Obecnie i dla rządzących, i dla opozycji urodzeni w drugiej połowie XX w. są zupełnie przezroczyści. Nas nie ma. A to w głównej mierze my sponsorujemy programy socjalne. Niestety kosztem również naszych przyszłych świadczeń emerytalnych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Reakcja opozycji na kampanię „Gdzie są te dzieci?", chociaż w kierunku słuszna, wymaga moim zdaniem uzupełnienia. Przedstawiona przez Lewicę diagnoza jest trafna, ale zdecydowanie nie kompleksowa. Drodzy Politycy! Oprócz sondaży poparcia w najbliższych wyborach ważny jest też świat wokół Was. Nie pogonicie PiS-u pustym gadaniem, tweedami i uciekaniem od problemów. Pieniądze wydane na badania naukowe się marnują, jeśli ich wyniki nie są wykorzystywane. Wiadomo, że programy polityczne są budowane na populizmie, a nie na prawdziwych fundamentach potrzeb i możliwości społeczno- gospodarczych. Łatwo klepać jak mantrę, że wszystko „wina Tuska" albo PiS-u.

Poseł Biedroń poszedł na łatwiznę. Wtórują mu działacze KO. Bez refleksji. A szkoda. Zatem po kolei:

  • w braku mieszkań – w latach 50., 70., 80. mieszkań BYŁO WIĘCEJ?! Były jeszcze trudniej dostępne niż obecnie;
  • w braku godnej płacy – moja pierwsza praca na stanowisku asystenta na wyższej uczelni w 1993 r. w Warszawie była na poziomie najniższego wynagrodzenia. Moja mama po 33 latach pracy zarabiała w pod koniec lat 80. ok. 25 USD miesięcznie; tata zawsze pracował na 2,5 etatu (oboje wykształceni, inteligencja w kolejnym pokoleniu, zaangażowani w pierwszą „Solidarność"). Wg Dorna – wykształciuchy. Nigdy nie dość godnie wynagradzani zgodnie z doktryną socjalizmu, że dobrobyt buduje sojusz robotniczo-chłopski, a umysłowi są tylko kosztem, który należy minimalizować;
  • w strachu pracodawców przed zajściem ich pracownic w ciążę – NIGDY PRAWO PRACY NIE DAWAŁO KOBIETOM W CIĄŻY ANI MATKOM TAKIEJ OCHRONY JAK OBECNIE. W latach 90. urlop macierzyński trwał 3 miesiące, potem zazwyczaj kobieta nie mogła wrócić do poprzedniej pracy, bo strach pracodawców przed zatrudnieniem matki małego dziecka był kosmiczny, żadnej ochrony w prawie pracy, żadnych zasiłków, żadnych programów socjalnych;
  • w braku żłobków i przedszkoli – tylko w mojej dzielnicy od lat 90. do dzisiaj przybyło pewnie dwa razy lub więcej żłobków i przedszkoli; wówczas były wyłącznie placówki państwowe, bez dopłat samorządowych; pełne koszty pobytu dziecka w placówce pokrywali rodzice! O subwencji oświatowej w prywatnych placówkach nie było mowy;
  • opieka medyczna – wtedy żadna. Jedno badanie USG w ciąży, podstawowe badania (morfologia, mocz) co 3 miesiące. Wizyty co miesiąc w poradni K tylko po to, żeby posłuchać tętna i zważyć ciężarną. Rodzić po Ludzku – akcja dopiero ruszała, w latach 1980-90 w Polsce opieka zdrowotna, ginekologia, położnictwo były na takim poziomie jak w krajach Trzeciego Świata. O odwiedzinach rodzin na oddziałach położniczych nie było mowy;
  • w strachu przed zajściem w ciążę przez nieludzkie prawo antyaborcyjne – TAK.

Byłoby dobrze, gdyby politycy nie powtarzali populistycznych „prawd". Płacimy na ich biura poselskie, na ich doradców, płacimy im pensje – mają środki na ekspertyzy i analizy, niech odwołają się do badań. Do polemiki z narracją „Gdzie są te dzieci?" wystarczą dane statystyczne z archiwum GUS. Dla programów na przyszłość – ekonomia behawioralna, dorobek psychologii społecznej i socjologii. Zacznijcie wykorzystywać współczesną wiedzę!

Wyniki badań pokazują, że młode pokolenia wybierają po prostu zupełnie inny styl życia. Mają inne wartości. Chcą i mogą korzystać z przyjemności życia. Mieć pasję, work-life balance, krótszy tydzień pracy, regularnie chodzić do restauracji, mają paszporty w kieszeni, podróżują. Są hedonistami. Nie oceniam. Stwierdzam fakty. Niekiedy w publicystyce pojawiają się tezy, że młodzi są roszczeniowi. Może i są. Ale i to nie stanowi dla mnie problemu.

Każde pokolenie „chce więcej". Można się zastanawiać, czy nie jest to poważny przyczynek rozwoju gospodarczego i nie należałoby „chciejstwa", zamiast krytykować, po prostu umiejętnie wykorzystać.

Najwyższa dzietność jest w krajach ubogich, słabo rozwiniętych gospodarczo (Indie, kraje afrykańskie, kraje trzeciej prędkości). Czy naprawdę, jak chcą rządzący, w XXI w. w środku Europy kobiety mają rodzić dzieci jak króliki (spot Radziwiłła), zbierać chrust na opał (oferta Lasów Państwowych) i jeść szczaw zrywany w przydrożnych rowach (chyba polityk PO miał taką projekcję)?

Pokolenie 55+ na emeryturze miało cieszyć się życiem. Polityka PiS-u sprawia, że koszty społeczne życia obecnych 30-latków spadają na pokolenie ich rodziców i dziadków. Byliśmy (i wielu z nas nadal jest) opanowani etosem pracy, odpowiedzialności za los własny i swoich bliskich, zdeterminowani, żeby do czegoś dojść, coś osiągnąć, żeby być obywatelami Europy, cywilizowanego świata. Następne pokolenie jest inne od poprzedniego. Chcą jeszcze więcej wolności, przyjemności, możliwości realizacji. Ich prawo. Nie jest to żadna anomalia. Takie są prawidłowości rozwoju społeczeństw.

Obecnie i dla rządzących, i dla opozycji urodzeni w drugiej połowie XX w. są zupełnie przezroczyści. Nas nie ma. A to w głównej mierze my sponsorujemy programy socjalne, na nasz koszt rząd wypłaca 500+, 1000+, 300+, bony turystyczne, wakacje kredytowe, trzynaste i czternaste emerytury itd. Niestety kosztem również naszych przyszłych świadczeń emerytalnych.

Drodzy Politycy, nie myślcie, że urodzonym w latach 60. ubiegłego wieku do życiowej satysfakcji wystarczą „modlitwa i refundowany aparat słuchowy". Nie wywołujcie resentymentów, przestańcie konfliktować pokolenia. I porzućcie w końcu demagogię, że liczba dzieci świadczy o sile państwa. Porównajcie wskaźniki ekonomiczne krajów o niewielkiej populacji (Dania, Szwajcaria, Szwecja) z krajami, gdzie dominują wielodzietne rodziny (np. Meksyk, w ogóle państwa Ameryki Środkowej i Południowej). Opracujcie w końcu rzetelny, realny i wykonalny plan dla rozwoju Polski. Taki, który „kupią" młodzi dorośli. Bo to ich czas, ich świat, ich zadania i ich odpowiedzialność.

Dorota Kulczycka

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Świetny felieton
    @Jo_an_na
    Ale porównywanie pensji przez przeliczanie na dolary w czasach PRL absurdalne. Ówczesna wartość dolara miała się nijak do jego urzędowej ceny, więc takie porównanie zawsze będzie demagogią.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Inny styl życia, inne priorytety..... Polska rodzina emigruje i cyk - nagle nachodzi ich ochota na prokreację!
    @jaszmij.smukwijny
    Nawet nie tyle inny styl życia, co inne aspiracje. W pokoleniu mojej babci wszyscy rodzili tyle dzieci, ile bozia dała, część umarła w dzieciństwie, bywa, wielu głodowało czasem i mieszkało po kilkanaście osób w mieszkaniu, ale nikt sobie nie wyobrażał, że może być inaczej. Dziś nie chcemy biedować, mieszkać z rodzicami i mamy antykoncepcję, a obrotni i lepiej ustawieni także aborcję. Patrzymy, jak żyje klasa średnia na Zachodzie i też tak chcemy. Wtedy dziecko bywa przeszkodą w osiągnięciu pewnego poziomu życia. A jak ktoś wyjedzie i ten poziom osiągnie - to wtedy chce mieć dzieci.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    Nie ma nic gorszego, niż populistyczni politycy, myślący kategoriami grup społecznych. A to dzieciaci, a to emeryci, a to kredyciarze. Już nawet Donald Tusk, kiedyś liberał, nie mówi o obywatelach, równych wobec prawa, tylko piejprzy farmazony o "polskich rodzinach". Więc sypie się pieniadze podatników dla ludzi bogatych, bo mają dzieci, są na emeryturze, albo wzięli kredyt. Pomoc społeczna powinna być dla ludzi, którzy sami nie są w stanie sobie poradzić, bo nie dopisuje im zdrowie, albo z innych, ważnych powodów. W tym kraju, jeśli akurat nie należysz do pupilów systemu, to w razie jakiegoś nieszczęścia nie dostaniesz żadnego wsparcia. Za to pieniądze leja się strumieniami dla bogatych dzieciatych, emerytów, spekulantów mieszkaniowych. W takim systemie, w którym wsparcie zależy od tego, czy akurat zaliczasz się do wybrańców, bo politycy uznali, że własnie tej grupie opłaca się dosypać łapówy wyborczej, nikt nie czuje się bezpiecznie. Wsparcie nie zależy od obiektywnych kryteriów, tylko widzimisię rządzącej mafii. A potem zdziwienie, że nie ma dzieci. I dobrze, że nie ma, bo te wszystkie socjale dla nich za chwilę zbankrutują ten kaczy raj.
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    Bardzo dobry tekst. Skończmy wreszcie z retoryką ciągłego dodatniego przyrostu naturalnego. Przestańmy opierać państwowe emerytury na 19 wiecznych założeniach.
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    Święta racja - to my, pracujący, opłacamy te pięćsetplusy, trzystaplusy, turystyczne boniki, trzynaste i czternaste emerytury, te zwykłe także bo zdecydowana większość obecnych emerytów nie uzbierała żadnych składek w systemie emerytalnym. Siedzę w hotelowej restauracji, obok rodzinka z trojgiem dzieci - pobyt opłacili bonem turystycznym, obiad tysiącpięćsetplusem, a ja muszę za wszystko płacić z własnej kieszeni. Gdzie nie pójdę tam są ulgi dla dzieci, młodzieży i emerytów, a ja muszę płacić pełną cenę, mam tego ku... dość!!! Niech ch... strzeli pasożytujące na nas bachory i dziadów! Fuck u all!! And pis too!
    jakżeż to choojowe, że skrypt wykropkował mi bluzgi (oprócz angielskich)
    już oceniałe(a)ś
    7
    2
    dodam że wychowaliśmy z żoną troje dzieci, w czasach najgorszego syfu lat 90-tych. Nie chcę narzekać, ale bieda była wręcz epicka.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    @misiaczki
    Jak powiada Marek Belka - weź stoperan
    już oceniałe(a)ś
    4
    7
    @misiaczki
    W tej chwili bon na 3 dzieci starczy na cały bodaj 1 dzień pobytu, więc weź nie przesadzaj. Jak ktoś wyjeżdża z dziećmi na wakacje to musi zarabiać bo za same plusy nie wystarczy. I wyobraź sobie, że osoby pracujące też miewają dzieci.
    już oceniałe(a)ś
    6
    7
    @misiaczki
    Co do bachorów, to się zgadza, ale emeryci jednak pracowali, te kilkadziesiąt lat.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    @wendyp
    no i co z tego? Doprowadzili PRL do bankructwa a teraz pobierają wcale niemałe świadczenia, które fundują im ze swoich podatków pracujący, jednocześnie musząc odkładać w zusie na własne emerytury, które będą dużo niższe. Pyerdolona buzkowo-belkowa sprawiedliwość.
    już oceniałe(a)ś
    4
    13
    @wendyp
    I odłożywszy procent od 20 dolarów, które PRL przejadł mają emerytury w wysokości kilkuset dolarów.
    Tylko w piramidzie finansowej zwanej ZUS takie cuda.
    już oceniałe(a)ś
    3
    5
    @misiaczki
    Taki drobiazg, że przez ostatnie 30 lat wiecznie sprzedawano te ruiny, a środki z prywatyzacji miały zasilać Fundusz Rezerwy Demograficznej, który jest przejadany nie wiadomo na co. A kraj po wojnie mieliśmy przecież nienaruszony, nic nie trzeba było odbudowywać. Dzieli nas tylko 2 lata, więc raczej do szkół i uczelni wybudowanych przed wojną nie chodziliśmy. Spójrz trochę szerzej, być może twoi rodzice i dziadkowie byli leserami i źle pracowali ( stąd twoja opinia, każdy przecież sądzi po sobie), ale jednak wbrew obecnej propagandzie większość ludzi pracowała sumiennie i uczciwie. Wyjątkiem byli chlopo- robotnicy co to ani robotnicy ani chłopi. Ponadto dostępnych jest sporo opracowań dotyczących polskiego przemysłu i jego prywatyzacji, ale trzeba chcieć je poznać, a nie tylko klepać solidaruchowa propagandę.
    już oceniałe(a)ś
    5
    3
    @wendyp
    I za to, że pracowali, dostają emerytury, a nie łapówki wyborcze w postaci 13., 14. i nie wiadomo jeszcze których pseudoemerytur. Nota bene - obecni emeryci w większości przypadków dostają emeryturę znacznie zawyżoną w wyniku tzw. kapitału początkowego, naliczonego z sufitu i niemającego nic wspólnego z jakimikolwiek składkami. Obecnie pracujący (obecnie, tzn. od ponad 20 lat) takiego kapitału mieć nie będą, i to oni dopiero będą mieli głodowe emerytury.
    już oceniałe(a)ś
    6
    3
    @wendyp
    I z tej "sumiennej i uczciwej" pracy wzięło się powiedzenie "Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy"? Oraz tłumy w sklepach na dwie godziny przed końcem pracy, bo połowa pracujących "urywała się" z roboty wcześniej, żeby zrobić zakupy?
    już oceniałe(a)ś
    4
    3
    @a.r.c.o
    Kapitał początkowy był naliczany według zarobków w latach, w których pracownik państwowy (innych praktycznie nie było) płacił podatek już przez otrzymaniem wypłaty. Np. zamiast dostawać brutto 4000 minus podatek 1000 i netto 3000 dostawał po prostu 3000 i "nie płacił podatku". Za trudne, żeby zrozumieć?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @a.r.c.o
    Faktem jest, że za komuny było ogromne nadzatrudnienie. Mnóstwo ludzi naprawdę bardzo ciężko pracowało (widziałem na własne oczy, jak ludzie tyrają w stoczni, w bardzo trudnych warunkach), ale było też cholernie dużo miejsc pracy (może nawet i połowa) w istocie fikcyjnych, służących głównie do tego, aby utrzymać pełne zatrudnienie - bo w socjaliźmie, w przeciwieństwie do zgniłego kapitalizmu, nie ma przecież bezrobocia. I to głównie ci niby-pracujący zrywali się wcześniej z "pracy", w której i tak nie mieli prawie nic do roboty. Ale pełnili też ważną rolę społeczną - zaopatrywali w niezbędne do życia produkty tych, którzy w ich rodzinach pracowali naprawdę, a po robocie nie mieliby już co kupić z powodu ciągłego niedoboru towarów.
    Też trafiłem po studiach na takie fikcyjne miejsce pracy, po miesiącu myślałem, że z nudów oszaleję. Na moje szczęście (a jego nieszczęście) zapił się na śmierć kolega mający robotę trudną, odpowiedzialną, do tego wciąż w terenie, na wodzie (a nawet i pod wodą) - nieszczególnie może dochodową, ale prawdziwą, i udało mi się zająć miejsce po nim.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ten bilboard jest tak irytujący, że naprawdę dziwię się że ktoś się zgodził na ich emisję.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    "...jeść szczaw zrywany w przydrożnych rowach (chyba polityk PO miał taką projekcję)?" - taki niby dobry felieton, a okraszony tak paskudnym propagandowym, złośliwym kłamstwem. Stefan Niesiołowski nie miał żadnych projekcji - zwyczajnie opowiedział o biedzie w czasach jego dzieciństwa, i o tym, że młodzi dzisiaj często nie cenią tego, co mają. Bardzo prawdziwie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Brawo, nic dodać, nic ująć. Aż dziw, że takie rzeczy muszą pisać czytelnicy, bo żaden opiniotwórczy redaktor takich oczywistości nie zauważa. Albo boi się o nich pisać, bo to niemodne.
    już oceniałe(a)ś
    4
    2