- Mamy XXI wiek. Nie ma miejsca na myślenie lekarzy w stylu: może pozwolimy pani na ten zabieg, a może nie - mówi prof. Łukasz Wicherek, dyrektor Warszawskiego Instytutu Zdrowia Kobiety
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z prof. Łukaszem Wicherkiem, ginekologiem onkologiem, p.o. dyrektora Szpitala Inflancka, kierownikiem II Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, który kieruje pracami nad uruchomieniem Warszawskiego Instytutu Zdrowia Kobiet.

Tu przeczytasz tekst na temat szpitala .

Anita Karwowska: Krystyna Kacpura z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny mówi, że tworzycie szpital ginekologiczny, który jest zaprzeczeniem tych, które Polkom w ostatnim czasie kojarzyły się najgorzej i z których bały się z nich korzystać.

Prof. Łukasz Wicherek: Tworzymy szpital, który ma jeden cel: odpowiedzieć na potrzeby pacjentki. Chcemy być jak najdalej od częstej obecnie w wielu miejscach sytuacji, gdy to personel medyczny w stu procentach decyduje o leczeniu, a pacjentka nie ma nic do powiedzenia. Zależy nam, by pacjentka znała swoje prawa i potrzeby i żądała od nas, byśmy im sprostali. A jeśli nie wie, czego potrzebuje, to jesteśmy po to, by z nią rozmawiać i prowadzić przez proces decyzyjny.

Patrząc na polski system opieki zdrowotnej, to jak przewrót kopernikański.

- Przecież mamy XXI wiek! Kobieta nie jest odbiorcą dobrodziejstwa systemu opieki zdrowotnej, które sprowadza się do myślenia: może pozwolimy pani na taki zabieg, a może nie. Proszę wybaczyć oczywistości, ale chcę podkreślić, że kobieta jest centralnym uczestnikiem procesu leczenia.

Mało która Polka tak się czuje. Doświadczenia, którymi dzielą się pacjentki oddziałów ginekologicznych, szczególnie ostatnio, są często traumatyczne.

- Nie rozmawiamy o typowym polskim szpitalu. Podlegamy miastu stołecznemu Warszawy, które postawiło na stworzenie innowacyjnej, bezpiecznej, przyjaznej pacjentce placówki. Chcemy być jak najdalej od utartego systemu opieki zdrowotnej. Sytuacje, o jakich pani mówi, nie mają prawa się tu wydarzyć.

Pacjentka definiuje i komunikuje nam swoje potrzeby, my robimy wszystko, aby im sprostać. To oznacza również konieczność ciągłego doszkalania się, sięgania po nowe metody leczenia. Mamy nadzieję, że taki model opieki rozproszy się z czasem po całym kraju. Chętnie podzielimy się naszym know-how.

Jakie są źródła tej rewolucji?

- Nowoczesna opieka ginekologiczna musi bazować na trójkącie medycyna - prawo - psychologia. Taki więc zespół tworzymy. Jestem specjalistą w ginekologii onkologicznej i na tym się skupiam. Kwestię praw pacjentek pozostawiam naszym prawniczkom, a rozpoznanie potrzeb psychologicznych - naszym psychologom i psychiatrom.

Co to znaczy, że pacjentki mogą wybrać sposób leczenia?

- Oczywiście mamy standardy leczenia, które determinuje postępowanie terapeutyczne, ale rozwój medycyny pozwala na to, by pacjentka wybrała dla siebie technikę operacyjną, np. endoskopową zamiast klasycznej chirurgii. Dlatego mamy pięć zespołów operacyjnych, specjalizujących się w danej technice. Gdybyśmy ograniczyli się do jednej metody, bylibyśmy w stanie pomóc znacznie mniejszej grupie pacjentek.

Przeczytaj też komentarz "Strach w Polsce po 2020 r.": Bez ponadwzorowej komunikacji z pacjentkami w ciąży pogłębiać się będzie atmosfera podejrzliwości i lęku, że lekarz w obawie o własną skórę coś przemilczy, nie ostrzeże przed wszystkimi możliwymi komplikacjami, nie powie tego, co powiedziałby, gdyby aborcja była legalna, powszechnie dostępna, bezpieczna i finansowana z budżetu państwa

W czym jeszcze przejawiać się będzie poszanowanie podmiotowości pacjentki?

- Pewna asymetria w relacji lekarz - pacjent jest nieunikniona, dotyczy ona bowiem różnicy w zakresie posiadanej wiedzy. Jednak w dzisiejszych czasach wiadomo, że pacjent będzie się lepiej stosował do zaleceń, jeśli zrozumie ich cel. Mało tego, w związku z szerzeniem się dezinformacji w internecie pacjenci są bardzo podatni na zmanipulowanie i tym bardziej potrzebują empatii, uważności, a nierzadko wyrozumiałości ze strony lekarza, który odpowie na ich pytania i wątpliwości oraz zweryfikuje je z aktualną wiedzą medyczną.

Dlatego przybliżamy lekarza do chorej i usprawniamy komunikację, skracamy czas powstawania i wdrożenia decyzji terapeutycznych.

Pacjentka powinna znać swojego lekarza prowadzącego, a on ma w swoich decyzjach być samodzielny i odpowiedzialny.

Powstaje odrębne biuro do sprawnego ustalania terminu przyjęć, informowania o przygotowaniu do hospitalizacji i postępowaniu po opuszczeniu szpitala.

W Instytucie miejscem pierwszego kontaktu z pacjentką jest przychodnia przykliniczna z 11 poradniami, do której trafia ze skierowaniem pacjentka. W tym miejscu rozstrzyga się, jakie są jej potrzeby nie  tylko zdrowotne, ale też psychiczne. Na etapie rejestrowania do lekarza w biurze wsparcia pacjentki robimy więc wywiad, który pomaga dobrać właściwego lekarza.

Dlatego zależy mi bardzo, by nasz zespół był zróżnicowany pod względem specjalizacji, wieku, osobowości. Ale lepiej, by były to kobiety. Musimy eliminować wszystkie te elementy, które utrudniają komunikację, a wspomagać te, które ją ułatwiają.

Mężczyzna ginekolog mówi, że to dziedzina przede wszystkim dla kobiet?

To oczywiste, ginekolożce łatwiej rozmawia się z pacjentką niż ginekologowi. To relacja wyjątkowo intymna, wymaga zwierzenia się ze swoich dolegliwości i związanych z tym obaw, a następnie powierzenie swojego ciała innej osobie. Zaufanie komuś, kto rozumie kobiecość, bo sam ją przeżywa, daje w tych trudnych momentach poczucie komfortu i bezpieczeństwa, zmniejsza stres.

Mimo to wiele kobiet – lekarek, bardzo dobrych specjalistek – wciąż nie ma możliwości operować. Konieczne jest wyrównanie szans kobiet na tym polu. Warszawski Instytut Zdrowia Kobiety daje szansę kobietom lekarkom na rozwój bez dyskryminacji z powodu płci, w dziedzinach zgodnych z ich zainteresowaniami i zdolnościami – w myśl nadrzędnej zasady kobiety kobietom. Należy podkreślić, że kobiety są bardziej precyzyjne, co jest ważna dla operatora. Dzisiejsza chirurgia nie wymaga już siły tak jak dawniej.

To też nietypowe, bo wciąż jest bardzo wielu mężczyzn w ginekologii.

- Zawód ten już się feminizuje, choć wciąż odsetek kobiet w polskiej ginekologii jest mniejszy niż średnia europejska.

Co jeszcze wynika z tej progresywności?

- Tworzymy miejsce bez dyskryminacji. Dziś pacjentki bywają gorzej traktowane przez lekarzy z powodu starszego wieku, otyłości, przyczyn kulturowych. Barierę stanowi też często status ekonomiczny. To niedopuszczalne, pomoc musi u nas znaleźć każda potrzebująca jej pacjentka.

Przygotowani są do tego zarówno lekarze, jak i nasz sprzęt, by być w stanie np. operować pacjentki z bardzo wysokim BMI. Środki finansowe zapewnia na leczenie NFZ, a szpital dofinansowuje i utrzymuje miasto stołeczne Warszawa.

Tworzy pan przyjazny kobietom szpital w sytuacji, gdy państwo jest coraz bardziej opresyjne wobec Polek.

- My zajmujemy się ginekologią bez kompromisów, działając zgodnie z przepisami obowiązującego prawa.

---

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
To jest jakiś fikcyjny futurystyczny wywiad z lekarzem na jakiejś odległej, jeszcze nienazwanej planecie, prawda?

Bo to nie może być o Polsce, tu i teraz. To niemożliwe.
już oceniałe(a)ś
Trauma po szpitalu? Przez ponad 20 lat nie stanęłam nawet na ulicy, przy której był TEN szpital (a nie było to łatwe, bo znajdował się w centrum miasta), nie lubiłam dźwięku nazwiska patrona ulicy (Staszica), gdy po latach zdecydowałam się zawalczyć z lękiem, czekała mnie wzorcowa hiperwentylacja ataku paniki...
Może akurat ten profesorek jest w porządku, kto wie, moja żona nie miała z nim do czynienia, ale niestety "jedna jaskółka wiosny nie czyni", bo przecież to jest praca zespołowa i on sam wszystkiego nie zrobi ani nie będzie pracował 24h/7. Generalnie myślenie wśród personelu na Inflanckiej na zasadzie - "A czego ona chce?".
No i bardzo dziwne podejście. Ja rozumiem, że nadwaga jest niezdrowa i nie sprzyja udanemu porodowi, ale jeśli kobiecie i tak już został tydzień do porodu to wiadomo, że nie zacznie teraz się odchudzać, więc po co robić jej wyrzuty i dokładać stres, którego i tak jest dużo. Podejście do pacjenta jak za PRLu, zerowa wiedza psychologiczna i ignorowanie faktu jak bardzo można tą drogą wpływać na parametry somatyczne.
Rozumiem, że pacjentki przejmą odpowiedzialność za konsekwencje medyczne skoro uważają, że to one mają decydować o leczeniu nie personel medyczny.
@Arakaaa
Na pewno przeczytałaś/łeś wywiad?