Patrząc na to, jak traktowała nas obsługa różnych restauracji, okazuje się, że nie jesteśmy godni jedzenia ryby z frytkami w sportowych ubraniach - czytelnicy opisują doświadczenia z rowerowych wypraw nad Bałtykiem.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pojechaliśmy nad polskie morze. Jesteśmy aktywnymi turystami, jeździmy na rowerze, na nartach, biegamy, pływamy. Tym razem wybór padł na rowery, codziennie organizowaliśmy wycieczki, podczas których zwiedzaliśmy wybrzeże. Zatrzymywaliśmy się w różnych restauracjach na obiad. Nie przeraziły nas „paragony grozy", przeraziło nas zachowanie ludzi.

Być może rozumuję nieco naiwnie, ale wydawało mi się oczywiste, że jeśli ktoś uprawia sport, a do tego jest na wakacjach, to ubiera się tak, aby było mu wygodnie. Niestety okazało się, że wygodne ubrania są powodem do gorszego traktowania nas jako klientów.

Wielu Polaków na wakacjach wyciąga z szafy T-shirty z głośno krzyczącymi logotypami różnych marek odzieżowych, noszą torebki i nerki z monogramami, nawet na butach musi być kilka znaczków, tak aby postronni nie mieli wątpliwości, że dana osoba wydała na swoją stylizację co najmniej średnią krajową.

My mamy nieco inne podejście do marek, nie chcemy być żywą powierzchnią reklamową, więc siłą rzeczy nie krzyczymy z daleka „proszę państwa, oto idzie osoba, która wydała 500 zł na koszulkę".

Niestety, patrząc na to, jak traktowała nas obsługa różnych restauracji, okazuje się, że nie jesteśmy godni jedzenia ryby z frytkami w sportowych ubraniach (w tym niektórych, o zgrozo, z lumpeksu!).

Postanowiłam nazywać nas „niewidzialnymi klientami", ponieważ właśnie tak traktowała nas  obsługa.

Za każdym razem schemat ten sam – siadamy przy wolnym stoliku, czekamy, aż ktoś podejdzie. Kelner podchodzi, ale do stolika obok, bo tam siedzą „ci lepsi", lepiej ubrani. Podchodzi tam jeszcze kilka razy, po 40 minutach do godziny interesuje się tymi niewidzialnymi – czyli nami. Zazwyczaj podchodzi z rezygnacją, przecież nie wyglądamy na takich, co zamówiliby rybę za 45 złotych, a już z pewnością nie na takich, którzy zostawią jakiś napiwek. Obsługuje nas niechętnie, nawet, kiedy wyraźnie widać, że kończą nam się napoje, albo czekamy, aby coś zamówić.

Największe upokorzenie przeżyliśmy niedawno. Po 40 minutach oczekiwania na złożenie zamówienia, sącząc napoje zamówione w barze, kelner nas zauważył. Chcieliśmy złożyć zamówienie na obiad, ale kelner przyniósł nam rachunek za napoje. Kiedy powiedzieliśmy, że chcemy najpierw zamówić jedzenie, dosłownie wyrwał mi z ręki napój, drugi zabrał ze stołu. Powiedział, że skoro nie chcemy płacić, to przyjdzie zaraz właścicielka i ochrona. Nawet w najgorszych spelunach nie spotkałam się z takim traktowaniem! Kelner przez 40 minut zdążył wiele razy podejść do stolika obok, gdzie państwo w "Armanich" i "Guccich" siedzieli przy drinkach. Kiedy poszłam do właścicielki wyjaśnić sytuację, ta jeszcze na mnie nakrzyczała, że kelner z pewnością był 10 razy przy naszym stoliku i niczego nie chcieliśmy zamawiać. Uznała, że skoro jestem w legginsach i bluzie bez gigantycznego logo, to nie mam pieniędzy na posiłek i tylko zajmuję stolik przeznaczony dla „lepszych" gości. Nie doczekałam się słowa „przepraszam" za to, że potraktowano nas jak zwykłych złodziei.

Na co dzień mieszkamy w dużym mieście, gdzie ocenianie po pozorach nie jest aż tak wyraźne i nagminne. Nad morzem widać panuje inny klimat. Rozumiem, że są miejsca, w których należy być elegancko ubranym, jednak smażalnia raczej do nich nie należy. Parafrazując Bareję - „klient z wielkim logo na koszulce jest mniej awanturujący się".

Czytelnicy

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Chciałbym wierzyć, że to nieprawda, ale ostatnio sam byłem świadkiem sytuacji, kiedy kelnerzy jednym gościom mówili, że nie ma wolnych stolików, a trzy minuty później przychodziła tak samo liczna grupa nowobogackich gości bez rezerwacji, a stolik się znalazł. Przez pół godziny widziałem taką sytuację kilkukrotnie. Kelnerzy wybierali na podstawie wyglądu, kto może zjeść w restauracji, a kogo wyproszą...
    już oceniałe(a)ś
    31
    0
    "ryby z frytkami w sportowych ubraniach". Dlaczego tylko frytki w sportowych ubraniach? Ryby w były gołe?
    @waclaw10000
    Ryby pod krawatem, wacku 1
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ach ten małomiasteczkowy smrodzik...

    Nie znalazł tego klimatu, aż dopóki nie zaczęliśmy jeździć do rodziny męża do takiego właśnie "miasteczka". Ja jestem przyzwyczajona, że jak idę do sklepu kupić lody, to zakładam buty i wychodzę. Nie muszę się specjalnie ubierać na tę okazję - szorty i bluzka to akceptowalny strój. Ale się zdziwiłam :D
    @same.zalety
    Jedź do Vera Playa do Hiszpanii, nie trzeba w ogóle ubierać się do sklepu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Szanowni Państwo, trzeba kelnera opier....ić na dzień dobry. Zawsze działa.
    już oceniałe(a)ś
    20
    0
    Nie so wiary, nie jestesmy jedynymi, ktorych spotykaja takie sytuacje. I tez nad Baltykiem. No coz, co kraj to obyczaj :)
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Na cholerę spędzać urlop w tym nadwislaskim grajdole? Jestem drugi tydzień dzien w górach Harzu, tu wszędzie nie dość, że ludzie na luzie, letnio i sportowo, to w dodatku prawie wszystko wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    Naprawdę czekaliście 40 minut na podejście kelnera? A nie mogliście go przywołać po 5 minutach?
    @futrzak6666
    Przywołać to można psa.
    już oceniałe(a)ś
    1
    4
    @ruch_robaczkowy
    Racja. Taki kelner to bardziej robactwo niż porządny psiak.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Smażalnia story - fajny film
    już oceniałe(a)ś
    7
    0