Propaganda rządowa na zaprzeczeniu rzeczywistości i cynicznym kłamstwie buduje mit założycielski IV RP, który miałby być legitymizacją ich rządów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co miała wspólnego trauma Niemiec po klęsce I wojny światowej z sytuacją polityczną w Polsce po katastrofie smoleńskiej? Czy wytworzone wskutek presji tamtych bolesnych momentów historycznych energie nie uwolniły trudnych do okiełznania podobnych demonów?

Jak to możliwe, że Niemcy - europejski naród o wysoko rozwiniętej kulturze - dały się uwieść ideologii nazistowskiej, która doprowadziła do ludobójczej wojny światowej? Badacze tematu podają wiele przyczyn: od ekonomicznych przez polityczno-społeczne po psychologiczne. Spośród ostatniej grupy można wyodrębnić pewien szczególny fenomen. Otóż wpadła mi ostatnio w ręce książka niejakiego Modrisa Eksteinsa. Ten urodzony w Rydze, a żyjący w Kanadzie profesor historii i pisarz zwrócił uwagę na bardzo ciekawe i w swojej istocie proste zjawisko, które dotąd umykało mojej uwadze. Pozwolę sobie zacytować większy fragment z jego interesującej książki o międzywojennych Niemczech pt. "Taniec w słońcu". Jest w nim mowa o reakcji Niemców na własną klęskę po I wojnie światowej:

"Wprawdzie koszty ludzkie i gospodarcze walk wszędzie były straszliwe, ale Francuzi i Brytyjczycy mogli przynajmniej powiedzieć, że wygrali wojnę. Niemcy przegrali, ale nie mogli choćby przyznać, że ich nadludzki wysiłek i milionowe ofiary w ludziach były nadaremne, a cóż dopiero mówić o zmierzeniu się z tą myślą. Klęska przemieniła się w zwycięstwo, rozpacz - w uniesienie, krytycy stali się wrogami, aż wreszcie w trudnym mroku starodawny symbol słońca, jakim była swastyka, pojawił się wszędzie w karnych formacjach policyjnych i wojskowych. Czarna ikona partii nazistowskiej, radykalnego ruchu politycznego, który zdecydowanie zyskiwał na popularności w połowie lat dwudziestych, w roku 1933 stała się naczelnym symbolem odrodzenia Niemiec jako Trzeciej Rzeszy".

Podsumowując, można powiedzieć, że Niemcy nie były w stanie przyjąć do wiadomości prawdy o bezsensownej śmierci milionów swoich synów. Wolały zakłamać rzeczywistość, by oddalić od siebie cierpienie. W psychologii mówi się o mechanizmie wyparcia i racjonalizacji. Polega on z grubsza na wyrzuceniu ze świadomości bolesnych wspomnień i wymyśleniu jakiegoś fałszywego, lecz dającego ukojenie wyjaśnienia trudnych przeżyć. Zakłamywanie rzeczywistości zatem stało się niejako kamieniem węgielnym nowej świadomości narodu, które - jak się zdaje - uruchomiło lawinę dalszych tragicznych wydarzeń, owocując ideologią nazistowską i światową hekatombą.

Chciałbym odnieść tę uwagę do naszej krajowej sytuacji politycznej, w której kamieniem węgielnym IV Rzeczpospolitej obóz władzy zdaje się czynić tzw. kłamstwo smoleńskie.

Katastrofa samolotu prezydenckiego była niewątpliwie traumą dla klasy politycznej i wielu Polaków. Można było ją przeżyć i przepracować w sposób właściwy: rzetelnie zbadać przyczyny katastrofy i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Niestety, pomimo wyników prac komisji złożonej ze specjalistów, wskazujących na rzeczywiste przyczyny katastrofy, przebiła się również narracja o zamachu na życie prezydenta Polski.

Z biegiem czasu rozrastała się jak rak w świadomości coraz większej liczby Polaków. Na początku podskórnie toczyła nasze życie społeczne, aż wreszcie wypłynęła na powierzchnię, by w postaci między innymi cynicznych miesięcznic Jarosława Kaczyńskiego, jako paliwo polityczne, dopomóc obozowi PiS-owskiemu wygrać wybory w 2015 roku. Wprawdzie przed samymi wyborami Kaczyński schował na pewien czas kontrowersyjny temat i najbardziej zagorzałych wyznawców zamachu na prezydencki samolot, korzystał jednak ze zgromadzonego wcześniej kapitału nieufności jaki wsączył w umysły swoich zwolenników, dającego pożywkę mrocznej, mistycznej wierze, której stał się niejako najwyższym kapłanem.

Oczywiście nie tylko katastrofa smoleńska stała się motorem zmiany politycznej w Polsce. PiS grał na wielu fortepianach, wykorzystując neoliberalne błędy poprzedników i podkradając lewicy elektorat swoimi socjalnymi obietnicami albo strasząc emigrantami z Syrii i Afryki roznoszącymi choroby. Pomijając dziwaczny folklor miesięcznic Kaczyńskiego, sprawa katastrofy smoleńskiej raczej przycichła w ostatnich latach, a po kompromitacji pseudokomisji Macierewicza w lecie zeszłego roku jakby zanikła zupełnie. Do czasu.

Wybuch wojny w Ukrainie dał nowe życie uśpionej narracji. Kaczyński cynicznie odsmażył wystygłego kotleta Macierewicza na oleju rosyjskiej agresji w Ukrainie. Bo skoro Putin jest zdolny do zbrojnej napaści na sąsiedni kraj i ludobójstwa w Buczy, i Irpiniu, to z pewnością zabił polskiego prezydenta.

Niestety, sam Zełeński - bohater wolnego świata - (świadomie czy nie) dolał oliwy do ognia. Wygląda na to, że jednak czysto pragmatycznie zagrał na tej wrażliwej w Polsce strunie, sugerując rzekomy zamach na polskiego prezydenta w jednym ze swoich wystąpień on line. Wszak tonący brzytwy się chwyta. Robiąc ten mały prezent prezesowi, zagrał też w obronie swojego kraju, w którego interesie jest sugestia, że również i Polska została w istocie zaatakowana. Kaczyński poczuł wiatr w żaglach i ogłosił, że to jednak był zamach zlecony przez Putina. Oczywiście rosyjski dyktator nie mógł zrobić tego sam. Jego wspólnikiem był pewnie Donald Tusk, którego Putin współczująco obejmował na miejscu zbrodni zaraz po upadku samolotu. Ten wredny, zaprzedany Niemcom i - jak widać - Rosji Tusk, który rok wcześniej paradował razem z Putinem po sopockim molo podczas spotkania z okazji obchodów siedemdziesięciolecia wybuchu II wojny światowej. Zapewne obaj przywódcy omawiali wtedy zdradziecki plan zamordowania Lecha Kaczyńskiego.

Taki właśnie obraz rysuje się w świadomości Polaków oglądających lub słuchających mediów publicznych, czyli rządowych. Wygląda na to, że podobnie jak w międzywojennych Niemczech propaganda rządowa na zaprzeczeniu rzeczywistości i cynicznym kłamstwie buduje mit założycielski IV RP, który miałby być legitymizacją ich rządów. Z niepokojem przyglądam się obecnej sytuacji i zastanawiam się, do czego to może doprowadzić.

Dominik Pawlikowski

Absolwent filozofii UWr i germanistyki UO

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wolałbym jednak żeby Macierewicz w Wyborczej odsmażał kotlet, kotleta niech se odsmaża w Super Expressie.
    @rangana
    A ja wolałbym, żeby Macierewicz nic nie odsmażał, bo nawet własne jajka smażyłby za pieniądze podatników.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Katastrofa smoleńska pokazała dwie absolutnie fundamentalne rzeczy o Polsce. Po pierwsze odsłoniła brutalną prawdę iż prawie 1/3 z nas jest po prostu głupia i podatna na prymitywny populizm, drugim obnażonym faktem jest to,że można dojść do władzy i ją utrzymać grając ohydnie tragedia narodową z przeinaczonymi faktami dla potrzeb egoistycznych i partyjnych jak zrobił to Kaczyński. Bedzie jego nazwisko kiedyś w historii Polski otwierać jej najbardziej wstydliwy rozdział o polskiej głupocie i jak grajac nią można politycznie wygrać wybory.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Gdyby żył Hitchcock, napisałby drugą część horroru Psychoza.
    Jarosław-Jarosław mając doświadczenie w grze aktorskiej, zagrałby tam główną rolę.
    @raz1dwa2trzy3
    Nie Jarosław-Jarosław, tylko Jar-Jar Ducks.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @raz1dwa2trzy3

    Zagrałby w "Ptakach" szczególnie agresywnego kaczora, o ile wcześniej nie zafajdałby planu.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    A może trzeba zacząć czytać listy, zamiast 'flagowych', zazwyczaj nudnych, za długich (jak zresztą ten list a jakże) i powierzchownych artykułów?
    Czyli założyć gazetę czytelników.

    Jeszcze mała uwaga. Ci, co piszą wierzą w moc słowa (vide PonBóg - na początku byłoSłowo). Tymczasem to jest największa złuda! Ważne jest to, co biega w charakterze sieci kłamstewek pośród członków danej społeczności.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0