Założycielom wspólnot europejskich chodziło o - właśnie, brzmi znajomo - prawo i sprawiedliwość. Pojęcia przewrotnie odwrócone przez partię, która się tak nazwała
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stawiam oto najprostsze pytanie. I oczekuję, że ktoś – chcę wierzyć, że ktoś taki istnieje – potrafi mi na to pytanie odpowiedzieć. Oto ono: Dlaczego bardzo znaczna część mego narodu – podobno trzydzieści kilka procent – żyje w jakimś otumanieniu i nie rozpoznaje, że – posłużę się sformułowaniem z katalogu „złotych myśli" guru tych trzydziestu kilku procent – ta wielka rzesza mych rodaków nie rozpoznaje oczywistej oczywistości. Nie rozpoznaje zaiste paranoicznej sytuacji, w jaką wprowadzili nasz kraj ludzie aktualnie dzierżący w nim władzę.

Wszak pierwsza, podstawowa oczywista oczywistość – wobec zaistniałej wojennej konfrontacji z Rosją – to potrzeba z żelazną konsekwencją przestrzegania jedności tak zwanego Zachodu. A więc: w obrębie NATO, Stanów Zjednoczonych, krajów europejskich należących do Sojuszu i zwartego jednolitego stanowiska wszystkich członków Unii Europejskiej.

W obecnej sytuacji geopolitycznej, gdy naprzeciw nas – nazwijmy w skrócie, Zachodu – stoją dwaj wielcy przeciwnicy, ten większy, potężny już dziś ekonomicznie, a niebawem także militarnie, Chiny, i słabnąca, ale wciąż nieprawdopodobnie groźna Rosja ze swym nuklearnym arsenałem – równowaga na globie może być utrzymana za sprawą istnienia tych właśnie dwóch potęg: wciąż dysponujących najsilniejszą armią świata Stanów Zjednoczonych i Europy zjednoczonej w Unii Europejskiej. Ale ba, właśnie, zjednoczonej. Prawdziwie, nie jak u zarania jedynie ekonomicznie, jako wspólnota węgla i stali. A to był jedynie wstęp, bowiem genialni Ojcowie Założyciele, zwłaszcza Robert Schuman, który ponoć ma być ogłoszony świętym, ci, którzy tworząc Unię, dali Europie prawie stulecie bez wojny, od początku zakładali najdalej posuniętą integrację na bazie przede wszystkim wartości, które mają wyróżniać nas wśród reszty świata. Chodziło im o – właśnie, brzmi znajomo – prawo i sprawiedliwość. Pojęcia przewrotnie odwrócone przez partię, która się tak nazwała. O bezwzględnie przestrzeganą praworządność, zatem nade wszystko trójpodział władzy i o prawa człowieka.

Odwoływanie się do pojęcia „Europy ojczyzn" suwerennych w tym sensie, że mogą sobie, każda z tych ojczyzn, fundować fasadową demokrację, a w istocie budować satrapię – to przecież brednia.

Owszem, stało się niestety, coś złego w UE. Jak w miarę zdrowym jabłku robaczywą niszę wymościły sobie orbanowskie Węgry. I niestety, na najlepszej drodze ku takiej robaczywej niszy jest też Polska.

Viktor Orban i Mateusz Morawiecki
Viktor Orban i Mateusz Morawiecki  Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Wróćmy zatem do pytania postawionego na początku. Jak to się dzieje, że tylu mych rodaków, większość zapewne po maturze, a wielu też jakoś tam wykształconych, tego prostego faktu nie rozumie. Nie widzi objawów wspomnianej paranoi w postępowaniu tych, którzy dziś w Polsce dzierżą władzę. Bo przecież to widoczne i dla wszystkich powinno być czytelne, że nasi obecnie rządzący sprawiają wrażenie obłąkańca uczepionego jedną ręką gałęzi drzewa, by nie spaść, a równocześnie drugą piłujący te gałąź, by od drzewa odpaść.

Paranoja jest zatem chyba właściwym określeniem. Bo oto nasz czcigodny premier tak już w kłamstwach zaplątany, że zapewne budząc się rano, ledwie się odezwie, to nie wie, że przeczy temu, co powiedział poprzedniego wieczoru, tenże otóż premier poucza zachodnich polityków, ba, karci ich za nie dość konsekwentną politykę sankcji wobec zbrodniczego reżimu Putina i w tym samym czasie śle gratulacje premierowi Węgier, który pełni, co aż nadto widoczne, rolę konia trojańskiego, bez żadnej wątpliwości „człowieka Putina" w Unii Europejskiej.

Ten sam premier, oczywiście z błogosławieństwem Prezesa, na kilka dni przed spodziewaną napaścią Rosji na Ukrainę (dobrze poinformowany wywiad amerykański nie miał co do tego wątpliwości) spieszy do Madrytu na przyjacielskie spotkanie z otwarcie demonstrującymi swe sympatie aliantami Putina . A niedługo przedtem z honorami należnymi głowie państwa podejmuje w Warszawie w otoczeniu proputinowskich aliantów darzącą otwartą sympatią władcę Kremla (patrz jej pochwała aneksji Krymu) Marine Le Pen , wspieraną finansowo przez tego ostatniego w uznaniu zasług w jej działaniach zmierzających do osłabienia, a w końcu do rozbicia Unii.

Marine Le Pen i Mateusz Morawiecki na wspólnej kolacji
Marine Le Pen i Mateusz Morawiecki na wspólnej kolacji  Twitter/Marine Le Pen

Warto też wspomnieć, wszak nie tak dawno to było, akty już nie sympatii, ale wręcz miłości naszego pisowskiego rządu i prezydenta do byłego, na szczęście, prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który Unii Europejskiej nie znosił i poważnie myślał o wycofaniu swej potężnej armii z NATO. Nas zaś obrzucał tanimi pochlebstwami i jak typowy handlarz traktował nas jak małych, naiwnych klientów, którym korzystnie można sprzedawać uzbrojenie.

Na nasze i całego świata szczęście wybory w USA wygrał Joe Biden, dziś nieformalny przywódca Zachodu, któremu, warto o tym nie zapominać, nasz prezydent nie był w stanie pogratulować wyboru, tak bardzo przeżył przegraną poprzednika .

Powracam do pytania, retorycznego zgoła: czy to, czego byliśmy świadkami przez ostatnich kilka lat, i zwłaszcza to, co obserwujemy dzisiaj, mam na myśli politykę pisowskiego rządu, to nie jest czysta paranoja?

No bo przecież albo chcemy bezpiecznej silnej Polski chronionej przed ewentualną agresją ze strony Rosji, jej nieobliczalnego, można przyjąć, że gotowego na wszystko przywódcy – a by tak było, winno nam zależeć na silnym sojuszu militarnym (NATO) i maksymalnie silnej, zintegrowanej Europie – albo chcemy być „wolni" i „suwerenni" w swym autokratycznie rządzonym kraju, pozbawionym podstawowych cech praworządnego państwa, gdzie nie istnieje – co jest warunkiem niezbędnym demokracji – niezależna władza sądownicza kontrolująca pozostałe władze, a sędziowie są w dyspozycji rządzących polityków, natomiast Unia Europejska ma służyć do czasu, gdy wspomaga, dopłaca, finansuje rozwój, bo potem pomyślimy, jak się z niej wypisać i być nareszcie zupełnie „suwerennymi".

Przecież taki stosunek do UE i taka polityka, jaką w stosunku do Unii prowadzi nasz rząd, starając się, na ile tylko może, osłabić ją, to jakby postępowanie pod dyktando Putina, a w każdym razie spełnianie jego oczekiwań.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Prawdę mówiąc dziwi mnie, że pan Brejdygant musi zadawać to pytanie, bo odpowiedź jest oczywistą oczywistością. Dzieje się tak dlatego, że 30 lat temu postsolidarnościowe elity oddały edukację pod kuratelę kościoła i zamiast ekonomii, fizyki i wiedzy o świecie naucza się w szkołach bajek sprzed 2000 lat. Proste.
@willie1950
niemniej jednak trzeba zadawać to pytanie, aby zwrócić uwagę na problem
już oceniałe(a)ś
4
0
PIS nie ma wyborców? on ma wyznawców a z wiarą dyskutować się nie da
już oceniałe(a)ś
75
0
Proszę poczytać czym jest paranoja indukowana, tam jest trop. Ponadto w dużych badaniach Big Five personality traits Polacy wypadają ponadnormatywnie wysoko w obszarze skłonności do neurotyzmu. Na to wszystko nakłada się ogólny niski poziom wykształcenia tej grupy wyborców. To są z grubsza główne wątki dające odpowiedz na te pytania.
@Michał Krysiński
Może w części dlatego, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem-z przewagą grupy (jeszcze) z utrwalonymi przykrymi doświadczeniami, częściowo gorzej wykształconymi, bezrefleksyjnie przyjmującymi głos a właściwie wyższość kościoła, o korzeniach chłopskich (=przywiązanie do miejsca, nawyków, posłuszeństwa) ?
już oceniałe(a)ś
11
1
Szanowny Panie, czytam Pana teksty z respektem, często chciałbym bić brawo.
A teraz do rzeczy.
Odpowiedzi na Pańskie pytanie, zadane na początku listu, udzielił Stanisław J. Lec w jednej z myśli nieuczesanych - Najgorsi analfabeci to ci, którzy umieją czytać i pisać.
101 lat temu badania wykazały, że zbiorowość polskich obywateli jest w jednej trzeciej niepiśmienna. Przy czym ów procent dla byłego zaboru pruskiego wynosił niespełna cztery, a dla kresów wschodnich ponad 60.
Ciekawe byłyby wyniki według klucza etnicznego, ale nie znam, może gdzieś są.
Dzielą nas od tych czasów zaledwie 3 pokolenia. Trochę mało jak na wykształcenie się społeczeństwa obywatelskiego. Lepiej nie tracić nadziei, chociaż nie jest łatwo.
Jeszcze ćwierć wieku temu istniała jakaś granica wstydu, czy ostrożności, wszystko jedno jak to nazwać, która skłaniała do namysłu każdego, kto publikuje swoje przemyślenia.
Dzisiaj media społecznościowe dają szanse wypowiedzi wielu "analfabetom, którzy umieją czytać i pisać", a media elektroniczna sprawiają, że autorzy owej kategorii mają spore "zasięgi".
Pomoże życzliwa i przyjazna prawdzie edukacja. Podobnie jak jedynym antidotum na pijackie omamy jest trzeźwość.
Mimo to, proszę zauważyć, pijanych nie ubywa.
Z ukłonem
już oceniałe(a)ś
41
0
Wykształcenie nie musi powodować umiejętności logicznego myślenia. A propaganda telewizji Kurskiego robi swoje.
już oceniałe(a)ś
39
0
Wyborcy Kaczafiego to nie są źli ludzie, ich po prostu nie zajmują kwestie przez Pana poruszone. Chcą się tylko odegrać na tych, którzy w ich mniemaniu przeskoczyli ich w rywalizacji życiowej. Godzą się nawet na jakieś straty ale wystarczy im satysfakcja z dowalenia wykształciuchom. Przypomina się brzydki dowcipas o obywatelu, który na ofertę złotej rybki spełnienia dowolnego życzenia z zastrzeżeniem, że sąsiad będzie tym samym prezentem obdarzony w dwójnasób, odpowiedział: Niech mi uschnie jedno jajco!
już oceniałe(a)ś
36
2
Odpowiedź jest prosta jestesmy głupim i przekupnym narodem dlatego mamy to co mamy, czyli rządy dojnej zmiany.My nie doroslismy do własnego państwa o czym świadczy upadek I RP, i nie najlepsza historia II RP..Teraz wykańczamy własnymi rękami III RP pod przewodem takiego indywiduum jak Jarosław Kaczyński. Straszne.
już oceniałe(a)ś
26
1
Oby to była tylko paranoja. Zaczynam wątpić, czy jednak nie coś więcej.
już oceniałe(a)ś
23
0