się do domu i pożyć swoim własnym, parszywym życiem.

Czytelnik

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Panie Nauczycielu.
    Były to lata siedemdziesiąte, pierwsza połowa. Komuna. Zostałem nauczycielem, fizyk. Byłym nim przez cztery lata by odejść tam gdzie chciałem - do instytutu przemysłowego. To były najwspanialsze lata mojego życia. Było co prawda kilka utarczek z rodzicami ale uczniowie byli wspaniali. WSPANIALI. Kochałem ich, a jak sądzę, i oni lubili mnie.
    Problem w uczeniu - trzeba sie na tym znać, trzeba tego się nauczyć. Trzeba tak uczyć by uczniowie usiłowali całować nauczyciela a on odganiał się od tego. Do dziś żałuję odejścia ze szkoły.
    @Ardi.Lucy
    Jest mnóstwo wolnych wakatów, dla emerytów również. Oświata serdecznie zaprasza do bagna szkolnego.
    już oceniałe(a)ś
    15
    0
    @Ardi.Lucy
    Haha! Proszę Pana, nie wiem, czy Pan się zorientował, ale powołuje się Pan na zdarzenia sprzed pół wieku. PÓŁ WIEKU! Świat naprawdę się zmienił w tym czasie, Polska wbrew pozorom także. Już nie wspomnę o ludziach...

    Ps. W dzisiejszych czasach nauczyciele nie tylko nie oczekują bycia obcałowywanym przez uczniów, ale wręcz panicznie się tego boją. W dzisiejszych czasach nawet za taki tekst o obcałowywaniu można wylecieć.
    Dzisiejsze czasy to naprawdę nie lata siedemdziesiąte.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @Ardi.Lucy
    równie dobrze można z tęsknotą pisać o średniowieczu - nie było wtedy wcale wypadków samochodowych, jak pięknie! Dzieci, młodzież, oraz rodzice od lat 70-tych zmienili się tak samo jak rzeczywistość pomiędzy rokiem 1495 a 2022.
    Praca nauczyciela w chwili obecnej to aktywność zawodowa wysoce szkodliwa dla zdrowia fizycznego i psychicznego, toteż zostali w tym zawodzie już tylko najbardziej odporni, a to znaczy często najmniej empatyczni, najbardziej gruboskórni, wykonujący mechanicznie swoją pracę stąd - dotąd.
    Przejmujący się , zaangażowani, zapaleńcy odeszli 2 lata temu, po strajkach nauczycieli, może jakieś niedobitki zostały.
    Piszę to z głębokim smutkiem, ponieważ wcale nie uśmiecha mi się starość w społeczeństwie pełnym młodych niedouków, rozpieszczonych przez dom, całkowicie zaniedbanych przez szkolę.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0