Nasz świat zwariował, historia zatacza krąg. W Europie i Ameryce odradzają się ruchy faszystowskie, a Putin dopuszcza się ludobójstwa ukraińskiej ludności cywilnej i nie cofa się przed zbrodnią przeciwko ludności.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy czytam głośno nazwę mojego stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita, czuję przenikającą mnie gorycz i mam poczucie wielkiego zawodu. Można, rzecz jasna, udawać, że epitet odpowiada prawdzie, lecz przecież wszyscy wiemy, jak bardzo rzeczywistość skrzeczy.

Wczoraj obchodziła urodziny Paula Sawicka, moja przyjaciółka, wspaniała kobieta niezwykłej mądrości, osoba, która dźwiga od dekad ciężar tej nazwy Otwarta Rzeczpospolita, animując działalność stowarzyszenia, i która nie pozwala nam zapomnieć postaci Marka Edelmana, z którym była - wraz ze swoim nieżyjącym już mężem - zaprzyjaźniona.

Otwarta Rzeczpospolita jest naszym marzeniem i naszym ideałem, niedościgłym, choć upragnionym. Najpierw mieliśmy komunę, a po jej upadku odrodziły się z gwałtownością i wielkim impetem demony przeszłości, zwłaszcza nacjonalizm, i duszą nas w atmosferze niemal pogromowej.

Jakimś cudownym zrządzeniem losu polskie społeczeństwo okazało w ostatnich miesiącach serce ukraińskim uchodźcom, co pozwala wierzyć i ufać, że nie wszystko stracone i że Polska nie pogrąży się w faszystowskiej otchłani.

Wszelako pamiętajmy, że niestety ulegliśmy w owym zbożnym dziele rasowej segregacji, która nakazuje inaczej traktować uchodźców z południowo-wschodniej granicy od tych o cerze smagłej, próbujących się przedostać do nas ponad haniebnym murem zbudowanym z kamiennych serc.

Dlatego moje stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita organizuje 24 maja na małej scenie Teatru Polskiego debatę "Dobry i zły uchodźca?… czyli o tym, czy ratowanie życia jest obowiązkiem"...

Zjawisko segregacji rasowej uchodźców, na które jako naród się zgodziliśmy, nie jest problemem błahym ani wydumanym i powinno być naszym wyrzutem sumienia.

19.04.2009. 66. rocznica wybuchu powstania w Getcie Warszawskim. Marek Edelman na czele pochodu na Umschlagplatz. Z jego prawej strony Paula Sawicka.
19.04.2009. 66. rocznica wybuchu powstania w Getcie Warszawskim. Marek Edelman na czele pochodu na Umschlagplatz. Z jego prawej strony Paula Sawicka.  Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Dzięki zapałowi Pauli rokrocznie 19 kwietnia wspominamy wybuch powstania w getcie warszawskim i kroczymy przez podziemne żydowskie miasto z żonkilami w dłoniach, ponieważ te kwiaty Marek Edelman ustanowił symbolem pamięci i ponieważ mają sześć płatków niczym gwiazda Dawida.

Wspólny nasz patron mawiał: „Mówienie o powstaniu w getcie ma tylko jeden sens: przypominanie światu, że ludobójstwo jest zbrodnią przeciwko samej istocie człowieczeństwa i nie można być bezkarnie obojętnym świadkiem, bo wychodzi się z tego okaleczonym. Dlatego dla dobra nas samych nie powinniśmy patrzeć na dzisiejsze zbrodnie w milczeniu, tak jak patrzono przed laty na Holocaust".

Dobrze się stało, że wspomnienia Marka Edelmana spisane przez Paulę Sawicką "I była miłość w getcie" doczekały się spektaklu w Teatrze Żydowskim, ponieważ jedynie miłość potrafi przezwyciężyć zło.

Nasz świat zwariował, a historia zatacza przeklęty krąg. W Europie i Ameryce odradzają się ruchy faszystowskie, a Putin dopuszcza się ludobójstwa ukraińskiej ludności cywilnej i nie cofa się przed zbrodnią przeciwko ludności.

Droga Paulo, życzę Tobie i nam wszystkim, byśmy w dobrym zdrowiu doczekali czasów znowu otwartej Rzeczypospolitej, gotowej do obrony świata przed aktami zła i terroru. Niech nasze piękne sny wreszcie się spełnią!

Przemysław Wiszniewski

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
We wspomnianej segregacji należy bezwzględnie wyróżnić dwa motywy. Jeden, to oczywiście niechęć do uchodźców wywodzących się z niekompatybilnego kręgu kulturowego, mówiących całkowicie innym językiem, wyznających religię, która u wielu Polaków budzi mniej i bardziej uzasadnione obawy. Drugi motyw, to odmowa przyjmowania uchodźców sprowadzonych na polską granicę ewidentnie po to, by wywołać awanturę, skłócić nas wewnętrznie, wprowadzić napięcia w UE, a wszystko to - jak już dzisiaj wiemy na 100% - w ramach przygotowań do wojny w Ukrainie.

Tak więc wiedząc to, co wiemy dzisiaj na temat rozwoju sytuacji na Wschodzie, postawienie tamy uchodźcom przywożonym przez Łukaszenkę wydaje mi się całkowicie zasadne.
już oceniałe(a)ś
12
2
Polacy rasistami? Czyżby, drogi autorze, racje miał Ławrow, że następni w kolejce do "denazyfikacji" powinni być Polacy?
Prosze spojrzeć na artykuł specjalnie przygotowany przez Onet po angielsku, przydaty w sprawie NIEPRAWDZIWYCH nagonek na Polaków, że to niby rasiści:
onet.pl/informacje/onetwiadomosci/facts-and-lies-refugees-police-and-football-fans-what-is-happening-on-the-polish/3b78md1,79cfc278
już oceniałe(a)ś
4
2
Nie ma zgody na umieranie ludzi, nawet jeżeli podstępem, oszukańczo zostali sprowadzeni na granicę, celem destabilizacji kraju, do którego uchodźcy są kierowani.
Śmierć człowieka, na którą zgadza się społeczeństwo uznając słowa swoich przywódców za przekaz prawdy, jakoby uchodźca to zło, jak sugeruje pośrednio PIS i Ordo Iuris, tudzież kościół polski, to skaza na sumieniu nie tylko polityków, ale całości społeczeństwa, zgadzającego się na haniebne procedury odpychania ludzi z powrotem. Nie na chwilę znamię rasizmu pozostanie ale na zawsze.
@raz1dwa2trzy3

>> Nie ma zgody na umieranie ludzi, nawet jeżeli podstępem, oszukańczo zostali sprowadzeni na granicę, celem destabilizacji kraju, do którego uchodźcy są kierowani.

Po pierwsze: nikt tych ludzi nie oszukał. Oni od samego początku wiedzieli, że biorą udział w nielegalnym przemycie ludzi przez granicę obcego państwa. Nie wmawiaj, że oni naprawdę pojechali na wakacje, zwiedzać Mińsk, a tam ich, wbrew woli wywieziono nad granicę. Wszystko dobyło się zgodnie z planem, który ci ludzie ustalili wraz z przemycającymi ich Białorusinami.

Po drugie: umierają jedynie ci, którym udało się umknąć polskiej Straży Granicznej. Ci, który polska SG znalazła, przeżyli. Proszę więc nie zwalać winy na Polaków. Te ciała migrantów, których nieznana ilość leży w lasach na wschodniej granicy Polski, to ciała ludzi, których pomimo wysiłków SG nie potrafiła znaleźć.

TomiK
już oceniałe(a)ś
4
1