Żal tych straconych lat, które można by spożytkować w lepszy sposób, dla dobra kraju i nas samych, dla rozwoju. Niestety, Kaczyński z Ziobrą nam to skutecznie uniemożliwili. I musimy to przyjąć do wiadomości - pisze czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wczoraj (18 sierpnia) znowu zebraliśmy się pod Sądem Najwyższym, aby wyrazić solidarność z odważnymi sędziami. Nie było z nami ani pana Radzika, ani pana Schaba, ani pani Manowskiej, bo wszyscy oni czerpią osobiste profity z uległości wobec partii i władzy.

Był z nami m.in. sędzia Piotr Gąciarek, który zwyczajowo już prowadził spotkanie, sędzia Igor Tuleya, była prok. Ewa Wrzosek, szefowa Stowarzyszenia Lex Super Omnia oraz prok. Krzysztof Parchimowicz.

Wszyscy zabierali głos w sprawie szykan wobec niezależnych sędziów (ostatnio dwie sędzie: Ewę Leszczyńską-Furtak i Ewę Gregajtys, bezprawnie przeniesiono z Wydziału Karnego do Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych.

Była z nami szefowa Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - Danuta Przywara. Przemawiał Jakub Kocjan, zwracając uwagę na konsekwencje ekonomiczne dewastacji przez Ziobrę sądownictwa w Polsce, czyli blokadę unijnych funduszy. W emocjonalnym przemówieniu Małgorzata Rosłońska z Wolnej Prokuratury apelowała o zwarcie szyków wobec groźby, że autorytarny rząd raczej nie odda władzy w sposób demokratyczny i po dobroci.

No, i byliśmy my, opozycja uliczna, którzy wspieramy naszych sędziów od końca 2015 roku, kiedy zaczęto niszczenie Trybunału Konstytucyjnego, a niedługo potem Sądu Najwyższego i sądów powszechnych.

Wiem, że skoro od lat siedmiu nic się nie zmienia, możecie być zmęczeni powtarzaniem w kółko i na okrągło tych samych fraz, wyrazów sprzeciwu i niezgody, apeli, protestów, nazwisk chwalebnych i nazwisk nikczemnych. Dla nikogo ta sytuacja przewlekła nie jest komfortowa, dla mnie też. Nie zstąpi jednak jak w greckiej tragedii deus ex machina.

Sami musimy zaprowadzić porządek. Musimy go wypracować wspólnie na poziomie doraźnym i w perspektywie dalekosiężnej. Taka przypadła nam rola, żeby wciąż protestować, żeby nie dać władzy spokoju ani też spokoju sumienia obywatelom biernym. Nie możemy przyzwyczajać się do tych mrocznych czasów. I stąd te nasze spotkania, pikiety, manifestacje.

Żal tych straconych lat, które można by spożytkować w lepszy sposób, dla dobra kraju i nas samych, dla rozwoju. Niestety, Kaczyński z Ziobrą nam to skutecznie uniemożliwili. I musimy to przyjąć do wiadomości. Taki nasz los.

Pamiętacie, jak na pierwszych manifestacjach duża część z nas czuła się nieswojo? W tłumie obcych ludzi, niosąc jakieś transparenty i flagi, wykrzykując i skandując pośrodku ulicy jakieś hasła. Nikt się nie urodził do ulicznych protestów. Trzeba się nam było tego nauczyć. Teraz umiemy, ba!, są wśród nas tacy odważni, którzy nie cofają się przed konfrontacją z policją. Którzy manifestują obywatelskie nieposłuszeństwo.

Obyśmy pod koniec przyszłego roku cieszyli się zwycięstwem i radowali procesami wytaczanymi Ziobrze, Kaczyńskiemu, Przyłębskiej, Manowskiej i innym.

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem