Nie zliczę, ile razy musiałam odpowiadać na pytania, po co właściwie wracam do swojego nazwiska, czy się nie boję o karierę, pozycję zawodową, rozpoznawalność? Musiałam słuchać komentarzy o tym, jak olbrzymią niedogodność czynię tą zmianą innym osobom.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdecydowałam się do Państwa napisać po lekturze artykułu Natalii Waloch pt. „Jennifer Lopez zmieniła nazwisko po ślubie. Czy naprawdę kobiety muszą znakować się jako własność męża?". Bardzo się cieszę, że podjęli Państwo ten temat, ponieważ, moim zdaniem, nadal za mało się mówi w przestrzeni publicznej o tym, że zmiana nazwiska przez kobietę to relikt przeszłości, z którym należałoby skończyć.  

Wiele kobiet, ze mną włącznie, zdecydowało się na zmianę nazwiska po ślubie bez głębszego zastanowienia. Myślałam: „taka jest tradycja", „mężowi będzie przyjemnie", „będziemy prawdziwą rodziną", „dzieci będą miały tak samo na nazwisko jak ja" i tym podobne. Refleksja przyszła, kiedy miałam się pierwszy raz przedstawić nowym nazwiskiem i okazało się, że jakoś trudno przechodzi mi przez gardło. Zajęło mi dwa lata przyzwyczajenie się, że nazywam się inaczej, a razem ze swoim nazwiskiem straciłam jakąś cząstkę siebie. Nasze nazwisko jest częścią nas, elementem naszej tożsamości, mamy je od urodzenia, tak samo jak mężczyźni, i nie ma powodu, żeby je zmieniać.

Mam 36 lat i w tym roku rozwiodłam się po 11 latach małżeństwa. Dzieci nie mieliśmy, o winę nie walczyliśmy, a majątek podzieliliśmy u notariusza. Rozwód został orzeczony po jednej piętnastominutowej rozprawie. 8 miesięcy od rozstania każde z nas było wolne i mogło sobie układać życie od nowa. Teoretycznie... każde z nas. 

Mój były mąż od rozwodu jest człowiekiem wolnym. Nie musi odpowiadać na żadne pytania ani tłumaczyć się przed nikim ze swoich życiowych decyzji. Ma to samo nazwisko, ten sam dowód osobisty, ten sam paszport. Zdejmuje obrączkę i jak za dotknięciem magicznej różdżki przestaje być czyimś mężem i żyje sobie spokojnie bez żadnych obciążeń. O tym, że kiedykolwiek był czyimś mężem, dowiedzą się tylko te osoby, którym on będzie miał ochotę o tym powiedzieć.  

A ja? A ja tłumaczę się cały czas.

 Żeby wrócić do swojego nazwiska, musiałam złożyć przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenie "małżonka rozwiedzionego o powrocie do nazwiska, które nosił przed zawarciem małżeństwa". Z całego zdarzenia został sporządzony protokół, ja uroniłam łezkę wzruszenia, a kierowniczka urzędu stanu cywilnego uścisnęła mi dłoń, dodając ściszonym głosem: "gratulacje", jakby głośno nie wypadało gratulować rozwódce. 

Naiwna byłam bardzo i myślałam, że teraz to już będzie z górki.  

W rzeczywistości rozpoczęłam trwające tygodniami tournée po urzędach i innych instytucjach w celu wymiany dokumentów i aktualizacji danych. Naturalnie paszport wymienia się w jednym miejscu, dowód osobisty w innym, prawo jazdy jeszcze gdzie indziej. Do każdego z okienek trzeba odstać swoje i wypełnić odrębny druczek. Nie muszę chyba dodawać, że w każdym miejscu trzeba napisać, że zmiana nazwiska wynika z rozwodu. 

Mimo oczywistego dyskomfortu i straty dużej ilości czasu cieszyłam się za każdym razem, kiedy odbierałam nowy dokument i widziałam na nim swoje imię i nazwisko. To samo, które nosiłam od urodzenia przez kolejne 24 lata i które zmieniłam na lat zaledwie 11. Czułam, że znowu jestem sobą. 

Nie zliczę, ile razy musiałam odpowiadać na pytania, po co właściwie wracam do swojego nazwiska, czy się nie boję o karierę, pozycję zawodową, rozpoznawalność? Musiałam słuchać komentarzy o tym, jak olbrzymią niedogodność czynię tą zmianą innym osobom. Lekko się krzywiłam, słysząc od bliskich, że do zmiany się nie przyzwyczają i dla nich już zawsze będę nosiła nazwisko byłego męża. Nie wspominając już o ojcu, który powiedział, że ta zmiana jest bez sensu, bo przecież wezmę kolejny ślub i znowu zmienię nazwisko "no bo jak inaczej"? 

Kroplą, która przelała czarę goryczy, nie były jednak złośliwe komentarze czy godziny odstane w urzędach, ale to, jak przez zmianę nazwiska musiałam się z decyzji podjętych w życiu prywatnym tłumaczyć w pracy. 

 Jestem adwokatką. Wykonuję zawód zaufania publicznego. Reprezentuję klientów przed sądami w kilkudziesięciu sprawach. Udzielone mi pełnomocnictwa nie tracą mocy przez zmianę nazwiska. Dla większości sędziów moje oświadczenie o zmianie nazwiska było wystarczające i nie wymagało dalszych tłumaczeń, w szczególności tłumaczenia, z czego zmiana wynika.  

Dla większości, ale nie dla wszystkich. W pozostałych sprawach zażądano ode mnie potwierdzenia zmiany nazwiska dokumentem urzędowym, a to mogłam zrobić jedynie, przedkładając do spraw odpisy skrócone aktu małżeństwa. W tych odpisach znajdują się między innymi dane o moim ślubie i rozwodzie. Dane, które ani sądowi, ani drugiej stronie sporu, ani nawet moim klientom nie są do niczego potrzebne. Dane, którymi absolutnie nie mam ochoty dzielić się z tymi osobami.  

Maria Myszka

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Prawdziwy relikt to różny wiek emerytalny ze względu na płeć.
    Absurdalne jest to gdy znacząco krócej pracuje płeć zyjąca znacząco dłużej.
    Może zacznijmy od usunięcia tego reliktu?
    @dobry_czlowiek...
    Jestem za, pamiętaj tylko, że za 5 lat pracy dłużej, dostajecie 50 proc wyższe świadczenia. O w 90 proc. męskiej mundurowe pracującej najkrócej nie wspominając. A co do nazwiska ma emerytura?
    już oceniałe(a)ś
    19
    11
    @wendyp
    1. Nikt nie zabrania kobietom podejmować ciężkiej, ryzykownej, ale dającej przywileje emerytalne pracy w służbach mundurowych.
    2. Czy chcesz powiedzieć, że mężczyżni spędzają prawie trzy razy krótszy czas na emeryturze (7 do 20 lat) a otrzymują emeryturę tylko o 50% większą?
    już oceniałe(a)ś
    17
    7
    @dobry_czlowiek...
    Po pierwsze, jak ja skończyłam studia 1996 r. to bardzo trudno było kobiecie ( niespokrewnionej) dostać się do służb) po drugie znam sporo mężczyzn w wieku 80 plus, i dużo kobiet, które zmarły przed 60 ( rak piersi). Po trzecie wszystkich boli o pięć lat krótsza praca kobiet, ale 35 letni mundurowi emeryci nie. Ps. Jak najbardziej jestem za równym wiekiem emerytalnym, gdyż tzw przywilej jest wykorzystywany nagminnie do wyrzucania kobiet na emeryturę. A w sadzy pracy wyrok będzie po średnio 5 latach . Poza tym nie wiem co pozbawianie tożsamości ( nazwiska) ma wspólnego z wiekiem emerytalnym.
    już oceniałe(a)ś
    19
    11
    @wendyp
    W 1996 roku, przy 20 procentowym bezrobociu trudno było się dostać do dobrej pracy bez znajomości ZARÓWNO kobietom jak i mężczyznom
    już oceniałe(a)ś
    11
    9
    @dobry_czlowiek...
    Ale piszemy o służbach, które rekrutowały mężczyzn ze średnim wykształceniem a nie chciały kobiet z wyższym ( bo szef nie lubi pracować z kobietami, to cytat który usłyszałam).
    już oceniałe(a)ś
    17
    6
    @dobry_czlowiek...
    W głowach się tym wykształconym przewraca !!! Co drugi lekarz, prawnik, dyrektor PO rozwodzie! I niby wy po studiach tacy mądrzy jesteście! Dobre. Robotnicy po szkole zasadniczej tworzą bardziej dojrzałe związki ! Idźcie ludzie się leczyć po tych studiach!
    już oceniałe(a)ś
    3
    31
    @wendyp
    A szwagier mowil, ze u nich zatrudniali same kobiety...
    Naprawde.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @dobry_czlowiek...
    Ja piszę o sobie, a ty sobie żarty robisz. Jak nie masz argumentów to ośmiesz kogoś. Gratuluję
    już oceniałe(a)ś
    7
    3
    @sebastian666
    Kompleks braku wyksztalcenia???? Pewnie, lepiej niech sie napier..laja ile wlezie, ale za to w niedziele po bozemu do kosciolka.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    @wendyp
    Kiedy mówie, że będę, statystycznie patrząc, tylko 7 lat na emeryturze, a Jaśnie Pani Kobieta aż 20 lat to o kim mówie?
    O mnie, o Tobie, o nas Polakach i Polkach.
    Mega niesprawiedliwość, skandaliczna dyskryminacja ze względu na płeć, mega oszustwo i jeszcze wielki ból d... kobiet, że niby pokrzywdzone.
    Biedactwa
    już oceniałe(a)ś
    8
    5
    @dobry_czlowiek...
    Zainspirowałeś mnie, może doliczmy kobietom czas gorszego samopoczucia z powodu fizjologii? W ciągu roku to minimum 30 dni pomnożone przez 30 lat daje więcej niż 5 lat emerytury. PS żartowałam ;)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Niestety to kwestia mentalności i narzucania przez otoczenie co kobieta powinna. Oficjalnie polskie prawo nie nakłada na żadnego z małżonków obowiązku zmiany nazwiska po ślubie. Ale przecież mąż sie obrazi, nie mówiąc już o tym "ludzie powiedzą". A jak ktoś chce inaczej, to mu żyć nie dadzą. Pamiętam jak 20 lat temu oświadczyłam rodzinie, że nie będzie ślubu kościelnego (i nie było). Ale była jazda!
    @asnd
    Zwyczajne zwalanie winy na innych i szukanie wymówek. Nie ma żadnego przymusu zmiany nazwiska. A jeśli jakieś ciotki marudzą, to się je po prostu olewa. Faceta, któremu to przeszkadza i który boi się wytyków typu "co z ciebie za chłop, że baba nie chciała twojego nazwiska", też lepiej sobie odpuścić. I tyle w temacie.
    już oceniałe(a)ś
    4
    5
    @mrrrwrrr
    Przymusu niby nie ma, ale ponieważ wszyscy tak robią, to zwykle nawet nie zdajemy sobie sprawy, że są inne opcje. W USC wypełnia się np dane do aktu małżeństwa i tam wybiera jakie nazwiska, jakie będą nosili wszyscy, czyli mąż, żona i dzieci. Ilu urzędników pyta faceta o nazwisko po czym wypełnia tak wszystkie te rubryczki, nawet nie myśląc o tym, by zapytać kobietę lub wytłumaczyć, że można inaczej? Nie każdy jest specem od prawa administracyjnego, małzeństwo często zawiera się w miarę wcześnie w życiu i serio nie każdy aż tak nad tym rozmyśla. Mnie np urzędnik spytał, czy będę nosić nazwisko męża (ale już dzieciom wpisał jego nazwisko z automatu) i ja mam łączone. Ale ja jestem warszawską wykształciuchą, z pozycją uprzywilejowaną już na starcie. Nie każdy tak ma.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    Też się cieszę,że ten temat został podjęty.Ja wychodziłam za mąż 32 lata temu i na szczęście zachowałam własne nazwisko łączone z nazwiskiem męża,co z dzisiejszej perspektywy jest dla mnie idiotyczne.Dzisiaj zostawiłabym tylko swoje.Wtedy to było nie do pomyślenia,a moje podwójne nazwisko nie wzbudzało komentarzy tylko dlatego,że jestem lekarką i dużo koleżanek tak robiło.I przez te wszystkie lata byłam panią X -ową (po mężu),moje nazwisko wykorzystywałam tylko w sytuacjach oficjalnych i za granicą,gdzie chętnie go używano jako jedynego(jest pierwsze ).Ale świat idzie do przodu-dla moich dwóch córek to naturalne zostawić sobie nazwisko rodowe i nikt z tym nie polemizuje.A jak babcie protestowały,zostały żartobliwie uświadomione o indoktrynacji patriarchatu:)
    @AskaNelka
    Brawo, zwłaszcza, że mężowskie nazwiska często są brzydsze, a niektóre odstręczające np. Larwa.
    już oceniałe(a)ś
    6
    6
    @wendyp
    Szczesliwie ,Larwa' dotyczy tylko mezczyzn?
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    @wendyp
    Nie no, oczywiście że to kobiety noszą łądniejsze nazwiska niż mężczyźni.
    Tylko co po zmieniać status quo?
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @Chrumek
    Ja znam akurat po mężu, ale w ogóle dziwię, się że ktoś chce je nosić ( niezależnie od płci).
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    @dobry_czlowiek...
    Nie zawsze, dlatego lepiej byłoby zostawiać ładniejsze.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @wendyp
    I dlatego jest WYBÓR.
    Czyli to co mamy teraz.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    @dobry_czlowiek...
    Teoretyczny wybór, bo mowa jest czy żona zostaje przy swoim, czy przyjmuje męża albo dwuczłonowe, rzadko czy mąż wybiera żony ( jeśli w ogóle jest takie pytanie)
    już oceniałe(a)ś
    10
    3
    Mężczyzna może przyjąć nazwisko żony - świetna okazja do pozbycia się jakiegoś nieciekawego nazwiska (lub zdobycia ciekawszego, np. arystokratycznego). Znam takie osoby.
    Można zrobić podwójne, w dowolnej kolejności (mężczyźni też). Można zachować. Jest wiele możliwości, po co te jęki?
    A dzieci? Nie da im się wytłumaczyć? No ludzie!
    @KillerQueen
    Nie mówiąc o tym, że nazwisko własne kobiety jest nazwiskiem jej ojca...
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @KillerQueen
    czyli koobiety mają ciekawe, arystokratyczne nazwiska a mężczyźni głlupie.
    Ciekawe więc kim są ludzie, po których noszą nazwiska córki bo na pewno nie facetami
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    Więcej asertywności. Kobieta może chcieć zachować swoje nazwisko. Mężczyźnie może się to nie podobać. I może nie być dzięki temu żadnego ślubu jeśli nie podoba mu się stanowisko.
    To tak jak z intercyzą, tylko w przeciwieństwie do intercyzy nic nie kosztuje.
    @Mi7e
    Czyli potwierdzasz, że ona powinna przyjąć jego, a jak nie, to won. Czyli rzecz nie ma prawa zachowac tożsamości. Bo jakoś nie dyskutujemy o przyjmowaniu nazwisk przez oboje na krzyż ( każdy będzie miał po dwa).
    już oceniałe(a)ś
    7
    6
    @wendyp
    Dlaczego w ogóle on ma kupować pierścionek, klękać i stawiać się w roli petenta czekając na decyzję, czy ona wspaniałomyślnie zgodzi się za niego wyjść?
    Komu bardziej zależy na ślubie? Która płeć od dzieciństwa go sobie wyobraża?
    Jeśli chcemy prawdziwej równości, to może spróbujmy zmienić tradycję oświadczyn i przekonać kobiety, żeby same kupowały sygnety albo zegarki i się oświadczały.
    Chciałabyś takiej nowoczesności?
    już oceniałe(a)ś
    4
    9
    @wendyp
    Nic w tym złego, tylko po co? Potem się na karcie płatniczej nie mieści.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @Mi7e
    Dlatego właśnie masz coraz więcej singiel, bo małżenstwo i dzieci to tylko niewolnictwo. A według ciebie zwyczaj, że to on decyduje, że czas na ślub, a nie oboje, to wyraz równości. Ps. Nie każda marzy o ślubie, coraz więcej nawet o tym nie myśli. Stąd te wszystkie naciski władzy na małżeństwa i dzietność.
    już oceniałe(a)ś
    9
    3
    @wendyp
    On często decyduje, że pora na ślub i się oświadcza po aluzjach, manipulacjach albo po ultimatum. Skoro jej aż tak zależy, to uważam, że kobiety powinny się wreszcie nauczyć, że w XXI wieku też mogą się oświadczać.
    Ślubów jest jednak coraz mniej, bo większość mężczyzn jest ''nieatrakcyjna ekonomicznie''.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    A co ja mam zrobic??? Dwadziescia lat po rozwodzie, a moja eks dalej trzyma sie mojego nazwiska i wg mnie hanbi je.
    już oceniałe(a)ś
    24
    9
    Zmiana nazwiska nie jest obowiązkowa. Można zmienić, można nie zmieniać, można dołożyć do swojego - a mam też kolegę, który przyjął nazwisko żony. Każdy zrobi, jak zechce, i nie ma o co bić piany.
    już oceniałe(a)ś
    21
    7
    Autorka listu ma pretensje... no właśnie... do kogo? Sama zmieniła nazwisko po ślubie, sama je zmieniła po rozwodzie, a teraz utyskuje, że zmiana nazwiska wiąże się z niedogodnościami. Zamiast po prostu przyjąć "na klatę" konsekwencje swoich czynów, to szuka winnych w innych, a nie w sobie.

    Poznałem różne osoby, które w różny sposób podchodziły do swojego nazwiska po ślubie. Niektórzy przyjmowali dwuczłonowe, inni zmieniali, a jeszcze inni pozostawali przy swoim. Nie tylko kobiety, ale i mężczyźni. Nikt nie wylewał z tego powodu swoich żali.

    Najbardziej paradne w tym wszystkim jest to, że autorką tego rodzaju wynurzeń jest adwokatka (sic!). Kto jak kto, ale fachowy pełnomocnik powinien mieć świadomość konsekwencji i czynności urzędowych związanych ze zmianą nazwiska.
    @kr_okodyl
    Ale masz świadomość, że sama zmiana wynika czysto z kultury patriarchatu. Bo jakoś nie ma zwyczaju, że wybieramy np. ładniejsze? Te dumne rody Larw, Kiełbas, Bigosow, szaleńców, Pupow. Wymieniam znajome nazwiska ( wszystkie po mezach, rodowe były normalne).
    już oceniałe(a)ś
    24
    6
    @kr_okodyl
    Autorka listu ma ''pretensje'' do stanu świadomości społeczeństwa, do idiotycznej spuścizny po latach minionych czyli powiedzmy do tzw. tradycji. Ciekawe dlaczego to panowie nie przyjmują nazwisk swoich żon? Trudne pytanie, nieprawdaż? Patriarchat czy co... Na szczęście idzie nowe, a głównie nowe pokolenia.
    już oceniałe(a)ś
    22
    6
    @JOL77
    Niespecjalnie trudne pytanie. Przyjmowanie przez żony nazwisk ich mężów pozwala czytelnie rozpoznawać linie rodowe. Kiedyś, w epoce feudalnej i zarazem patriarchalnej było to szczególnie ważne, dzisiaj jest nieco mniej. Ale i dziś nadal przydaje się, a nawet dla wielu osób jest ważne - z uwagi na to, że historia i tradycja rodzin stanowi nieraz istotną część tożsamości każdego z nas. I dla wielu ludzi nazwisko reprezentujące nie tylko konkretną, pojedynczą osobę, ale umiejscawiające ją w rodzinie widzianej w perspektywie wielu pokoleń przodków - jest pożądanym elementem własnej tożsamości.

    Oczywiście z punktu potrzeby zachowania przejrzystości linii rodowych celowe mogłoby być stosowanie zasady odwrotnej - tj. że regułą byłoby przyjmowanie przez mężczyzn nazwisk swoich żon. Ale na coś należałoby się zdecydować, gdyż nietrzymanie się żadnej z tych zasad powoduje kompletny galimatias. Może więc jednak najprościej trzymać się tradycji. Pomimo że jest ona reliktem owego strasznego patriarchatu. Oczywiście dobrowolnie - patriarchat stracił już niemal wszystkie zęby.
    już oceniałe(a)ś
    7
    17
    @januszw.jankowski
    Wykład dotyczy dokładnie tego, o czym napisałam : absolutnej dominacji patriarchatu.
    To może jednak, tak dla odmiany, zaczniemy w ramach docenienia wagi i znaczenia matriarchatu kontynuować czytelne i przejrzyste rozpoznawanie linii rodowych i umiejscowimy panów w rodzinie przodków żon? Tradycje przecież także ewoluują.
    już oceniałe(a)ś
    14
    5
    @januszw.jankowski
    ''trudne pytanie'' to była gryząca ironia.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @JOL77
    Odpowiadasz:
    **To może jednak, tak dla odmiany, zaczniemy w ramach docenienia wagi i znaczenia matriarchatu kontynuować czytelne i przejrzyste rozpoznawanie linii rodowych i umiejscowimy panów w rodzinie przodków żon?**

    No przecież sam dokładnie taką alternatywę zaproponowałem i rozważałem "za i przeciw". Rozpocząłem od tego drugi akapit pierwszego komentarza - chyba nie czytałaś.
    już oceniałe(a)ś
    5
    3
    @januszw.jankowski
    No niezupełnie podałeś taką samą alternatywę. Raczej rozważałeś taką ewentualność. Hipotetycznie. Skończyło się na propozycji trzymania się jednak rozwiązań tradycyjnych. Czyli? Niech zgadnę... /uwaga, ironia/
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @januszw.jankowski
    "Przyjmowanie przez żony nazwisk ich mężów pozwala czytelnie rozpoznawać linie rodowe"

    To jest piękne. Z tego co kojarzę to matka jest zawsze znana a ojciec to jest raczej domniemany. Teraz można zrobić test dna ale kiedyś.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @wendyp
    Nie tłumacz czyjegoś umysłowego lenistwa, braku myślenia o przyszłości, konformizmu i chęci zadowolenia ciotek wyimaginowaną presją patriarchatu, bo to już staje się nudne. Ślub biorą zwykle dorośli ludzie, robienie z nich nieświadomych, uległych dzieciątek to lekka przesada.
    już oceniałe(a)ś
    1
    3
    @aaaaabbbbbbb
    Tak - matka jest wtedy też znana - właśnie poprzez to jaki posiada swój rodowód. Takie linie rodowe są źródłem tożsamości w równym stopniu dla mężczyzn jak i dla kobiet - ułatwiając "nawigację"(orientowanie się) w gąszczu różnych postaci przodków. Jeżeli się z nich zrezygnuje powstaje obraz historii przodków będący naprawdę trudną do przebrnięcia mieszaniną nazwisk.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @wendyp
    Ty ale wiesz, że te ?rodowe normalne? to były po ich ojcach, czyli też po mężczyznach, czyli cały idiotyczny argument, że niby kobiece nazwiska ładniejsze staje się jeszcze bardziej idiotyczny. Ech, skąd wy się bierzecie, jednak Wysokie Obciachy to stan umysłu.
    już oceniałe(a)ś
    4
    2
    @JOL77
    ?Ło matko patriarchat mnie prześladuje!!!? I takie utyskiwanie na mężczyzn i domaganie się równości do pierwszej wojny, wtedy cyk ucieczka za granicę, a faceci niech się wykrwawiają. Słuchaj, jak cię ten patriarchat tak uwiera to może podaj swoje dane, żebyśmy wiedzieli kogo w razie czego nie bronić. Nie chcielibyśmy cię obrazić.
    już oceniałe(a)ś
    3
    4
    @JOL77
    a nazwiska rodowe żon to są po kim jak nie po ojcach??
    Nazwisko tatusia jest cool ale męża już passe?
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @aaaaabbbbbbb
    " Z tego co kojarzę to matka jest zawsze znana a ojciec to jest raczej domniemany. "
    Ciekawe macie tradycje w rodzinie
    już oceniałe(a)ś
    1
    3
    @Fredator
    Trawestując - praw biologii pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1