Przygotowuję teraz krótki tekst na stronę naszej biblioteki o twórczości Prusa z okazji rocznicy pojawienia się pierwszego odcinka "Lalki" w druku. Słowo klucz: odcinka. Bo czym były powieści w XIX wieku, jeśli nie naszymi dzisiejszymi serialami, tak krytykowanymi przez miłośników sztuki wyższej? - pyta czytelniczka. Jest bibliotekarką w w jednej z wrocławskich czytelni.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mało znaczący głos pani z biblioteki w sprawach, które się mieli od tygodni w mediach

Młodzież nie czyta. Młodzi dorośli nie czytają. Ludzie ogólnie nie czytają. Kultura upada. Słowo umiera, pozostał tylko obraz. Tokarczuk uderzyła w stół, a nożyce same zaśpiewały. To były słowa potrzebne, aby wstrząsnąć nami wszystkimi, dobrze, że zostały wypowiedziane. W końcu taka jest rzeczywistość.

Dajcie mi paczkę cukru za każde takie sformułowanie, a sprzedam go na czarnym rynku i może wreszcie trochę zarobię. Jestem tylko mało znaczącą panią z biblioteki, w dodatku o słabych nerwach, więc nie udzielam się zbytnio w dyskusjach internetowych, zwłaszcza tych inbopodobnych. Ale ostatnio do naszej czytelni zaczął przychodzić autor jednego z artykułu powstałego w ramach afery po słowach Tokarczuk, co sprawiło, że pojawiła się we mnie nagła i niemożliwa do powstrzymania chęć odpowiedzenia mu.

Szczerze powiedziawszy, nie znoszę swoistych „łańcuszków", jakie tworzą się po wypowiedziach osób ważnych, gdy każdy chce napisać, jak te słowa odebrał. Nie lubię ich, gdyż w pewnym momencie takie dyskusje stają się sztuką dla sztuki, tracą realne połączenie z rzeczywistością, a zaczynają służyć jedynie temu, aby ludzie związani zawodowo ze sprawą mogli „popełnić" kolejny artykuł. Osób, które dotyczył tekst pierwotny, praktycznie nie interesuje przebieg takich debat. Niczym Samuel od straganu z malinami (przeczytać więcej można o nim tutaj), wzruszają one ramionami i po prostu powracają do lektury.

Tymczasem powiedzieć: społeczeństwo nie czyta, bo nie chce, oznacza pominąć wiele ważnych czynników, które o tym decydują. Oznacza nie rozumieć problemów ludzi, którzy wcale nie są „idiotami", ale którzy z powodu źle funkcjonującego systemu są mniej uprzywilejowani niż inni.

Przede wszystkim czytanie to sprawa genderowa. Siedzę w swojej czytelni od roku i obserwuję to zjawisko. Prawie codziennie sytuacja przedstawia się jak dzisiaj, czyli że zdecydowana większość czytelników stanowią mężczyźni. Wielokrotnie razem z koleżankami robiłyśmy sobie z tego żarty, że to aż dziwne, bo nieraz na sali są sami przedstawiciele płci męskiej.

Z drugiej strony w poprzedniej bibliotece, w której pracowałam, a która wypożyczała zbiory na zewnątrz, większość osób nas odwiedzających stanowiły kobiety. Trzeba przy tym zaznaczyć, że też mieliśmy tam czytelnię, ale ja jej nie obsługiwałam. Wydawałam książki „do ręki", a odbierały je ode mnie właśnie głównie kobiety. Może więc to nie czytanie jest kwestią genderową, ale czytanie publiczne? Mężczyźni spędzają u nas całe dnie, pracując z książkami, zaś kobiety są zmuszone czytać inaczej, w wiecznym pośpiechu, gdzieś między salonem a kuchnią. Zupełnie jak u Woolf,

to naprawdę dziwne, że pomimo tylu lat nic się nie zmieniło, a większość kobiet wciąż nie ma swojego pokoju, w którym mogłaby spokojnie usiąść i poświęcić się pracy ze słowem. I jeśli przy tym statystyki wciąż pokazują, że większość czytelników stanowią kobiety (a pokazują), to należy zastanowić się, jak silna jest potrzeba czytania, że wciąż mimo nawału obowiązku znajdują na nie czas.

Dysproporcja płci w osobach czytelniczych zmienia się wraz z tym, z jaką klasą społeczną mamy do czynienia. Jeśli odwiedzają nas kobiety, są to najczęściej pracownice naukowe. I znów: nie powinno nikogo dziwić, że możliwość spędzania całego dnia w naszej czytelni i poświęcenia się pracy naukowej, wiele godzin, dzień w dzień, to luksus. Możliwość czytania to luksus.

Przez wieki czytanie zarezerwowane było dla osób o określonym majątku ze względu na kosztowność samej książki. Dziś ten argument odpada, ale nie zgodzę się nigdy do końca z tezą, że czytanie jest rozrywką dostępną wszystkim niezależnie od statusu majątkowego. Dzisiaj najbardziej drogocenną rzeczą, której brakuje większości ludzi, jest czas. Ilość posiadanego czasu wiąże się zaś ściśle ze statusem majątkowym. Nie tylko ze względu na posiadaną pracę (prace fizyczne zwykle mają większy wymiar godzinowy), ale też dlatego, że im osoba bogatsza, tym więcej obowiązków jest w stanie niejako „zlecić" podwykonawcom. Najprostszy przykład to studenci, którzy są wspierani finansowo przez rodziców i dzięki temu mogą poświęcić się studiowaniu bez konieczności pracy zarobkowej oraz kobiety, które stać na zatrudnienie niani do dzieci.

Jestem osobą uprzywilejowaną, bo pracuję z książkami i dzięki temu mogę bezkarnie do nich zaglądać. Paradoksalnie okresem, kiedy czytałam najmniej, były studia, gdyż musiałam wtedy zarówno uczęszczać na zajęcia, jak i pracować dorywczo w sklepie, aby zarobić na swoje utrzymanie. Wciąż, zdarzało mi się czytać teksty na zajęcia w przerwie między wykładaniem towaru a obsługą klienta.

Większość osób, które znam, nie ma takiego komfortu, jak ja dzisiaj.

Czytają mimochodem, czytają, zarywając noce, bo w dzień nie mają czasu. Czytają dużo, ale bardzo często nie są to rzeczy, które jako lekturę traktuje doroczne badanie stanu czytelnictwa w Polsce autorstwa Biblioteki Narodowej.

Badanie to wyróżnia bowiem w swoich kwestionariuszach książkę elektroniczną, czyli tradycyjne ebooki, ale nie bierze pod uwagę żadnych treści czytanych bezpośrednio w internecie. I, żeby była jasność, nie mówię o artykułach, ale o wszelkiego rodzaju twórczości fanowskiej – czyli fanficition, web novels, mangach i komiksach niepublikowanych w wersji papierowej, doujinshi i mnóstwie innych form.

Powróćmy do Samuela z Gniezna. Zachwyciła się nim cała Polska, bo czytał. Ale – co bardzo przy tym ważne – czytał nie byle co, tylko książki tradycyjne, papierowe. Znaczące jest natomiast to, że czytając, sprzedawał przetwory z malin, a za zarobioną pensję (przemilczę sprawę pracy nieletnich, bo to zupełnie inna inba) chciał kupić czytnik ebooków. Udało mu się zresztą ten cel zrealizować. Moje pytanie brzmi: co, gdyby od razu czytał na czytniku? Czy ktoś zrobiłby mu zdjęcie, zafascynowany tym zjawiskiem? A co, gdyby – o zgrozo! – czytał na smartfonie? Już słyszę te głosy krytyki: cały dzień w telefon się gapi, książkę by lepiej poczytał!

I jeszcze na zakończenie: trochę nie o tym, czy się czyta, ale co się czyta. Można płakać, że świat idzie w złym kierunku, że „kiedyś to były czasy, a dzisiaj już nie ma czasów", ale sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Przygotowuję teraz krótki tekst na stronę naszej biblioteki o twórczości Prusa z okazji rocznicy pojawienia się pierwszego odcinka „Lalki" w druku. Słowo klucz: odcinka. Bo czym były powieści w XIX wieku, jeśli nie naszymi dzisiejszymi serialami, tak krytykowanymi przez miłośników sztuki wyższej? Ważne było, żeby dostarczyć contentu spragnionym odbiorcom, tu i teraz, by mogli potem pozwolić sobie na tę trywialną rozrywkę lektury pogardzanej wówczas mocno przez niektórych konserwatywnych krytyków. Słowa Tokarczuk o „idiotach" traktuję podobnie, czyli jako jeszcze jeden lament za światem, który odszedł.

Natalia Szumna

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo interesujący list, dziękuję.
    już oceniałe(a)ś
    18
    1
    Słuszna uwaga o młodych ludziach czytających na smartfonach. Zauważyłem, że faktycznie sporo młodzieży po prostu czyta na smartfonie, a nie pstryka w Instagram czy co tam innego.
    już oceniałe(a)ś
    15
    1
    Mądrze i ładnie Pani napisała.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Co to jest inba? W moich czasach nie było takiego słowa.
    @jazzina2
    Póki żyjesz czasy są twoje. Twoje czasy przestaną być twoje kiedy umrzesz. Spytaj Wujka Google o inbę.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Lem powiedziałby O Pani tekście, że w przeciwieństwie do Tokarczuk nie obraża Pani jego inteligencji
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Ale pierdoły, po co to publikujecie?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Nie do wiary że Wyborcza to puściła.
    @3ukowski
    No jak to? Jest genderowo... więc pasuje :)))
    już oceniałe(a)ś
    1
    0