Polskie społeczeństwo akceptuje mobbing. Współpracownicy odwracają głowę. Mają do zapłacenia ratę kredytu. Chcą zainwestować w kolejny hektar ziemi. Na ulicy jednak spuszczają wzrok - pisze czytelniczka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Państwo, pod wpływem materiałów, które publikujecie, postanowiłam napisać. Nie jest to łatwe - zwróciła się do "Wyborczej" czytelniczka (dane pozostawiła do wiadomości redakcji).

Mnie udało się wygrać z mobberem - państwową uczelnią wyższą. Sąd okręgowy podtrzymał wyrok sądu rejonowego. Dowodów było aż nadto.

Sędzia, przyznając odszkodowanie, zaznaczył, że nie może być wyższe, ponieważ nie leczyłam się psychiatrycznie. Zrozumiałam, że w orzecznictwie znaczenie ma jedynie historia leczenia psychiatrycznego.

Jeden z prawników uczelni, opłacanych ze środków publicznych, bardzo chciał udowodnić, że jestem chora psychicznie. Rzeczywiście przed laty chorowałam na PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. Przeżyłam katastrofę w ruchu lądowym analogiczną do wypadku, który ostatnio wydarzył się w Chorwacji. Historia choroby i różnych ortopedycznych powikłań znajduje się w kartotece pacjenta w przychodni. Lekarz rodzinna wykłada na tejże uczelni. Zresztą razem z małżonkiem - specjalistą psychiatrii. Lokalny układ zamknięty.

Na podstawie własnych doświadczeń przekonałam się, że wewnętrzna polityka antymobbingowa jest fikcją. Co zrobić, kiedy mobberem jest najważniejsza osoba na uczelni?

Prosiłam o pomoc Ministerstwo Edukacji i Nauki, ale równie dobrze można było pisać na Berdyczów.

Polskie społeczeństwo akceptuje mobbing. Współpracownicy odwracają głowę. Mają do zapłacenia ratę kredytu. Chcą zainwestować w kolejny hektar ziemi. Na ulicy jednak spuszczają wzrok.

Ostatnio ktoś powiedział, że rozmowa ze mną to jak przeczytanie kilku książek. Coś w tym jest. Chęć życia, pasje pozwalają na otwarcie kolejnej księgi. Wszystkim mobbingowanym życzę wytrwałości. Szukajcie błękitnego oceanu. Trzeba unikać tego czerwonego, gdzie są patologie, zawiść, a w konsekwencji mobbing.

Wszystkiego dobrego!

Piszcie, czekamy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mobbing jest zjawiskiem ogólnopolskim. To plaga występująca powszechnie w miejscach pracy. Mobberzy wiedzą, że trudno udowodnić im winę. Poszkodowani rezygnują ze składania pozwu wiedząc, że sąd prędzej da wiarę dręczycielowi niż dręczonemu. Istnieje też całkowicie niezrozumiałe społeczne przyzwolenie na takie zachowania. Przełożeni postrzegają mobberów jako dynamicznych, kreatywnych kierowników. To nie jest prawda. Kto zarządza poprzez sianie strachu i upokarzanie ludzi prawie zawsze okazuje się osobą niekompetentną, pozbawioną zdolności kierowniczych lub ma osobowość psychopatyczną. Skala mobbingu w Polsce jest tak duża, że nadszedł czas na położenie tamy.
    @dr.Polis
    Mobbing jest zjawiskiem ogolnoswiatowym. Bylam mobbingowana przez moich przelozonych w duzym niemieckim banku, na terenie Niemiec. Zaczelo sie od momentu, gdy zorientowalam sie, ze moje wynagrodzenie bardzo odbiega od wynagrodzen innych, mimo posiadania przeze mnie wyzszego wyksztalcenia oraz pelnienia kilku dodatkowych funkcji. Pozostali niemieccy pracownicy byli w wiekszosci po tzw. Ausbildung czzyli 3-letnim szkoleniu zawodowym. Oczywiscie bylo nawet cos na ksztalt zwiazkow zawodowych, ale to byli rowniez pracownicy, ktorym zalezalo na miejscu pracy. Po 8 latach odeszlam. Szkoda mi bylo zdrowia na proces i kolejne stracone lata zycia. Mobbing jest na calym swiecie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Mobbing jest wszechobecny w Polsce. Rodzi go bezkarność. Ja przeżyłam go w szkole, moim mobberem była autorytarna dyrektorka. Etaty kurczyły się a ona potrzebowała miejsce dla swojej przyjaciółki, z o wiele krótszym stażem zawodowym niż mój i niższymi kwalifikacjami.
    Problemem było, że byłam szefową ogniska ZNP w szkole i nie mogła mnie zwolnić w ramach redukcji aby zachować etat koleżance. Używała różnych sposobów przez kilka lat, żebym poddała się sama. Włączyła w to grono pedagogiczne a nawet lekarkę medycyny pracy, która czynnie i bez ogródek optowała za moim odejściem.
    Opisanie sposobów i zdarzeń miałoby format książki. Przetrwałam, potem leczyłam się z PTSD a ona spokojnie odeszła na emeryturę. Bez żadnych konsekwencji . Wszyscy wiedzieli o tym co dzieje się w tej szkole, departament edukacji jest w tym samym budynku. Jeśli poszłam gdziekolwiek, poza ZNP, ze skarga, była natychmiast usłużnie informowana. Nie odebrałam sobie życia ze względu na córkę . Cierpię do dziś.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Bla, bla, bla... Ten list jest o niczym. Bez podania szczegółów (choćby nazwy uczelni) takie listy można pisać seryjnie bez konsekwencji i bez sensu. Pani mówi "trzymajcie się" ale - mimo wygranej sprawy w sądzie - nie ma odwagi by napisać choć trochę konkretów.
    @willie1950
    Tho!!!
    A myślałam z że @willie' iemu się coś przytrafiło,że pozostawia komentarz pod tak ważnym listem!?
    A @willie tylko wrocil z wakacji.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1