Czy prof. Rafał Matyja rozgrzesza pewne cechy kulturowe polskiego społeczeństwa - zastanawia się czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z zainteresowaniem przeczytałem tekst laudacji wygłoszonej przez Agatę Bielik-Robson, a z fascynacją nagrodzoną książkę: „Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością" prof. Rafała Matyi.

Nie zamierzam oczywiście polemizować ani z autorką laudacji, ani z prof. Matyją. Chciałbym tylko podzielić się pewną uwagą, która mi się nasunęła po lekturze książki. Otóż zaniepokoiły mnie, a nie zauważyłem tego zaniepokojenia w laudacji (wiem, laudacje nie są od wyrażania niepokoju…), swego rodzaju „rozgrzeszenie", a nawet „reinterpretacja", jakimi autor książki obdarza pewne cechy kulturowe polskiego społeczeństwa. Prof. Matyja dostrzega nasze przekleństwo życia między mesjanizmem a masochizmem, dwoma biegunami polskiego narcyzmu (co podkreśliła autorka laudacji) i przedstawia pozytywny (pozytywistyczny) program wyjścia z tego, ale…

Prof. Rafał Matyja jest przeciwny powszechnemu użyciu pojęcia „zacofanie" dla wyjaśnienia zapóźnienia cywilizacyjnego rozwoju polskich miast, ziem, „państwa" (w porównaniu z zachodem Europy). Bo przyczyną opóźnienia jest według niego „brak kapitału, brak struktur własnego państwa, (…) mentalność, poziom oczekiwań".

Ale czymże jest, jeśli nie właśnie zacofaniem społeczności, jej członków, taki jej poziom oczekiwań, taka ich mentalność, że w wyniku „funkcjonowania" społeczności o takim poziomie oczekiwań i ludzi o takiej mentalności brak jest kapitału, brak struktur państwa? Dlaczego one są na Zachodzie, a nie tutaj, jeśli nie z powodu właśnie zacofania, czyli kulturowego opóźnienia kształtowania się mentalności, oczekiwań, przyzwyczajeń, dyscypliny itd. Z tego wynikają braki materialne powodujące opóźnienie. Właśnie z pierwotnie istniejącego zacofania, uniemożliwiającego postęp, tworzącego błędne koło.

W jednym z rozdziałów (na temat Budapesztu) prof. Matyja wyjaśnia, że powodem tego był brak własnego państwa w XIX w., że przyczyną były rozbiory. Pisze, że „plan życia narodu obok nowoczesności (…) powstał jeszcze w czasach przedrozbiorowych, był mieszaniną odruchów obronnych, specyficznie przeżywanej wiary, intelektualnego lenistwa i głębokiego odrzucenia natury powoli kształtującego się [w okresie przedrozbiorowym – mój przyp.] nowoczesnego państwa".

Nie sposób się z tym bardziej zgodzić. Dlaczego więc autor przypuszcza, że „plan ten [życia obok nowoczesności – mój przyp.] mógłby być zarzucony, gdyby Warszawa w XIX stuleciu była stolicą normalnego (…) państwa"? Nieuzasadnione wydaje mi się oczekiwanie zarzucenia przez społeczeństwo tego destruktywnego planu, gdyby miało w XIX w. swoje państwo, skoro utraciło to państwo z dokładnie tych samych przyczyn, dla których wykształciło w sobie ów destruktywny plan życia obok nowoczesności: czyli z powodu specyficznie przeżywanej wiary, intelektualnego lenistwa, głębokiej niechęci do dyscypliny społecznej, nieumiejętności wytwarzania skutecznych odruchów obronnych i efektywnego z nich korzystania. To te cechy kulturowe społeczeństwa polskiego, jeszcze sprzed rozbiorów, doprowadziły do utraty pogardzanego przezeń państwa. Dlaczego nagle miałyby przestać działać?

Prof. Matyja przypuszcza, że destrukcyjny „plan życia obok nowoczesności" mógłby być zarzucony, „gdybyśmy spierali się [w sytuacji posiadania własnego państwa – mój przyp.] o prawa robotników i legalizację rozwodów, o zniesienie pańszczyzny i reformę rolną (…)". Czyż nie spieraliśmy się w 1863 roku o zniesienie pańszczyzny? I to z zaborcą, który chciał ją znieść, ale szlachta oponowała. I czy spór ten, a dokładnie postawa jednej ze spierających się stron nie były jednym z powodów przedłużającego się braku własnego, nowoczesnego państwa?

Spieramy się też, we własnym już państwie, o wiele innych spraw, ale jakoś najczęściej tylko jedni na tych sporach wychodzą na swoje.

Nie powinniśmy lekceważyć naszego kulturowego zacofania. Liczy już wiele stuleci i jest jak najbardziej nasze.

Z poważaniem

Marek Wystański

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Najbardziej podoba mi się ta specyficznie pojmowana wiara. Sama zawsze przeżywałam niespecyficznie, co znaczy wcale. Nadzieja jest przynajmniej na redukcję specyficznie przeżywanej wiary wśród 18-24 -latków. Ogromny procent z nich już się też tego pozbył.
    Przy najbliższych wyborach nie interesuje mnie program partii, a jasne, wyraźne sformułowania dotyczące tej specyficznie pojmowanej wiary, czyli rzeczywisty rozdział KK od państwa, z finansami włącznie. Deklaracje odnośnie praw człowieka, obywatela w tym kobiet. Instytucje publiczne i państwowe. Likwidacja zbędnych fundacji, służących tylko do dania zarobić kolegom. Bezwzględne rozliczenie władzy pisowców.
    I niech nikt nie wyskakuje z gospodarką, zdrowiem i oświatą. Spójrzcie co mamy po latach pisowskiej władzy. A jak miało być pięknie. Kraj bez silnych instytucji, łamiący prawa człowieka nie będzie miał też dobrej gospodarki, ani kasy na oświatę i zdrowie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    CYWILIZOWAĆ TEN KRAJ MOŻE TYLKO ,,,,OBCY ,,,TRZEBA ZNOWU ZNIEŚĆ PAŃSZCZYZNĘ ,,POLAK NIE POTRAFI
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Do tak postawionego pytania, dość dobrze pasuje powiedzenie o szklance w połowie pustej i w połowie pełnej. Czy Polska i Polacy są jakimś tworem wyjątkowym na mapie Świata czy Europy? Nie są. Oczywiście ponieważ sami jesteśmy Polakami, często tej wyjątkowości się doszukujemy i "odkrycie" u części szukających jest pozytywne, u innych negatywne. Tymczasem historia krajów pomiędzy Niemcami a Rosją i między Bałtykiem, M.Czarnym a Adriatykiem, jest od jakichś trzech stuleci dość podobna. Generalnie im dalej na Wschód i Południe, tym biedniej i głębiej w peryferie. Zresztą nigdy, nawet w czasach tzw. Złotego Wieku Polska (podobnie jak i inne kraje regionu, może poza Czechami) nie zbliżyła się do poziomu rozwoju gospodarczego tzw. Zachodu. Zresztą Zachód to też nie jest coś jednoznacznego. Sycylia to nie Lombardia, a Kosyka to nie Ile-de-France (a Portugalia, to nie Szwajcaria).
    Tak więc na szklankę do połowy pełną uznałbym jednak fakt, że w rozwoju gospodarczym prześcignęliśmy już jakieś kraje, które wcześniej od nas były członkami UE i nie zaznały rokoszy socjalizmu realnego. Prześcignęliśmy Węgry, które przynajmniej na początku transformacji były wyżej na liście i i zbliżyliśmy się do zawsze zamożniejszych Czech (choć to niestety wynika też z tego, że Czechy, które przed wojną były jednym z najlepiej rozwiniętych krajów Europy, w czasie komunizmu sporo z tej pozycji utraciły).
    A co dalej czas pokaże. Jak na razie nie wygląda to źle, jeżeli porównujemy się do całego świata, to należymy do jego bogatszej części i z tego trzeba się cieszyć.
    P.S. Autor listu powinien jednak zapoznać się z historią zniesienia pańszczyzny w Rosji, bo car Aleksander II nie zniósł jej dobrowolnie, tylko zmuszony kryzysem wywołanym przegraniem Wojny Krymskiej. Warto też dodać, że na terenie samej Rosji (w przeciwieństwie do ziem polskich pod panowaniem rosyjskim), zniesienie pańszczyzny było de facto fikcyjne, bo chłopi nadal byli przypisani do ziemi i musieli spłacać w darmowej robociźnie i czynszu panu za pole, wykrojone z pańskiego majątku. Efekt tego był taki, że stan chłopów po zniesieniu pańszczyzny na terenie Rosji (bo dług był w praktyce niespłacalny), był taki jak stan polskiego chłopa w okresie obowiązywania pańszczyzny. Różnica była taka, że rosyjska szlachta nie mogła sprzedawać chłopów jak wcześniej, ale w Polsce takie praktyki nie były stosowane, także w czasie obowiązywania pańszczyzny. Tak więc część szlachty polskiej faktycznie nie była zachwycona zniesieniem pańszczyzny, ale w jej przypadku, oznaczało to coś innego, niż w przypadku szlachty rosyjskiej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Smutnosc po przeczytaniu
    już oceniałe(a)ś
    1
    0