Moja rodzina i ja chcemy podziękować wszystkim za ich szczerość, otwartość, uczciwość i życzliwość wobec nas. Nawet w tak trudnym czasie zapamiętamy Polskę jako kraj, który pomoże w trudnej godzinie, i zawsze będziemy wspominać nasz pobyt tutaj z ciepłem w sercu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiem, że Polacy są bardzo skromni i nie opowiedzą wszystkim o swoich dobrych uczynkach, dlatego postanowiłam napisać ten tekst jako symbol szczerej wdzięczności dla otaczających nas ludzi. 

24 lutego rosja (świadomie piszę małą literą) zaatakowała mój kraj. Wojna przyszła do każdego domu. Oczywiście moja rodzina nie była wyjątkiem. 

Mieszkam w mieście Mikołajów, położonym na południu Ukrainy. Nie każdy to wie, ponieważ Mikołajów nie jest tak popularny jak Odessa, ale to jest moje miasto — małe i przyjazne. Mówi się o nim "miasto stoczniowców", bo wszystkie statki zostały wyprodukowane w obwodzie mikołajowskim.

Każdy Ukrainiec ma swoją historię, jak dokładnie dowiedział się o wojnie. Moja historia jest taka: obudziły mnie wcześnie rano telefony od mojej koleżanki i matki, szybko zebrałam się i poszłam do domu mojej mamy. W głowie miałam totalny chaos: nie było jasne, co robić dalej. 

13 marca opuściliśmy Mikołajów. Przez cały ten czas próbowaliśmy żyć mimo wojny, cieszyć się każdym dniem, ale psychologicznie było to niezwykle trudne. Za każdym razem, gdy schodziliśmy do piwnicy, mieliśmy nadzieję, że bomba przeleci obok. Szalę przeważyło uderzenie bomby w dom oddalony 20 metrów od naszego. Opuszczając miasto, przejechaliśmy obok zbombardowanego centrum – wyglądało przerażająco. A za miastem przejeżdżały obok nas czołgi. To ukraińskie czołgi, ale to się nie uspokoiło, bo pojawiły się informacje, że nasze miasto jest zagrożone bombardowaniem.

Zebraliśmy duże, 9-osobowe towarzystwo: 4 osoby dorosłe, w tym ja, i 5 dzieci. Mój cioteczny dziadek zawiózł nas do Odessy, gdzie do wieczora czekaliśmy na pociąg ewakuacyjny. W Odessie było tak niezwykłe cicho, że wzdrygnęliśmy się, słysząc głośne zamykanie drzwi. Kiedy nadszedł czas przyjazdu pociągu, poszliśmy na peron. To, co się tam wydarzyło, było koszmarem. Była ogromna liczba ludzi. Wszyscy pchali, nikt nikogo nie przepuścił, nikt nie zwracał uwagi na dzieci, nawet te najmniejsze. A dziecko mojej cioci ma 10 miesięcy, zaś moje siostry 2 i 3 lata. Musieliśmy iść na sam kraniec  peronu, żeby bezpośrednio pojechać do Przemyśla. Wysłali mnie do przodu, żebym ustawiła się w kolejce. Chciało mi się płakać. Ale dotarłam do pierwszego wagonu pociągu. 

U Pana Mariusza i Pani Gosi w domu, Przemysł, 14 marca
U Pana Mariusza i Pani Gosi w domu, Przemysł, 14 marca  Oleksandra Storcheus

Nowe żądanie: znajdź przedział dla naszej dużej rodziny. Udało się, kobieta z dzieckiem wpuściła nas i pojechaliśmy razem. Kiedy wszyscy się uspokoiliśmy, ciocia zorientowała się, że jej telefon został skradziony.

Pociąg ruszył. I w tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że nadal mieliśmy dużo szczęścia: wiele osób musiało spać na korytarzu, bo brakowało miejsca w przedziale. W nocy zorientowaliśmy się, że robi się bardzo gorąco, a my prawie nie mamy wody. Poszłam do konduktora, aby kupić wodę, ale miał tylko wrzątek lub gorącą herbatę. Nie mogłam spać całą noc, poszłam zebrać wrzątek w butelce i zaniosłam tę butelkę do toalety, gdzie było zimno, żeby woda ostygła. Potem udało mi się wynegocjować z konduktorem wyłączenie klimatyzatora.

Wieczorem 14 marca byliśmy już w Przemyślu. Kiedy wysiadłam z pociągu, chciałam płakać nad życzliwością otaczających mnie Polaków. Wszyscy pytali, jak sobie radzimy, rozdawali dzieciom cukierki.

Oczekiwano nas w Polsce: 12 marca matka chrzestna mojej cioci zadzwoniła do koleżanki, która mieszka w Warszawie, i za godzinę powiedziała, że na nas czekają. Dlatego od razu pytaliśmy, gdzie możemy kupić bilet do Warszawy. Najbliższy pociąg miał odjechać o 4 rano następnego dnia.

Zadzwoniłam do pani, która czekała na nas w Warszawie. Pani Małgorzata uspokoiła mnie i powiedziała, że znajdzie dla nas miejsce na nocleg. 10 minut później poinformowała nas, że jej znajomi przyjdą po nas teraz. Wolontariusze zabrali nas do miejsca, gdzie mogliśmy się rozgrzać, i tam czekaliśmy. Na dworcu było wielu wolontariuszy, którzy pomagali pomagali przybyszom, rozdawali także jedzenie. Nie musieliśmy długo czekać: Po kilkunastu minutach pojawiła się przede mną bardzo miła pani Gosia ze swoim mężem i synem. Poszła ze mną po bilety. Jej obecność sprawiła, że nastrój mi się poprawił. W tym czasie stała się dla mnie aniołem.

Zabrali nas do swojego domu i dali nam wszystko, od psychologicznej pociechy po zegarek w prezencie dla mojego kuzyna. Wstali z nami o 3 nad ranem, żeby zawieźć nas do pociągu do Warszawy. Specjalne podziękowania dla pana Mariusza, który stał na peronie, dopóki nie zobaczył, że pojechaliśmy. 

Jeszcze gdy byliśmy w Ukrainie, pani Małgosia ustaliła z przyjaciółmi, gdzie będziemy mieszkać, więc najpierw odwiedziliśmy ją, poznaliśmy całą rodzinę, napiliśmy się kawy i zjedliśmy, a potem zabrała nas do naszego nowego lokum.

U pani Małgosi Zastąpiło, 15 marca
U pani Małgosi Zastąpiło, 15 marca  Oleksandra Storcheus

Ma trzy pokoje i mieszkamy tu już ponad miesiąc. Jesteśmy bardzo wdzięczni państwu Beacie i Maciejowi Wawrzynkom, którzy udostępnili nam mieszkanie za darmo. Myślę, że do takiego działania trzeba mieć jasną i piękną duszę. Bardzo dziękuję za ten gest!

Pani Małgosia jest z nami w stałym kontakcie: bardzo nam pomaga, zawsze pyta, czy czegoś potrzebujemy. Każda jej wizyta to zawsze pozytyw i ogromna liczba produktów dla nas! Nie tak dawno przywieziono nam dwa komputery i tu chciałabym także podziękować za pomoc panom Jackowi i Jakubowi. Chcę też powiedzieć o pani prezydentowej Jolancie Kwaśniewskiej, która pomaga Ukraińcom, a nam w szczególności! Dziękuję za pomoc i dobroć dla nas!

Przed wojną planowałam studia na polskiej uczelni, więc znam język polski, a teraz Polska pomaga uciec od tej ogromnej tragedii naszego narodu. Nie wiem, kiedy będziemy mogli wrócić do domu, ale nie tracę nadziei, że szybko się to skończy. Pamiętałam każdego wolontariusza, każdego tłumacza na dworcu w Przemyślu. Pamiętam też Pana, który pytał moją ciotkę, czy potrzebuje wózka, i następnie przyniósł ten wózek pod nasz dom; Panią, która za darmo naprawiła mi okulary. I wielu Polaków, którzy w tym miesiącu swoim słowem wsparcia sprawili, że ciepłej zrobiło mi się na duszy. Niestety nie znam ich imion.

Moja rodzina i ja chcemy podziękować wszystkim wyżej wymienionym osobom za ich szczerość, otwartość, uczciwość i życzliwość wobec nas. Nawet w tak trudnym czasie zapamiętamy Polskę jako kraj, który pomoże w trudnej godzinie i zawsze będziemy wspominać nasz pobyt tutaj z ciepłem w sercu.

Dobro i światło zawsze pokonają zło i ciemność. 

Oleksandra Storcheus 

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Wzruszające. Dziękuję wszystkim za tę ciężką pracę. Nie często bywam dumny z Polski i Polaków, teraz tak.
już oceniałe(a)ś
34
0
Cóż..., okazuje się, że by być "tylko" człowiekiem nie trzeba wielkiego bohaterstwa. Niezbędna jest jedynie odpowiednia doza empatii dobrze skierowanej i gotowość do podzielenia się tym co się ma. Szokujące jest dla mnie jak niemała część społeczeństwa Polski potrafiła przejść bardzo trudną próbę. Wszystkim, którzy w miarę swych możliwości "przyłożyli swe ręce" do tego dzieła człowieczeństwa jestem niezwykle wdzięczny. Te działania przywracają wiarę w mądrość, wrażliwość i otwartość na problemy innych polskiego społeczeństwa. W ostatnim czasie wróciła niegdysiejsza "Solidarność". Tym razem solidarność z narodem ukraińskim. Szkoda, że Niemcy z ich silną gospodarką mają bardzo silne opory by się tego od Polaków nauczyć. Warto spróbować. Gdy się tego spróbuje odważniej patrzy się w lustro.
@maks2345
już miała być łapka w górę, ale ...znowu negatyw o Niemcach - nie podzielam, mając za mało informacji.
Jestem w wolontariacie na jednym z dworców, gdzie bardzo wiele osób pyta o bilety do Berlina czy Frankfurtu. Telefony, internet wśród przyjeżdżających działają, więc nie może być tam chyba tak źle.
już oceniałe(a)ś
2
0
@bjorn
Przyznaję, że z Niemcami chyba nie do końca miałem rację, choć ich ostrożność we wspieraniu Ukrainy jest dla mnie mocno zastanawiająca. Z drugiej trzeba przyznać, że NORDSTREAM2 to majstersztyk zainwestowania kasy, która obecnie jest PO NIC. Rosja przecież w to, choć w jakiejś części zainwestowała, więc na armię miała mniej. Podglądam transporty lotnicze dla Ukrainy i widzę te z D latające wcale nie tak rzadko. Mniejsza o szczegóły, ale powiedzmy sobie szczerze, powietrza to te samoloty nie wożą. Poza tym był czas kiedy Niemcy przyjęli u siebie dość sporo imigrantów z Turcji. My (PL) wtedy przyjęliśmy chyba 0 (zero). Na pewno nie jest to wszystko tak jednoznaczne i jednowymiarowe. Jeśli ktoś z Niemców poczuł się urażony moją opinią, to niniejszym przepraszam, bo była chyba ona bardziej emocjonalna niż racjonalna.
już oceniałe(a)ś
0
0
Pani Oleksandro, chcę wierzyć, że tak samo zachowaliby się Pani rodacy, gdybyśmy musieli uciekać przed wojną. Dziękuję za ten list.
już oceniałe(a)ś
0
0
To nie Polska pomaga naszym sąsiadom w tej okrutnej sytuacji, tylko POLACY!! Pod pojęciem Polska należy rozumieć nas Obywateli i rząd, czyli władzę. Obywatele natychmiast zareagowali udzielając pomocy Uchodźcom w przeciwieństwie do władzy, której przedstawiciele opowiadają wszem i wobec jak oni się do tego przyczynili i ile robią!
Historia się powtarza i "jak władza mówi, że pomaga to mówi"!! To jest władza, która owszem prężnie pomaga, ale jedynie sobie, by utrzymać się przy pełnym korycie.
już oceniałe(a)ś
0
0