Nowoczesna demokracja stara się włączyć w swój krwiobieg także ludzi polegających na zewnętrznych autorytetach, na rytuałach biurokratycznych, na braku wolności i wygodnym zwolnieniu od konieczności wyboru.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W weekendowej „Wolnej Sobocie" Anne Applebaum zastanawia się nad przyczynami upowszechnienia się  radykalnej politycznej poprawności (głównie w USA), w formie cancel culture, woke, i nad jej narzędziami: cenzurą, ostracyzmem, zrytualizowanymi przeprosinami, publicznymi ofiarami, niszczeniem życia zawodowego i osobistego ludzi. I dochodzi do wniosku, że to efekt „synergii rozwścieczonego tłumu i nieliberalnej biurokracji", wynikających ze „spadku do zera ludzkiej tolerancji na dyskomfort, na dysonans".

Skąd się jednak biorą rozwścieczony tłum i nieliberalna biurokracja? Do pewnego stopnia były z nami zawsze. Applebaum podaje przykłady stalinizmu, maoistowskich Chin i inne. Niemniej, w obecnej formie, to problem niedawny, może ostatnich dwudziestu lat, choć nowy purytanizm rozwija się już od czasów bezpośrednio przed II wojną światową.

Symptomatyczne jest, co przyznaje sama autorka, że „tak mało ofiar tych przemian przypisać można do prawicy lub konserwatystów". Epidemia łamania i oskarżeń o łamanie „norm społecznych związanych z rasą, płcią, stylem bycia, a nawet typem poczucia humoru, norm, które mogły nie istnieć pięć lat lub może miesięcy temu", dotyka przede wszystkim – lub prawie wyłącznie – kręgi społeczne „liberalne", „progresywne", skłaniające się ku demokracji i lewicowości (a nie ku prawicowości). Epidemia oskarżeń i samooskarżeń dotyka przede wszystkim, jak pisze Applebaum, ludzi „trudnych, nazbyt towarzyskich plotkarzy", ludzi skłonnych wyrażać kontrowersyjne, niejednoznaczne opinie.

To ludzie tworzący, popierający, wspomagający demokrację, broniący jej. A więc ludzie żyjący lub chcący żyć w systemie społecznym i politycznym, który daje – czy powinien dać – wszystkim równy dostęp do partycypacji w nim. Niemożliwe jednak, aby wszyscy ludzie cenili sobie „zniuansowanie i niejednoznaczności", o których, za Hawthorne'em, pisze Applebaum. Żyć i kwitnąć w atmosferze zniuansowania, niejednoznaczności, wolności wyrażania opinii może, od zawsze, mniejszość, ludzie z poczuciem humoru, inteligentni, pewni swej wartości, nieobawiający się konfrontacji opinii, gotowi zaakceptować różnorodność, tolerancyjni. Większość ludzi nie chce, nie potrzebuje, nie rozumie, nie korzysta z tego. Co więcej, widzi w tym, i w ludziach to akceptujących, zagrożenie dla siebie. Reagują, bo reagowali tak zawsze, dyskomfortem. Tego rodzaju dyskomfortu większość ludzi nie toleruje, bo nie tolerowała nigdy. Tyle że przed upowszechnieniem się nowoczesnej demokracji, rzeczywiście obejmującej masy, nie mieli okazji doświadczać tego rodzaju dyskomfortu ani wyrażać braku swej tolerancji wobec niego. Tę możliwość przyniosła dopiero powszechna, "prawdziwa" demokracja.

Większość, jak zawsze, woli pozostawać w cieniu wskazań uznanych autorytetów, sztywnych struktur poznawczych, estetycznych, etycznych. Tacy są, w przeważającej mierze, ludzie prawicy i konserwatyści.

Dlatego, jak zauważa autorka eseju, tak mało w kręgach prawicy i konserwatystów jest „ofiar tych przemian". Bo i skąd miałyby się tam brać? Ortodoksja, zrytualizowane opinie i zachowania, sztywność intelektualna, etyczna i estetyczna, poglądy ustalane przez zewnętrzne, sztywne autorytety – dobrze wpisują się w powszechne oczekiwania i nie stanowią zagrożenia dla większości. Większość, przypuszczam, chciałaby żyć w świecie, jaki był zawsze – biurokratycznym i nieliberalnym. Mniej wolności znaczy więcej bezpieczeństwa. To wartości wzajemnie się wykluczające.

Ale nowoczesna demokracja, jaka kształtuje się od kilkudziesięciu lat, z samej swej definicji – ponieważ stara się być dla wszystkich – stara się włączyć w swój krwiobieg także takich właśnie ludzi, polegających na zewnętrznych autorytetach, na rytuałach biurokratycznych, na braku wolności i wygodnym zwolnieniu od konieczności wyboru. Ludzie ci, skonfrontowani ze swobodą intelektualną, estetyczną, etyczną, nawet behawioralną (w granicach prawa) – z jaką stykają się po raz pierwszy, właśnie dzięki partycypacji w powszechnym systemie demokratycznym – czują się nią zagrożeni. Dlatego ofiarami tych „przemian" są przede wszystkim, jeśli nie jedynie, ludzie pragnący korzystać i – ku swej zgubie, jak się okazuje – korzystający z wolności wypowiedzi, z prawa do dyskusji, ze swobód, jakie dają „niejednoznaczności i niuansowania". Swobód i wolności nierozumianych i nieakceptowanych przez spętany neopurytańską paranoją demos, którego lęki wykorzystywane są zresztą przez cynicznych graczy o własny interes zawodowy i polityczny. W efekcie czego owi „trudni, nazbyt towarzyscy plotkarze", stanowiący esencję wolnościowego, liberalnego społeczeństwa, oskarżani są przez to społeczeństwo o pogwałcenie najbardziej nieliberalnych, autorytarnych, a nawet totalitarnych nowych norm społecznych.

Te „przemiany" nie są bowiem tylko echem opresyjnej historii społecznej. To coś zupełnie nowego, to wynik kształtowania się współczesnej demokracji, zakreślającej normy, które są dostępne każdemu, równe i te same dla wszystkich. Jak w czasie marszu dużej grupy ludzi: jej tempo jest takie, jak tempo najsłabszej osoby. „Nieliberalna biurokracja i wściekłość tłumu" mają się równie dobrze w demokracji, jak w autorytaryzmie czy totalitaryzmie. W końcu i jedno, i drugie tworzą ci sami ludzie. Czyżby więc należało zdać sobie sprawę z nieusuwalnych defektów „prawdziwej" demokracji? I zawczasu się uzbroić przeciw zniechęceniu, odczuwanemu w sytuacji, gdy – jak podobno powiedział Winston Churchill – wystarczą trzy minuty rozmowy z przeciętnym przechodniem na ulicy, żeby demokracji odechciało się na zawsze? Coś za coś?

 Z poważaniem

Marek Wystański

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem