W ujęciu kognitywnym nasz umysł jest twórczy, choć oczywiście ograniczony możliwościami języka, w którym się wyraża. W ujęciu kognitywnym nie ma również niewłaściwych metafor pojęciowych, a zatem nie ma też niewłaściwych ich językowych wyrażeń - polemika z prof. Rusinkiem.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy naprawdę wszystkiemu winna metafora? Czy można spełniać lub realizować kamienie, choćby milowe — dodatek kognitywny

Profesor Michał Rusinek w ostatnim felietonie w "Gazecie Wyborczej" (w cyklu, który bardzo lubię czytać) pisał o metaforze kamieni milowych. Profesor przestrzega, byśmy używali metafor świadomie i ostrożnie zarazem, rozumiejąc je, za Arystotelesem, jako skrócone porównanie pozwalające „dostrzec podobieństwa w rzeczach niepodobnych". Przywołuje różne niezbyt szczęśliwe jego zdaniem użycia metafor, ze słynnym Honeckerowskim metaforycznym wyrażeniem: „Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód". Podkreśla, że powinniśmy sobie nie tylko wyobrażać metafory, lecz także używać wobec nich adekwatnej frazeologii. I podaje tutaj przykład metafory ognia w odniesieniu do miłości: jego zdaniem możemy powiedzieć, że osobę zakochaną ogień miłości spala lub trawi, ale „nie można powiedzieć, że osoba zakochana ‘tonie’ w ogniu miłości".

Chciałam podjąć minipolemikę z profesorem Rusinkiem, z perspektywy jednego z nowszych kierunków w humanistyce, jakim jest lingwistyka kognitywna. Rozpoczęła ją słynna książka George’a Lakoffa i Marka Johnsona "Metaphors We Live by" (polski przekład Tomasza Krzeszowskiego, "Metafory w naszym życiu", PIW, Warszawa 1988) wydana w roku 1980, ale od tego czasu minęło już ponad pół wieku i obecnie jest to istotny nurt humanistyki badający znaczenia znaków oraz ich związek z umysłem i doświadczeniem.

Zakłada się tam, że metafora jest procesem mentalnym, ale nie jest wyobrażaniem sobie metafory, o czym pisze Profesor, ale pojmowaniem jednego pojęcia w kategoriach innego.

Miłość pojmujemy m.in. w kategoriach ognia. Oznacza to, że pewne aspekty pojęcia ognia — jak jego niszczycielska siła i ciągła potrzeba podtrzymywania — „przenoszone" są czy „rzutowane" na pojęcie miłości: dlatego w ramach tej metafory miłość może nas zniszczyć.

Przejawem takiego metaforycznego myślenia jest metaforyczne wyrażenie: „spala ją ogień miłości".

Jednakże w ramach podejścia kognitywnego zakłada się i uznaje się za normalne, że nie jesteśmy skazani na jeden zestaw cech pojęcia udzielającego swych kategorii, by pomyśleć o jakimś innym pojęciu. Poeci i pisarze wciąż szukają nowych sposobów myślenia, wyłamując się z konwencjonalności. Dlatego w ujęciu kognitywnym nie ma sytuacji, w której możemy posłużyć się „niewłaściwą metaforą". Oczywiście, metaforyczne wyrażenie „tonie w ogniu miłości" jest niekonwencjonalne, ale nie znaczy to, że niewłaściwe. Gdy wrzucamy patyk do ogniska, widzimy, jak on jest pochłaniany przez płomienie, i możemy o nim pomyśleć (metaforycznie), że on w ogniu tonie.

W ten sposób dla zrozumienia (potocznego, oczywiście) procesu spalania używamy innego pojęcia, mianowicie pojęcia wody, tworząc (niekonwencjonalną chyba) metaforę pojęciową: SPALANIE PRZEZ OGIEŃ TO ZATAPIANIE. I gdy mówimy, że ktoś tonie w ogniu miłości, przywołujemy oba pojęcia: ognia (z jego niszczycielską pochłaniającą siłą) i wody (z jej niszczycielską zatapiającą siłą).

Kreatywność naszego umysłu zatem pozwala nam tworzyć nowe metafory, czyli myśleć w nowy sposób, a potem to wyrażać w języku.

I teraz przejdźmy do kamieni milowych. Prof. Rusinek wyjaśnia, że były to znaki na rzymskich drogach wyznaczające odległość jednej rzymskiej mili. Zdaniem Profesora, użycie tego wyrażenia w kontekście realizacji warunków Komisji Europejskiej jest niezbyt szczęśliwe. Uważa, że jest ono dobrym przykładem użycia niewłaściwej metafory wprowadzonym do języka przez Komisję Europejską.

Czy na pewno?

Nauki kognitywne i psychologiczne uczą nas, że część naszych podstawowych struktur mentalnych buduje się bardzo wcześnie, jeszcze zanim zaczynamy mówić i myśleć językowymi pojęciami. Te najbardziej podstawowe struktury nazywane są schematami wyobrażeniowymi i powstają w trakcie fizycznej aktywności małego człowieka. Jednym z nich jest schemat wyobrażeniowy PUNKT WYJŚCIA-DROGA-CEL tworzony m.in. w trakcie raczkowania, kiedy dziecko próbuje doczołgać się do rodzica, po drodze musi ominąć fotel i odsunąć misia, a cały proces wymaga od niego wiele wysiłku. Schemat ten stanowi podstawę metaforycznego myślenia o wszelkim rozumowaniu i celowym działaniu.

Z pewnością pamiętamy z lekcji matematyki, kiedy nauczycielka mówiła nam, gdy denerwowaliśmy się, że nie wychodzi nam jakieś równanie: „musisz liczyć krok po kroku, tego nie da się przeskoczyć". To samo mówili nam rodzice, gdy chcieliśmy od razu „dojść do celu". Ponieważ schematy wyobrażeniowe są ubogie w treść, zazwyczaj, gdy już stajemy się starsi, używamy pojęć bardziej złożonych, jak np. wędrówka po drodze. W kategoriach wędrówki po drodze wyobrażamy sobie wiele procesów i zjawisk (miłość również), w tym także realizację planów.

I podobnie jak było z pojęciem ognia, mamy dowolność w tym, jak widzimy ową drogę, po której się poruszamy oraz siebie na niej. Sposób, w jaki ją rozumiemy, wpływa na sposób rozumienia realizacji planów (czy wszystkiego innego, co w tych kategoriach pojmujemy). Droga może być szeroka lub wąska, gładka lub kamienista, kręta lub prosta, mogą na niej stać różne przeszkody, a także nowoczesne znaki drogowe i rzymskie kamienie milowe.

Przyznam się, że pierwszy raz spotkałam się z metaforycznym wyrażeniem „kamienie milowe" dwa lata temu, gdy przygotowywałam duży projekt badawczy i na początku nie mogłam uchwycić, o co chodzi, aż przypomniałam sobie konwencjonalne metaforyczne myślenie REALIZACJA PLANU TO WĘDRÓWKA DROGĄ i wtedy zachwyciło mnie to niekonwencjonalne w polszczyźnie pojęcie kamieni milowych będące rozwinięciem tej pojęciowej metafory.

Podjęłam maleńkie poszukiwania użycia wyrazu milestones w języku angielskim w nieocenionym Google’u. Nie znalazłam kontekstu, w którym milestones byłyby „realizowane": w kategoriach kamieni milowych pojmuje się ważne etapy procesu, punkty w czasie, które muszą być osiągnięte, zanim będzie można „pójść dalej". Innymi słowy, planując realizację projektu, trzeba je wyznaczyć, one są na naszej „drodze", a potem się je „mija" i można je odhaczyć na mapie i pójść dalej — wszystkie te wyrażenia zdradzają myślenie o realizacji planu w kategoriach wędrówki po drodze bardziej konkretnej, mianowicie rzymskiej, a upływ czasu pojmowany jest w kategoriach ruchu w przestrzeni.

Sama Ursula von der Leyern w swoim przemówieniu z 7 lipca 2022 też nie mówiła o realizacji kamieni milowych. Najpierw wymieniła trzy zobowiązania, jakie Polska ma podjąć w odniesieniu do wymiaru sprawiedliwości, a potem stwierdziła, że należy je „przełożyć na kamienie milowe" („These three commitments, translated into milestones, must be fulfilled before any payment can be made"), czyli jasno ustalić punkty w czasie, kiedy te trzy zobowiązania zostaną spełnione.
Dodała, że te kamienie milowe są „siatką bezpieczeństwa dla procedur prawnych w sądownictwie" („milestones in our plan are a safety net to the legal procedures in court"). Samo wyrażenie safety net jest wyjaśniane jako „system pomagający tym, którzy mają poważne problemy i nie mają żadnej innej formy pomocy" (https://dictionary.cambridge.org/pl/dictionary/english/safety-net: „a system to help those who have serious problems and no other form of help"), a dosłowne znaczenie tego pojęcia, jakim jest siatka bezpieczeństwa dla akrobatów na trapezie zdradza, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej widzi naszą sytuację w sądownictwie, pojmowanym w kategoriach akrobatów.

Mówiła wreszcie o pełnym „wdrożeniu kamieni milowych", które „doprowadzi do rozwiązania ważnych kwestii związanych z systemem środków dyscyplinarnych wskazanym przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości" („The full implementation of the milestones will lead to solving important issues related to the disciplinary regime as identified by the European Court of Justice").

Rzeczownik implement oznacza „narzędzie", czyli należy „użyć" kamieni milowych przy tworzeniu planu. Polskie słowo „wdrożyć" przywołujące pojęcie drogi pięknie nam tutaj pasuje, możemy bowiem sobie wyobrażać stawianie ich na mającym nas potem poprowadzić szlaku.

Czyli to nie szefowa KE użyła frazy „realizacja kamieni milowych" i wydaje się, że jest to pomysł polski, wynikający zresztą, jak mam wrażenie, z niezrozumienia znaczeń powyższych wyrażeń w kontekście angielskim.

Mimo to nie oceniałabym tego niekonwencjonalnego użycia tak negatywnie jak Profesor Rusinek. Myślę, że dla każdego, kto uświadomi sobie wspomniane powyżej metaforyczne myślenie o realizacji planu i kto będzie wiedział, czym były kamienie milowe, wyrażenie to będzie jasne. Oczywiście, zaburza ono utrwaloną frazeologię: nie mówimy bowiem, że np. ktoś zrealizował znak drogowy informujący, że do Warszawy zostało 50 km, ale raczej, że go minął. Jednak metafora pojęciowa nie zmierza do identyfikacji dwóch różnych zjawisk czy procesów: realizacja planu NIE JEST wędrówką po drodze. A zatem w wyrażeniu „realizacja kamieni milowych" wyrażenie „kamienie milowe" przywołuje nam pojęcie udzielające kategorii, czyli drogę, a „realizacja" — pojęcie rozumiane w kategoriach drogi, czyli plan. Gdyby jakiś minister powiedział o mijaniu kamieni milowych, nie byłby zapewne zrozumiany.

Nie jest to zatem niewłaściwa metafora wprowadzona do języka polskiego przez Komisję Europejską, jak ocenia ją Profesor Rusinek. Na poziomie mentalnym osoby myślące po polsku współdzielą metaforę REALIZACJA PLANU TO WĘDRÓWKA DROGĄ z osobami myślącymi po angielsku. Fakt, dotychczas w polszczyźnie nie wyobrażano sobie drogi, w  kategoriach której myślano o planie, jako drogi oznaczonej kamieniami milowymi, ale — jak pisałam powyżej — nikt nam nie może zabronić wyobrażania sobie owej drogi w dowolny sposób, równie dobrze kolejne czasowe etapy planu moglibyśmy pojmować w kategoriach słupów wiorstowych. Pomijam już, co mogliby zrobić i co robią z pojęciem drogi artyści.

To, że pojęcie „kamienia" wywołuje różne skojarzenia polityków, także jest w porządku. Ich wyrażenia, jak „kamień u szyi" czy „rzucanie kamieniem", przywołują inne metafory pojęciowe pozwalające nam zrozumieć, czym dla nich jest plan Komisji Europejskiej i jego realizacja, a ich zderzenie omawianą tutaj metaforą ma silną wymowę retoryczną.

W ujęciu kognitywnym nasz umysł jest twórczy, choć oczywiście ograniczony możliwościami języka, w którym się wyraża. W ujęciu kognitywnym nie ma również niewłaściwych metafor pojęciowych, a zatem nie ma też niewłaściwych ich językowych wyrażeń. Język nie jest zestawem poprawnych form frazeologicznych, ale wyrazem naszego myślenia. Nasze myślenie nie jest zaś zestawem obiektywnie poprawnych reguł, bo — jak pisze Lisa Feldman Barrett (How Emotions Are Made. The Secret Life of the Brain (New York: Houghton Mifflin Harcourt 2017) — jest ono tworem naszych mózgów zanurzonych w  fizyczną, społeczną i językową realność i nie istnieje żadna obiektywna realność, z perspektywy której można by te reguły oceniać. A społeczna realność jest umowna i można ją zmienić (często na szczęście).

Ale podobnie jak Profesor Rusinek, bardzo bym chciała, aby Polska szczęśliwie i o czasie „minęła" wszystkie „kamienie milowe" czy „słupy wiorstowe" na swej „drodze" i w końcu „doszła do celu" — by uzyskała tak potrzebne nam pieniądze z KPO.

prof. Joanna Jurewicz

orientalistka, lingwistka kognitywna, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Zgodzę się z autorką - gdyby nie przełamywanie "stereotypów językowych" nie mielibyśmy poezji, a język by się nie rozwijał. Błędy ortograficzne, gramatyczne i składniowe należy wytykać i zwalczać.
    @mmbieniek
    A ja się z panią profesor od orientalistyki absolutnie nie zgadzam! Zrównuje i uprawnia odrębne sfery językowe: język potoczny, język prawniczo - urzędowy i język poezji.
    Broń nas Boże, przed aktami urzędowymi sformułowanymi w języku potocznym, czy też w metaforycznym języku poezji. To dopiero jest chaos i pole do nadużyć.
    Ponad. to właśnie w poezji można, i wielu awangardystów to czyni, "przełamywać stereotypy językowe" pomijając składnię, gramatykę i ortografię.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    A mi dzisiaj pensja "wpłynęła" na konto, bo przecież ktoś dokonał "przelewu". Jednak nie utonąłem w radości, bo ledwie mi kurz na dnie konta (sorry nie kąta, a podłogi) zawilgotniał!
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Artykuł tyleż ciekawy co przydługi ale przynajmniej to jakaś merytoryczna polemika.
    Z artykułu wynika, jak mi się zdaje, że Pani Profesor uznaje, że to co ktoś mówi odzwierciedla to co myśli, co sobie wyobraził - a skoro wyobraził sobie, że np. tonie w ogniu to wyrażenie tego słowami tworzy poprawny (wg Pani Profesor) konstrukt - czyli desygnat. I, jak Pani Profesor wskazuje, w poezji to się doskonale sprawdza; pozwala czytelnikowi "zobaczyć" coś, czego do tej pory nie widział a wyobraźnia poety, poprzez metaforę, mu to umożliwiła. Ciekawe jest to, że poeci potrafią tworzyć nowe, nieoczekiwane metafory - ale nawet one są poprawne logicznie. Super - ale tylko przy wspomnianym założeniu.
    Tymczasem w rzeczywistości "politycznej", w której, jak wiemy, politycy bezmyślnie (!) (czyli bez zastanowienia się o co chodzi, bez zrozumienia przedmiotu wypowiedzi, bez wizualizacji desygnatu) klepią "przekaz dnia" albo wypluwają "madrze" brzmiące słowa - co skutkuje bełkotem, który może robi wrażenie fachowej wypowiedzi ale tylko na tych, których kompetencje poznawcze są zbliżone do kompetencji bełkoczących.
    W tym sensie Pan Rusinek ma rację.
    Język służy do wyrażania siebie - OK - ale jego pierwotną funkcją było porozumienie się, skomunikowanie. W tym procesie ważne jest, aby strony komunikacji tak samo rozpoznawały wykorzystywane pojęcia - to zaś będzie miało miejsce, jeśli komunikat będzie poprawnie zbudowany, zgodnie z zasadami. O logice wypowiedzi w kontekście kognitywistyki więcej mają do powiedzenia specjaliści, np. dr hab. Maciej Witek (patrz: Kultura logicznego myślenia).
    Oczywiście, bełkot polityków pis nie służy skutecznej komunikacji z ich pracodawcami tylko zrobieniu wrażenia na potencjalnych wyborcach, którzy dzięki pozornej interakcji z udającymi intelektualistów sami poczują się bardziej "intelektualni". Tymczasem jakość wypowiedzi odzwierciedla kompetencje - czy to nam się podoba czy nie - a w przypadku polityków z pis i przybudówek - obnaża niekompetencję gruntowną i przerażającą.

    Podsumowując: rządzą nami ludzie niekompetentni, głupi, złośliwi i zakłamani. Oddalibyście takiemu mechanikowi samochód do naprawy? A wybieracie ich do pełnienia najważniejszych funkcji w państwie ... Także nie idąc na wybory czy skreślając bez namysłu. Przecież niegłupich Polaków jest więcej niż głupich - dlaczego pozwalamy niszczyć nasz kraj, nasze życie i życie naszych dzieci?
    @ita_vero
    Bełkot polityków pis? A co, tylko oni mają wyłączność na bełkotliwe wypowiedzi? Czy autor komentarza naprawdę myśli, że partie polityczne dzielą się na te, które skupiają ludzi mądrych i te, które zrzeszają ludzi głupich? Cóż za obrzydliwe i prymitywne podejście.
    już oceniałe(a)ś
    0
    3
    W czesci:' w kategoriach kamieni milowych pojmuje się ważne etapy procesu, punkty w czasie, które muszą być osiągnięte, zanim będzie można ?pójść dalej". Innymi słowy, planując realizację projektu, trzeba je wyznaczyć, one są na naszej ?drodze", a potem się je ?mija" i można je odhaczyć na mapie i pójść dalej ? wszystkie te wyrażenia zdradzają myślenie o realizacji planu w kategoriach wędrówki po drodze bardziej konkretnej, mianowicie rzymskiej, a upływ czasu pojmowany jest w kategoriach ruchu w przestrzeni', Autor wyraza sedno pojecia 'milestones'. Jest jak najbardzie adekwatne do wyjasnienia procesu uzyskania tych funduszy.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    w drodze do celu możemy również osiągać "kamienie milowe", niestety to ograniczone niegdyś do pediatrycznej ocenu rozwoju dziecka, a nadużywane obecnie pojęcie ma niestety głęboki związek z wtórnością, powtarzaniem wzorca i podążaniem ustalonym arbitralnie szlakiem, co jak mogliśmy się nie zawsze przekłada sie na efektywność działania
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    "W ujęciu kognitywnym nasz umysł jest twórczy". Słusznie, oczywiście. Ciekawa jednak jestem jaki miniodsetek promila czytelników w pełni zrozumiało to zdanie. Czy aby Pani Profesor pisała ten tekst wyłącznie do swoich koleżanek. Ok, nie czepiajmy się. Nie nazwała się naukowczynią, doktoronesą, profesoriną, chwali się i to.

    Gorzej jest na końcu. "bardzo bym chciała, aby Polska szczęśliwie i o czasie ?minęła" wszystkie ?kamienie milowe" czy ?słupy wiorstowe" na swej ?drodze" i w końcu ?doszła do celu" ? by uzyskała tak potrzebne nam pieniądze z KPO".

    Nie chodzi o żadne kamienie czy nawet o pieniądze, drobne 170 miliardów.
    Już od początku pontyfikatu Karola Wojtyły rozpoczęły się przygotowania do przejęcia państwa polskiego przez Kościół. Dwie dekady, przygotowanie agentury, struktur, finansowania a przede wszystkim propagandy.

    Papież sklonował się w dwusetce biskupów. Już w 2001 r. agenturę przekazał p. Ojcowi R., hierarchom władzę a małej skompromitowanej partyjce sformuowanie pseudorządu za którym kościelni władcy się schowają.
    I oto myśl papieża nabrała ciała, rząd rządzi, mafiozi "opiekują się wiarą" a kościół liczy pieniążki. Drobnostka, mówi się o 100 mld zł. rocznie. By rządy Kościoła stały się trwałe trzeba było zmienić prawo by przekręty, oszustwa, złodziejstwa były legalne.
    I o to prawo, fałszywe, sprzeczne z konstytucją, poszło. Dla mafiozów niewielkie przywrócenie praworządności jest mniej warte niż prawie 200 mld. Liczy się stabilność okupacji Polski. Polexit - hurra, nikt nam już nie będzie mieszał.
    Putin, Zauważyła Pani, że nuncjusz papieski w Polsce w 2015 r po zdobyciu przez PiS władzy został natychmiast nuncjuszem w Moskwie?

    I o to, a nie o kamyki chodzi Unii. A Putin? Swoje układy z Watykanem ma i losy Polski są tam już opisane.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Artykuł choć mądry jest nieznośnie długi i niestety tak w 1/3 odechciało mi się czytać. Autor wspomniał coś o matematyce. Od roku 1980 minęło 42 lata ale z pewnością nie jest to ponad pół wieku. Chyba, że była to metafora kognitywna...
    @chromakiszka
    u humanistów rachunki wyglądają trochę inaczej - nie czepiajmy się!
    już oceniałe(a)ś
    9
    6
    @chromakiszka
    42 lata to prawie pół wieku, zaś 55 lat to ponad pół wieku.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @maogen
    A co, humaniści mogą bełkotać od rzeczy, czy jak? :-)
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Widzę, że w artykule znalazło się trochę postmodernistycznego bełkotu. Język to, język tamto, język owamto. To wszystko psu na budę, bo jak już ktoś z komentujących tutaj napisał, język służy przede wszystkim wzajemnej komunikacji i jeśli coś mówimy, piszemy, to jesteśmy zobligowani do tego, aby być zrozumiałym.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0