Sytuację na rynku kredytowym można w dużym stopniu naprawić, regulując sposób liczenia przez banki harmonogramu spłat. RPP, poza aktualną stopą referencyjną, mogłaby ustalać jej prognozę na kolejne lata. A banki byłyby zobligowane do jej uwzględnienia przy liczeniu harmonogramu spłat - proponuje czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co zrobić z kredytami?

Problem kredytów hipotecznych narasta, brakuje systemowego rozwiązania. Chciałbym napisać o pewnej dotychczas pomijanej kwestii oraz zaproponować rozwiązanie, które:

  •  jest względnie łatwe do realizacji i możliwie mało godzi w czyjekolwiek interesy;
  •  pozwoli na uniknięcie bieżących problemów ze spłatą dla wielu gospodarstw domowych;
  •  umożliwi też zapobieżenie takim problemom dla przyszłych kredytów.

Przyczyny problemu upatruje się w wysokości aktualnych stóp procentowych. Musiały one zostać podwyższone w związku z bieżącą inflacją. Tymczasem główną osią problemu nie są aktualne stopy, lecz ich prognozy na odległą przyszłość. Co się dzieje w momencie zmiany stóp procentowych? Bank przelicza cały harmonogram spłaty kredytu, jakby aktualna stopa procentowa miała obowiązywać do końca jego spłaty. Przez rok, dwa będzie pewnie wysoka inflacja i stopy procentowe. Ale czy rozsądne jest takie założenie dla 5 czy 10 lat? Czy za lat 20 stopy procentowe będą tak wysokie jak dzisiaj? Przecież cel inflacyjny jest znacznie niższy i przez długi okres czasu inflacja była znacznie niższa. W dodatku metoda, wedle której bank robi przeliczenie harmonogramu, prawdopodobnie wcale nie jest ujęta w umowie kredytowej. A jakby założyć, że stopy wzrosną, ale tylko na najbliższe 2-3 lata, to wysokość spłaty kredytu ze stałą spłatą wzrosłaby jedynie o niewielką część.

Innymi słowy, sytuacja na rynku kredytowym może zostać w dużym stopniu naprawiona przez uregulowanie sposobu liczenia przez banki harmonogramu spłat. Ktoś jednak musi do tego zdefiniować prognozę, na której rynek będzie mógł się oprzeć. Wydaje się, że najbardziej do tego uprawniona jest RPP. RPP, poza aktualną stopą referencyjną, mogłaby ustalać jej prognozę na kolejne lata. A banki byłyby zobligowane do jej uwzględnienia przy liczeniu harmonogramu spłat.

W efekcie:

  • RPP uzyskałaby potężny mechanizm do budowania oczekiwań, w tym inflacyjnych.
  • Długoterminowa prognoza stóp referencyjnych na poziomie zbliżonym do celu inflacyjnego natychmiast pozwoliłaby odetchnąć budżetom domowym kredytobiorców, bez zbytniego poświęcenia bieżącej walki z inflacją.
  • Nikt nikomu nie musiałby dopłacać względem umowy. Ani banki, ani społeczeństwo nie musiałyby ponieść dodatkowych kosztów pomocy dla kredytobiorców.
  • Rynek kredytowy będzie lepiej uregulowany zarówno w sytuacji wysokich bieżących stóp procentowych, jak i niskich (kiedyś w przyszłości). Ludzi stać będzie na mieszkanie przy chwilowo wyższych stopach procentowych, ale z drugiej strony ich zdolność kredytowa nie będzie zbytnio rosnąć przy niskich, bieżących stopach.
  • Efekty załamania rynku budowlanego, kredytowego oraz ogólnie gospodarczego zostaną istotnie zneutralizowane, bez zbytniego poświęcenia bieżącej walki z inflacją.

Od siebie na koniec dodam, że moim zdaniem koszty mieszkania (czy to kredytu, czy wynajmu) powinny być odliczane od podstawy podatkowej (zamiast bezwarunkowej, wysokiej podstawy). Ale to już byłby element pewnego transferu, w wyniku którego posiadacze nieruchomości bez kredytu dzieliliby się podatkowo z resztą społeczeństwa.

Tomasz Helbing

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Nie rozumiem.
Bank pożyczył komuś 500 tys., do spłaty zostało 400 tys., inflacja 10% przez 5 lat oznacza, że realnie dostanie (BARDZO upraszczając) 200 tys. A więc by wyjść na założony zwrot "musi" naliczyć odsetki od całej pozostającej kwoty.
Gdzie tkwi błąd?
@telek_
By dobrze to policzyć to trzeba wziąć arkusz kalkulacyjny, ale tak w skrócie, to jeśli przez 5 lat inflacja będzie 10%, a potem przez kolejne 20 jedynie 2% to chodzi o to by spłatę uśrednić dla całego okresu. Będzie jej mniej niż jakby założyć że przez 25 lat to będzie 10%.
już oceniałe(a)ś
0
0