Nie potrafię powiedzieć, który książkowy tytuł zaintrygował mnie dla samego tytułu, a który dopiero po tym, jak już miałem lekturę za sobą. Bo wraz z lekturą traci się dziewictwo niewiedzy i tytuł staje się zlepiony z treścią - pisze Jacek Rakowiecki, znakomity dziennikarz.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Najpierw Jacek Szczerba w "Słówkach. Magazynie o Języku" napisał tekst: "Dobry tytuł książki to potęga - poznaj siedem najlepszych". Wymienił też swoją ulubioną tytułową siódemkę, na której czele umieścił „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" (1889) Jerome’a K. i zaprosił do zabawy Czytelników "Wyborczej".

Do zabawy tytułami doprosiliśmy pisarzy, dziennikarzy. O swoich typach opowiadała Joanna Gierak-Onoszko - laureatka Nike Czytelników 2020. Tutaj przeczytasz o siedmiu tytułach nie do zapomnienia

 O ulubionych tytułach książek opowiada Jacek Rakowiecki.

Wbrew Jackowi Szczerbie ośmielam się twierdzić, że tytuł książki to jedynie wisienka na torcie. Może ktoś tak, ale ja nie kupuję (a tym bardziej nie zjadam) tortu z powodu wisienki…

Tekst Jacka Szczerby ze "Słówek. Magazynu o Języku" przeczytasz TUTAJ

To, że w pierwszych latach „Gazety Wyborczej" byłem jednym z kilku bardziej płodnych tytularzy w redakcji, nie zmienia mojego głębokiego przekonania, iż co innego prasa, media, a co innego książki. Nie ta półka… Owszem, bawiłem się tytułami (czasami nawet za bardzo, jak wtedy, gdy bodaj na początku 1990 roku do tekstu o wciąż istniejącej cenzurze dałem jakże poetycki tytuł „Po cholerę toto żyje" („Satyra na bożą krówkę" Gałczyńskiego), a czytelnicy masowo się oburzyli na brzydkie słowo „cholera" na czołówce gazety; łza się w oku kręci, jacy wtedy jeszcze byliśmy kulturalni!)). I owszem, miałem też kiedyś obsesję tytułu, do którego dopiero szukałem tekstu – jak wspomniany przez Szczerbę Iwaszkiewicz z „Kościołem w Skaryszewie". W moim przypadku chodziło jednak o coś mniej poetycko-opisowego, bo marzyło mi się użycie zapamiętanej z dzieciństwa zagadki: „Czarne na czerwonym jedzie po zielonym" (co tłumaczyło się: „Murzyn na jawie jedzie po trawie"). I znalazłem! Krystyna Naszkowska, znakomita specjalistka od rolnictwa i PSL-u, napisała kiedyś świetny publicystyczny tekst o dylematach ludowców między Kościołem a lewicą. „Czarne na czerwonym…" pasowało jak ulał!

1990 ROK PIASKOWNICA NA ULICY IWICKIEJ N/Z ADAM MICHNIK , JACEK RAKOWIECKI , STANISLAW TURNAU
1990 ROK PIASKOWNICA NA ULICY IWICKIEJ N/Z ADAM MICHNIK , JACEK RAKOWIECKI , STANISLAW TURNAU  Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Wyborcza.pl

Ale to tylko zabawy pismaków. Książki, literatura (także ta dla dzieci) to sprawa poważniejsza, głębsza. A do tego nie potrafię powiedzieć, który książkowy tytuł zaintrygował mnie dla samego tytułu, a który dopiero po tym, jak już miałem lekturę za sobą. Bo wraz z lekturą traci się dziewictwo niewiedzy i tytuł staje się zlepiony z treścią. Są tytuły - tajemnice, tytuły – obietnice, tytuły poetyckie i tytuły – niespodzianki. A także tytuły oczywiste, banalne, informacyjne.

Które z nich zapamiętałem dla samych tytułów, a które dlatego, że cała lektura była dla mnie na jakimś etapie życia bardzo ważna? Nie ogarnę już dziś tego. Ale w pospiesznym teście, w którym z pamięci wydobywam zapamiętane tytuły, w teście – bez sięgania czy bodaj zerkania w stronę półek, najpierw na myśl przychodzą mi tytuły Mariana Brandysa: „Generał Arbuz", „Koniec świata szwoleżerów", „Oficer największych nadziei". Dlaczego akurat on i dlaczego te tytuły? Na pewno dlatego, że gdzieś w latach licealnych pożerałem je namiętnie, łapiąc bakcyla historii. Może dlatego pamiętam też kilka tytułów zapomnianego już Stanisława Szenica („Ongiś", „Większy niż król ten książę") czy Igora Newerlego („Zostało z uczty bogów" i „Wzgórze Błękitnego Snu").

Z tytułów pozornie informacyjnych od razu przypominam sobie istny misz-masz: „Czerwone i czarne" Stendhala, „Na Zachodzie bez zmian" Remarque’a, „Dżumę" Camusa, „Rozmowy polskie latem 1983 roku" Rymkiewicza, „Dom nad rzeką Moskwą" Trifonowa i „Buddenbrooków" Manna, choć przecież głębiej niż tę historię kupieckiej rodziny z Lubeki przeżyłem lekturę z tytułem tajemniczo-poetyckim – „Czarodziejską górę". Poezja tytułowa więc ani mnie odstrasza, ani sama w sobie nie przyciąga – liczy się to, co po otwarciu strony tytułowej. Dlatego pamiętam „Sen srebrny Salomei" Słowackiego, „Stracone zachody miłości" (swoją drogą można by mniemać, że to tytuł tyleż szekspirowski, co pasujący też do jakiegoś Harlequina, prawda?). „Sen o szpadzie", „Duma o hetmanie" – cóż poradzę, że mam sentyment do tej niemodnej dziś żeromszczyzny!

Nie mogę też nie wymienić choćby garści lektur dziecięcych (nawet jeśli czytywałem je wcale już dzieckiem nie będąc): „O czym szumią wierzby" Kennetha Grahame’a, „Godzina pąsowej róży" Marii Krüger, cała seria „Pożyczalskich" Mary Norton, wreszcie wszystko, co J.R.R. Tolkiena! I oczywiście „Smok i jerzy" Gordona R. Dicksona – już choćby z racji na genialny pomysł, że z punktu widzenia smoka każdy człowiek to „jerzy".

Są wreszcie tytuły lektur formacyjnych, jak wspomniana już „Czarodziejska góra", a obok niej z pewnością W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta, „Albo- albo" Kierkegaarda i pewnie jeszcze z pół setki innych, których nie sposób wymienić, pisząc krótki tekst.

Wcale nie mniej ważne miejsce zajmują tytuły może dzieł pewnie spoza pierwszej setki, ale jakże żyć bez „Opery za 3 grosze" Brechta, bez „Wiele hałasu o nic", bez „Złotej legendy" Jakuba de Voragine’a, „Szczenięcych lat" Wańkowicza, Czarownic i innych" Komara? Nie wspominając już wszystkich ksiąg, które w tytule mają słowo „Mitologia"!

Są wreszcie, i to jest chyba passus na puentę, tytuły, które bolą. Które śnią się po nocach. „Złote żniwa" Grossa, „Drzazga" Tryczyka, „Dalej jest noc". Dopóki takie książki powstają, dopóki je czytamy, dopóty książka ma sens. Jest dowodem naszego człowieczeństwa.

Jacek Rakowiecki

Zapraszamy do wspólnej, wakacyjnej zabawy. W wolnym czasie,  w lesie, na plaży, nad jeziorem przypomnijcie sobie tytuły ulubionych książek i podzielcie się nimi z nami.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Umberto Eco - Imię róży
    Autor zresztą sam rozważał rolę tytułu dla odbioru książki, pisał o tytułach mylących, bałamutnych, tajemniczych
    I mistrzowsko stosował
    już oceniałe(a)ś
    0
    0