Zakładam, że w każdej armii, póki nierozbita w proch, żołnierze robią tylko to, co się im nakazuje, a przynajmniej - na co się im przyzwala. Taka już natura wojska. Rosyjskie zbrodnie w Buczy, w Mariupolu, w Irpiniu i wszędzie indziej na tamtej ziemi nie są dla mnie zatem żadną bandycką samowolą, żadnym przypadkiem. Wygląda na działanie nakazane. To potęguje odrazę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mroczny cień Hołodomoru

Doniesienia z miast Ukrainy odbitych z rąk Rosjan porażają. Każda wojna jest przerażająca i okrutna. Jednak mordy i gwałty na bezbronnych mieszkańcach nadają jej cechy bestialstwa. Trudno to objąć naszą, pokojową i cywilizowaną, wyobraźnią.

Zakładam, że w każdej armii, póki nierozbita w proch, żołnierze robią tylko to, co się im nakazuje, a przynajmniej - na co się im przyzwala. Taka już natura wojska. Rosyjskie zbrodnie w Buczy, w Mariupolu, w Irpiniu i wszędzie indziej na tamtej ziemi nie są dla mnie zatem żadną bandycką samowolą, żadnym przypadkiem. Wygląda na działanie nakazane. To potęguje odrazę.

Nadal jednak wydaje się niepojęte, że na tym etapie dziejów, po wszystkich strasznych doświadczeniach Europy, komukolwiek mógł urodzić się w głowie zamysł celowej eksterminacji ludności. I to tej pozostającej w pokoju, czy wręcz nazywanej bratnią. Bo tak o Ukraińcach mówili wcześniej Rosjanie.

Szukam klucza do zrozumienia mentalności sprawcy. I cofam się myślami. Ważne skojarzenie podsuwa niedawny (2019) film Agnieszki Holland „Obywatel Jones". Na kanwie prawdziwej historii młodego, odważnego brytyjskiego dziennikarza, korespondenta z Ukrainy, przypomniała tragiczne dzieje Ukrainy z lat sowieckich. Jakby przeczuwając nadejście czasu na ponowne wejrzenie w historię tego narodu. Film, choć zebrał liczne nagrody i nominacje, był zbyt wstrząsający i smutny, aby pozyskać szersze zainteresowanie.

Na skutek wymyślonej w Moskwie w latach trzydziestych minionego wieku "koncepcji" "agrarnej i ekonomicznej" (każde słowo trzeba brać w potężny cudzysłów, bo bez niego to aż rani) Ukrainę zmuszono do skrajnie absurdalnych, rujnujących danin zbóż i żywności na rzecz imperium. Były one wymuszane w reżimie wielkiego terroru.

Wielki Głód na Ukrainie
Wielki Głód na Ukrainie  Wikimedia Commons

Nie było obiektywnych konieczności do tak ogromnego haraczu. W jego rezultacie w tej radzieckiej republice zapanował Wielki Głód. Tak straszny, że ludzie w miastach, choćby w Charkowie, umierali na trotuarach. We wsiach dochodziło do kanibalizmu.

Najłagodniejsze objaśnienie nałożenia tych strasznych kontrybucji tkwi w nieopisanej bezwzględności Stalina i durnocie jego ludzi - konfiskowano nawet ziarno siewne. Po prawdę trzeba chyba jednak sięgnąć głębiej. Wiele wskazuje na to, że okrutne kontrybucje miały celową, wyniszczającą funkcję. Były po prostu ludobójstwem dokonywanym na ukraińskim narodzie. Pewnie nieprzypadkowo po ukraińsku proces ten określono słowem „Hołodomor", co oznacza „zamorzenie głodem".

Historycy spierają się dzisiaj, czy pociągnęło to za sobą "tylko" cztery miliony ofiar, czy też może sześć. A może osiem. Skrajne szacunki mówią nawet o dziesięciu milionach. "Mniejsza o to". Milion w lewo, milion w prawo to już tylko margines sporu... Jakby chodziło tylko o statystyki, a nie o miliony prawdziwych, niegdyś żywych ludzi. Miliony! Unicestwione w celowym, przemyślanym działaniu.

Nikt nigdy nie poniósł za nie konsekwencji. Nikt z Rosjan nigdy nie musiał przed Ukrainą paść na kolana.

Przeciwnie: kolejne, plus minus siedem milionów Ukraińców musiało w II wojnie oddać swoje życie

obronie Związku Radzieckiego, co w tym kontekście oznacza również: za Rosję.

Rachunek krzywdy nie został zamknięty. Zastanawiam się nad tym, że prawdopodobnie właśnie to wiedzą i czują obydwie strony tej niepojętej wojny.

Mniejsze ma to znaczenie w analizie niebywałej determinacji Ukraińców w ich dzisiejszej walce. Może to z ich strony to nie tylko „zwykła" dynamika obrony ojczyzny. Ten ostry ogień to być może pierwsza w dziejach możliwość wyładowania emocji, jakie w tym narodzie musiała od dawna budzić (i tłumić) "matka Rosja", sprawca Hołodomoru?

Przerażające jest natomiast cisnące się na myśl skojarzenie, że ludobójstwo tego narodu agresor ma już na swoim koncie i wie, że jest on jego ofiarą i nieprzejednanym świadkiem. Z gatunku tych, których mordercy zwykle wolą zdusić bądź usunąć. Z nienawiści. Z wściekłości. Czy po prostu dla własnego spokoju.

Skojarzenie straszne, ale niestety w świetle odkrywanych faktów z wojny bardzo sugestywne i wiele tłumaczące. Miejmy nadzieję, że okaże się przesadnym wytworem mojej rozedrganej dziś wyobraźni.

Daniel Wójtowicz

czytelnik GW

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Przecież to normalka w historii Homo sapiens. Nie pierwszy raz i nie pierwszy raz tym mniej chce się komu coś zrobić im dalej od miejsca bestialstwa. No i tym mniej im bardziej prawdopodobne jest to, ze mogłoby to nas coś kosztować, np. zmniejszyć szansę na pobyt na Malediwach, a nawet na Krupówkach.
    Ale wyrazy współczucia i potępienia potrafimy wygdakać.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0