Każda ulica, dom, zaułek to świadectwo historii. One pamiętają ludzkie losy, które dramatycznie zostały przerwane bądź nieodwracalnie zmienione przez wydarzenia sierpnia '44. Potrzebna jest ta chwila ciszy nad kamieniem, popękaną ścianą frontową kamienicy czy choćby włazem do studzienki kanalizacyjnej na Starym Mieście, która podczas Powstania Warszawskiego była bramą do ratowania życia - mówi Robert Hojda, organizator Marszu Milczenia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kinga Dagmara Siadlak*: 1 sierpnia ulicami Warszawy już po raz 6. przejdzie Marsz Milczenia. Marsz pod honorowym patronatem Wandy Traczyk-Stawskiej, żołnierza AK walczącego w Powstaniu Warszawskim. Warszawa jak co roku oferuje wiele uroczystości upamiętniających wybuch powstania. Msze, spotkania, lekcje historii, turnieje, koncerty, biegi i więcej aniżeli jeden marsz. Dlaczego zatem powstał Marsz Milczenia?

Robert Hojda**: Jest hołdem dla ofiar Powstania Warszawskiego, przede wszystkim ludności cywilnej, mieszkańców ówczesnej Warszawy. To też jest najważniejsze dla naszej patronki Wandy Traczyk-Stawskiej. To ona właśnie określiła warszawiaków sierpnia '44 jako prawdziwych bohaterów.

Wanda Traczyk - Stawska i Robert Hojda
Wanda Traczyk - Stawska i Robert Hojda  Fot. org. Marszu Milczenia

K.D.S.: Nie powstańców?

R.H.: Nie. Powstańców stawia zawsze na drugim planie. Dlaczego? Ano dlatego, że powstańcy mogli się nie tylko bronić, ale też mieli możliwość ataku i działania. Natomiast ludność cywilna mogła ich tylko wspierać, ponosząc przy tym najcięższe ofiary.

Powstał on także dlatego, że od lat obserwuję dynamiczny rozwój organizacji wyznających idee, które trudno zinterpretować inaczej niż faszystowskie. Chcą "przejąć" historię, zmieniając tym samym istotę Powstania Warszawskiego.

Maszerując ulicami Warszawy, krzycząc między innymi "śmierć wrogom ojczyzny", mając na myśli także niektórych ówczesnych i dzisiejszych Polaków. A to jest szczególnie bolesne dla żyjących wśród nas powstańców warszawskich. Na Marszu Milczenia nie ma miejsca na faszystowskie, ksenofobiczne hasła, nie ma miejsca na politykę. Tutaj liczy się człowiek. To czas na zadumę. Każda ulica, dom, zaułek to świadectwo historii. One pamiętają ludzkie losy, które dramatycznie zostały przerwane bądź nieodwracalnie zmienione przez wydarzenia sierpnia '44. Potrzebna jest ta chwila ciszy nad kamieniem, popękaną ścianą frontową kamienicy czy choćby włazem do studzienki kanalizacyjnej na Starym Mieście, obok której codziennie przechodzą warszawiacy, a która pamięta te czasy, gdy była bramą do ratowania życia.

Trasa Marszu Milczenia
Trasa Marszu Milczenia  organizator

K.D.S.: Czy trasa Marszu Milczenia jest co roku taka sama?

R.H.: Tak. Zawsze przechodzimy tę samą trasę. Wyznaczając ją, szukałem miejsc, w których warszawiacy i powstańcy ponieśli ofiary. Dlatego Marsz Milczenia rozpoczyna się przy ulicy Kilińskiego. Tam bowiem wydarzyła się tragedia. W jednej chwili zginęło co najmniej kilkaset osób, wśród nich 67 żołnierzy batalionu "Gustaw". To tam w samo południe, wśród wrzawy i okrzyków radości, wjechał niemiecki wóz opancerzony zdobyty przez powstańców na Starym Mieście. Jego załogę stanowiło kilku żołnierzy polskich. Kierowca przejechał sprawnie przez barykadę wśród okrzyków tłumu kobiet i dzieci, zawrócił i stanął w poprzek jezdni u skraju chodnika. I wówczas nastąpił wybuch. Wybuch tak silny, że szczątki rozerwanych na strzępy ofiar zwisały z rynien, gzymsów i rozbitych okien.

Każdy wyznaczony punkt Marszu Milczenia ma swoje znaczenie. Każda ulica, kamienica, zaułek, plac to niemy świadek tamtych wydarzeń. Świadek, a czasem współuczestnik. Warszawa ucierpiała bardzo w powstaniu.

Punkt końcowy to także świadek historii tamtych dni. Ważny adres. Kamienica przy ul. Waliców 14. To tam przed wojną mieszkali ludzie kultury warszawskiej. Jej frontowa ściana została zniszczona na skutek wybuchu goliata. Niemcy posługiwali się takimi pojazdami naszpikowanymi materiałami wybuchowymi. Zniszczenia były tak poważne, że ścianę frontową trzeba było rozebrać. Nie ma chyba w tej chwili miejsca w Warszawie, które by tak głęboko oddawało klimat tamtych czasów. Od niedawna kamienica ta jest pod ochroną konserwatora zabytków. Takich miejsc jest więcej. Aleja "Solidarności", Jana Pawła II, Grzybowska... Nie ma w centrum Warszawy miejsca, które nie byłoby uświęcone krwią Polaków. To trudne historyczne wspomnienia. Potrzebny jest taki dzień, aby pamiętać. Żyjemy przecież dniem dzisiejszym. Dziś w takich miejscach parkujemy auta i robimy zakupy.

Warszawa jest zbudowana na gruzach wojennych i na kościach ludzkich. Dla mnie ta ziemia jest święta. Warszawa jest miastem dużego cierpienia, krzywd, poświęcenia, odwagi i heroizmu. Została skrzywdzona i powinniśmy oddać hołd jej mieszkańcom. W milczeniu.

K.D.S.: Wiele osób podejmuje dyskusję w kwestii tego, czy Powstanie Warszawskie miało sens. Jedni uważają je za chwalebne, a inni za zupełnie niepotrzebne.

R.H.: Nie będę się wypowiadał ani na temat powodów wybuchu powstania, ani tym bardziej nie zamierzam oceniać trafności decyzji tamtych dni. Wiem natomiast - z bezpośrednich relacji samych powstańców - co wówczas czuli, co pchnęło ich do tego, by wziąć broń do rąk. Byli gotowi już od dawna, by wyjść na ulice i walczyć z faszystami. Tyle okrucieństwa i śmierci. Pawiak, gestapo, Szucha, łapanki, wywozy do obozów koncentracyjnych, publiczne egzekucje... To były dramaty całych rodzin. To było nie do zniesienia. Podobnie to, co się dzieje teraz w Ukrainie, samo popycha ludzi do walki o swój dom. Dom, do którego przychodzi najeźdźca, gwałci twoją siostrę i matkę, zabija twojego małego braciszka, kradnie, pali, niszczy, rujnuje wszystko. A potem żyjesz pod okupacją.... latami... Najeźdźca, który robi wszystko, co zechce, z twoimi najbliższymi... Jak długo będziesz w stanie to wytrzymać? To prawda, wiele osób mówi, że powstanie było niepotrzebne, ale ja byłbym ostrożny z takimi ocenami.

Nie żyliśmy w tamtych czasach, nie doznaliśmy tego cierpienia, nie powinniśmy zatem oceniać tego z pozycji czasu pokoju i wygodnego fotela.

Marsz Milczenia przejdzie ulicami Warszawy 1 sierpnia. Zbieramy się o 16.40 na ulicy Kilińskiego od strony ulicy Długiej. Ruszamy o godz. 17. Marsz przejdzie ulicą Długą, aleją "Solidarności", Jana Pawła II, Grzybowską i kończymy na ulicy Waliców pod numerem 14.

*Kinga Dagmara Siadlak - adwokatka, prezeska i współzałożycielka Stowarzyszenia Adwokackiego Defensor Iuris

**Robert Hojda - pomysłodawca i główny organizator Tour de Konstytucja oraz prezes fundacji Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    a mnie na Pradze zafundowano impreze nazioli. No tak, racja, przecież Praga to nie Warszawa.
    Wstyd dla miasta!
    @mikikiki-3
    No to jest szczególnie dziwne, bo na lewym brzegu to chociaż by mogli swoje zwycięstwo uczcić (choć to 2 października lepiej), ale z Pragi to już w połowie września spie...li i to przed lewakami. Wstyd też dla nich.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1