Emilia Dłużewska, dziennikarka Wyborczej o ulubionych tytułach książek.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jacek Szczerba w Słówkach. Magazynie o języku napisał, że ceni tytuły emocjonalne i wymienił 7 jego zdaniem najlepszych.  Zaprosiliśmy więc do zabawy tytułami innych dziennikarzy i pisarzy. Joanna Gierak -Onoszko wskazała swoich 7 tytułów nie do zapomnienia. Jacek Rakowiecki opowiedział jak sam tytułował artykuły i wymienił najlepiej zapamiętane tytuły książek.

Pamiętna siódemka Emilii Dłużewskiej

1. „Mężczyźni objaśniają mi świat", Rebecca Solnit w przekładzie Anny Dzierzgowskiej

Wciąż do mnie wraca – czy to w mediach społecznościowych, czy w rozmowach z koleżankami. Od publikacji eseju Solnit zatytułowanego „Men explain things to me" mija w tym roku czternaście lat, ale jego tytuł wciąż rezonuje.

Pozornie proste zdanie kryje irytację, którą adresatki rozszyfrują bezbłędnie. Wystarczy liczba mnoga (dosłownie „mężczyźni" tłumaczą pisarce „rzeczy"). Ale kto zna styl Solnit, dostrzeże w nim też typową dla niej ironię. Autorce przekładu Annie Dzierzgowskiej udało się ją zachować – fraza „objaśnianie świata" jest równie nadęta, co objaśniający panowie.

2. „Wściekłość i wrzask", William Faulkner w przekładzie Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej

Tytuł, który śmiało mógłby być nazwą punkowego albumu, Faulkner pożyczył od Szekspira. A konkretniej – z monologu Makbeta, który dowiaduje się o śmierci żony. Szekspirowską frazę „sound and fury" przekładano na polski wielokrotnie: bywała „brzękiem i szałem", „krzykiem i furią", a nawet „fumem i szumem".

Zmagania z polskim tytułem zrelacjonował w fascynującym tekście w „w „Dwutygodniku" Krzysztof Umiński. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, która w 1968 r. wzięła się za przekład Faulknera, nie była zadowolona z żadnej z polskich wersji. Dwa lata później w domu pracy twórczej w Oborach zaproponowała znajomym pisarzom burzę mózgów. „Wściekłość i wrzask" najprawdopodobniej podpowiedzieli jej Jarosław Marek Rymkiewicz i Artur Międzyrzecki. Intensywność tytułu, podkręcona jeszcze aliteracją, w niczym nie ustępuje oryginałowi.

3. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", Swietłana Aleksijewicz w przekładzie Jerzego Czecha

Kolejny wspaniały przekład. Spisane przez Aleksijewicz wspomnienia radzieckich żołnierek walczących w II wojnie światowej w oryginale wydane zostały po białorusku, w dosłownym tłumaczeniu jako „Wojna nie ma kobiecej twarzy". To, co w polszczyźnie brzmiałoby jak publicystyczna fraza, Jerzy Czech potraktował subtelniej, wygrywając napięcie między rodzajem gramatycznym a ludzkim doświadczeniem.

4.Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię", David Foster Wallace w przekładzie Jolanty Kozak

Zbiór esejów słynnego postmodernisty polskim czytelnikom dała Jolanta Kozak. Ale akurat tytuł to zasługa Wallace’a – po angielsku brzmi on „A Supposedly Fun Thing I’ll Never Do Again". To tytuł bezczelny, prowokacyjny, zapowiadający ton książki, a jednocześnie intrygujący. Czegóż to takiego nie zrobi więcej narrator? Dlaczego? Czy jest on zwykłym malkontentem, czy nieulegającym społecznej presji indywidualistą? Wallace trąca czułą strunę – mało kto choć raz nie poczuł się rozczarowany rzekomo fajną rzeczą. Choć nie każdy potrafi wyciągnąć z tego wnioski.

5.Genialna przyjaciółka", Elena Ferrante w przekładzie Aliny Pawłowskiej-Zampino

Polski tytuł tetralogii Ferrante to dosłowne tłumaczenie włoskiego. I znów: fraza niepozorna, a jednak zahacza coś w mózgu, drażni, przyciąga. Może dlatego, że historię geniuszy z reguły opowiada bądź to wszechwiedzący, trzecioosobowy narrator, bądź sama geniusz (lub osoba uważająca się z niego). Ferrante przesuwa perspektywę: sugeruje, że na genialną kobietę patrzymy oczami bliskiej jej osoby. Ciekawsza od ewentualnych dokonań „genialnej przyjaciółki", staje się relacja między nimi – w której mogą mieścić się podziw, ale też zazdrość, poczucie wyższości, troska, rozczarowanie. Trudno się dziwić, że chce się po tę powieść sięgnąć.

6.Śniadanie mistrzów, czyli żegnaj, czarny poniedziałku", Kurt Vonnegut w przekładzie Lecha Jęczmyka

Tytuł w oryginale różni się tylko kolorem: angielski „blue Monday", rzekomo najbardziej dołujący dzień w roku, tłumacz słusznie zastąpił „czarnym poniedziałkiem". Vonnegut, jak przystało na człowieka równie zafascynowanego, co przerażonego Ameryką, podkradł do swojej książki hasło reklamowe. W latach 30. miało przekonać Amerykanów do jedzenia zdrowych, choć niezbyt smacznych płatków śniadaniowych, w wydanej w 1973 r. szalonej powieści Vonneguta mamrocze je kelnerka, podająca klientom martini – za co pisarz z góry producentów płatków przeprasza.

Ironia Vonneguta jest piętrowa: jednocześnie obnaża absurd reklamowego hasła i korzysta z jego siły.

7.Fiasko", Stanisław Lem

Wybór niełatwy. Lem ma na koncie dużo dobrych tytułów, od prześmiewczego „Pamiętnika znalezionego w wannie", przez enigmatyczne „Solaris", po budzący niepokój „Powrót z gwiazd" i zgryźliwo-zabawną „Wielkość urojoną", zbiór wstępów do nieistniejących książek.

Miejsce w siódemce oddaję „Fiasku". Tytuł krótki, a jednak spektakularny; nienapawający optymizmem, ale sugerujący, że czytelnik nie będzie się nudził. Poza tym pięknie brzmi wypowiedziany na głos – proszę koniecznie spróbować.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mężczyźni objaśniają mi świat", Rebecca Solnit oraz ?Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", Swietłana Aleksijewicz - zdecydowanie polecam
    już oceniałe(a)ś
    0
    0