Jarosław Kaczyński we Włocławku rechotał sam z siebie. Razem z nim rechotała publiczność, tragikomicznie nieświadoma, że również szyderczo śmieje się z siebie samej. Mówca i jego publiczność mają bowiem takie braki w wiedzy o ludzkiej seksualności, jakie można mieć tylko w kraju, w którym edukacja seksualna nie istnieje.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Atak prezesa na Wyspę Wężowa

Kaczyński rozpoczął we Włocławku kampanię wyborczą Zjednoczonej Prawicy. Na „czarnego luda" tej kampanii wybrał ze społeczności LGBTQ+ literki T i Q, czyli osoby trans i queer. Zaatakował ich prześmiewczym szyderstwem, mówiąc, że on by ich „badał". Wyindukował tym w publiczności myślenie, że z ludźmi trans i niebinarnymi jest „coś nie tak", a „coś nie tak" jest eufemizmem dla „dewiacji".

Ludzie trans szczególnie nadają się na „czarnego luda" w kampanii wyborczej, bo jest ich nie więcej niż 0,6%, czyli populacja, która zmieściłaby się na malutkiej Wyspie Wężowej. Ta bezbronna społeczność może jedynie powiedzieć potężnemu prezesowi: „idi na chooj", i umrzeć z godnością od ostrzału jego nienawiści. Kaczyński wie, że w obronie transów i niebinarnych nie staną miliony. Wie, że wielu kolegów z PO, PSL i od Hołowni nie rzuci mu się za nich do gardła, bo to im się nie kalkuluje politycznie. Broniąc godności osób trans i niebinarnych, politycy opozycji zarobiliby najwięcej punktów jedynie wśród młodych, w grupie wiekowej 18-29, a ta najrzadziej chodzi głosować. Dlatego liderzy opozycji wybrali milczenie, bo ono jest bezpieczniejsze i nie odstrasza starszych wyborców, którzy są przerażeni tym, że nagle wszędzie widzą tęczę, a za „ich czasów tak nie było". To akurat jest prawda, że kiedyś „tak nie było", bo my byliśmy wtedy przezroczyści jak duchy, gdyż tylko tak wolno nam było żyć.

W internecie rechotanie Kaczyńskiego też nie wzbudziło większych reakcji. Ludzie w mediach społecznościowych machali na to ręką, pisząc, że to temat zastępczy, który ich nie interesuje. Znieczulenie na podżeganie do nienawiści i wykluczenia innych jest już tak duże, że nienawiść i cierpienie stały się przezroczyste.

W ojczyźnie niezłomnego prezydenta i „bohaterów wyklętych" niemal zabrakło przyzwoitych, tych nieznieczulonych, którzy zaryzykowaliby obronę ludzi takich jak Margot czy Anna Grodzka. „Przyzwoici" kryją się przed trwającym dywanowym nalotem prawicowej propagandy obrzydzania i odczłowieczania, gdzie kalumnie o „ideologii gender" rozrzucane są jak gnój na pola przez telewizję publiczną, prawicowe media i Kościół katolicki w nadziei, że nienawiść do ludzi LGBTQ+ jeszcze piękniej obrodzi.

Rząd penisów

Jarosławowi Kaczyńskiemu nikt nie wmówi, że w sferze seksualności między białym i czarnym są jeszcze inne kolory, bo seksualna biało-czarna dychotomia jest prosta, a wyznaczające je penisy i pochwy każdy widzi i zna niemal organoleptycznie. Taki prosty i zrozumiały podział ludzkiej seksualności jest też przyjazny patriarchalnemu modelowi społecznemu, bo penisy rządzą w nim pochwami, dla których jedyną racją bytu jest sprawianie przyjemności penisom i rodzenie dzieci. „Ideologia gender", która naprawdę jest nauką o ludzkiej seksualności, obala dychotomiczny podział społeczny na mężczyzn i kobiety i dlatego została wyklęta przez strażników patriarchatu - Kościół i prawicę. Każde wyklęcie zdobyczy nauki przynosiło w historii ludzkości cierpienie i śmierć oraz rechot gawiedzi. Po latach pozostawał po nim wstyd i zadziwienie, do jakiego okrucieństwa zdolna jest ludzka nienawiść i ignorancja napędzana strachem.

Rechot ciał niebieskich

W lutym 1615 roku pewien dominikanin napisał donos do rzymskiej inkwizycji na Galileo z Galilei. Pisał w nim, że odkrycia i obserwacje Galileo potwierdzające kopernikańską teorię heliocentryzmu są niezgodne z Pismem, a konkretnie cudem opisanym w Joshua 10: 12-13, który mówił, że Słońce stało nieruchomo na niebie („Sun, stand still over Gibeon, and you, moon, over the Valley of Aijalon"). Inkwizycja rozpoczęła śledztwo i po roku przesłuchań świadków i badań pism przewodniczący inkwizycyjnemu sądowi papież Paul V wydał werdykt: nauka myli się, teoria heliocentryczna zostaje zakazana, idea, że Ziemia się porusza, jest fałszywa i przeciwna temu, co głosi Pismo. Spalono księgi i badania. Kardynał Bellarmin powiedział Galileo, że jeśli ten sam nie chce zostać spalony, to powinien milczeć. Galileo milczał, a gawiedź rechotała z niego i z jego odkryć, bo przecież każdy na własne oczy widział, że Słońce wędruje po niebie wokół nieruchomej Ziemi. Było to wówczas tak oczywiste, jak dziś wydaje się oczywiste, że na świecie są tylko dwie płcie.

Czterysta lat zajęło Kościołowi przeproszenie za rechotanie z heliocentrycznej teorii Kopernika i palenie książek na ten temat. Smaku tej historii dodaje, że przepraszał wielkiego polskiego astronoma i badaczy takich jak Galileo polski papież.

Koronawirus we Włoszech
Koronawirus we Włoszech  Mauro Scrobogna / AP

Popiół i diament

W centrum „pola kwiatów", czyli prostokątnego placu Campo de’ Fiori rozłożonego na południe od Piazza Navona w Rzymie, stoi pomnik zakapturzonego mężczyzny bezczelnie zwrócony twarzą do Watykanu. Na pomniku jest dość oględna inskrypcja:

A BRUNO – IL SECOLO DA LUI DIVINATO – QUI DOVE IL ROGO ARSE,

która nie oddaje niczego z bólu, którego doznał najjaśniejszy umysł renesansowej Italii, zakneblowany, nagi człowiek przywiązany do pala do góry nogami, gdy ogień zaczął konsumować jego włosy i oczy, pierś i brzuch, genitalia i uda, kolana i stopy. Giordano Bruno został spalony żywcem w 1600 na rozkaz papieża Clemente VIII za to, że wierzył - zgodnie z nauką - w nieskończony wszechświat, złożony z galaktyk i miliardów słońc ogrzewających planety, na których może być inne życie, inni bogowie i inne światy. Giordano Bruno miał 52 lata, gdy Kościół kazał mu wyrzec się całej swojej filozofii i nauki. Bruno odmówił. Zanim rechocząca z jego „herezji" publika zobaczyła, jak obraca się w kupkę popiołu, Bruno powiedział swoim oprawcom:

„Być może wasz strach w wydawaniu na mnie wyroku jest większy niż mój w przyjmowaniu go".

Bruno nie doczekał imiennych przeprosin od Kościoła, gdyż zbyt wielu takich spalili w dziejach, by każdego przepraszać imiennie. Poza tym przeprosiny wymagają przyznania się do „pomyłek" w Piśmie, a tych jest zbyt wiele.

Rok przed urodzeniem prezesa

Pierwszy raport z badań nad ludzką seksualnością opublikował amerykański badacz Alfred Kinsey w 1948, na rok przed urodzeniem Kaczyńskiego. Na podstawie setek tysięcy wywiadów zaproponował ośmiostopniową skalę opisującą ludzką seksualność.

0 wyłącznie heteroseksualny(-a)

1 przeważająco heteroseksualny(-a), incydentalnie homoseksualny(-a)

2 przeważająco heteroseksualny(-a), bardziej niż incydentalnie homoseksualny(-a)

3 w równym stopniu heteroseksualny(-a) i homoseksualny(-a)

4 przeważająco homoseksualny(-a), bardziej niż incydentalnie heteroseksualny(-a)

5 przeważająco homoseksualny(-a), incydentalnie heteroseksualny(-a)

6 wyłącznie homoseksualny(-a)

X aseksualny(-a)

Raport ten i jego późniejsze iteracje zszokowały świat, bo wykazały, że ludzie w ogromnym procencie nie identyfikują się z czarno-białym, dychotomicznym podziałem na hetero i homo.

Późniejsze badania nad ludzką seksualnością potwierdziły, że nasza seksualność to continuum, pasmo, a nie dyskretne, biało-czarne i wykute w kamieniu hetero lub homo, czy nawet bi. Okazało się również, że nasza płeć biologiczna wcale nie musi pokrywać się z naszą tożsamością płciową. Są bowiem ludzie trans i niebinarni, którzy nie czują przynależności do żadnej z dwóch płci biologicznych. Co więcej, nasza seksualność okazała się często płynna w czasie, a jej zmiany wcale nie przekwalifikowywały hetero na homo, lecz czyniły nas po prostu ludźmi zdolnymi do zakochiwania się w „osobach" bez względu na ich płeć.

Nowożytna wiedza o ludzkiej seksualności jest więc tak stara jak sam prezes. A sam prezes, chce czy nie, jest osobą w jakimś procencie niebinarną, która jest w stanie zakochać się w „osobie", a ta osoba może być tej samej płci.

Dlatego gdy prezes rechotał we Włocławku, rechotał sam z siebie oraz z ludzi, którzy siedzieli naprzeciwko i też rechotali z własnej seksualności, której są najwyraźniej nieświadomi.

Za sto, dwieście, czterysta lat Kościół katolicki przeprosi za to, że dziś znowu walczy z nauką, zakazuje jej i wyśmiewa. Przeprosi ofiary swojej nienawiści, które straciły przez nią zdrowie lub życie. Na Campo de’ Fiori stanie kiedyś pomnik bezczelnie zwrócony w stronę Watykanu i będą na nim stali zwykli ludzie: niebinarni, trans, homo, hetero, bi, aseksualni, queer i intersexy.

Eleanor Roosevelt z powszechną deklaracją praw człowieka, 10 grudnia 1948 r.
Eleanor Roosevelt z powszechną deklaracją praw człowieka, 10 grudnia 1948 r.  Fot. LIBRARY OF CONGRESS/Science Photo Library/East News

Niebinarna Eleonora

- Nawołuję wszystkie rządy i społeczeństwa, by promowały wartości tolerancji i szacunku dla różnorodności i budowały świat, gdzie nikt nie musi się bać z powodu swojej orientacji seksualnej i tożsamości płciowej - powiedział António Guterres, sekretarz generalny ONZ.

Polska była 51. krajem założycielem ONZ, choć nie było jej na konferencji założycielskiej tej organizacji w kwietniu 1945 w San Francisco, bo jeszcze trwała wojna. Polsce pozostawiono puste miejsce do złożenia podpisu pod Kartą Narodów Zjednoczonych, która mówiła m.in., że ONZ powstaje, by: „przywrócić wiarę w podstawowe prawa człowieka, godność i wartość jednostki, równość praw mężczyzn i kobiet". W październiku 1945 polski rząd złożył podpis pod dokumentem.

Delegatką amerykańskiego rządu do ONZ prezydent mianował Eleanor Roosevelt, wdowę po prezydencie Franklinie Delano Roosevelcie. Roosevelt została pierwszą przewodniczącą komisji pracującej nad uniwersalną deklaracją praw człowieka, którą nazwała „Magna Karta wszystkich ludzi". Za pracę i sukces przyjęcia deklaracji Roosevelt została odznaczona pośmiertnie Nagrodą Praw Człowieka ONZ.

Eleanor Roosevelt powiedziała, że prawa człowieka „zaczynają się w małych miejscach, blisko do domu - tak blisko i w tak małych, że są one niewidoczne na żadnej mapie świata… Jeśli te prawa nie mają tam znaczenia, to mają one małe znaczenie wszędzie".

Eleanor Roosevelt była prawdopodobnie człowiekiem niebinarnym, a już na pewno była człowiekiem biseksualnym, gdyż po urodzeniu sześciorga dzieci i narzekaniu na seks z mężem miała kilka bliskich relacji z kobietami, w tym wieloletnią z lesbijką Loreną Hickok, reporterką AP.

Tak że tak, panie prezesie; to z Eleonory pan rechotał.

Wszyscy, wszyscy, wszyscy

- Jesteśmy stworzeni dla dobra. Jesteśmy stworzeni do miłości. Jesteśmy stworzeni do przyjaźni. Jesteśmy stworzeni do bycia razem. Jesteśmy stworzeni dla tych wszystkich pięknych rzeczy, o których wiemy ty i ja. Jesteśmy stworzeni, by mówić światu, że nie ma w nim outsiderów. Wszyscy są mile widziani: czarni, biali, czerwoni, żółci, bogaci, biedni, wykształceni, niewykształceni, mężczyźni, kobiety, gej, hetero, wszyscy, wszyscy, wszyscy. Wszyscy należymy do rodziny, ludzkiej rodziny, Bożej rodziny - mówił biskup Desmond Tutu, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, 1984.

Jolanta Sacewicz

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wspanialy ,napisany z pasja i znajomoscia tematu tekst.Wygramy i bedzie teczowo.Kaczynskim tego swiata wieczna sromota i w koncu zapomnienie.
    @czarnawoda
    Ale mnie razi cytat z Pisma przytoczony w języku angielskim, papieże Paul i Clemente czy Galileo
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Fantastyczny tekst! Powinien być na samej górze Wyborczej <3 <3 <3
    @wp1978
    Kiedy PiS przegra wybory lub dziadyga kopnie w kalendarz.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @wp1978
    Tekst fantastyczny ale mam wrażenie, że trafia w próżnię. Kilkanaście lat temu prof. Środa przekonywała, że w ciągu dekady w Polsce skończy się dyktatura kościoła. Minęło już ponad 10 lat i ciemnota ciągle trzyma ten kraj za twarz.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Kaczyński jest żałosnym, smutnym i przykrym człowieczkiem. Takich Kaczyńskich jest w Polsce rzesza. Mają swojego jednookiego króla, który widzi jakiś zamazany obraz, ale wyciągnięcie z niego wartościowych wniosków wykracza poza jego możliwości. Rechocze, bo tylko to potrafi i stara się zasiać jak najwięcej nienawiści w umysłach tych, którzy niczego nie widzą, a ich zasięg to zasięg cegłówki rzuconej na oślep w bezsilnej złości.
    już oceniałe(a)ś
    12
    1
    Kaczyński odszedł z rządu, a ja ciągle muszę go oglądać w mediach, kiedy to się skończy????????
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    Gdyby nie było odbiorców, nie byłoby nadawców.
    Wątpię, żeby kaczorek nienawidził gejów. Ale inni nienawidzą. I tych innych trzeba przyciągnąć do urn.
    Obrzydliwe.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    Kaczyński: Ziemia jest płaska.
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    Szanowna Autorko, Desmond Tutu nie należał do rodziny Jarkacza. Zdaniem kaczora tacy jak biskup Tutu są tylko źródłem problemów i pasożytów. Kaczyński za członka ludzkiej rodziny uznaje swoich wyznawcóe i ewentualnie kota.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Cyt z internetu : Nie mitologizujmy obszczanego wodza. To po prostu pisowska mejza, z poważnymi problemami psychicznymi wzmocnionymi po tym jak de facto zabił własnego brata. W każdym kraju są ludzie słabiej rozgarnięci, tacy u nas stali się zwolennikami tej mendy - ale to już koniec. Ten dziad jest już na wylocie co widać na zdjęciach i słychać na nagraniach. Ale niech żyje jak najdłużej aby w całości odbył wyrok za zdradę i niszczenie Polski i działalność esbecką .
    już oceniałe(a)ś
    3
    0