Jedyne wyjście to bezpośrednia akcja obywatelska. Wywieranie na polityków coraz większej presji. Żądanie wprowadzenia systemu wyborczego, który będzie zgodny z duchem demokracji. Który obroni nas przed "skokiem na władzę" zdeterminowanych, często zaślepionych lub cynicznych radykałów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Żądajmy wyborów prawdziwie proporcjonalnych

Najbliższe wybory parlamentarne będą jednym z absolutnie najważniejszych wydarzeń w historii III RP. To banał, ale jakże ważny.

Wynik wyborów na Węgrzech, które z miażdżącą przewagą wygrała partia będąca wzorem do naśladowania dla PiS-u, pokazuje, co nam grozi. Jaki jest bardzo czarny, ale w pełni realny scenariusz rozwoju sytuacji politycznej w naszym kraju w najbliższym dziesięcioleciu.

Trwa debata publiczna. Niestety koncentruje się ona tylko na jednej kwestii – czy opozycja powinna wystawić jedną, wspólną listę, czy może na przykład dwie. Pomysł startu wielu partii opozycyjnych z oczywistych względów nie ma zwolenników. Tu warto zauważyć, że bardzo niewielu dyskutantów używa konkretnych, opartych na analizach polityczno-społecznych argumentów. Posługuje się wynikami badań socjologicznych. Kilka miesięcy temu opublikowaliście artykuł, w którym autor bardzo wnikliwie analizował dwa scenariusze działania opozycji i wykazywał, że jedna wspólna lista grozi utratą wielu głosów. Że w takiej sytuacji znaczna część wyborców, przede wszystkim młodych, nie pójdzie do głosowania.

Musimy dyskutować o sposobie działania opozycji. Powinniśmy jednak rzetelnie analizować oba scenariusze, czyli jedna lista lub dwie. Próbować jak najprecyzyjniej określić korzyści i straty, posługując się między innymi wynikami ankiet badających poglądy i preferencje polityczno-społeczne naszego społeczeństwa. Same hasła to zdecydowanie za mało.

Jednak w swoim liście chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii praktycznie zupełnie pomijanych w naszej debacie.

Moim zdaniem stworzenie jednej listy opozycyjnej grozi nie tylko utratą istotnej części potencjalnych zwolenników, ale takie rozwiązanie ma jeszcze jedną, fundamentalną wadę. Ta lista oznaczałaby, że wyborcy tak naprawdę nie mogą pokazać, jakie są ich poglądy społeczno-polityczne. Nie wiedzieliby, jaki w miarę dokładnie określony program będzie realizowany. Taka lista to mozaika bardzo różnych partii i ugrupowań, a jedyny element, który ich łączy, to chęć pozbawienia PiS-u władzy. Uważam, że dla wielu wyborców to za mało.

A poza tym to absolutny fundament demokracji. Wybieranie swoich reprezentantów – ludzi, których system wartości i program polityczny jest nam najbliższy. A my, zamiast tego, mamy im zaproponować Front Jedności Narodu?

Temat z całkowicie niezrozumiałych dla mnie względów zupełnie pomijany w debacie publicznej to polski system wyborczy, którego dwa kluczowe elementy to metoda D'Hondta przy ustalaniu liczby mandatów oraz 5-proc. próg wyborczy. Milczenie tu oznacza przedziwne założenie, że tak musi być. Ale przecież to nieprawda.

Siedem lat rządów PiS-u pokazuje, że partia ze zwykłą większością parlamentarną może bardzo skutecznie wejść na drogę tworzenia systemu „prawie autorytarnego", przejmując pełną kontrolę nad najważniejszymi obszarami życia społeczno-politycznego. I nie musi zmieniać konstytucji. Wystarczy, że kontroluje Trybunał Konstytucyjny.

Tymczasem nasz system wyborczy umożliwia partii, która zdobywa nieco ponad 35 proc. głosów wyborców, czyli nieco ponad 20 proc. głosów wszystkich uprawnionych do głosowania, zdobycie trwałej większości parlamentarnej. Nie zgadzajmy się na to. Taki system nie jest niebezpieczny w krajach o długiej tradycji demokratycznej, z elitami władzy, które nie tylko przestrzegają konstytucji, ale są zgodne co do pewnego „minimum przyzwoitości" w życiu politycznym.

A najbliższe wybory nie będą ostatnimi.

Groźba, że i w przyszłości pojawi się w Polsce grupa politycznych radykałów, którzy będą chcieli skopiować „rozwiązanie węgierskie", będzie przez wiele lat realna. Tak, jak trwały będzie ostry podział naszego społeczeństwa w wielu fundamentalnych kwestiach społecznych i światopoglądowych.

A nam grożą kolejne długie lata rządów grupy, która realizuje program tak bardzo odległy od systemów wartości co najmniej 50 proc. naszych obywateli. Niestety, w Polsce trwałym oparciem dla potencjalnych autokratów jest wciąż silna instytucja – Kościół katolicki.

Uważam, że jedyną skuteczną obroną może tu być rzeczywiście proporcjonalny system, przy zachowaniu progu wyborczego. I ustanowienie go w ten sposób, że do jego obalenia nie wystarczy zwykła większość parlamentarna. Mam poważne wątpliwości, czy obowiązujące od dawna prawo wyborcze jest zgodne z konstytucją. Proporcjonalność wyborów ma określone cele, z których najważniejszym jest to, że Sejm dość dobrze odzwierciedla poglądy społeczeństwa, że mniejszość nawet nie 40-proc. nie może przejąć pełni władzy. A my taką sytuacje mamy od lat.

Nie ma sensu dociekanie, dlaczego politycy zupełnie ignorują ten temat. Czy chodzi tylko o to, że koncentrują się na najbliższych wyborach i na tym, co obecnie jest możliwe do wprowadzenia, czy o coś jeszcze. Dobrą okazją, choćby tylko do dyskusji, była tu debata z okazji 25-lecia konstytucji. I też cisza.

Widzimy też niestety, że media zachowują się podobnie. I na nie nie możemy tu liczyć.

Jedyne wyjście to nasza bezpośrednia akcja obywatelska. Wywieranie na polityków coraz większej presji. Żądanie wprowadzenia systemu wyborczego, który będzie zgodny z duchem demokracji. Który obroni nas przed „skokiem na władzę" zdeterminowanych, często zaślepionych lub cynicznych radykałów.

Współobywatelki i współobywatele, ratujmy się, bo najwyraźniej tylko sami możemy sobie tu pomóc.

Marek Serafin

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Lament z zestawem pobożnych życzeń i żadnych praktycznych rad. jeśli wielu twierdzi, że wspólna lista Opozycji ma sens, to chcemy o tym usłyszeć już dzisiaj! Chcemy wiedzieć, co poza "anty-pisem" łączy Opozycję. Negatywne programy wyborcze mają to do siebie, że nie działają. My chcemy poznać ten "PLUS" oferowany przez Opozycję w porównaniu z PiS(pod ramię z Kościołem).
@vibhisana2
Demokratyczne państwo prawa zamiat dyktatury. Dka mnie to jest ogromny "plus". Najwyraznjej dla większości moich współobywateli nie.