Chcę tylko, by każdy na najniższym stanowisku w budżetówce - i urzędnik, i listonosz, i nauczyciel, i pielęgniarka, i woźna - zarabiali tyle, by było ich stać na godne życie, bez fajerwerków. By nie trzeba było myśleć o tym, czy wystarczy do pierwszego i na czym by tu oszczędzić.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od pewnego czasu czytam cykl artykułów nt. sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Pracuję w pogardzanej przez wielu budżetówce, w instytucji samorządowej jednego z największych miast zachodniej Polski, znanego ze swojej opozycyjności i postępowości. Zarabiam 200 zł więcej niż ustawowa minimalna krajowa na najniższym stanowisku. Często czytam relacje, że miasto zdobywa kolejne wyróżnienia za znakomite zarządzanie, znakomite finanse, znakomite inwestycje. Tymczasem my mamy nieustanną rotację. Chętni uciekają.

Tych, którzy zostają, raczej się rzadko docenia - bo po co, bo to kosztuje, bo przecież zawsze znajdą się inni do pracy. Społeczeństwo traktuje urzędników niskiego szczebla jak krwiopijców. Władza oszczędza na nas, a do mediów przedostają się głównie informacje o zarobkach wierchuszki, tymczasem niziny urzędnicze zasypane robotą ledwo wiążą koniec z końcem.

Dlaczego to piszę?

Tylko dlatego, byście widzieli, że niska jakość usług publicznych w kraju bierze się z tego, że ta urzędnicza zmora, która przyjmuje od was papiery, odpisuje na pismo albo odbiera telefon, pracuje za nędzne grosze.

No pewnie, można by zmienić pracę. Sky is the limit, tak to brzmi w korpo, prawda? Tyle że ja lubię swoją pracę.

A chcę tylko, by każdy na najniższym stanowisku w budżetówce - i urzędnik, i listonosz, i nauczyciel, i pielęgniarka, i woźna - zarabiali tyle, by było ich stać na godne życie, bez fajerwerków. By nie trzeba było myśleć o tym, czy wystarczy do pierwszego i na czym by tu oszczędzić. O tym, że nigdy nie będzie mnie stać na kupno własnego mieszkania, nie myślę. Bo niskie wynagrodzenie ledwo pozwala na bieżące rzeczy. Obietnice kolejnych ekip rządzących i partii szafujących swoimi hasłami traktuję jako literacką fikcję.

Zawiedziony obywatel

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    jestem pracownikiem sektora prywatnego i jestem zażenowany niskimi zarobkami moich współobywateli pracujących w budżetówce, w szczególności nauczycieli, pielęgniarek, oczywiście urzędników również; życzę Państwu lepszego systemu redystrybucji owoców naszej pracy; ps -'fikcja' owszem, ale nie literacka :)
    @michal.zaba
    w sytuacji w której większość pracujących płaci max. 300 zł pitu miesięcznie, a wielu nie płaci w ogóle (np. pis zwolnił z pitu osoby w wieku do 26 lat) nie widzę opcji by lepiej płacić budżetówce. Skąd brać na to fundusze?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @misiaczki
    Jak to skąd? "Wystarczy nie kraść".
    Tu dwa miliardy (Kur..ski), tu siedemdziesiąt milionów (Sasin), tu trzysta milionów (Szumowski), tu po sto tys. premii na łeb (rządowy)... I jakoś się zbierze, grosz do grosza.
    O miliardach wydawanych na przekopy, centralne i niecentralne lotniska, wszystko z "narodowym" w nazwie itp nawet nie wspominając.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @misiaczki
    Korzystanie z najgorzej opłacanych pracowników to nie jest recepta na sukces. Z reguły kosztuje to jeszcze więcej niż trzymanie się rynkowych stawek. A im bardziej się od nich odejdzie tym problem trudniej rozwiązać.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    "Tych, którzy zostają, raczej się rzadko docenia - bo przecież zawsze znajdą się inni do pracy.?
    tak to już jest że praca do której ?zawsze znajdą się chętni? (czyli nie wymaga kwalifikacji) jest na ogół nienajlepiej płatna. Ale zachęcam do walki o swoje, tyle że nie przez pisanie smętnych listów lecz zorganizowanie się i wystąpienie przeciw pracodawcy np. w formie akcji strajkowej.
    @misiaczki
    Tu problem jest głębszy. Prywatny właściciel nie może sobie pozwolić na niewykwalifikowanych pracowników gdyż szybko wypadnie z biznesu. ZUS nie ma jak wypaść z biznesu więc wydaje mu się że może sobie pozwolić na niewykwalifikowanych pracowników. Efekt jest taki że więcej ich potrzeba do tej samej pracy, a i efekt jest niższej jakości, co sami widzimy. Albo dopiero zobaczymy gdy coś będziemy chcieli załatwić w ZUS...
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    Ogłoszenie z oferta pracy w budzetowce.

    Wymog konieczny to dyplom magistra. Socjologii, psychologii lub ekonomii. Czyli studia wyższe 5-letnie i to takie na ktore nie łatwo bylo się dostać i na nich utrzymać.

    Na rozmowie gdy dochodzi do kwestii wynagrodzenia okazuje się że wyzsze wyksztalcenie jest warte w budżetówce minimalne wynagrodzenie + 180 złotych. Wynagrodzenie to niecałe dwieście złotych powyzej minimalnego wynagrodzenia!

    Ktos tu napisal, ze ludzie pracujacy w budzetowce guzik umieją i sa warci tyle ile im placą.

    Panstwo nie docenia swoich urzędników i jak widać po postawie klientów urzedów nie docenia ich tez społeczeństwo (czesto gorzej wyedukowane ale lepiej zarabiajace i mylnie przekonane, ze urzednik "guzik umie" jest nie wyksztalcony i nic nie wart ).
    @??
    "Wymog konieczny to dyplom magistra. Socjologii, psychologii lub ekonomii. Czyli studia wyższe 5-letnie i to takie na ktore nie łatwo bylo się dostać i na nich utrzymać."

    XDDDDDDD
    już oceniałe(a)ś
    4
    2
    @??
    A poza tym, to bzdury, bo zwyczajny pracownik samorządowy zgodnie z prawem musi posiadać pełną zdolność do czynności prawnych oraz korzysta z pełni praw publicznych, a dalej:

    Stanowisko urzędnicze:
    Pracownikiem samorządowym zatrudnionym na podstawie umowy o pracę na stanowisku urzędniczym może być osoba, która dodatkowo spełnia dane wymagania:

    posiada co najmniej wykształcenie średnie;
    nie była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe;
    cieszy się nieposzlakowaną opinią.
    Zobacz: Czas pracy pracowników samorządowych

    Kierownicze stanowisko urzędnicze:
    Pracownikiem samorządowym zatrudnionym na podstawie umowy o pracę na kierowniczym stanowisku urzędniczym może być osoba, która spełnia wyżej określone wymagania oraz dodatkowo:

    posiada co najmniej trzyletni staż pracy lub wykonywała przez co najmniej 3 lata działalność gospodarczą o charakterze zgodnym z wymaganiami na danym stanowisku;
    posiada wykształcenie wyższe pierwszego lub drugiego stopnia w rozumieniu przepisów o szkolnictwie wyższym.
    już oceniałe(a)ś
    1
    3
    @??
    problemem jest siatka wynagrodzeń w budżetówce, która zakłada start z bardzo niskiego pułapu i mozolne dorabianie się awansów i podwyżek latami, by w wieku ok. 50 lat zarabiać naprawdę dobrze. Dziś nikt tak już nie chce pracować.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Zawiedziony obywatelu,
    tak jest w Norwegii. Wszyscy narzekają, że tutaj wszystko jest drogie, na czele z podatkami, a jednak to tutaj przyjeżdżają, aby się dorobić.
    Bo za tym dobrobytem stoją ludzie wyznający zasadę, że "kto może, powinien pracować". Kto nie może, dostanie wsparcie, by jednak pracować. Mało jest zawodowych bezrobotnych i wózkowych vel maDek żyjących z 500+ i kosiniakowego.
    @byledopojutrza
    przyjeżdżają zarabiać a nie wydawać, to dwie zgoła przeciwstawne rzeczy
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Jestem taki wspaniały ale mnie nie doceniają i marnie płacą.
    No to pokaż co umiesz, zadziw świat, zmień pracę i zacznij zarabiać miliony.
    Tylko może się okazać, że guzik umiesz i płacą ci dokładnie tyle ile jesteś warty.
    @jan@dreptak
    A ciekawe, ile ty zarabiasz? Miliony? Jakby nie było urzędników to kto by ci naliczył chorobowe albo wydał dowód osobisty czy rejestracyjny? Nie chodzi o to, żeby zarabiali miliony, ale żeby dostawali godne pensje za swoją pracę.
    już oceniałe(a)ś
    22
    1
    @jan@dreptak
    Odpowiedz w stylu Komorowskiego.
    Latwo miesza sie blotem innych.
    Nie fair.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    @jan@dreptak
    Ogłoszenie z oferta pracy w budzetowce. Wymog konieczny to dyplom magistra. Socjologii, psychologii lub ekonomii. Czyli studia wyższe 5-letnie i to takie na ktore nie łatwo bylo się dostać i na nich utrzymać.. Na rozmowie gdy dochodzi do kwestii wynagrodzenia okazuje się że wyzsze wyksztalcenie jest warte w budżetówce minimalne wynagrodzenie + 180 złotych. Niecałe dwieście złotych powyzej minimalnego wynagrodzenia!
    Piszesz ze ludzie pracujacy w budzetowce guzik umieją i sa warci tyle ile im placą.
    To przyjmij do wiadomości że umieja, sa po studiach, a Panstwo ich nie docenia i jak widać po twojej postawie nie docenia ich tez społeczeństwo (czesto gorzej wyedukowane ale lepiej zarabiajace i mylnie przekonane, tak jak ty, ze urzednik guzik umie ).
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @jan@dreptak
    tacy jak ty pogardzaja kazdym kto malo zarabia, te twoim zdaniem niewiele warte umiejetnosci to sa pielegniarki, ratownicy medyczni urzędnicy piekarze itd itd. Zawody kluczowe i wazne z punktu widzenia spoleczenstwa za to niewazne dla czegos co nazywamy wolnym rynkiem. Z kolei rozne bullshit jobs, bez ktorych swiat poradzilby sobie bez zadnej szkody sa czesto oplacane fantastycznie. Swiat stoi na glowie.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0