Owszem, chciałbym, aby konstytucja chroniła społeczeństwo, ale chciałbym też, aby chroniła bezpośrednio mnie, jednostkę - czytelnik polemizuje z Adamem Bodnarem.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od felietonów Adama Bodnara zaczynam w zasadzie lekturę cotygodniowej "Wolnej Soboty". Tak było i tym razem. Rzuciłem się na tekst, dotarłem do ostatnich akapitów i się zadumałem. Coś się zatarło. Może dlatego, że czytam te teksty jako laik i nie rozumiem pewnych zależności prawno-filozoficznych.

Bo Adam Bodnar, w swój maksymalistycznie wyważony, racjonalny (w znaczeniu: logiczny) i racjonalistyczny sposób pisze, że „normy konstytucyjne to tzw. normy programowe" i że wobec tego „nie można się na nie bezpośrednio powoływać". Wskazuje, że większość wspomnianych konstytucyjnych norm, jako programowych, służy tylko obligowaniu władzy do ich maksymalnego wypełniania treścią. Ale nie są podstawą do zgłaszania indywidualnego roszczenia przez obywatela i wywodzenia z niego wymogu indywidualnej rekompensaty szkody przez winną tej szkody instytucję władzy.

A więc obywatel nie ma jak na podstawie konstytucji domagać się odpowiedzialności finansowej i rzeczowej od władzy za np. chorobę spowodowaną nierealizowaniem przez tę władzę konstytucyjnej normy programowej? Może co najwyżej liczyć na tej władzy dobrą wolę i solenne przyrzeczenie poprawy (tzw. pochylenia się nad problemem)?

Takie skrajnie wspólnotowe, "publiczne" podejście do ochronnej roli konstytucji wydaje mi się niebezpieczne. Owszem, chciałbym, aby konstytucja chroniła społeczeństwo, ale chciałbym też, aby chroniła mnie, jednostkę, nie tylko pośrednio, jako malutki element społeczeństwa, poprzez ochronę całej wspólnoty, ale także bezpośrednio, mnie, który doznał jednostkowej szkody zawinionej przez władzę niewypełniającą normy konstytucyjnej treścią. Bo jeśli nie konstytucja, to kto i co?

Cokolwiek byśmy powiedzieli o egoistach, egocentrykach, roszczeniowcach itp., to jednak „cieszą się" oni częściej w swoich społeczeństwach ochroną dawaną przez konstytucje interpretowane bardziej indywidualistycznie, liberalnie (?). Obok zapewnienia drogi odszkodowawczej jednostce staje się taka interpretacja także skuteczniejszym sposobem wymuszenia na władzy wypełnienia treścią normy konstytucyjnej, która obowiązywać będzie całe społeczeństwo lub znaczną jego część. Ma to i tragiczne efekty (choćby skrajnie indywidualistyczne interpretacje poprawek konstytucji USA, skutkujące utrzymywaniem się wysokiej przestępczości, a nawet ograniczaniem praw nabytych). Może jednak jest na to lekarstwo, jak np. niektóre interpretacje konstytucyjne w niektórych krajach Europy Zachodniej (np. we Francji) dające jednostce  prawo dochodzenia zadośćuczynienia indywidualnych szkód, prawo wywodzące się z „indywidualistycznej" interpretacji konstytucji, która to interpretacja tym samym silniej i skuteczniej niż u nas obliguje rządzących do wypełniania norm konstytucyjnych treścią.

Oczywiście wszystko zależy od ludzi, nie dbają o konstytucję i jej normy autokraci.

Z poważaniem,

Marek Wystański

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem