Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nazywano ją salonem Warszawy, tu można było podziwiać modową inwencję i pomysłowość  warszawianek, była kawiarnia Nowy Świat, a w niej - Podwieczorek przy Mikrofonie. Tak wyglądała ulica Nowy Świat w latach 60., gdy przyjechałem do stolicy.

Po zmianie ustroju ulica straciła swój urok, kawiarnia długi czas była zamknięta, sąsiednie lokale podobnie - lub często zmieniały szyldy i właścicieli, którzy narzekali na wysokie czynsze.

Jest coraz gorzej, od ostatniej niedzieli strach tam chodzić. 8 maja 2022 roku został tam zabity nożem człowiek, który wypowiedział kilka słów w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Grupa, jak się okazało, bandytów zaczepiała na ulicy przechodzące tam panie. Usłyszeli uwagę, aby tego nie robili, od przechodzącego mężczyzny i zaatakowali go nożem. Zmarł w szpitalu.

Jeszcze raz zwyciężył argument bandyckiej siły. Nie jest to w Warszawie pierwszy przypadek, telewizja pokazuje motorniczych tramwajów i kierowców autobusów pobitych przez polskich, bezkarnych bandytów.

W czasach PRL-u ktoś jednak o bezpieczeństwo i porządek skutecznie dbał. Bandyci tatuowali się w więzieniach, nie w salonach - jak obecnie.

W polskim wydaniu klerykalnego kapitalizmu można się tylko pomodlić o wstawiennictwo i nie wychodzić na ulicę bez kałasznikowa.

czytelnik

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.