Na Węgrzech klamka zapadła. Orbánowi nikt nie jest w stanie się przeciwstawić. Ludzie naprawdę na niego głosują. To na tym polega węgierski problem. Polski też - z dokładnością do skali.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Węgrzy przegrali wybory

Brzmi to dziwnie, skoro ktoś je przecież na Węgrzech wygrał, a w demokracji wybory są zawsze wygraną. Tyle że na Węgrzech demokracji nie ma, choć są wybory. Rządzi kleptokracja osuwająca się w faszyzm. Raz wziętej władzy nie zamierza oddać. Ma wszystkie atuty, korzysta z nich bezwzględnie i udaje się jej to.

Węgierska porażka jest dla mnie również porażką osobistą. Węgrzy poszli do tych wyborów wspólnym blokiem sześciu partii przeciw rządzącemu Fideszowi Orbána. Lidera i część kandydatów wyłonili w prawyborach, które przeprowadzono wielkim społecznym wysiłkiem w całym kraju i w których frekwencja przekroczyła 10 proc. uprawnionych. Nie pomogło. Żadnego efektu zjednoczenia i żadnej mobilizacji demokratycznych wyborców nie dało się zaobserwować w dostępnych w tej chwili częściowych wynikach. Wspólnej listy opozycji wyłonionej w demokratycznych prawyborach domagałem się od lat w Polsce, kandydowałem w wyborach senackich przeciw wystawionemu przez KO Kazimierzowi Ujazdowskiemu, by w ten sposób próbować wymusić debatę i chociaż poprzez sondaż, jeśli nie głosowanie, wyłonić tego kandydata, którego rzeczywiście popierają wyborcy demokratycznej opozycji. Dziś mam na koncie kolejną porażkę. Zdecydowanie boleśniejszą.

Usłyszę znowu, że ani wspólna lista, ani prawybory nie mają sensu. Że zjednoczeni Węgrzy przecież przegrali, a podzielona opozycja czeska zdołała dwoma głównymi opozycyjnymi blokami pokonać rządzącą ANO. I że tak może i powinno być również w Polsce. Wiem, że to negacjonistyczna bzdura, że czeska Spolu wygrała, osiągając wynik lepszy o włos od ANO i korzystając w premii D’Hondta, która w Polsce przypadnie wciąż najsilniejszemu PiS. Ale wiem, co słyszałem zawsze dotąd, i nie mam złudzeń, że usłyszę to samo tym głośniej.

I nie dowiem się już – nikt się tego nie dowie – jak wielka byłaby klęska demokracji na Węgrzech, gdyby opozycja poszła do wyborów sześcioma partiami.

Czytam też komentarze, że Orbán sfałszował wyniki. Cóż, tego nie wiem, wiem natomiast, że węgierskie zagłodzone już niemal na śmierć obywatelskie społeczeństwo zdołało w odróżnieniu od nas nie tylko wymusić prawybory na swoich partiach, ale i zorganizować je z imponującym powodzeniem, że również w odróżnieniu od nas potrafiło zapewnić obserwatorów wyborczych w każdej komisji i że Fidesz wygrał naprawdę. I o to chodzi. Wygrał w zmanipulowanej ordynacji wyborczej, ale przewagę osiągnął tak wielką, że w każdej ordynacji by wygrał. To nie były uczciwe wybory. Jasne. Opozycja nie miała żadnych szans w zderzeniu z propagandą w całości w rękach Orbána. Charyzma Petera Marki Zaya – na którą niektórzy narzekają – nic nie miała do rzeczy, bo on jej nie miał gdzie zaprezentować. Wszystkie instytucje demokracji są na Węgrzech przejęte już dawno temu. Bez nich demokracja ma szanse jak – nie przymierzając – w putinowskiej Rosji lub w hitlerowskich Niemczech.

Na Węgrzech klamka zapadła. Orbánowi nikt nie jest w stanie się przeciwstawić. Ludzie naprawdę na niego głosują. To na tym polega węgierski problem. Polski także − z dokładnością do skali.

Czytam też, że Węgrzy wsparli nazizm… Że Orbán ich kupuje. Że nienawidzą Ukrainy i Ukraińców. Przestrzegam. Już dzisiaj, a niestety prawdopodobnie tym bardziej jutro, da się te same rzeczy powiedzieć o Polakach. Nazim, proszę Szanownych Państwa, wsparli przede wszystkim Niemcy. I dużo dałoby się powiedzieć – mówiono to zresztą – o ich „genetycznych" lub kulturowych uwarunkowaniach, które to umożliwiły. Niemcy osuwające się dziś w brunatny autorytaryzm trudno byłoby sobie jednak wyobrazić. Wszyscy, tylko nie oni przecież. Wypadałoby pamiętać charakter polskich rządów w II RP i choćby Zaolzie wśród innych drobiazgów. Widzieliśmy natomiast Brytyjczyków głosujących na brexit i Amerykanów głosujących na Trumpa. Myślmy. Zamiast wygadywać mądrości o węgierskiej mizerii. Albo o przekupionych wyborcach PiS.

Pamiętam PRL. Wiosną 1980 roku – tuż przed wielkim zrywem dziesięciomilionowej „Solidarności" – demokratyczna opozycja zaapelowała o bojkot wyborów. I zorganizowała ich obserwację. Uczestniczyłem w tym we Wrocławiu. Słabe to było, lecz jakiś wynik dało. Do wyborów poszło nie 97,7 proc. uprawnionych, jak to ogłaszano oficjalnie, ale dobrze ponad 80 proc. Z oportunizmu, ze strachu, który jest zawsze na wyrost i wtedy też był, ze słusznego przecież przekonania, że sprzeciw niczego nie da. Na Węgrzech jest już bardzo podobnie. Kto nie głosuje na Fidesz, ten nie jest węgierskim patriotą, nie dba o „zwykłych ludzi", którym Fidesz tak bardzo pomaga, nie dba o bezpieczeństwo wobec wojny, wobec Unii i hord obcych imigrantów zawsze gotowych najechać sielską węgierską prowincję. Czy w Polsce daleko do tego?

Myślmy wrażliwie. Również o tych, którzy głosują inaczej. Z empatią, która umożliwia refleksję, a w niej widzenie szarości prawdziwego świata.

Miałem od szczenięctwa swoich bohaterów na Węgrzech. Wśród nich był Imre Nagy, powstańczy premier z 1956 roku, człowiek, który się nie ugiął i którego zamordowali Sowieci, choć to na Węgrzech go powieszono i zakopano w anonimowym grobie na tyłach wielkiego cmentarza ulokowanego wygodnie w pobliżu równie wielkiego więzienia w Budapeszcie. Jako szczeniak w PRL myślałem sobie, jak tragiczne jest to, że bohater zniknął tak bez śladu. Byłem niedawno w Budapeszcie i nie odmówiłem sobie tego, co w mojej młodości byłoby nierealnym marzeniem. Poszedłem na odnaleziony po latach grób Imre Nagya i położyłem na nim kwiaty. Bardzo byłem tym przejęty, choć kiedy tak stałem nad grobem bohatera, żadnych wielkich złudzeń nie miałem.

Świat zapamiętał Imre Nagya z jego dramatycznego apelu w budapeszteńskim radiu w dniu sowieckiego natarcia na Budapeszt. Armia walczy – powiedział wtedy – rząd jest na miejscu. Jeszcze jednak tego samego dnia schronił się w ambasadzie Jugosławii. Wcześniej nakazał węgierskiej armii nie stawiać oporu. Nie było szans. Węgierskie społeczeństwo w 1956 roku, po doświadczeniach nazizmu i stalinowskiego terroru Rákosiego, którego nie da się porównać z niczym znanym z Polski, było już i tak jedną wielką raną.

Nagy był premierem powstańczego rządu przez dziesięć dni. Był komunistą i nim pozostał. Chciał odwilży i łagodnego kursu. Demokracji chciał ograniczonej. W rewolucyjnych okolicznościach, próbując prawdopodobnie postawić na geopolitykę, zadeklarował wycofanie Węgier z sowieckiego paktu militarnego, co zamiast uratować węgierską rewolucję, przypieczętowało jej krwawy koniec. Wcześniej jako członek stalinowskiego politbiura podpisywał decyzję o aresztowaniu Janosa Kadara, który stał się jego następcą przywiezionym na sowieckich czołgach. Dla Kadara niełaska oznaczała więzienie i tortury. Wcześniej Nagy był agentem NKWD. Ale Węgry, przeciw którym działał, wydając Sowietom setki ludzi, były wtedy uczestnikiem faszystowskiej koalicji. Na jakiej szali to ważyć? Po referacie Chruszczowa Nagy próbował reform przeciw reżimowi Rákosiego. Zapłacił za to. W 1956 roku powrócił jak Gomułka w Polsce. Skończył inaczej. Poszedł krok dalej i o krok za daleko. Nie był bohaterem z wyboru. Los wybrał za niego.

Nic nie jest proste w realnym świecie. Węgrzy przegrali. Myślmy. Zamiast wygadywać o węgierskiej mizerii. I łudzić się, że jesteśmy lepsi. Nie jesteśmy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wspólna lista jak najbardziej tak, i węgierska porażka nie ma tu nic do rzeczy, bo tam mają inną ordynację wyborczą i inną sytuację na rynku medialnym, więc węgierskiej opozycji było dużo trudniej niż polskiej.

    Co do prawyborów zaś, to mam poważne wątpliwości. Sytuacja jest taka, że najważniejsza jest skuteczność, a polscy wyborcy na ogół znają tylko liderów, ze znajomością ludzi z dalszych szeregów jest słabo. Chyba więc jednak lepiej by było, gdyby kandydaci zostali wyłonieni w drodze międzypartyjnego porozumienia.
    @veritas
    Mieliśmy już takie porozumienie. I w jego wyniku kandydował do Senatu Kazimierz Ujazdowski. Oraz inni, którzy w stosunku do skumulowanych głosów trzech partii opozycji dostali o 5% mniej. To jeśli chodzi o skuteczność.

    Wybory mają charakter plebiscytu. Popiera się tego, kto przeciw PiS. Bez prawyborów wyboru po prostu nie będzie. Amerykanie swoje prawybory mają właśnie po to. Brytyjczycy zamiast teo mają niezwykle rozbudowaną demokrację partyjną. W obu krajach ordynacja jest większościową. U nas nie -- nominacje kandydacje tworzą partyjną strukturę do żywego przypominającą feudalizm.

    Prwybory organizowała przez kilkanaście lat włoska centrolewica. W pierwszych ogólnokrajowych prawyborach wyłąniano wyłącznie lidera. Ale przynajmniej listy kształtowano według wyników. W rezultacie na liberalnego Prodiego -- o charyzmie tak znikomej w stosunku do Berlusconiego, jak charyzma Marki Zaya w stosunku do Orbana -- głosowali we właściwych wyborach nawet włoscy komuniści. Mieli swoich kandydatów na listach, więc mieli po co. Cały ten ruch (frekwencja w prawyborach wyniosła też 10%) spowodował wielki wzrost wiarygodności kandydatów i ogromną mobilizację, która objawiła się wzrostem frekwencji po stronie demokratów. Prodi wziął wszystko, uzyskał stabilną większość w obu izbach. Później ten sukces zmarnowano. Miała być reforma konstytucyjna, nie nastąpiła. Ale to dalsza historia.

    Na Węgrzech -- jak słyszę od Węgrów -- zjednoczenie przyniosło straty w stosunku do skumulowanego wyniku partii opozycji sprzed 4 lat. Być może to efekt podobny do naszego paktu senackiego. Być może to skutek jednomandatowych okręgów -- poparcie dla kandydata zwycięskiego w prawyborach wymaga głosów wyborców kandydatów przegranych, a to zawsze działa słabo. Nie wiem. Wiem tyle, że prawybory są jedyną szansą na prawdziwy wybór po naszej stronie. I są szansą na wiarygodną politykę demokratów. Bo póki co widziałem tylko ściemę.
    już oceniałe(a)ś
    12
    4
    @P_Kasprzak
    Jeśli wybory mają charakter plebiscytu za lub przeciw PiS, to nie ma najmniejszego znaczenia, kto konkretnie będzie kandydatem w którym okręgu. Problem w tym, że w opinii wielu takiego charakteru nie mają.

    A co do amerykańskich prawyborów, to właśnie one dały nam Trumpa - tam prawybory sprawiają, że sensowny kandydat nie ma szans na nominację u republikanów. I jeszcze chętnie poczytam, jak w polskiej rzeczywistości bardzo niskiego poziomu członkostwa w partiach sprawić, że z jednej strony cały lub prawie cały elektorat opozycji będzie mógł w tych prawyborach głosować, a z drugiej PiS nam nie będzie list układał (ciekawe zresztą, czy Fidesz nie miał udziału w węgierskich prawyborach opozycyjnych).

    I na koniec: u nas porozumienia nie było, bo Biedroń się wyłamał i odebrał kilka procent głosów. A straty z tytułu zjednoczenia nie były większe od strat z tytułu d'Hondta.

    Żeby była jasność: co do zasady nie jestem wrogiem prawyborów, ale mam poważne wątpliwości.

    Pozdrawiam
    już oceniałe(a)ś
    8
    1
    @veritas
    dziś już zjednoczona opozycja powinna mieć listę kandydatów do sejmu
    mają to zrobić między sobą, byle wybrali najsilniejszych w rozumie
    dziś powinni ruszać do każdej polskiej wsi i miasteczka
    16 miesięcy to nie za długo, żeby walczyć z propagandą piSSowską
    a mówić mają jedno, jakim złem jest w Polsce piSS - polecznik Putina i Orbana
    i czym jest demokracja
    i odkłamywać kłamstwa piSSowskie
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @P_Kasprzak
    jak każdy troll, któremu władza piSS nie jest tak straszna jak Tusk
    masz miejsce w koszu!
    już oceniałe(a)ś
    2
    12
    @k.brudnik
    Gdzie to wyczytałeś?
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @mental
    Nie karm tego trolla.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @k.brudnik
    Ktoś tutaj upadł na głowę - Paweł Kasprzak trollem. Proszę wypić haustem szklankę zimnej wody, a potem wrócic do forum.
    Paweł Kasprzak - trollem, święci pańscy, świat staje na głowie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @k.brudnik
    Biała róża w ręku i razy pałek policyjnych na plecach - mówi to coś, pusta istoto ?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @P_Kasprzak
    Szanowny Panie! Z całym szacunkiem do działalności publicznej w żaden sposób nie mogę się z Panem zgodzić w sprawie wyborów do Sejmu. Senat pominę, bo ma ograniczone znaczenie w sytuacji, gdy w Sejmie ma ktoś odpowiednią większość. A i ordynacja zupełnie inna i nie da się tego porównywać.
    Zafiksował się Pan na tych prawyborach, boli Pana do dzisiaj, że nie dali Panu szansy z Ujazdowskim i resztą. Na dobrą sprawę obawiam się, czy nie popadnie Pan w paranoję. Skorzystał Pan z szansy w otwartych wyborach i z kretesem je przegrał. Osobiście uważam, że był Pan dużo lepszym kandydatem niż Ujazdowski, ale to nie zmienia faktu, że po prostu dostał Pan w d... od wyborców.

    Otóż przez długie lata jeszcze w Polsce nic się nie zmieni. Nie da się u nas za pomocą prawyborów wskazać sensownego kandydata. Co najwyżej jakieś "Stany Tymińskie" się pojawią. Po prostu nie mamy społeczeństwa obywatelskiego.
    Odwrotnie patrząc - jeśli w PO urządzą prawybory, w których kandydować będą Tusk, Trzaskowski, Budka oraz Nowak i Kowalski, a do dalszej tury przechodzi trzech, to kto to będzie? Podobnie w innych partiach. Czasem pojawi się jakiś oszołom, który jakim cudem zauroczy prawyborców i się wciśnie.
    Naprawdę uważa Pan, że takie prawybory mają jakikolwiek sens?

    Wyobraźmy sobie teraz prawybory na kandydatów na tę "jedną listę" przy najbliższych wyborach. Wyobraźmy sobie, że będzie niezły wybór, chociaż to i tak politycy wskażą swoich kandydatów. Wyobraźmy sobie, że te 8 - 10% wybierze być może solidnych ludzi, ale zupełnie nieznanych szeroko w całej Polsce. No i teraz cała reszta wyborców, w prawdziwych wyborach, będzie musiała podjąć decyzję - czy w ogóle pójdzie na wybory, skoro ma głosować na jakieś anonimy, a jeśli pójdzie, to czy przypadkiem nie zagłosuje na tych znanych z PiS, Konfederacji, bo przynajmniej wiadomo czego się spodziewać.

    Dość, bo już za dużo, a można by dalej i dalej, i dalej ....
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @veritas (Chyba więc jednak lepiej by było, gdyby kandydaci zostali wyłonieni w drodze międzypartyjnego porozumienia):

    tak się wydaje, w końcu to partie znają ludzi, na których mogą polegać; oba największe ugrupowania opozycyjne byłyby chyba w stanie zebrać odpowiednie grono ludzi, zdolnych do sensownej pracy w Sejmie i lojalnych wobec zarządów i programu swoich partii; jakby jeszcze przybliżyć ten program wyborcom - chodziłoby o fundamentalne zasady, obecnie ważne, np. stosunek do Unii, prawa, gospodarki i spraw socjalnych, spraw i praw kobiet (bez wchodzenia w zawiłości LGBT), KK - to z pewnością dobrze by to zrobiło wszystkim. Wtedy wystarczyłoby może jakoś określić podział manatów i byłby wspólny blok. Mniejsze partie, jak lewicę, PSL itp. można sobie odpuścić, bo albo specyficzne, albo trudno dojść do porozumienia.

    Idea prawyborów o tyle jest mało realistyczna, że chyba faktycznie "polscy wyborcy na ogół znają tylko liderów, ze znajomością ludzi z dalszych szeregów jest słabo". Ale oczywiście fajnie by było, gdyby zamiast takiego Ujazdowskiego na listach ulokować jakichś sensownych ludzi z aktywnych ugrupowań społecznych, jak np. Obywatele RP.

    W razie zwycięstwa rządzenie krajem i tak nie byłoby łatwe, bo dojna zmiana doprowadziła państwo do postaci mało sprawnej. Dobrze, że działają jakoś samorządy i są różne organizacje pozarządowe.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    W Polsce sytuacja prawdopodobnie będzie podobna.
    ***dzielcy wygrają niestety bo:
    - mają media publiczne i większość prywatnych,
    - mają cały aparat państwa, czyli również pieniądze ze spółek,
    - nie cofną się przed żadnym oszustwem,
    - popiera ich pralnia mózgów zwana kościółkiem,
    - Wolak sprzeda swoją wolność za 500+
    - Wolak nie rozumie, zapomina i łatwo daje się nabierać na kłamstwa
    - sprzyja im sytuacja geopolityczna
    - sprzyja im ordynacja i podzielenie opozycji
    - na scenie politycznej więcej Mejz, Kukizów i Kałuż niż porządnych ludzi

    Czarno to widzę...
    @rozliczymy_to_wszystko
    Anie przyjdzie ci do głowy ze dla większość ludzi nie popiera opozycji po prostu uważają ze nie proponuje ona nic lepszego Ja nie głosuje nigdy na PIS ale jak czytam takie opinie Tak twoja to się boję.
    Ty i tacy jak TY przekonani o swojej mądrości pełni tępej agresji w rzeczywistości są ludźmi ograniczonymi z uwagi na na prezentowaną nienawiść i uległość nachalnej prymitywnej propagandzie Nie są w stanie oceniać rzeczywistości To oni odstraszają potencjalnych wyborców Nic straconego PIS zrobił wiele błędów opozycja może wygrać wybory jeżeli będzie reprezentować interesy Polaków a nie środowisk liberalnych w UE, interesów grupy sędziów pełnych buty i pychy i lobby LGBTP . Po wyborach będzie można przeprowadzić reformy w trybie konstytucyjnym w tym powrót do starych zasad w sądownictwie
    już oceniałe(a)ś
    5
    31
    @Anso52
    Co za brednie.
    Aż szkoda czasu na czytanie.
    Zabłądziłeś chyba z Sieci lub innego W czymś tam.
    już oceniałe(a)ś
    21
    4
    @Anso52
    "opozycja może wygrać wybory jeżeli będzie reprezentować interesy Polaków a nie środowisk liberalnych w UE, interesów grupy sędziów pełnych buty i pychy i lobby LGBTP "
    Jak chcesz udawać bezstronnego to nie możesz tak żywcem z partyjnych skryptów przepisywać bo się zorientujemy!
    już oceniałe(a)ś
    24
    1
    @rozliczymy_to_wszystko
    Jest jedna różnica. Do tej pory dostawali wskazówki z Rosji co i jak mają robić. Teraz to się już skończyło.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @Anso52
    Świetnie to ująłeś.
    już oceniałe(a)ś
    1
    6
    @Cyklistaaleniewegetarianin
    Czyli też jesteś troll-federastą?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @Anso52
    Won, trollu.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    rosjan i wegrow laczy FASZYZM.
    ***** ***
    @EULOGOS
    oraz piSSowską władzę
    my mamy szansę, ale tylko jako JEDEN blok opozycyjny
    Węgrzy, tak jak polska pseudoopozycja: Lewica, Hołownia, PSL - ślimaczyli się z porozumieniem
    to i zatrzasnęli się w skorupie faszyzmu
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    Populizm Obrana może mieć niedługo niechybny koniec. Efekty rządów populistów trzeba czekać zwykle 4 kadencje i teraz przychodzi ten czas - kryzys gospodarczy i upadek finansów publicznych, a do tego odcięcie od kasy z UE. Tak było w Wenezueli i po 4 kadencjach Chavezowców kraj obrócił się w ruinę.
    @Glos_2017
    Znowu wachales skarpeki?
    Castro przetrwał dziesiatki lat i zamachów.
    już oceniałe(a)ś
    2
    11
    @Glos_2017
    czyli zamierzasz czekać, bo w dwóch państwach na świecie ci wyszły 4 kadencje?
    masz gola ze statystyki
    a Koreę Północną policzyłeś?
    a policzyłeś kadencje komunistów w Polsce od 1945 do 1989?
    każdy kraj jest inny i dyktatury są inne
    Ameryka wykopała Trumpa już po pierwszej kadencji
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    @Glos_2017
    A po upadku Wenezuali zaczął rządzić jeszcze gorszy Maduro
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @k.brudnik
    Nie porównuj czasów przedinternetowych do dzisiejszych, gdzie jest dostęp do informacji i otwarte granice.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Hołownia już sie powołuje na wybory na Węgrzech uzasadniając swoje chore ambicyjki. Jakże sie ciesze, ze od początku dostrzegłam w nim zwykłą szuję...
    już oceniałe(a)ś
    28
    2
    Wygrał w zmanipulowanej ordynacji wyborczej, ale przewagę osiągnął tak wielką, że w każdej ordynacji by wygrał.
    NIEPRAWDA. Wygrał z taką przewagą bo ustanowił okręgi jednomandatowe tak aby wygrali jego poplecznicy.
    już oceniałe(a)ś
    28
    2
    wybory parlamentarne u nas za rok, a ja nadal nie wiem, jak PO zamierza rozwiązać problem tego dziwnego Trybunału pani Przyłębskiej. to tylko przykład, ale jeżeli opozycja ma się zjednoczyć, to chyba najwyższy czas zacząć dyskutować?
    @asinau
    uciekło zakończenie: dyskutować o programie, o czymkolwiek wspólnym, co łączy. A jeżeli nie da się zjednoczyć - to tym bardziej chciałbym poznać jakiś program PO na depisizację 3RP. czasu już nie ma
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @asinau
    Och, oni nie muszą tego wiedzieć. Wystarczy zrobić koalicję z Hołownia i wszystko załatwione.
    już oceniałe(a)ś
    0
    4
    @asinau

    PiS rzadzi juz siodmy rok, a nadal ani sladu jakiego programu... poza oklepanym pincet+ i tysiacu klamstw.

    Nikt ci tyle nie da, co PiS potrafi obiecac. A kiedy PiS obiecuje, to znaczy, ze OBIECUJE!
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    @asinau
    Jakie zjednoczyć? Ma być koalicja.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Panie Kasprzak! Nie wystarczy mieć teoretyczną rację.
    Trzeba patrzeć na realia. A te są takie, że w Polsce prawybory nie mają racji bytu. Teraz, jutro, pojutrze. A Pan ciągle swoje.
    Trzeba wyborców przez co najmniej kilka lat, a pewnie ze dwie kadencje, do tego przyzwyczajać począwszy od spraw najmniejszych - wyborów samorządowych.
    A zrobić to można - w Polsce - tylko poprzez zmianę prawa wyborczego i obowiązek istnienia prawyborów na każdym szczeblu.
    A na to nie ma woli politycznej. I dokąd Kaczyński będzie żył, a Ziobry "przyjaciele" nie zaorają, nic się nie zmieni.

    Na "dzisiaj" najłatwiejsza do wprowadzenia oraz najbardziej przyjazna dla wyborów i wyborców jest koncepcja zbliżona do tej, jaką swego czasu przedstawił Pan Borowski.
    @21TMirek
    P.S.
    Wspólna lista ma sens. Dwie listy może też mają sens. Tyle tylko, że do tego potrzeba woli całej opozycji, a nie tylko KO.
    A tej woli nie ma i nie będzie, bo zarówno Hołownia, jak i Czarzasty zdają sobie sprawę z tego, że na wspólnych listach ich kandydaci mogą przepaść. Mandaty wezmą tylko ich "duże" nazwiska.
    Oni dobrze wiedzą, że to za duże ryzyko, bo idąc samodzielnie raczej NA PEWNO będą mieć więcej mandatów.
    Ani Hołowni, ani Czarzastego (ani Tygryska) w gruncie rzeczy nie obchodzi, kto będzie rządził - PiS, czy KO. Ważne są tylko ichnie interesy.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    @21TMirek
    Wspólna lista ma też wadę najważniejszą i być może decydującą! Jest łatwa do "niszczenia" przez cały pisowski aparat propagandowy. Nie trzeba się skupiać na na kilku partiach, kilkunastu ludziach.
    Kurski i spółka ma łatwe zadanie, aby niezdecydowanym (niestabilnym) obrzydzić całą taką listę.

    Dokładnie to stało się u Węgrów. Plus tak zachwalane przez P. Kasprzaka prawybory, które na szefa rządu wskazały "nikogo", a którego osoba była dobrodziejstwem dla negatywnego pijaru orbanowskiego.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @21TMirek
    Pomysł wspólnej listy jest elementem wprowadzenia tak ukochanego przez Tuska klerykalnego duopolu. Zepchnąć innych pod próg i koncesjonować, koncesjonować. A co do owych "nazwisk co przepadną" to akurat działa odwrotnie. Różne niewielkie koncesjonowane wyborczo partyjki (Zieloni, IP) mogą mieć swoich przedstawicieli. Oczywiście - w rozsądnych ilościach. To będzie ustało PO.
    A WAŁA!
    już oceniałe(a)ś
    0
    10
    @tksiazek

    Czyli zamiast "duopolu" wolisz PiSowski monopol? Bo innej mozliwosci dzis nie widac
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @jankowiak
    Nie. Wolę demokrację. Może dla ciebie i Tuska innych możliwości nie widać.
    Kochaj duopol a Tusk się będzie śmiał z frajera.
    już oceniałe(a)ś
    0
    8
    @tksiazek
    Ciekawa ta twoja demokracja rękami sweterkowego spiskującego z pisem.
    Wielu wyborców straciliście tymi rękami. Mnie też.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @21TMirek
    > Wspólna lista ma sens. Dwie listy może też mają sens.

    Tylko wspólna lista ma sens, bo dwie listy i tak wyjdą same z siebie. Albo i więcej. Chyba nie weźmiesz konfederatów do koalicji?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @a_usher
    Ja ciągle powtarzam, że żeby wygrać z PiS, trzeba po prostu wygrać. Czyli mieć więcej mandatów.
    Aby to zrobić, przynajmniej jedna partia (koalicja) musi mieć znacząco więcej głosów niż PiS.
    Przy czym ta druga partia (koalicja) nieznacząco mniej niż PiS.
    Inaczej, może bardziej obrazowo (liczby symboliczne), wyniki wyborów musiałyby wyglądać następująco:
    KO - 35%, PiS 30%, 2050 + ktoś tam 25%. Na resztę pozostaje 10%. No i oczywiście pewność, że to KO z 2050 tworzy rząd, a nie 2050 z PiS. Jest taka pewność? Moim zdaniem nie.
    No i tak duża w sumie przewaga w głosach nad PiS (aż 30%) wcale nie musi się przełożyć na podobną przewagę w mandatach!
    Wersja 2 - "wspólna lista" 50%, PiS 35%, reszta, w tym ci, którzy ze wspólnej listy zrezygnują - 15%.

    Reasumując - wszelki rachunki pokazują, że faktycznie tylko jedna lista ma sens. Niestety nie ma i chyba nie będzie woli politycznej. Ale też ta wspólna lista jest najdogodniejsza dla pisiej propagandy! Nie muszą się martwić z przekazem dla suwerena, żeby niszczyć kilka podmiotów.
    Oczywistym wrogiem jednej listy jest "2050". Cytat pana Szyszki:
    "Samobójstwem jest formowanie takich tworów w wyborach proporcjonalnych, jak w naszym głosowaniu do Sejmu. Tam głównym celem powinno być zapewnienie przekroczenia progu wyborczego przez wszystkie demokratyczne partie, a nie wzmacnianie najsilniejszej listy za wszelką cenę."
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @21TMirek
    > Ale też ta wspólna lista jest najdogodniejsza dla pisiej propagandy!
    Rzecz w tym, że Jarek jako cwaniak praktykujący od piątego roku życia bezlitośnie wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję, żeby judzić. A po stronie opozycji ciągle zdarzają się przypadki, że ktoś portali jak potłuczony.

    Dlatego nie ma sensu hasło zjednoczonej opozycji, za to powinna zadziałać wielka koalicja przedstawiająca plan minimum, na który zgadzają się wszystkie partie wchodzące w jej skład.
    Trzeba też wyjaśnić, że pozbyć się PiS na stałe nie da rady w ciągu jednej kadencji, nie da rady też tak szybko odkręcić zmian w prawie. Odwołanie ustaw w wielu przypadkach nie ma sensu, bo ich skutki prawne są nieodwołalne. Nie można też wzorem PiSu pisać nowego prawa na kolanie, potrzebny jest całościowy przegląd i uproszczenie ustawodawstwa. Jak widać, naprawa zajmie pewnie kolejne dwie kadencje. Pozostaje jeszcze spłacanie długów...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0