Jarosław Kaczyński i PiS spłaszcza Polskę, prezydent znowu lawiruje, a ludzie pokroju Obajtka bawią się oburzeniem społeczeństwa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest nauczycielką

Modnym obecnie słowem PiS jest "spłaszczanie". Nie wiem, kto podpowiedział ten leksem, ale idealnie zgadza się ze stanem obecnej Polski mimo pęczniejących narodowych wizji.

Znaczące jest spłaszczanie edukacji, podążając za słownikiem: "spłycanie, prymitywizowanie, zubożanie, walcowanie, infantylizowanie". To zresztą dotyczy wszystkiego, czego się PiS tknie - relacji międzyludzkich, twórczości, uroczystości rocznicowych czy działalności społeczno-politycznej. Dobitnym przykładem jest spłaszczanie poziomu nauki na uczelniach i we wszystkich typach szkół. Żeby "ugruntowywać cnoty niewieście" i kreować militarnego patriotę, wprowadza się nawet na uniwersytety ideologiczne, fanatyczno-patriarchalnych kierunki familiologii czy biblistykę oraz przekazuje ogromne fundusze na narodowe instytuty (np. Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. R. Dmowskiego i I. J. Paderewskiego), natomiast nie wspiera się komparatystycznych, otwartych ośrodków (Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku), festiwali (Festiwal Conrada w Krakowie, Malta w Poznaniu) czy czasopism ("Dwutygodnik", "Kultura Liberalna"). Ministrowie oświaty, właściwie politycy, zaciekle tworzą nową historię Polski, nieprawdziwą, wbrew pamięci, co można przeczytać w niechlubnym podręczniku W. Roszkowskiego "Historia i teraźniejszość". Spłaszcza Jarosław Kaczyński i PiS Polskę, prezydent znowu lawiruje, a ludzie pokroju Obajtka bawią się oburzeniem społeczeństwa.

Nie robią tego sami. Kilka milionów obywateli przygląda się temu milcząco. I to właśnie w takich momentach spłaszczenia ta dziwnie, permanentnie jednoczona prawica tak manipuluje PR, że ludzie na chwilę tracą rozeznanie. Co jednak zaraz widzimy. Szansa chciwego bogacenia się i smak celebryckiej władzy mocno uderzyły do głów obecnemu kolektywowi prawicy wbrew rozumowi, konstytucji i niepokojącej kondycji obecnego świata. Czy można zauważyć ten moment, że to, co dotychczas zawstydzało, budziło opór, powstrzymywało chęć oczerniania innych, nagle przestaje działać?

To nie jest retoryczne pytanie. Czy gdyby ktoś z dojrzałych ludzi zaczął lżyć inne osoby, degradować ich istnienie, śmiać się do rozpuku, jak to czyni prezes Kaczyński, odbierając sens życia osobom transpłciowym (wcześniej uchodźcom z Bliskiego Wschodu, kobietom), to czy można wrócić spokojnie po takiej perfidii do domu? Co sprawia, że pokusa pogardy wobec innych staje się atrakcyjna? Wystarczy "spłaszczenie"? Ostatnio prawicowi nacjonaliści wylewają krokodyle łzy nad słowami T. Siemoniaka odnośnie nieudolnej reprezentacji NBP przez A. Glapińskiego, przekręcając słowo posła. Tak spłaszczyli odbiór świata, że ze strachu przed utratą władzy zamykają oczy na prawidłowe odczytanie sensu: być może prezes Glapiński zostanie odwołany z urzędu. Atakując, zapomnieli, jak z pogwałceniem przepisów przywłaszczyli Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, pozbywając się jego twórców, naruszając prawa autorskie zespołu pod kierunkiem prof. P. Machcewicza. Zapomniała obecna władza, jak nieprawnie nie pozwoliła prof. D. Stoli na drugą kadencję na stanowisku dyrektora Muzeum Polin w Warszawie. Zapomniała władza, jak siłowo wstawiła bez konkursu do Centrum Sztuki Współczesnej Zamku Ujazdowskiego w Warszawie swojego dyrektora P. Bernatowicza. A kiedy w 2019 r. sejm uczcił minutą ciszy zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, nie było tam Jarosława Kaczyńskiego, Beaty Mazurek, Ryszarda Terleckiego, którzy ostentacyjnie wkroczyli na salę po wszystkim. W 2016 r. na czas minuty hołdu dla zmarłego reżysera Andrzeja Wajdy prezes Kaczyński wyszedł z sali sejmowej, w 2017 r. zrobił to samo podczas ciszy dla P. Szczęsnego, "szarego człowieka", który podpalił się w proteście przeciw rządom PiS.

Taka to siła PiS-u i obecnego rządu - tępa, dosłowna, zacięta, wabiąca ludzi niskimi pobudkami. Czy obecne spłaszczone zachowania - kiedy na Ukrainie wojna, pandemia bezimiennie potęguje się już w Polsce, a załamanie finansowe dotyka wielu rodzin - mogą mieć jakąś nazwę? Gdyby nie to, że sięgam czasem po thrillery, to trudno byłoby odkryć, że niezłą instrukcją, wręcz teorią pychy i samowoli, mogą być kryminały, jak np. ostatni H. Cobena "Mów mi Win", nie mówiąc o mrokach książek J. Nesbo. Więc choć tyle jest polityczno-filozoficznych teorii, to może najmocniejsze myśli obecna władza znajduje właśnie w literaturze popularnej? Ale czy to nas spłaszcza jak ją?

Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pisiory, a szerzej mówiąc - cała prawica (nie wykluczając ultraprawicy, nacjonalistów, fasioli i innych tego typu odpadów) trafia wyłącznie do motłochu. Przyklaskuje jej tępa, prostacka tłuszcza, niewiedząca nic a nic i niezdolna do samodzielnego myślenia, chciwa i łasa na każdy przywilej. Boże, co za kraj!
    już oceniałe(a)ś
    30
    0
    A suweren to się obudzi jak będzie już za drutami...
    już oceniałe(a)ś
    25
    0
    Jest takie powiedzenie:
    "Czego żądać od wołu, oprócz mięsa i rosołu"
    Czy ktoś ma jeszcze złudzenia że można czegoś oczekiwać od osób pokroju Jacyny-Wit, Suskiego czy Kępy ? Chamstwo, buta i tępota totalna.
    już oceniałe(a)ś
    15
    0