Wydawałoby się, że w idealnym modelu demokracja nie jest zagrożona od wewnątrz. Okazuje się jednak, że potencjalne źródło groźby jej destrukcji może pochodzić od niej samej. Tym źródłem mogą być, paradoksalnie, określone procedury demokratyczne.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ku przestrodze partii prodemokratycznych, czyli o tym, jak możliwe jest legalne w demokracji zdobycie władzy przez partię antydemokratyczną i uchwalenie ustaw prowadzących do jej dyktatury.

Dyktatury na ogół kojarzą się być zrodzonymi z „nieprawego łoża", tj. z zamachu stanu. Jednak znacznie ciekawszym i groźniejszym jest przypadek ich rodowodu demokratycznego.

W demokracji (w jej modelu idealnym):

  • a) wybory parlamentarne są uczciwe, dzięki którym partie opozycyjne mogą na równych prawach konkurować z partią rządzącą,
  • b) prokuratura i sądownictwo, w tym Sąd Najwyższy i sąd konstytucyjny, są niezależne, a przez to mogą nie dopuszczać do bezkarności władzy, do uchwalania ustaw niezgodnych z konstytucją oraz bezstronnie rozstrzygać protesty wyborcze,
  • c) bank centralny jest niezależny od władzy, przez co może odmawiać finansowania jej wydatków,
  • d) media są wolne, dzięki czemu samowola władzy może być publicznie ujawniana,
  • e) wydatki budżetowe są efektywnie kontrolowane pod kątem wykrywania przypadków wykorzystywania ich niezgodnie z prawem,
  • f) służba cywilna jest profesjonalna, mając na uwadze interes państwa, a nie jakiejkolwiek partii.

Wydawałoby się, że w powyższym modelu (szerszym niż model demokracji wyłącznie z trójpodziałem władzy) demokracja nie jest zagrożona od wewnątrz. Okazuje się jednak, że potencjalne źródło groźby jej destrukcji może pochodzić od niej samej. Tym źródłem mogą być, paradoksalnie, określone procedury demokratyczne.

Pierwszym etapem procesu destrukcji instytucji demokratycznych mogą być legalne i uczciwe wybory parlamentarne, w trakcie których konkurujące ze sobą partie dążą do uzyskania bezwzględnej większości w parlamencie dającej możliwość samodzielnych rządów.

Walka wyborcza koncentruje się wówczas nad elektoratem docelowym, o nieskrystalizowanych preferencjach partyjnych (tzw. elektorat niezdecydowany). Aby maksymalnie zmobilizować ten elektorat do głosowania na daną partię, przedstawia się mu w czasie kampanii wyborczej określoną ofertę programową. Ogólnie rzecz biorąc, oferta ta może być spersonalizowana lub zdepersonalizowana.

Oferta spersonalizowana jest podporządkowana preferencjom programowym konkretnych grup powyższego elektoratu. Tutaj kluczowa jest identyfikacja tych preferencji, a w pierwszym rzędzie identyfikacja rodzaju interesu danej grupy wyborców: czy jest to interes własny, czy publiczny. Do wyników tej identyfikacji partia odpowiednio dostosowuje swoją ofertę programową. Jeśli jest to ekonomiczny interes własny, to ofertą adekwatną jest obietnica uruchomienia/zwiększenia określonych transferów finansowych służących oczekiwanej przez dany elektorat poprawie jego sytuacji materialnej. Należy tu zauważyć, że transfery te, aby spełniły swą rolę, niekoniecznie muszą być adresowane tylko do elektoratu docelowego.

W przypadku pozaekonomicznego interesu własnego adekwatna oferta programowa może polegać np. na obietnicy reform zwiększających zakres wolności osobistej elektoratu w określonej sferze jego życia (np. dostęp do broni, narkotyków, in vitro, aborcji, praw osób LGBT itp.). Jeśli z kolei jest to interes publiczny (ekonomiczny lub pozaekonomiczny), to adekwatna oferta programowa też winna być dostosowana do zgodnych z tym interesem rozpoznanych konkretnych preferencji programowych danej grupy elektoratu. Np. obietnica wielkich inwestycji o charakterze prestiżowym (interes ekonomiczny) lub reforma sądownictwa (interes pozaekonomiczny).

Tyle przykłady oferty spersonalizowanej, która może uwzględniać różne preferencje programowe elektoratu docelowego.

Natomiast istotą oferty niespersonalizowanej jest to, że jest ona określona na podstawie preferencji programowych danej partii zgodnych z wyznawanymi przez nią wartościami (liberalnymi, konserwatywnymi, lewicowymi, nacjonalistycznymi itp.). Wówczas zadaniem partii jest przekonanie elektoratu docelowego do akceptacji proponowanej oferty (którą, w zależności od tych wartości, może być np. poprawa jakości usług zdrowotnych i edukacyjnych, usprawnienie sądownictwa, redukcja zanieczyszczenia, ale też zaostrzenie kodeksu karnego, wprowadzenie ograniczeń antyimigracyjnych, podwyższenie wieku emerytalnego, wzmocnienie potencjału obronnego, zwiększenie suwerenności narodowej itd.).

Warunkiem skuteczności wyborczej oferty spersonalizowanej jest trafne rozpoznanie preferencji programowych elektoratu docelowego, natomiast w przypadku oferty zdepersonalizowanej tym warunkiem jest takie przeorientowanie preferencji programowych tego elektoratu, aby były one zgodne z preferencjami danej partii. Oczywiście jest tak wówczas, gdy preferencje partii i elektoratu są rozbieżne.

Można z całą pewnością stwierdzić, że rozpoznanie preferencji programowych elektoratu jest łatwiejsze od ich przeorientowania. Wynika z tego niejako dramat tożsamościowy oferty zdepersonalizowanej, a właściwie partii ją promującej. Ze względu na wartości w niej zawarte ma ona bowiem na uwadze pojmowany przez nią interes wspólny ogółu społeczeństwa (cokolwiek on wówczas znaczy), lecz uczestnicząc w grze wyborczej, musi konfrontować się z partykularnym interesem części tego społeczeństwa, jakimi są wyborcy docelowi. Toteż z punktu widzenia tego interesu oferta spersonalizowana jest bardziej adekwatna niż zdepersonalizowana. Z powyższego względu partia promująca ofertę spersonalizowaną ma większe szanse na zmobilizowanie większej liczby wyborców od tej promującej ofertę zdepersonalizowaną (niezależnie od naszego stosunku do niej). Jest to ważna konstatacja, gdyż może posiadać niekorzystne dla demokracji konsekwencje ustrojowe. Wystąpią one, gdy za pomocą oferty spersonalizowanej władzę ustawodawczą i wykonawczą zdobywa partia nieprzyznająca się w trakcie kampanii wyborczej do swych antydemokratycznych preferencji ustrojowych. (Bez tego rodzaju konsekwencji ustrojowych mogłoby być, gdyby za pomocą oferty spersonalizowanej zwyciężyła partia prodemokratyczna).

Będąc teraz partią rządzącą, może już sobie na to pozwolić, ujawniając destrukcyjne dla demokracji zamierzenia  ustawodawcze. Pierwszym jej ustawowym „coming outem" będzie uchwalenie przez jej większość parlamentarną ustawy neutralizującej sąd konstytucyjny. Dzięki tej ustawie partia może bez przeszkód wprowadzać kolejne ustawy antydemokratyczne niezależnie od ograniczeń konstytucyjnych, a więc również te, które z konstytucją mogą być niezgodne.

Tak więc posiadanie przez partię bezwzględnej i stabilnej większości w parlamencie wystarczy, aby faktycznie zawiesić konstytucję bez konieczności jej zmiany, do czego potrzebna jest większość konstytucyjna.

Wśród tych ustaw chodzi o ustawy podporządkowujące władzy prokuraturę, sądy powszechne i Sąd Najwyższy, dalej ustawy ograniczające wolność mediów oraz ustawy uzależniające od władzy kontrolę wydatków budżetowych.

Dzięki powyższym ustawom partia rządząca może sobie zorganizować nieuczciwe wybory parlamentarne, przestające wówczas pełnić funkcję kontrolną. Jest to zgodne z zasadą, że „raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy". Ewentualne protesty partii opozycyjnych oraz ich wyborców przeciwko antydemokratycznym ustawom partii rządzącej miałyby wówczas głównie znaczenie moralne, gdyż tak długo, jak partia posiadałaby zaplecze parlamentarne ( przypominamy, że uzyskane dzięki ofercie spersonalizowanej), znaczenie polityczne tych protestów byłoby niewielkie.

A oto idealny model dyktatury, który może się zrodzić legalnie w ramach procedury demokratycznej. Jego istotą jest leninowska zasada „jednolitej władzy państwowej", zgodnie z którą:

  • a) partie opozycyjne są zmuszone konkurować z partią rządzącą na nierównych prawach, wskutek czego wynik wyborów może być zniekształcony na korzyść partii rządzącej,
  • b) obywatel i firma są pozbawione ze strony prokuratury i sądów powszechnych skutecznej ochrony prawnej przed samowolą władzy oraz może istnieć brak konsekwencji prawnych w innych przypadkach tej samowoli (afery),
  • c) ustawy nie podlegają bezstronnej kontroli konstytucyjnej, zaś Sąd Najwyższy może stronniczo rozstrzygać protesty wyborcze,
  • d) bank centralny jest zależny od władzy, wskutek czego ma ona zapewnione z jego strony finansowanie swych wydatków,
  • e) media państwowe są upartyjnione, zaś media prywatne mają blokadę informacji krytycznej wobec władzy, przez co jej samowola może nie być ujawniona,
  • f) wydatki budżetowe nie podlegają efektywnej kontroli parlamentarnej, co umożliwia władzy wykorzystywanie ich zgodnie z jej interesem,
  • g) „służba cywilna" składa się z funkcjonariuszy partyjnych.

Podobnie jak w poprzednim przypadku, idealny model dyktatury to coś więcej niż państwo wyłącznie bez trójpodziału władzy. (Zresztą gdy partia rządząca dysponuje bezwzględną większością w parlamencie, niezależność władzy ustawodawczej od wykonawczej jest fikcją).

Okazuje się więc, że dla zdobycia pozycji dyktatorskiej w państwie partia antydemokratyczna wcale nie potrzebuje uciekać się do zamachu stanu (jak to było np. w Rosji [1917 r.], Włoszech [1922 r.], Hiszpanii [1936 r.], Chinach [1948 r.], Chile [1973 r.]). Wystarczy odpowiednie wykorzystanie istniejących w państwie procedur , o czym wiedziano np. w Niemczech [1933 r., lecz nie 1923 r.!], Białorusi [1994 r.], Rosji [2000 r.], Turcji [2005 r.], Węgrzech [2010 r.] i ostatnio w Tunezji. W krajach tych potencjalne źródło destrukcji demokracji stało się rzeczywiste.

(Na marginesie, występuje ciekawe podobieństwo między początkami dyktatury w Niemczech i Rosji (1998 r.). W Niemczech nominację na kanclerza Hitler otrzymał z rąk prezydenta von Hindenburga, niezdolnego wówczas do pełnienia owej funkcji z powodu starczej demencji. Analogicznie w Rosji nominację na premiera Putin otrzymał z rąk prezydenta Jelcyna w trakcie jego zaawansowanej choroby alkoholowej. (Może to jest jakaś prawidłowość?).

Jest kwestią do dyskusji, w którą tu nie wchodzimy, czy dyktatura w wymienionych krajach (poza Niemcami) osiągnęła już swój stan docelowy (idealny), czy jeszcze nie, a jeśli tak, czy to już jest faszyzm. W każdym razie może ona sobie pozwolić na bezkarne ekscesy: np. w Rosji – na krwawą agresję zagraniczną (Czeczenia, Syria, Ukraina) i opresję wewnętrzną, na Białorusi i Turcji, „tylko" na opresję wewnętrzną, a na (nieopresyjnych) Węgrzech – na osłabianie jedności UE. Dzięki nieuczciwym, choć formalnie legalnym kolejnym wyborom w tym ostatnim kraju Fidesz mógł w końcu zdobyć większość konstytucyjną umożliwiającą odpowiednią zmianę konstytucji, dającą mu (Orbanowi) w efekcie pełną swobodę działania.

Należy dodać, że w warunkach funkcjonowania tego modelu dyktatury partia rządząca wcale nie musi udawać stosowania procedur demokratycznych w postaci uchwalania ustaw w parlamencie przez jej bezwzględną i stabilną większość. Znacznie szybciej i prościej jest rządzić (jak obecnie w Rosji i na Węgrzech) za pomocą dekretów (z mocą ustaw), co w końcu wychodzi na to samo (pytanie: co robi w Rosji Duma, a na Węgrzech parlament?).

Adam Lipowski

emerytowany profesor INE PAN

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo serdecznie przepraszam, lecz co do przypadku modelowej dyktatury, to my, znaczy się Polska, już spełnia warunki z pkt: a, b ,c ,d ,e i f *, co do g to można się spierać, bo są jeszcze w służbach cywilnych niepisowczycy, ale coraz mniej. *) a - np. w TVPis o Tusku, albo źle, albo wcale, finansowanie z pieniędzy PCK kampanii do parlamentu EU Anny Zalewskiej, finansowanie z pieniędzy FS kampanii do parlamentu EU kumpli Pana Zbyszka, b - pan Zbyszek kontra lekarze, prokuratura Ziobry kontra LGBT, Policja bijąca i kalecząca kobiety na manifestacjach w obronie wolności wyboru, c - nocne głosowania bez żadnego trybu, bezprawne wybory, bezprawny lockdown, a SN, nie ma SN zasiadają tam ludzie wybrani bezprawnie, TKPrzyłębskiej zamraża niewygodne dla pis sprawy, np. wstrzymywana opinia w sprawie uniewinnienia przed procesem Kamińskiego i Wąsika przez Dudę - dzieki temu chyba jako jedyni na świecie mamy, być może, przestępców na czele służb siłowych, d - Glapiński super kumpel Szefa mafi Pis plecący co popadnie zgonie z linią partii, e - zakup przez Orlen Obajtka Polska Press, np. politycy pis "nie chodzący" do TVN, f - zakupy dla MON na mocy dekretu, bez przetargów, kontroli i sensu, kancelaria KPRM kupująca mniejsze flagi po 100 zamiast większych za 70, plus ukradzione/zmalwersowane przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę pieniądze wdów i sierot z Funduszu Sprawiedliwości, 1/3 z całości, czyli około 270mln. złotych wg NIK, a wydane m.in. na Pegasusa, to tylko kilka na szybko przytoczonych przykładów, a jest ich o wiele wiele więcej. P.S. Szalenie smutna jest świadomość, że Kisielewski tyle lat temu miał rację i teraz też ma, pięknie potrafimy urządzić się w d... .
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    To wszystko prawdziwa diagnoza i mimo historycznych przykładów niczego nikogo nie nauczyła. W dodatku partia mająca bezwzględną większość parlamentarną zawsze twierdzi, że została demokratycznie wybrana, a więc ma chart blanche do rządzenia i może robić co chce. Ale najważniejsze jest pytanie jak - i czy w ogóle - można zapobiegać przekształcaniu demokracji w autokracje. Jak spojrzymy na naszą konstytucję, to władza ustawodawcza ma bezwzględną przewagę nad władzą wykonawczą i sądowniczą, co w zasadzie przekreśla równowagę władz. Czy zatem nie należałoby wprowadzić takich zmian do systemu politycznego aby do podważenia najważniejszych elementów (podstaw) demokracji (jak np. wolność mediów, ordynacja wyborcza, system liczenia głosów, niezależność sądów, rzecznik praw obywatelskich, prezydent, szef banku centralnego, prokurator generalny, trybunał konstytucyjny i stanu) wymagana była bezwzględna większość głosów i zatwierdzenie wyniku głosowania w drodze powszechnego referendum? A może decydujące o demokracji instytucje, takie jak Państwowa Komisja Wyborcza, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Rzecznik Praw Obywatelskich, Krajowa Rada Sądownictwa, Trybunał Konstytucyjny powinny być wybierane w wyborach powszechnych? To oczywiście zmniejszyłoby lub pobawiło znacznej władzy polityków, co oczywiście spotkałoby się z ich gwałtownym sprzeciwem. Pomysły można mnożyć, ale nie widać nikogo, kto chciałby zmienić demokrację w system stabilny i bardziej trwały. Władza to pycha, a pycha to pierwszy i największy grzech ludzkości i źródło jej nieszczęść.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Jedynym rozwiązaniem jest, żeby partie i ruchy antydemokratyczne były delegalizowane na wniosek rządu lub dużej grupy obywateli przez niezależny sąd i nie dopuszczane do wyborów. Jak się tego nie zrobi, a ordynacja jest tak głupia jak polska - nieproporcjonalna, nie oddająca w wyłonionej reprezentacji rzeczywistego rozkładu poglądów w społeczeństwie i poparcia dla poszczególnych partii, jest się w bagnie przez wiele lat, czego właśnie doświadczamy. Państwo demokratyczne, które się nie broni przed dziczą wewnętrzną, degeneruje się i upada. Przy okazji skłócając się z całym cywilizowanym światem, tak jak pisowska Polska. Inna sprawa, że Polska przed 2015 roku też nie była całkiem demokratyczna, bo nie była świecka, tylko podporządkowana w pełni Kościołowi. Chodzi mi o Art. 196. KK o obrażaniu uczuć religijnych, religię w szkołach, chodzenie całymi klasami na rekolekcje w godzinach zajęć, teologię na uczelniach, kapelanów w wojsku, krzyże w obiektach publicznych, dofinansowywanie Kościoła przez państwo, niekontrolowane, często złodziejskie (Komisja Majątkowa) przekazywanie majątku państwa, w tym atrakcyjnych terenów, na rzecz Kościoła, drakońskie prawo antyaborcyjne, podtrzymywany przez władze konserwatyzm obyczajowy (Tusk 2011: "państwo polskie nie jest od tego, aby przeprowadzać obyczajową rewolucję"), itd.
    @cyrknoca
    Jeśli na wniosek rządu można będzie zdelegalizować partię to opozycja zniknie w szybkim tempie zaczynając od Tuska, którego uzna się za zdrajcę i wroga ludu. I to ma być jedynym rozwiązaniem?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0