Nie różnice między partiami, ale wspólne wartości, takie jak np. praworządność, gospodarka, szkolnictwo, służba zdrowia, wolne media, są spoiwem LISTY KOALICYJNEJ. I nie ma wtedy obawy o utratę tożsamości - czytelnik polemizuje z Tomaszem Markiewką.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie!

Przeczytałem Pański tekst w "Gazecie Wyborczej" („Spór o strategię opozycji: na razie niech partie skupią się na swoich programach") z dużym zainteresowaniem. I kompletnie się z Panem nie zgadzam. Poniżej uzasadnienie.

1. Pisze Pan: „[…] opozycja ma szansę wygrać i razem, i osobno – albo w jeszcze innym wariancie, na przykład dzieląc się na dwa bloki". Co do zasady, ma Pan rację. Ale nie wystarczy pokonać Zjednoczoną Prawicę w wyborach. Celem powinno być zwycięstwo większością pozwalającą odrzucić weto prezydenta (276 głosów), gdyż z prezydentem Dudą będziemy musieli męczyć się do 2025 r., czyli jeszcze przez dwa lata po wyborach. Uzyskanie takiego wyniku jest niezbędne dla posprzątania po Zjednoczonej Prawicy. A tylko przy jednej liście opozycji jest na to szansa. Przy dwóch listach wyborczych nie jest to możliwe.

2. Pana zdaniem: "Tylko że wrzucenie całej opozycji demokratycznej do jednego worka – w konsekwencji: ustawienie głównej linii sporu wokół narracji »wszyscy kontra PiS« – może być też korzystne dla rządzącej partii, która wolałaby dyskusję na temat »my kontra oni« niż dyskusję o rosnących cenach czy stanie usług publicznych. […]. Partia Kaczyńskiego na pewno zechce też wykorzystać to, że ugrupowania, które wchodziłyby w skład Zjednoczonej Opozycji, różnią się w wielu kwestiach. Będzie wrzucać do kampanii wyborczej tematy, które podkreślają te różnice i mogą skłócić polityków oraz wyborców tych partii".

Sam Pan sobie odpowiada na te wątpliwości: „Niby rozwiązanie jest proste: opozycja musi być dojrzała, nie może dać się sprowokować takimi wrzutkami, najlepiej niech podkreśla wspólny cel: ochronę demokracji. Problem polega na tym, że te różnice poglądów – czy to w kwestii osób LGBT+, czy w kwestii podatków lub polityki mieszkaniowej – są realne i dotyczą spraw, które leżą na sercu znacznej części wyborców opozycji. Prowadzenie całej kampanii wyborczej na haśle »Teraz najważniejsze jest odsunięcie od władzy PiS-u, a potem pomyślimy« może się więc okazać trudniejsze w wyborczej praktyce, niż jest w publicystycznej teorii. Podobnie ma się sprawa z przekonywaniem głosujących, że każda formacja zachowuje swoją tożsamość w sytuacji, gdy wszystkie znajdują się na jednej liście".

Jakoś udało się nie utracić tożsamości partiom wchodzącym w skład Zjednoczonej Prawicy. A dlaczego opozycji ten manewr nie ma prawa się udać?

Może warto zamiast „wspólna lista wyborcza" używać określenia LISTA KOALICYJNA, która nie wymaga uzgadniania całego programu, jak ma to miejsce w przypadku koalicji partii! Dlatego nie różnice między partiami, ale wspólne wartości, takie jak np. praworządność, gospodarka, szkolnictwo, służba zdrowia, wolne media, są spoiwem LISTY KOALICYJNEJ. I nie ma wtedy obawy o utratę tożsamości! Różnice są oczywiście ważne, ale trzeba zostawić dzielące opozycję tematy na później. Nawet na kolejne wybory. Przez najbliższą kadencję trzeba posprzątać po PiS-ie. LISTA KOALICYJNA pozwala także na neutralizowanie ataków PiS-u, który będzie zapewne podkreślał różnice w jednym bloku opozycji. Odpowiedź jest jedna – to nie koalicja partii na wybory, np. typu Zjednoczona Prawica, tylko LISTA KOALICYJNA, więc różnice są normalne i zrozumiałe.

3. Zwraca Pan uwagę, że: „Przekształcenie się, choćby na chwilę, w coś, co przypomina system dwupartyjny, może pogłębić i tak już niepokojąco dużą polaryzację wyborców". Z całym szacunkiem, nie zauważył Pan, że tak jest już w Polsce od kilkunastu lat? To przecież druga, po kupowaniu wyborców, najważniejsza strategia najpierw PiS-u, a teraz Zjednoczonej Prawicy!

4. I kończy Pan tak: „Nie chodzi więc nawet o to, że pomysł startu w jednym bloku opozycyjnym powinien być z góry skreślony. Rzecz w tym, że ze wszystkich wspomnianych powodów powinien być traktowany jako ostateczność, a nie wariant domyślny. Dziś partie opozycyjne powinny się skupić – każda oddzielnie – na przekonywaniu wyborców do swojego pomysłu na Polskę, a nie na układankach wyborczych". Skupienie się na programach oznacza, że partie będą miały wspaniałe programy, tylko… rządzić będzie PiS!

Chciałbym Pana zapewnić, że znaczna część wyborców (w tym cała moja rodzina) nie zagłosuje na swoją partię, jeśli nie będzie jej na LIŚCIE KOALICYJNEJ. Rozumiejąc działanie D’Hondta, zagłosuję na największą partię opozycyjną, bo wtedy mój głos ma największą szansę przełożyć się na dodatkowe mandaty opozycji.

Na koniec, czyż najlepszym powodem utworzenia LISTY KOALICYJNEJ nie są już wściekłe ataki PiS-u na taki pomysł?

Pozdrawiam!

Krzysztof Strożek

Czekamy na Wasze listy, opinie komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pełna zgoda!
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Jedyny punkt programu to odciąć PiS-dy od rządzenia i tym samym od pieniędzy. Wyborcy piso-chu_jów i tak łykają tylko obietnice w postaci "plusów" i 13-tek, 14-tek.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    > PIS rządzi 70- tą kadencję, w Polsce ludzie jedzą piasek
    > antropocen się kończy
    > ludzkość kolonizuje inne systemy słoneczne
    > małpy wąskonose uczą się czytać
    > ostatnia partia opozycyjna uczy się liczyć i samodzielnie odkrywa wynalazek pt. ?Lista koalicyjna?.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Wydawałoby się, że rozsądnie ale jednak nie. Nic tylko przyklasnąć, bo to prawda: "partie zostaną ze wspaniałymi programami, a rządzić będzie PiS". Ale dalej jest już bzdura: "wspólne wartości, takie jak np. praworządność, gospodarka, szkolnictwo, służba zdrowia, wolne media, są spoiwem LISTY KOALICYJNEJ." Może i są. Ale to nie wspólne wartości odsuną kaczych faszystów od władzy. Kaczy faszyści stracą władzę dopiero wtedy, gdy zabraknie pieniędzy na pińcetplusa. TYLKO WTEDY. Suweren ma listy koalicyjne dokładnie w tym samym miejscu co program PO czy Gołogłowego.
    @willie1950
    Suweren tak, ale d?Hondt nie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1