Jeśli ktoś w Polsce rozgrywa z PiS polityczną rozgrywkę, to robi to Ursula von der Leyen, nie opozycja
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest działaczem Obywateli RP

Dorosła polityka i dziecinne rachunki mandatów

W środę, 1 czerwca Komisja Europejska zatwierdziła polski Krajowy Plan Odbudowy. Głosowanie było wyjątkowe jak na unijny standard, w którym każdą decyzję poprzedza ucieranie stanowisk – w sprawach do tego stopnia trudnych i ważnych decyzje zapadają w końcu najczęściej jednomyślne. Tym razem co najmniej dwoje komisarzy było przeciw. Co oznacza decyzja KE – tak ważna, że Ursula von der Leyen przedsięwzięła dwudniową wizytę w Polsce, by ją zakomunikować? Tego wciąż dobrze nie wiadomo – poza tym, że Polska stała się kluczowo ważnym krajem UE i Bruksela chce ułożyć fatalne dzisiaj stosunki z Warszawą. „Zielone światło" dla KPO nie oznacza ani uruchomienia wypłat, ani unijnej akceptacji dla zmienianego w pośpiechu po raz kolejny ustroju polskich sądów. 

Co się stało naprawdę, a co się nie wydarzyło i nie wydarzy?

Andrzej Duda i PiS chcą, byśmy wierzyli, że to właśnie projekt Dudy zażegnał wreszcie konflikt z Unią. Cóż – ani nie ten projekt, ani nie ma wciąż mowy o rozwiązaniu sporu, choć strony postanowiły się nie okładać wzajem w kłótniach. Marszałek Tomasz Grodzki chciałby z kolei, by w oczach opinii publicznej to właśnie senackie poprawki zbawiły kraj. Poprawki uchwalono i ustawę wraz z nimi przyjęto w Senacie jednomyślnie – również głosami senatorów PiS. To nie sukces opozycji. Żadnej wygranej w głosowaniu nie było. Nikt nie zmienił frontu. To tylko – dosyć naiwna – próba politycznego dealu. Albo sprawienia wrażenia, że jakiś deal zawarto. Czysty PR. W dodatku niestety kiepskiej próby. PiS najzwyczajniej zrobił, co musiał. Opozycja – co umiała.

Czytaj również: Organizacje społeczne z Porozumienia dla Praworządności do marszałka Grodzkiego: potrzeba czterech zmian w prezydenckiej ustawie o Sądzie Najwyższym

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki
Marszałek Senatu Tomasz Grodzki  Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Komisji Europejskiej i jej przewodniczącej zarzuca się czasem w związku z „zielonym światłem" dla Polski zdradę polskiej, a zatem również unijnej praworządności. Tymczasem Komisja zrobiła wyłącznie to, co zrobić mogła – skierowała sprawę KPO wraz z przyszłymi (!) rozwiązaniami dotyczącymi sądów do Rady UE, która w skomplikowanej, trzystopniowej procedurze podejmie dalsze decyzje. Przed Polską (i Ursulą von der Leyen) są również głosowania w Parlamencie Europejskim. Wszystko to, zanim KPO zostanie zaakceptowany naprawdę, a wraz z nim ustrój sądów w Polsce. No, łatwo z tym nie będzie.

Wbrew temu, co o KPO i aktualnych zmianach dotyczących sądownictwa opowiada Duda, Morawiecki oraz także Grodzki i opozycja, sama von der Leyen zapytana o nie odpowiada po prostu twardo, że nie jest jej rolą studiowanie poczynań legislacyjnych suwerennych polskich władz. Nie chodzi o tę ustawę. Rozstrzygnięcie, czy sformułowane przez KE trzy podstawowe warunki Unii zostaną wypełnione, będzie podlegać ocenie unijnych instytucji i czas mamy na to do końca czerwca. Z ustawą Dudy czy bez niej, z poprawkami przyjętymi w Sejmie czy z odrzuconymi. To bez znaczenia. Chciałbym to powiedzieć, patrząc w oczy p. Kamili Gasiuk-Pihowicz, która o poprawki walczyła jak lwica: to był wysiłek absolutnie pozbawiony wpływu na bieg wydarzeń. Podobnie jak większość aktywności opozycyjnych parlamentarzystów. Co nie oznacza, że ich produktywna aktywność nie jest możliwa. Jest, ale wymaga zmiany myślenia o własnej roli i instrumentach działania.

Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz
Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz  , fot. DAWID ŻUCHOWICZ

Fetysz arytmetyki mandatów

Środowe głosowanie w Senacie nie było pierwszym, w którym to nie „liczba szabli" przesądza – dostaliśmy właśnie w tej sprawie kolejny dowód. Wcześniejsze mieliśmy, kiedy Duda wetował ustawy w 2017 roku, a potem, kiedy decydowano, że Małgorzata Gersdorf jednak dotrwa do końca konstytucyjnej kadencji oraz że swój status utrzymają „starzy sędziowie" SN, co przesądziło o tym, że Sąd Najwyższy wciąż nie został wzięty, jak to się wcześniej stało z TK. Nie żadna uzyskana fortelem lub argumentami większość głosów w Sejmie o tym zdecydowała, ale rachunek sił zdefiniowany zupełnie gdzie indziej – rachunek, któremu PiS musiał ulec. Tamte ustawy – nieco łagodzące impet natarcia na sądy – PiS przegłosował rękoma własnych posłów, a nie dlatego, że w głosowaniu przegrał, bo ktoś np. zatrzasnął się w windzie albo zdradził i przeszedł na stronę wroga.

Co przeważało szalę? Zarówno protesty społeczne i akty nieposłuszeństwa wobec pisowskich ustaw, jak i zaskakująco nieprzejednana postawa nieoczekiwanie solidarnego środowiska sędziów, wreszcie gigantyczna, wieloletnia praca prawników – jak się okazuje, jednych z najwybitniejszych w Europie – która doprowadziła do faktów prawnych, z którymi liczyć się musi każdy w Warszawie i Brukseli. Dokładnie ten sam rachunek zdecydował o ostatnim głosowaniu w Senacie. To wciąż efekt tej samej, gigantycznej kampanii ruchów, organizacji i środowisk obywatelskich, która na nowe tory wkroczyła latem 2018 roku, przynosząc nam sukces bezprecedensowy na europejską skalę i w europejskim wymiarze niesłychanie doniosły. Dlaczego doniosły? Bo to my, to wciąż poniewierane obywatelskie społeczeństwo z Polski, daliśmy Europie sprawczość – odwracającą tradycyjną bezradność Brukseli wobec wszystkiego, co u siebie wyprawiał dotąd bez przeszkód Orban, a czego już nie zdołał powtórzyć Kaczyński. Stworzyliśmy warunki, w których PiS opłaca się głosować korzystnie dla nas. Przynajmniej na chwilę.

Co jednak ugrała polityczna opozycja na parlamentarnych przepychankach wokół projektu Dudy i na obchodzeniu z daleka projektu Iustitii popartego przez opozycję niesolidarnie, wymuszenie i niemrawo? Poza naiwnie fałszywym przekonaniem, że robi dobry PR – niestety nic. Na własne życzenie zwlekając z inicjatywą, o której ledwie szeptano, zamiast krzyczeć, doprowadziła przede wszystkim do tego, że to projekt Dudy głosowano, a nie własną inicjatywę Senatu.

Nie zgłoszono Komisji Europejskiej ustaw naprawdę rozwiązujących spór z Unią i po prostu dobrych, nie posłano ich do oceny Komisji Weneckiej. Marszałek Grodzki nie grzmiał w orędziach w TVP do pisowskich wyborców o Senacie szukającym pojednania z Unią, któremu naprzeciw stają już włącznie niezrozumiałe fobie Kaczyńskiego i Ziobry. Nie zrobiono niczego, by to naprawdę inicjatywa opozycji – zarówno faktycznie, jak i PR-owo – doprowadziła do rozwiązania konfliktu z Unią. Nie zrobiono niczego, by uruchomić nietrudną w tych warunkach do wygrania ofensywę, która podstawami władzy PiS mogła zachwiać naprawdę. Rozgrywającym w tej sprawie nie jest Tomasz Grodzki, nikt z senatorów ani żaden z opozycyjnych liderów. Żaden w zasadzie nawet nie spróbował. Rozgrywa Ursula von der Leyen. I może to lepiej. 

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.  Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Dorosłość naiwnego uporu

Widzieliśmy na tle tych poważnych spraw i prawdopodobnie istotnych zmian drobny, pozbawiony większego znaczenia protest Obywateli RP – a dokładniej ośmiorga z nich. Z adresowanym do Ursuli von der Leyen transparentem: „Rządy prawa w Polsce – prosty test wiarygodności". Kiedy się z takim transparentem stanie na sejmowej „zakazanej ziemi", ma się pełne gwarancje, że „Rządy prawa" zostaną przez sejmowe służby potraktowane, jak są traktowane zawsze, i że da się to sfotografować wymownie. Że to pokaże, z kim Unia negocjuje w Polsce rządzonej przez obecną władzę. Taki był właśnie cel tej kameralnej akcji.

Akcja Obywateli RP przeprowadzili przed Sejmem 'prosty test praworządności' sprawdzając jak szybko zwinie ich policja za legalny protest w czasie wizyty Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej
Akcja Obywateli RP przeprowadzili przed Sejmem 'prosty test praworządności' sprawdzając jak szybko zwinie ich policja za legalny protest w czasie wizyty Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej  Obywatele RP

Dlaczego piszę o sprawie tak drobnej w tak poważnym kontekście? No, np. dlatego, że podobnie jak w sali Senatu okazało się po raz kolejny, że nie stosunek głosów decyduje w sprawach naprawdę ważnych, tak i na sejmowych skwerkach jak zwykle nie decydował żaden przepis prawa. Staliśmy tam z drobnymi tylko przeszkodami przez kilkadziesiąt minut, podczas gdy rekord wynosił dotąd kilkadziesiąt sekund. Dlaczego? Dlatego, że władzy to się opłacało. Opłacało się pozwolić nam naruszyć z determinacją broniony „zakazany teren", zamiast narażać się na „lekceważenie rządów prawa". Niechęć do prowadzenia tego rodzaju wyprzedzających działanie kalkulacji ze strony opozycji – zarówno politycznej, jak i obywatelskiej – jest miarą naszej politycznej niedojrzałości. O kondycji demokratycznego ustroju nie przesądza – w rozsądnych granicach – kto akurat rządzi i czy jest uczciwy, mądry oraz szlachetny. Zdecydowanie ważniejsze jest, czy potrafimy skutecznie przeciwstawić się głupkowatym szujom u władzy, bo one zdarzają się zawsze. Czwartkowa kameralna i pozbawiona większego znaczenia demonstracja garstki ludzi pokazała właśnie to. Potrafimy stworzyć takie okoliczności, w których jak z jajkiem obchodzą się z nami służby zwykle bezceremonialnie brutalne. Tę właśnie zdolność staramy się systematycznie rozwijać, troszcząc się o każdy uzyskany przyczółek.

W nieporównanie większym wymiarze i z doniosłym efektem pokazaliśmy to samo w 2018 roku i potem, kiedy obroniliśmy kadencję I prezes SN, „starych sędziów" i w efekcie z grubsza niemal cały Sąd Najwyższy, kiedy spowodowaliśmy unijną zasadę „pieniądze za praworządność", przed którą – bo nie przed głosami opozycji w parlamencie – PiS musi ustępować, lawirując pospiesznie. Oraz wtedy, kiedy skutecznie zbojkotowaliśmy zakaz zgromadzeń, spowodowaliśmy faktyczną kontrolę konstytucyjności prawa w zwykłych sądach powszechnych, powodując przy okazji, że „z kolan powstali" dzielni sędziowie, wydając wyroki wbrew władzy i jej policji, budując prawdziwą niezawisłość sądów na poziomie niespotykanym w całej historii III RP.

Wspominam tę drobną demonstrację garstki ludzi również dlatego, że takie demonstracje lubię, a szczerze nie cierpię tych wielkich. Nie kręci mnie tłum, który jest w stanie zadeptać przeciwnika – choćby była nim autorytarna władza z całym swym policyjnym aparatem. Ustrój, o który mi chodzi, polega właśnie na tym, że nawet tak skrajnie mniejszościowa garstka nie jest w nim bezbronna i umie skutecznie dobić się poszanowania własnych praw. Tak się przy okazji składa, że tę samą cechę liberalnej demokracji dobrze rozumie i ceni Ursula von der Leyen oraz reszta unijnych komisarzy. Deptanie praw ośmiu osób jest dla nich dowodem złamania zasad absolutnie fundamentalnych. Dlatego uważam, że nasz kameralny protest w dniu wizyty szefowej KE miał jednak znaczenie.

Dlatego również wciąż proszę, by w polityce nie widzieć wyłącznie stosunków głosów w Sejmie i Senacie, bo w ostatecznym rachunku na bardzo wiele sposobów liczą się zupełnie inne rzeczy.

Proklamacja opozycyjnej jedności

I zaraz po wszystkich tych wydarzeniach doniosłych i drobnych doczekaliśmy się w piątek uroczystego odpalenia Obywatelskiej Kontroli Wyborów. Doprowadził do tego KOD i chwała mu za to, bo inicjatywa łączy wszystkie partie opozycji i została przez nie potraktowana niezwykle poważnie. Z pompą i godnie – patronat w trakcie uroczystej proklamacji w Senacie objęli byli prezydenci RP. Obecni byli sami najwyżsi liderzy wielkich partii.

Podpisanie w Warszawie porozumienia o Obywatelskiej Kontroli Wyborów
Podpisanie w Warszawie porozumienia o Obywatelskiej Kontroli Wyborów  Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Dlaczego nie ukrywam nuty przekąsu w tym opisie wydarzenia z pewnością przecież korzystnego? Ten przekąs, zaznaczam, jest bardzo umiarkowany, bo samo zgromadzenie razem w jednym celu wszystkich tych ludzi w polityce największych jest osiągnięciem nie lada i z całą pewnością wymagało gigantycznych zabiegów oraz talentu. To się w końcu przecież dotąd nie udało nikomu. Ostatnio próbował tego Mateusz Kijowski z Koalicją „Wolność, Równość, Demokracja", przestrzelił i poległ w wyniku prostej i oschłej odmowy Grzegorza Schetyny.

  • Po pierwsze zapytam złośliwie, co z 27 tys. obserwatorów wyborczych, których armia miała być gotowa (z zapasem zmienników) na koniec lutego, jak to nam publicznie obiecał szef PO? Czy zobaczymy ich czekających w napięciu na rozkazy? Czy może ktoś poleciał ze stołka szefa partyjnego regionu za niewykonanie zadania?
  • Po drugie zanotuję równie złośliwie, że ruchy obywatelskie reprezentuje w tej inicjatywie jej wyłączny autor, czyli KOD. Nie ma w niej innych, np. OSK, i wygląda to tak, jakbyśmy umieli sobie wyobrazić wybory bez zaangażowania na wszystkie możliwe sposoby – z kandydowaniem zresztą na czele – ruchu protestu kobiet, który wywołał największą społeczną mobilizację w historii III RP i zrobił to w sprawie, która wszystkich nas obchodzi i dotyczy najbardziej.
  • Po trzecie i nieco ważniejsze, pozwolę sobie zauważyć, że kontrola wyborów, choć ważna, jednak o niczym nie przesądza. W 2019 roku przegraliśmy nie przez fałszerstwa i nie przez Pegasusa. Przegraliśmy przez haniebną decyzję o starcie trzech osobnych list wyborczych, co skazało nas na oczywistą i w pełni przewidywalną porażkę, choć głosów dostaliśmy o niemal milion więcej niż PiS. Haniebną, a nie tylko głupią, bo niegłupi przecież partyjni sztabowcy umieją liczyć, znają ordynację i wiedzieli, jaki będzie skutek, a jednak zdecydowali zadbać o swoje. Rozumiem oczywiście, że dziś do rozmów o wyborczych strategiach, celach, programach trzeba najpierw uczynić jakiś pierwszy krok, a ten wydaje się o tyle dobry, że oczywisty i niekosztowny. Jednak na podstawie bogatych i bolesnych doświadczeń związanych choćby ze wspólną inicjatywą dotyczącą praworządności obawiam się bardzo, że strategia uprzejmych uśmiechów i koncyliacyjnych min żadnego kolejnego kroku nie spowoduje i oczywiście nie wymusi. Piątkowe uśmiechy sprzyjają raczej właśnie temu, że na uśmiechach zakończą zadowoleni z siebie przywódcy, uspokoiwszy publiczność, że współpraca trwa w najlepsze, a polityczne decyzje dojrzewają jak ananasy w szklarni.
  • Wreszcie po czwarte i najważniejsze – dlaczego właściwie, do cholery, nie doczekaliśmy się patronatu trzech prezydentów i bezpośredniego zaangażowania samych wielkich liderów we wspólną, opozycyjną ofensywę dotyczącą rządów prawa? Taką, która przyniosłaby wstrząsy decydujące o upadku obecnej władzy? Brak odpowiedzi na to pytanie czyni piątkową fetę w Senacie kompletnie bezwartościowym balonem pustego PR.

---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Te pytania powinien pan Redaktor zadawać działaczom Lewicy ,którzy za plecami pozostałej części opozycji dobijali targu z PiS przy akceptacji KPO. To był jedyny moment kiedy można było zmusić PiS do ustępstw w sprawie praworządności. Jednak Pisolewica wolała konszachty z PiS . Może pan Redaktor także zadać to pytanie Hołowni i PSL, które pod byle pozorem odmówiły podpisania projektu Iustiti bo chciały "podwiesić się" jak to mawiał gospodarz domu Anioł, pod Dudę. Lewicy ,Hołowni, PSL nie chodzi o ratowanie Polski przed PiS tylko dokopywanie wspólnie z PiS KO. Cała reszta to PR
    @wanaka1596
    1. Nie jestem redaktorem Gazety. Bywam tu gościnnie. Raczej jako obywatelski aktywista.
    2. Pytania zadaję wszystkim politycznym liderom. Faktem jest, że z powodu tych i podobnych pytań mam z nimi raczej na pieńku. Zadawanie pytań uchodzi za niegrzeczność.
    3. Grzech Lewicy przy ratyfikacji (to była ratyfikacja unijnego projektu, a nie zatwierdzanie polskiego planu) nie tyle polegał na zgodzie z PiS, co na złamaniu solidarności z pozostałymi partiami. W całym ówczesnym zamieszaniu mało kto wiedział, o co naprawdę chodzi. W szczególności zupełnie nie było jasne, że chodziło wtedy o ratyfikację w krajach członkowskich głównego mechanizmu projektu, jakim jest zaciągnięcie solidarnego długu przez całą Unię, by sfinansować projekty akntykryzysowe i modernizacyjne. Naprawdę, a nie na niby istniało bardzo wiele powodów, dla których głosowanie przeciw tej ratyfikacji byłoby niezupełnie sensowne -- jeśli się wiedziało, że procedowanie polskiego KPO jest zupełnie osobną sprawą. Tego nie wiedział wówczas niemal nikt -- ja nie wiedziałem również. Ta niewiedza ze strony partii, zwłaszcza tych, których politycy są europosłami i zasiadają w instytucjach UE, jest żenująca. Mniejsza zresztą o to.
    4. O własną inicjatywę w tej sprawie ruchy i organizacje obywatelskie zabiegały o polityków od lata ub. roku. Wiadomo było doskonale, że przy okazji KPO sprawa praworządności wreszcie stanie i że wypłaty środków będą niemożliwe bez porozumienia na linii Bruksela-Warszawa dotyczącego stanu polskich sądów. O stanowisko UE -- wbrew rewelacjom o rzekomo ugodowym kursie KE -- można było być o tyle spokojnym, że instytucje europejskie są związane wyrokami TSUE, a te nie pozostawiają wątpliwości i zostało to już jakiś czas temu rozstrzygnięte w wyniku wielkiej kampanii ruchów obywatelskich.
    5. Niepodjęcie tej inicjatywy było idiotyzmem. Niech się partyjni liderzy spierają między sobą czyja wina. Nie zamierzam w to wchodzić. Interesuje mnie rezultat. Sprawa KPO stanęła na ostrzy noża, a jedyną ustawą, którą da się pokazać w Unii jest godny pożałowania projekt Dudy i niemrawe próby wprowadzenia doń poprawek. Owszem, istniała alternatywa -- mogła być nią osobna inicjatywa senacka, notyfikacja o niej KE i Komisji Weneckiej oraz cały szereg działań w samej Polsce.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @wanaka1596
    Cd. Opozycja -- ani żadna z partii, ani opozycja jako całość -- nie zdecydowała się nigdy na sformułowanie własnej listy "kamieni milowych". Czegoś, co wyznaczałoby cel działania do czasu kolejnych wyborów. Co jest równocześnie programem, w którego realizację tu i teraz, a nie po wygranych wyborach da się uwierzyć, bo są instrumenty nacisku. Sam proponowałem taki zestaw:

    1. Wykonać wyroki sądów powszechnych, TK, TSUE, ETPCz, znosząc w ten sposób naruszenie podstawowych norm praworządności w Polsce; wszcząć procedurę legislacyjną projektu Porozumienia dla Praworządności, który jako jedyny zapewnia wykonanie postanowień międzynarodowych trybunałów, umożliwia normalizację stosunków Polski z Unią Europejską i pełne włączenie Polski w politykę Unii.
    2. Przyjąć w trybie pilnym ustawę dekryminalizującą skutki orzeczenia TK dotyczącego aborcji. Natychmiast rozpocząć prace parlamentarne, by określić akceptowany społecznie sposób takiej regulacji prawnej, która rozwiązałaby konflikt o aborcję. Powołać ?izbę obywatelską? (reprezentatywną próbę obywateli pracujących nad rozwiązaniem sporu), gwarantując poszanowanie wyników jej prac przez obie izby parlamentu. Tu Senat mógłby po prostu taką "izbę obywatelską" powołać. Mogłyby ją również zorganizować i sfinansować z własnych, niemałych środków partie. Można również wyobrazić sobie kampanię akcji referendalnych organizowanych lokalnie w oparciu o środowiska samorządowe.
    3. Natychmiast zaniechać niezgodnych z prawem, przeczących podstawowym zasadom humanitaryzmu, zbrodniczych działań na granicy polsko-białoruskiej. Przejścia graniczne muszą być otwarte. Imigrantom i uchodźcom należy natychmiast zapewnić możliwość przekroczenia granicy i złożenia odpowiednich wniosków, zwłaszcza o ochronę międzynarodową w każdym miejscu na terenie kraju. Zapewnić dostęp do granicy na całej jej długości przedstawicielom organizacji pozarządowych oraz mediom.
    4. Odwołać ministrów Ziobrę i Kamińskiego, który swą funkcję od dwóch kadencji pełni z rażącym naruszeniem prawa. Powierzyć przedstawicielom opozycji przewodniczenie w parlamentarnych komisjach zajmujących się bezpieczeństwem, służbami specjalnymi, działaniami przeciw pandemii i jej skutkom oraz w szczególnych warunkach kryzysu gospodarczego. Komisje nie mają stanowiących uprawnień ? chodzi nie o władzę, a o transparentność jej działania, która jest podstawowym warunkiem zaufania obywateli do państwa. Rząd do czasu kolejnych wyborów musi mieć techniczny charakter. Należy ogłosić zamrożenie wszelkich zmian ustrojowych do czasu kolejnych wyborów. Pilnie potrzebny projekt naprawy ustroju Rzeczypospolitej należy powierzyć ?izbom obywatelskim?.
    5. Natychmiast odwołać obecne kierownictwo TVP i Polskiego Radia. W radach nadzorczych mediów publicznych zapewnić reprezentację proporcjonalną w stosunku do reprezentacji w parlamencie, przyjmując zasadę, że głos każdej strony politycznego sporu musi być reprezentowany. Reformę prawa o mediach, w tym zwłaszcza o mediach publicznych uznać za istotny element naprawy Rzeczypospolitej, a jej zaprojektowanie powierzyć ?izbie obywatelskiej?.

    Ad. 1 -- środkiem nacisku, którego skuteczność widać dzisiaj, jest unijna zasada "pieniądze za praworządność".
    Ad. 2 -- opisaną "izbę obywatelską" Senat mógłby powołać już dziś, rozpoczynając wielką, ogólnonarodową debatę w tej sprawie, wykorzystując orędzia Grodzkiego itd. Wesprzeć nacisk mogłaby akcja organizowanych referendów.
    Ad. 3 -- unijna procedura naruszeniowa.
    Ad. 4 i 5 -- tu już zostaje perswazja, choć działania mogłyby podjąć ruchy obywatelskie -- gdyby tylko była szansa, że akcja w tej sprawie może mieć poważny politycznie charakter.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @P_Kasprzak
    Pan naprawdę żyjesz w innej rzeczywistości?
    Czy tylko, na potrzeby własnego PR udajesz jedynego sprawiedliwego??

    O wszystkich tych sprawach opozycja - osobno najczęściej, ale i czasem razem - mówiła, mówi i mówić będzie!

    "Ruchy obywatelskie", cokolwiek to znaczy, są władne, aby odwołać Kurskiego, RMN i cała resztę "robiącą" Kaczyńskiemu dobrze? Pan śnisz?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @21TMirek
    Pan przybiera impertynencki ton. To nie tyle jest irytujące, co raczej Panu odbiera zdolność rozumienia, bo własne frazy zaczynają Pana unosić. Mam wprawę w takich pyskówkach, bo jeszcze kilka lat temu wyłącznie w ten sposób odpowiadano na tego rodzaju propozycje.

    Nie podejmuję się tłumaczyć Panu zwłaszcza w tym stanie wzbudzenia, czy są ruchy obywatelskie. Napisane ma Pan wyraźnie, że w sprawie Kurskiego ruchy obywatelskie istotnie mogą nie wiele (choć kilka rzeczy mogą i byłoby jednak warto spróbować). Pozwolę sobie jednak przypomnieć Panu, że to właśnie te ruchy i nikt inny były w stanie np. zapewnić utrzymanie kadencji prof. Gersdorf i starych sędziów SN. Mają jeszcze kilka innych, istotnych osiągnięć.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Unia musiałaby być głupia i lekkomyślna, jakby dalej finansowała budowę antyeuropejskiej i antyniemieckiej Polski i umacniała antydemokratyczną pisowską władzę. Polska po 7 latach "dobrej zmiany" jeszcze nie jest takim potworem jak putinowska Rosja, czy łukaszenkowska Białoruś, ale coraz bardziej je przypomina, vide telewizja państwowa, upolitycznione sądy, grabież majątku narodowego i oszczędności ludzi, wysoka inflacja i nieprawdopodobna korupcja ludzi władzy, poczynając od najwyższego szczebla .
    Unia  wpompowała do Polski, tylko do końca 2020r - 116 miliardów Euro netto!!! Bez tych transferow rozwój gospodarczy byłby znacznie powolniejszy. W czasie członkostwa w UE za unijne fundusze powstało w Polsce ok. 15,5 tys. km dróg i autostrad i prawie 4,5 tys. nowych oraz zmodernizowanych linii kolejowych. Dochody indywidualnych rolnikow na skutek dopłat bezpośrednich prawie się podwoiły.
    Kary nałożone przez TSUE za niewykonanie wyroku dotyczącego Izby Dyscyplinarnej to na dzien dzisiejszy ponad 960 milionow złotych, a zaliczka na KPO, ktora przepadła bezpowrotnie to 21 miliardów złotych!!! 22 miliardy utopione w ego miekiszona Ziobro - taki skromny bilans.
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Zadłużenie Polski wynosi aż Bilion i 600 Miliardów zł ,jest 2 razy większe niż pod koniec PO i rośnie , Gierek to był tylko amator 2016 do 2019 - luka VAtu wyniosła ponad 100mld zł - czyli po PISowsku mówiąc PIS ROZKRADA VAT. To 4 x 2 = PONAD 200 mld zł z VAT KTÓRE ROZKRADNIE PIS . Jak głosi Morawiecki i Ministerstwo Finansów  / tak to pisowskie/ . Z zestawienia transferów pieniędzy między Polską a Unią Europejską opublikowanego przez Ministerstwo Finansów wynika, że od początku naszego członkostwa nad Wisłę trafiło ponad 208 mld euro. W tym czasie do wspólnego budżetu wpłaciliśmy 67 mld euro. Saldo dodatnie rozliczeń pomiędzy Polską a UE wynosi więc ok. 141 mld euro.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Qrde znowu wina Tuska, już niedługo będzie miał największą piwnicę wśród światowych producentów win:))
    @korab1
    Wina Tuska jest tu wyłącznie wtedy, kiedy się go uzna za jedynowładcę opozycji. Mowa jest o zaniechaniach i ślepocie liderów wszystkich partii -- jak rozkłada się odpowiedzialność pomiędzy nich jest raczej ich sprawą.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @korab1
    To już kolejny list Pana Kasprzaka, z którego wynika, że największym błędem opozycji było to, że Pana Kasprzaka nie wybrali na senatora (prezydenta, szefa opozycji, przyszłego premiera *niepotrzebne skreślić). On ma na wszystko receptę, a wszyscy inni knocą robotę. Godna podziwu pewność siebie.
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    @Vito(ld)60
    Proszę ją porównać do pewności siebie tych, którzy poprzegrywali wszystkie te wybory ? nawet te, w których dostali więcej głosów.

    Może choć trochę wniosków warto z tego wyciągnąć?
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    Z powyższego tekstu specjalnie optymizmem nie bije; chyba mamy kiepskich polityków a ta nasza Polska nieco zaczyna przypominać I RP; w każdym razie zaczynamy być powoli raczej przedmiotem niż podmiotem polityki.
    już oceniałe(a)ś
    9
    2
    Pana Kasprzaka zdanie odrębne? Nie, to znowu ''wina Tuska''
    @szmaragd
    Tuska? Nie, proszę Pana. Liderów mamy czterech. Jak się między nimi rozkłada odpowiedzialność za kolejne akty niemocy i uwiądu, to dalsza sprawa. W kwestii praworządności ? moim zdaniem ? akurat PO zachowuje się najlepiej. W kwestii wyborczej strategii ? raczej też. Niewiele z tego wynika, ale to osobna rzecz. Nie ? nie wina Tuska. W największej mierze wina leży po stronie zaniku krytycznej opinii publicznej. Łykamy jak gąsiory byle papkę, którą nas karmią. Oddajemy o milion głosów więcej, i tak przegrywamy, i dalej ?wspieramy naszych?, bo tym razem już naprawdę ?walczymy o wszystko?.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Wydaje mi się, że działania p. von der Leyen w kwestii przestrzegania przez Polskę prawa unijnego, to wypadkowa pewnych sił, które na nią działają i które musi uwzględniać. A są to, pisząc w największym skrócie:
    - naciski ze strony innych państw nie akceptujących faktu że kolejny kraj (Polska) podąża drogą Węgier;
    - coraz powszechniejszy w Europie brak zgody, by dopłaty i subwencje europejskie były wykorzystywane do wspierania rządów dążących do autokracji;
    - konieczność współpracy z Polską na arenie europejskiej; niedopuszczenie by Polska stosowała obstrukcje i w ramach retorsji wetowała prace Komisji Europejskiej

    Znaczenie polskiej opozycji demokratycznej jest niewielkie. Polska opozycja nie ma wypracowanego jednego stanowiska wobec działań PiS. Opozycja jest podzielona, nie kontaktuje się ze sobą, nie dąży do wspólnego przeciwstawiania się PiS-owi ani w kraju, ani na terenie Parlamentu Europejskiego. Niezjednoczona, nie współpracująca ze sobą opozycja jest słaba i nie jest dla p. von der Leyen partnerem o dużym znaczeniu.

    Von der Leyen przeciąga więc procedury i unika podejmowania jednoznacznych decyzji. Chce mieć duże pole manewru w zależności jak się ułoży sytuacja w przyszłości. A mamy przecież wojnę na Ukrainie, wzrost cen surowców energetycznych, wzrost cen żywności, wysoką inflację w krajach członkowskich Unii i widmo spowolnienia gospodarczego w całej Unii.

    Niewykluczone więc, że Komisja Europejska za jakiś czas odblokuje pieniądze unijne dla Polski, kierując się chęcią uniknięcia kryzysu gospodarczego, mimo, że polski rząd nie spełnił wymagań Komisji co do przywrócenia praworządności, ani nie zrealizował w pełni wyroków TSUE. A Kaczyński z Morawieckim będzie już wiedział jak je wykorzystać na korzyść PiS.

    Za taką sytuację - o ile się zrealizuje - będą dla mnie odpowiedzialni ci, co postanowili "negocjować" z PiS, nie stawiać im warunków, lansować swoje ugrupowania dla pokazania swojej "sprawczości", głosować razem z PiS. A także Ci, którzy uważali że to "komisja monitoruje wydawanie pieniędzmi unijnych i może w każdej chwili zakręcić kurek jeżeli stwierdzi, że kasa rozchodzi się w PL nie tak jak należy". Na koniec tyle zostanie z polskiej demokracji, co nic.
    @Portenio
    Zasadniczy wpływ na decyzje KE mają oczywiście wyroki TSUE i ETPCz. Instytucje Unii muszą ich przestrzegać. Tyle załatwiliśmy.

    Dlatego mniej się obawiam postawy KE niż rodzimych polityków.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Panie Kasprzak! Litości!
    Przerwałem czytanie po fragmencie:
    "Czysty PR. W dodatku niestety kiepskiej próby. PiS najzwyczajniej zrobił, co musiał. Opozycja ? co umiała."
    Sprawdziłem ile jeszcze mnie czeka i prawie zwątpiłem.
    "Smacznych" kawałków już nie będę cytował, bo nie ma ani miejsca, ani czasu. Ani potrzeby powielania i propagowania!
    Z przykrością stwierdzam, że z każdym tekstem, jaki Pan tutaj publikuje, traci Pan mój szacunek. Oby nie bezpowrotnie.
    @21TMirek
    Litości oczywiście nie będzie. Krytycyzm to jest to, co mam do zaproponowania. Od pochlebstw wbrew faktom ? w tym kolejnym poprzegrywanym wyborom ? mamy wystarczająco liczną armię.

    Pan oczywiście nie pojmuje korzyści krytycznego myślenia, choć ma Pan je na tacy podane. Np. nikt ? ani Pan, ani ja ? nie musi ufać von der Leyen i jej konsekwentnie twardej postawie. Mamy za sobą wyroki TSUE i ETPCz, z którymi ona musi się liczyć. W stosunku do własnych, nagradzanych brawami za wszystkie klęski polityków, możemy polegać wyłącznie na wierze.

    Pan wybiera jedno ja drugie. Na Pańską litość liczyć nie zamierzam.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @P_Kasprzak
    No tak, ja nie pojmuję ...
    Pan pojmuje wszystko. I - wbrew faktom często - sporo przy okazji przekręca pod swoje "teorie".

    Ja, to prawda, mam nadzieję i wiarę, że "państwo PiS" legnie w gruzach na skutek działania opozycji i ludzi bezpartyjnych.
    Pan ostatnio robi wiele, mając ciągłe żale do wszystkich (oprócz siebie), aby PiS trwał.

    Tak, to prawda, jedyne co ma Pan ostatnio do zaproponowania to krytycyzm.

    I jeszcze przy okazji ... przez całe lata nie przyzwyczaił się Pan, że każdy dobry pomysł opozycji został przez PiS ukradziony i wprowadzony ze stosownymi do okoliczności zmianami jako swój?
    I opozycja ma, według Pana, przedstawiać porządne programy na przyszłość? Już, teraz.

    Jedynym programem powinno być odsunięcie PiS od władzy i przywrócenie porządku. Natomiast słodką tajemnicą opozycji aż do samego końca, czyli kampanii wyborczej, powinno zostać JAK to zrobić.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @21TMirek
    Jeśli uważa Pan, że należę do tych, którzy żądają od opozycji programów i w ich braku widzą przyczynę porażek, to jest Pan w błędzie. Rzecz nie jest aż tak prosta, opozycja nie jest w stanie w prosty sposób przebić oferty PiS, powody są z grubsza dwa i przynajmniej jeden jest Panu znany: opozycja nie ma jak rozdawać kasy. Drugi powód ma moim zdaniem poważniejszy charakter i polega na tym, że w wyborcze obietnice opozycji nikt nie jest w stanie uwierzyć -- nie wierzy w nie zresztą i nie przywiązuje do nich wagi również elektorat opozycyjnych partii, a badania pokazują, że w największym i naprawdę niepokojącym stopniu dotyczy to największej z nich -- PO. Która zresztą przez lata programów nazbierała na kilka książek i absolutnie nie jest prawdą, że tam brakuje pomysłów programowych.

    Krytykuję opozycję za absolutną niezdolność wyjścia poza utarte koleiny, w których opozycyjne partie zawsze dostaną swoje 20%, bo zawsze PiS będzie gorszy -- co z kolei uniemożliwia przekroczenie pułapu, powiedzmy, 30% (choć wciąż zwracam uwagę na sumę głosów opozycji w 2019).

    Tekst, który Pan krytukuje, jest w ogóle nie o tym. Jest o strategii działania tu i teraz, a nie w wyborczej perspektywie. O strategii nastawionej na jakiekolwiek realne osiągnięcie, bez którego -- moje przekonania są w tym zakresie dobrze potwierdzone historią ostatnich lat -- nie będzie możliwe przełamanie przewagi PiS, którego sprawstwo jest niewątpliwe i wciąż pozostaje największą z zalet w oczach ich wyborców.

    Ostatnio bardzo wiele robię, aby PiS trwał -- pisze Pan. Słyszę to od początku własnej aktywności. Najpierw samym swoim istnieniem zagrażałem pozycji KOD, potem głównie PO i tak to już leci. Nie, proszę Pana, ostatnio bardzo niewiele robię, nieco więcej tylko piszę. Zawsze robiłem to samo. Szukałem uparcie sposobów, żeby od PiS skutecznie wyszarpać cokolwiek, choćby najdrobniejszego. Pozwalam sobie mniemać, że parę osiągnięć mam -- bardzo różnej wagi zresztą. Przez ten cały czas uparcie działałem na rzecz wspólnej listy opozycji , bardzo konkretnej strategii wyborczej i pewnego sposobu określania programowych celów w wyborach, o które teraz mniejsza. I przez ten cały czas, ilekroć się w tej sprawie odezwałem, słyszałem właśnie takie głosy, jak Pański. Kiedyś to był zgodny chór, który mnie jako zdrajcę zadeptywał. Dziś jest nieco lepiej pod tym względem, ale to nie znaczy, że dobrze.

    Pozwalam sobie bez satysfakcji stwierdzić, że wszystkie nasze, Obywateli RP, przedwyborcze przestrogi sprawdziły się jak dotąd we wszystkich drobiazgach. Co jakoś jednak nie zmienia tego, że będzie Pan powtarzał, że szkodzę krytykanctwem, sypiąc piach w skądinąd perfekcyjne tryby opozycyjnej maszyny. Jakby Pan nie zauważył przegranej mimo przewagi w głosach i tego, że ona -- jeśli dla Pana była zaskoczeniem -- nie mogła nim być dla partyjnych sztabowców, którzy jednak na ordynacji wyborczej się znają, znają swój fach i umieją liczyć nieskomplikowane przecież rachunki D'Hondta. Być może nie wyciągnął Pan z tego wniosków i nie pomyślał, ile były warte przedwyborcze deklaracje partyjnych liderów o "walce o wszystko" i o tym, że PiS trzeba odsunąć za wszelką cenę. Ja te wnioski wyciągam, uważnie przyglądając się wszystkiemu, co zmienia lub utrwala rzeczywistość. Jakoś co innego niż odsunięcie PiS partie dotąd wybierały. Pan zaś wciąż będzie twierdził, że ja szkodzę, a partyjna polityka jest fantastyczna.

    No, z całą pewnością się nie dogadamy.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2