W ciągu 33 lat po transformacji pojawiły się 23 projekty ustaw dotyczące reprywatyzacji nieruchomości. W większości to buble prawne, protezy, które niczego by nie załatwiły.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agresja putinowskiej Rosji na Ukrainę, a więc wojna przy granicy, kryzys energetyczny, brak węgla i stąd większy „szacunek" do chrustu, inflacja sięgająca prawie 16 proc., zadłużenie dochodzące do 1,450 mld zł - to złe informacje, codziennie atakujące Polaków.

Stąd reperkusje działalności tzw. komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich, powołanej na podstawie ustawy 9 marca 2017 r. większością rządową, już nikogo nie interesują, pewnie też wielu nic o niej nie wie. TVP Info, z tymi czerwonymi paskami o złodziejskiej reprywatyzacji, zakończyła swoje występy. A problem z reprywatyzacją nieruchomości - nie tylko warszawskich - był, jest i będzie, bo wszyscy od 30 lat boją się uchwalić prawdziwą ustawę reprywatyzacyjną ze względu na niechęć dużej części społeczeństwa, w tym i o poglądach antysemickich, która jest jej przeciwna.

Reprywatyzacja nieruchomości w Polsce prowadzona była wyrywkowo, niejednorodnie, niestety bardzo często w sposób niechlujny, nie zawsze zgodny z prawem. Moje czterdziestoletnie doświadczenie, w tym w czasach PRL, początkowo w administrowaniu, a później już w zarządzaniu jako współwłaściciel jednej z nieruchomości i w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej, pozwala mi na takie przykre wnioski.

Według wielu specjalistów reprywatyzacja, gdyby była przeprowadzona w sposób prawidłowy, zgodnie z zasadami obowiązującymi w państwach prawa, byłaby na pewno impulsem rozwojowym państwa. Powstałaby znacząca klasa średnia dysponująca majątkiem, która mogłaby w sposób legalny przekazywać go spadkobiercom i zmieniać właścicieli, pozostawiając stosowne podatki dla skarbu państwa. Tak to wyglądało u naszych sąsiadów, gdzie te skomplikowane procesy reprywatyzacyjne odbywały się w miarę cywilizowanych warunkach, bez większych awantur i bez takiego upolitycznienia procesu jak u nas.

W Polsce w zasadzie mimo wielu ustaw nie załatwiono ostatecznie nic. Pełnej, prawdziwej ustawy reprywatyzacyjnej mimo zobowiązań „wybrańców narodu" - z lewej, prawej i ze środka tej magmy politycznej - jak nie było, tak nie ma, a problemy, o których pisałem od 2013 r. zarówno do ówczesnych, jak i aktualnych decydentów, pozostają niezałatwione.

Obiecywał to Jarosław Kaczyński, jako opozycja, już w 2003 r., mówiąc, że „reprezentuje środowisko, które od zarania III RP wypowiadało się za reprywatyzacją", a minęło już prawie osiem lat rządów PiS i pozostały tylko słowa. Obiecywali Kwaśniewski i Tusk, ale były to tylko obiecanki bez pokrycia.

W ciągu 33 lat po transformacji pojawiły się 23 projekty ustaw dotyczące reprywatyzacji nieruchomości. W większości to buble prawne, protezy, które niczego by nie załatwiły.

Patryk Jaki z „Solidarnej Polski", sprytny polityk o ambicjach przekraczających jego możliwości, pupil Zbigniewa Ziobry, wykorzystał zbliżające się wybory samorządowe w Warszawie i wymyślił tzw. komisję weryfikacyjną do zbadania nieprawidłowości w reprywatyzacji nieruchomości warszawskich. Chodziło głównie o uderzenie w przeciwników politycznych z PO, którzy sprawowali rządy w magistracie warszawskim. Komisja powstała w 2017 r. Zasiedli w niej w większości niedoświadczeni politycy bez odpowiedniej wiedzy prawniczej, wiedzy o skomplikowanej historii tych nieruchomości warszawskich, rynku nieruchomości i bez przygotowania do tak odpowiedzialnej funkcji. To było zgodne z leninowską zasadą, że "prawdziwy bolszewik może piastować każde stanowisko, nawet i te, na których się zupełnie nie zna".

Komisja uzyskała różnorodne kompetencje zarówno prokuratury, sądów, jak i władz administracyjnych, może nakładać kary za niestawiennictwo się świadków, żądać zwrotów nieruchomości mających już stosowne wpisy do księgi wieczystej, obciążać hipoteki nieruchomości, nakładać grzywny na beneficjentów reprywatyzacji, zwracać samorządowi miasta Warszawy zreprywatyzowane już kamienice i rozdzielać tzw. poszkodowanym przez reprywatyzacje lokatorom, bez żadnych określonych kryteriów, dowolnych odszkodowań. A więc zakres bardzo szeroki, przypominający działania specjalnych komisji w sowieckiej Rosji z lat 1918-35. Wiele organizacji prawniczych zgłaszało szereg zastrzeżeń do tego bubla ustawowego, a wśród nich: Sąd Najwyższy, Biuro Analiz Prawnych przy Sejmie RP, Krajowa Rada Notarialna. A rzecznik praw obywatelskich twierdził, że „ta ustawa da efekty odwrotne w stosunku do zamierzeń".

Ustawa o komisji była kilka razy nowelizowana, aby ułatwić działania jej członkom. Zarówno przewodniczący komisji Patryk Jaki, jak i pozostali członkowie otrzymali daleko idący immunitet, bezkarność za błędne decyzje, ale i ekwiwalent finansowy za ciężką pracę. Przewodniczący ma dodatek w wysokości trzech przeciętnych wynagrodzeń (dzisiaj to 9030 zł miesięcznie), członkowie komisji - podobno takie jak wynagrodzenie podsekretarzy stanu. Dziewięciu członków społecznej komisji otrzymało w ciągu ostatnich lat prawie 310 000 zł. Tylko przez osiem miesięcy 2017 r. koszty utrzymania komisji kosztowały podatnika prawie 630 000 zł. Ile łącznie do dzisiaj to kosztowało, tego nie można się dowiedzieć w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Większość uzasadnień decyzji komisji uchylających decyzje reprywatyzacyjne władz miasta to enigmatyczne, ogólnikowe stwierdzenia: "doprowadzenie do skutków prawnych sprzecznym z interesem społecznym lub sprzecznym z celem do którego ustanowiono użytkowanie wieczyste". Padały tam też sformułowania o rażącej niesprawiedliwości społecznej. Pojęcie interesu społecznego należy do kategorii niezdefiniowanych, a jeżeli jego treść ustala komisja, w sposób dowolny, to pozwoliło na nieograniczoną interpretację bez żadnych konsekwencji i stąd pojawił się problem, i to duży. Oczywiście wszystko to się działo przy otwartej kurtynie, transmisjach wielogodzinnych w TVP Info. Komisja kilkakrotnie ukarała grzywną Hannę Gronkiewicz-Waltz jako świadka za niestawiennictwo na jej posiedzeniu. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA), rozpatrując sprawę tych grzywien, w 2021 r. przyznał rację ukaranej, komisja poniosła klęskę, i to nie jest jej ostatnia taka porażka. Komisja przegrała też sprawę dotyczącą reprywatyzacji kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie, przeprowadzoną w czasach kadencji Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta miasta, a także Mariusza Błaszczaka i Jacka Sasina jako burmistrzów Śródmieścia. Początkowo zadecydowała o zwrocie tej nieruchomości miastu, a gdy się okazało, że nastąpiły nieodwracalne skutki prawne związane ze sprzedażą tej nieruchomości, ukarała grzywną beneficjentów tej reprywatyzacji, w tym męża i córkę prezydent miasta Warszawy, żądając też wpisów zabezpieczających do księgi wieczystej tej nieruchomości, nie licząc się z prawnymi konsekwencjami dla aktualnych 20 właścicieli lokali w tej kamienicy. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA) na wniosek ukaranych przez komisję, jak i miasta, uchylił tę decyzję.

Nie mam żadnej satysfakcji z tych przegranych komisji, mimo że w przeszłości przestrzegałem, że takie będą rezultaty jej działalności. W WSA w Warszawie jest 135 spraw sądowych przeciwko decyzjom komisji, wydano już 14 wyroków, a w 11 sąd uchylił decyzję komisji. Urząd m.st. Warszawy zaskarżył do sądów powszechnych prawie 260 spraw, na 267 decyzji komisji o odszkodowaniach i rekompensatach dla lokatorów.

W 2018 r. pisałem do przewodniczącego komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego w liście otwartym: "decyzje Komisji przyniosły i będą przynosiły więcej problemów prawnych, dla wszystkich, w tym byłych właścicieli nieruchomości, spadkobierców, kupców roszczeń, władz administracyjnych i sądów, a w konsekwencji obywateli". I po kilku latach okazało się, że ja, prosty, emerytowany inżynier, umiałem przewidzieć na podstawie działań komisji poważne problemy, i okazało się, że to ja miałem niestety rację. Brak zdolności przewidywania, tworzenie prawa, które miało tylko polepszyć chwilowy komfort rządzenia i które miało służyć do ataków na przeciwników politycznych, wykorzystywanie aktualnej przewagi w parlamencie do tworzenia bubli prawnych, umocowania dla ludzi niekompetentnych, myślenie o słupkach poparcia, a nie o państwie - zawsze, wcześniej czy później, muszą prowadzić do klęski. 

Dzisiaj komisja już nikomu nie jest potrzebna, może tylko członkom komisji, którzy mają dodatkowe profity finansowe. Temat przestał być aktualny!  Patryk Jaki wylądował w Parlamencie Europejskim i tam bryluje ze swoimi teoriami politycznymi.

Niestety, problem z reprywatyzacją pozostał. Brak takiej ustawy to przykład porażki polskich elit politycznych, i to różnych opcji. 

Wawa z Żoliborza

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Reprywatyzacja skończyła się pełnym sukcesem przecież. KK dostał? o pardon, zabrał sobie to, co uznał za stosowne. Taki przecież efekt działania Komisji Majątkowej.
    Pogonić całe to niekompetentne towarzystwo, byle szybko. Szkoda czasu.
    ***** *** i przystawki też.
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    A to Polska właśnie. Kraj niedbalstwa I niechlujstwa, umysłowego lenistwa, byle zbyć, byle do jutra. Ale szczerze mówiąc to nie ?narodowa cecha?. To wina komuny i PRLu.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Porażka? Gdzie indziej świętują sukcesy od lat?.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    Reprywatyzacja w wydaniu zainteresowanych oznaczałaby takie samo złodziejstwo jak działalność komisji majątkowej. Tylko płatni zdrajcy naszej ojczyzny chcieliby przykładać do tego rękę
    już oceniałe(a)ś
    6
    5