Z grobów powstają truchła dawnych mocarstw - tureckiego imperium Osmanów, rosyjskiego imperium Romanowów. I odprawiają swój danse macabre - makabryczny "taniec szkieletów".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Danse macabre, czyli taniec imperialnych szkieletów

Model „Wielkiej Szachownicy", którym posługujemy się, by objąć, zilustrować, połączyć przyczynowo-skutkowo wielką ilość zdarzeń, często pozornie ze sobą wzajemnie niezwiązanych – jest tworem wielowymiarowym. Jego autor – profesor Zbigniew Brzeziński – stosował go w wymiarach geograficzno-politycznych. My chodzimy śladami koncepcji „Zbiga", ale często dodajemy jeszcze wymiar czasowy, czyli historyczny kontekst, lepiej pozwalający zrozumieć współczesne zawiłości.

Tak będzie i tym razem.

Putin lubi porównania historyczne. Np. ostatnio cofnął się w czasie o 300 lat i przedstawił światu siebie jako wcielenie i kontynuatora cara Piotra I, zwanego Wielkim. Pogromcy Szwecji, wielkiego reformatora rosyjskiego państwa.

Ja osobiście nie mam nic przeciwko historycznym porównaniom. Jednak – by nieco bardziej realnie porównać swą postać do wielkich poprzedników – radziłbym Putinowi, by nie cofał się aż tak daleko. Wystarczy przypomnieć, co inny jego wielki kremlowski poprzednik – car Mikołaj I – uczynił 170 lat temu i jaki tego był rezultat.

Otóż w maju 1853 roku car Mikołaj I postawił ultimatum tureckiemu sułtanowi. Żądał, aby Turcja stała się protektoratem Rosji. W razie nieprzyjęcia warunków groził wojną. Car był pewny swego – tak jak swego pewien był jeszcze pięć miesięcy temu Putin. Okazało się jednak, że Osmanów wsparły Anglia i Francja. Trwająca przez następne trzy lata wojna krymska przerodziła się w tragiczną dla Rosji katastrofę.

Może więc jednak to nie Piotr Wielki, lecz Mikołaj I jest lepszym porównaniem, odnośnikiem?

Kto się z kim spotyka?

Wzmożona ostatnimi miesiącami i tygodniami działalność dyplomatyczna – dosyć niespodziewane wizyty na najwyższych, prezydenckich szczeblach, próby nawiązywania nowych sojuszów. Przemeblowywanie światowej sceny.

Kilka tygodni temu tzw. Szczyt Kaspijski w Aszchabadzie, stolicy Turkmenistanu, był pierwszym międzynarodowym wydarzeniem poza Rosją, w którym Putin zdecydował się wziąć udział osobiście.

W spotkaniu uczestniczyli też prezydenci Iranu, Azerbejdżanu, Turkmenistanu i Kazachstanu. To chyba tam podczas tego szczytu (albo kilka dni wcześniej) przeżył Putin gorzkie rozczarowanie, gdy do tej pory wierny Kazach okazał się podłym niewdzięcznikiem, publicznie odmawiając uznania samozwańczych donieckich „republik", ale również i przyjęcia od Putina specjalnego podarku – rosyjskiego orderu.

A teraz, tydzień temu, Teheran... spotkanie Putina z perskimi ajatollahami, ale i – co może budzić pewne zaskoczenie – z tureckim prezydentem Erdoganem. Prezydenci uściskali sobie serdecznie dłonie przed kamerami.

W tzw. międzyczasie napływają z różnych stron świata przyjazne dla Moskwy sygnały:

  • dyktator Korei Płn. deklaruje pomoc w odbudowie gospodarki Donbasu – oczywiście po zaanektowaniu go przez Rosję;
  • Iran... dostarczyć ma rosyjskiej armii bojowych dronów, by mogli skuteczniej zabijać ukraińskich „nazistów", a ajatollahowie deklarują pełne poparcie polityczne i zrozumienie jedynie słusznej decyzji Putina jego wyprzedzającego NATO ataku na Ukrainę;
  • Brazylia... dziękuje Putinowi za tak ważne dla kraju nad Amazonką dostawy nawozów sztucznych i obiecuje bliską współpracę;
  • a w bliskiej perspektywie i przyjazna – pełna bogactw naturalnych – Boliwia.

No i zapominać nie należałoby o najbliższym sercu Kremla sojuszniku – Białorusi. Gotowej w imię przyjaźni popełnić harakiri, atakując sąsiadów.

W budowaniu nowych lub zacieśnianiu już istniejących sojuszów nie pozostają zbyt z tyłu i Stany Zjednoczone.

Prezydent Biden odwiedza Bliski Wschód... gorąco przyjmują go w Izraelu. Następnie leci do Arabii Saudyjskiej – i tu już mniej przyjaźnie. Bo nie będąc dyktatorem w swoim kraju, nie może sobie pozwolić na lekceważenie swego elektoratu, mającego spore pretensje do Saudów za ich łamanie praw człowieka, ich skrytobójstwa. Jednak i tu wydaje się, że przynajmniej częściowo osiąga cel – czyli zwiększenie wydobycia ropy, a więc spadek jej cen światowych. No i... pewną koordynację działań militarnych izraelsko-arabskich wymierzonych w Iran.

Strefy wpływów

Spytacie... a co z Chinami? Tym aspirującym do supermocarstwowej roli Państwem Środka?

Chiny – pozornie – stoją z boku i bacznie obserwują rozwój sytuacji. Nawet chwilowo nieco utemperowały swe agresywne prowokacje w strefie Pacyfiku. Ale tylko pozornie. Bo przypomnijmy sobie, jak to na kilka dni przed rosyjską agresją chiński prezydent dał Putinowi błogosławieństwo, deklarując swą „bezgraniczną przyjaźń".

Przypominam też – wspomniane przed chwilą – dziwne zachowanie prezydenta Kazachstanu, wręcz wrogie w stosunku do Putina. I nie mam wątpliwości, że maczał w tym swe palce Pekin.

Zakupy taniej rosyjskiej ropy przez Chiny pomogły Rosji, ale drastycznie zmniejszyły irański eksport do Chin. 40 milionów baryłek irańskiej ropy czeka w tankowcach na kupującego. Może jednak kupią Chiny?

Łatwo zgadnąć, że głównym celem obecnej polityki chińskiej jest wasalizacja Rosji, jej znaczne osłabienie, podporządkowanie dyktatowi Pekinu. Wydaje się, że mają duże szanse. Samobójcze działania Kremla idą dokładnie w tym kierunku. Jeszcze chwila... i stanie się to jasne dla wszystkich.

Czy jednak o to Zachodowi chodzi?

Gdzieś w kuluarach tej rundy walki o światową supremację znajdują się i inni gracze.

Prezydentowi Turcji marzą się czasy imperium osmańskiego – na razie eliminuje wewnętrzną opozycję, walczy z Kurdami, konkuruje z Rosją w Syrii, judzi i poróżnia partnerów z NATO i stara się maksymalnie dużo ugrać, grożąc wetem Turcji w rozszerzaniu NATO, flirtując z Rosją poprzez kupowanie jej uzbrojenia i obietnice pogłębionej współpracy gospodarczej, np. wspólnej produkcji w sektorze motoryzacyjnym.

No i są na naszej szachownicy i Indie, konkurujące z Chinami o azjatyckie strefy wpływów, przyjmujące strategicznie obiecującą, neutralną postawę wobec agresji Rosji na Ukrainę. Ale o tym... innym razem.

Z grobów powstają truchła dawnych mocarstw – tureckiego imperium Osmanów, rosyjskiego imperium Romanowów. I odprawiają swój danse macabre – makabryczny „taniec szkieletów".

Póki co spoczywają w spokoju Habsburgowie i Hohenzollernowie. Chociaż i Hohenzollernowie mieli już swój czas zmartwychwstania i tańca – była nim III Rzesza i „drang nach Osten". Powinno być to wystarczającym ostrzeżeniem dla współczesnych „zmartwychwstańców".

Wreszcie brytyjscy Koburgowie, którzy w międzyczasie zmienili rodowe nazwisko i stali się Windsorami. Pozbyli się – albo ich pozbyto – ciężaru kolonii zamorskich, imperialnych ambicji i teraz dożywają pogodnej, emeryckiej starości...

Każdy ze wzmiankowanych czy poruszonych dziś tematów to zaledwie powierzchowne jego zamarkowanie. Prawie każdy z nich zasługiwałby na pełnowymiarową naukową dysertację.

Będziemy do nich powracać, jeśli uda nam się jakoś przeżyć to obecne „trzęsienie ziemi".

Staszek Smuga-Otto

Kanada, Brytyjska Kolumbia

śródtytuły od redakcji

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A ja bym to ujął jeszcze inaczej. Oby odnośnikiem dla Putina stał się Mikołaj, ale nie I, tylko II.
    @Fobos
    Ja wiem ? Pamiętaj co było chwile przed i długo po....:)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @tommywolf
    No tak, ale moje marzenie jest zawężone tylko do samego Putina :-)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Wszystkie te wielkie imperia mają wspólny mianownik. Eksportują ropę i gaz, korzystając na uzależnieniu cywilizowanego technologicznie rozwiniętego świata od paliw kopalnych.
    @Goro Takemura
    Dokładnie. Surowcowe imperia zamordyzmu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Jedynym odnośnikiem putina jest Rasputin.
    @nowy-trend1
    Ale chyba nie to libido.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ponoć towarzysz Mao w gabinecie miał mapę ze wschodnią granicą Chin z Polską na Uralu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0