Do pracy chodzę na piechotę albo jeżdżę na rowerze, samolotami nie latam, urlop tylko w Polsce. A Wy ciągle opowiadacie ludziom, że jeszcze mają zacisnąć pasa i "żyć bardziej lokalnie".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostatnio jesteśmy bombardowani tymi wszystkimi katastroficznymi wieściami na temat negatywnych zmian klimatycznych; także w „Gazecie" nie ma dnia, by czegoś na ten temat nie było. I to ciągłe gadanie, jak mamy zmienić swoje postępowanie, żeby było przyjaźniejsze dla środowiska.

Powiem jedno: dajcie żyć. Możemy zamknąć się w domach, siedzieć po ciemku i przestawić się na jedzenie rzeżuchy, ale to nic nie da. Negatywne zmiany klimatu i tak każdy w ten czy w inny sposób odczuwa. Prawda jest taka, że Europa może zarżnąć swoją gospodarkę i obywateli przy okazji, wprowadzając kolejne ograniczenia na rzecz ochrony klimatu, ale niczego nie wskóra, dopóki w Azji będą miliardy ludzi, którzy wraz z poprawą sytuacji gospodarczej, w oczywisty sposób będą chcieli zaznać lepszego stylu życia, czyli latać samolotami i jeść mięso. To samo dotyczy światowego przemysłu, który nie ma żadnego powodu, żeby się jakoś radykalnie zreformować.

W swojej skali robię, co mogę, żeby żyć w zgodzie ze środowiskiem, oszczędzam energię, od wielu lat segreguje śmieci itd. Bardzo chętnie przesiadłbym się na samochód elektryczny albo chociaż hybrydowy, ale mnie nie stać na jakikolwiek nowy samochód, w szczególności tak drogi; inna sprawa, że w polskich warunkach byłby to raczej samochód elektryczny na węgiel brunatny.

Do pracy chodzę na piechotę albo jeżdżę na rowerze, samolotami nie latam, urlop tylko w Polsce. A Wy ciągle opowiadacie ludziom, że jeszcze mają zacisnąć pasa i „żyć bardziej lokalnie".

Pod moim oknem przejeżdżają tysiące samochodów ludzi, którym zachciało się domku pod miastem i teraz szorują codziennie kilkadziesiąt kilometrów, produkując hałas, spaliny i korki – z tym nikt nie walczy. Nikt też nie przejmuje się mieszkańcami wsi, którzy pracują w mieście, gdzie dojeżdżają, rzecz jasna, samochodem (i naprawdę nie są to elektryki).

Jednocześnie transport lokalny jest systematycznie zwijany.

Sensowna komunikacja publiczna jest tylko w Warszawie i kilku największych aglomeracjach. Ja mieszkam w stutysięcznym mieście na prowincji i tutaj autobus raz na godzinę jest cudem.

Środowisko, rzecz jasna, trzeba chronić i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale zmiany powinny zachodzić stopniowo i być wprowadzane systematycznie, ale z rozwagą. W narzucaniu różnych proekologicznych rozwiązań jest sporo hipokryzji, bowiem zamożne kraje z zachodu (mam na myśli tzw. starą Unię) eksploatowały środowisko przez lata, mieszkańcy tych państw traktowali samoloty jak pekaesy, a teraz wszyscy mają wbić zęby w ścianę w imię ochrony środowiska. Odnoszę wrażenie, że elity zarówno na Zachodzie, jak i w Polsce (czyli wielkomiejscy przedstawiciele "Warszawki", z dziennikarzami mediów ogólnopolskich na czele) tego nie rozumieją.

A bez zrozumienia tego, co trapi ludzi, dla których wyjazd samochodem nad jezioro czy do lasu jest jedynym luksusem, na który mogą sobie pozwolić – opór przeciwko wprowadzanym zmianom będzie rósł. Nie mówiąc już o tym, że jest to pożywka dla partii rządzącej i przeciwników Unii Europejskiej.

Czytelnik

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Warszawa to tylko większe miasto. Spróbujcie poruszać się do pracy i z powrotem w Aglomeracji Śląskiej. Normą są autobusy danej linii jeżdżące w szczycie co pół godziny. Do tego porozkopywane drogi łączące poszczególne miasta ( i to nie na tydzień, miesiąc czy dwa, ale na rok czy lata). Ponadto niektórzy władcy dużych miast zamiast usprawniać przepływ aut likwidują arterie między miastowe i międzydzielnicowe na rzecz jednego pasa + drugi pusty z od czasu do czasu wlekącym się autobusem. Ale fakt, wspierają w ten sposób Orlen, bo samochody zamiast jechać stoją w gigantycznych korkach.
    Autobusy pękają w szwach, tzw. park&drive są ich karykaturą. Na kilkadziesiąt aut i dwa autobusy - jeden co pół godziny, drugi co godzinę. Ale kasa poszła, wszyscy zadowoleniu, prócz mieszkańców. Włodarze miast też wpychają do centrów miast kolejne biurowce, generując jeszcze większy ruch w centrum.
    @lutra11
    W Warszawie kilakdziesiąt lat dyskutowano o wiecznie zakorkowanym moście Śląsko-Dąbrowskim. Tym przy Zamku. W korku stały tramwaje, stały autobusy, stały oczywiscie samochody osobowe. W końcu wydzielono pas tylko dla tramwajow, po którym jeżdzą też autobusy. I problem krków dla komunikacji miejskiej się skoczył. I nikt nie protestuje, kierowcy osobowych albo omijaja, albo grzecznie stoją. A inna sprawa to częstotliwość. Fachowcy to wiedzą, mniej linii, za to częstsze kursy. Tak to działa w Warszawie, w Krakowie, chyba w Trójmieście. Gdzieniegdzie zaś ulegają tym, którzy nie protestują przeciwko zmniejszeniu liczby linii i wtedy efekt jest jak wyżej.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Drogi czytelniku można mieszkać w wielkim mieście i nie móc dostać się do pracy komunikacją publiczną. Takim miastem jest Łódź gdzie komunikacja jest systematycznie zwijana, niepunktualna bądź bywa, że autobus czy tramwaj nie przyjeżdża w ogóle. Co więcej jeśli chcę podjechać gdzieś 2-3 przystanki gdzie odległość to ok 3km i zapłacić za to 8zł w obie strony to idę pieszo albo jadę samochodem bo na bank nie spali paliwa za 8zl na takim dystansie. Co więcej Łódź jest miastem gdzie priorytetem jest budowa nowych dróg, a nie modernizacja linii tramwajowych, priorytet na drodze ma zawsze ruch samochodowy. Od roku ani razu nie skorzystałam z komunikacji publicznej bo to strata czasu, pieniędzy o nerwów. Nie trzeba mieszkać za miastem żeby mieć problem poruszać się lokalnie.

    To co mnie osobiście wku#$%^ to to, że wymaga się od ludzi zmian w codziennym życiu nie dając do tego narzędzi. Mam porzucić samochód, a w zamian dostaję stratę czasu i pieniędzy. Mam żyć lokalnie ale w okolicy nie jestem w stanie spędzić czasu tak jak lubię bo nie ma zieleni, a jak jest jakaś jedyna w okolicy to jest zarezerwowana pod budowę nowej drogi na planach jeszcze z PRLu. Wszędzie hałas i smród spalin, a zimą smród z kopciuchów. Więc wsiadam w auto i jadę za miasto. Zakupy wyłącznie duże, czyli samochodem bo okoliczne sklepy pobankrutowały z uwagi na jebitne centrum handlowe 500m dalej, oczko w głowie miasta, do którego za chwilę będą prowadzić wszystkie drogi w Polsce łącznie z tym, będą mieć kolejową stację podziemną, z której wyjdziesz bezpośrednio do centrum. Oczywiście do tego molocha korki o każdej porze dnia i nocy.

    Jak mam więc żyć lokalnie skoro nie mam do tego narzędzi?
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    Dużo racji ale wkurzający jest argument, że jeżeli inni, na przykład Chińczycy, nie będą dbać o klimat, to my też nie musimy. A niby dlaczego?
    @Mol62
    Efekt skali to raz.ich jest ile razy wiecej niz nas w PL?
    Dwa,to wszyscy musimy odpuscic konsumpcje,na calym swiecie..niewiele to da gdy w PL bedziemy zyc ekologicznie.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @Mol62
    Bo to ma mniej więcej tyle sensu, nie wspominając o sprawiedliwości, że ty będziesz siedział po ciemku by oszczędzać prąd, a za oknem Las Vegas.
    A Polska musi natychmiast przejąć się problemem suszy, który tylko częściowo wypływa ze zmian klimatu, a bardziej jest wynikiem zaniedbania lub chciwości władz.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    Mieszczuchy budują się na podmiejskich wsiach ale dalej są mieszczuchami, pracują w mieście, wożą swoje pociechy do żłobków, przedszkoli i szkół w mieście, żrą w mieście wiec po cholorę budowali się na wsi,
    @endy
    nie wiem kto "żre" ale ja np. jadam
    już oceniałe(a)ś
    0
    4
    Znaczy mamy nie przesadzać z tą katastrofa klimatyczna i poprosić, żeby trochę poczekała? Czy może radykalnie poprawić transport publiczny?
    @hararimbur
    A za jaki procent emisji CO2 odpowiada transport samochodowy (osobowy)?
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    @hararimbur
    Masz tak długo czytac powyższy tekst aż go zrozumiesz.wykonać!
    Potem komentuj.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    Jednym z rozwiązań, autor listu sam je podpowiada, jest przeprowadzka do wielkiej aglomeracji, gdzie to łatwiej rozwiązać. Zaraz rozlegnie się ryk, ale, zaraz, co w tym złego? Drugim rozwiązaniem, dotyczy to też aglomeracji, że jeśli ma sie kilkadziesiąt kilometrów do pracy, to warto się przeprowadzić. Bo tu nawet nie chodzi o ekologię, to po prostu nie jest to sensowny sposób na życie. Zostaliśmy w to wkopani lub raczej sami się wkopalismy przez przekonanie, że mieszkanie musi być własne i bywa, że przez to marnujemy sobie życie. Bo działa jak kotwica. W najgorzej sytuacji są ci, co "uciekli" jak to mówią od zgiełku miasta wybierając w zamian korki. Na starość zostaną więźniami swojego ukochanego domu, nie mogąc się z niego wydostać bez samochodu...
    @Rafal_Korzeniewski
    W Polsce własna nieruchomość jest właśnie zabezpieczeniem na starość, bo jak uczy doświadczenie, jedyne czego władza prawdopodobnie ci nie zabierze, to własne mieszkanie czy dom.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @Rafal_Korzeniewski
    Najem w Polsce, to na starość droga pod most.
    Koszty utrzymania nawet własnej nieruchomości zaczynają bardzo ciążyć emerytom, opłata dla właściciela byłaby nie do pokrycia z dochodu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    Problem w tym, że od czasu otwarcia metra w Warszawie komunikacja publiczna jest systematycznie zwijana. Do Śródmieścia da się jeszcze dojachać ale poruszać się to problem...
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    "zamożne kraje z zachodu (mam na myśli tzw. starą Unię) eksploatowały środowisko przez lata". Wiem, że teraz jest moda na plucie na Unię, ale rozumiem, że PRL i inne demoludy środowiska nie eksploatowały? Nie budowały hut, cementowni, koksowni, a jeżeli już, to najnowocześniejsze i nieszkodliwe dla środowiska. I nic im nie można zarzucić. W przeciwieństwie do wstrętnej Unii.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0