Nie mogłam uwierzyć. Pijany mężczyzna, który kilka miesięcy temu zmiażdżył mojemu koledze nogę nazywany jest "idiotą", a dziewczyna przelatująca przez rondo jest nazywana "pizdą", "pindą" i "głupią suką"? Karzemy ludzi bardziej ze względu na ich płeć, a nie krzywdy jaką wyrządzili innym?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O konsekwencjach wypadków spowodowanych przez kierowcę będącego pod wpływem alkoholu dowiedziałam się w wieku sześciu lat. Wujek, którego obraz zaciera się w mojej pamięci, jechał do domu po kilku godzinach spędzonych nad jednym z mazurskich jezior. Był na rybach wraz z kilkoma kolegami. Miał też zabrać mojego brata, ale mamie nie spodobał się ten pomysł, więc odmówiła. Wyruszył o trzynastej. Do dzisiaj nie wiadomo, kto siedział za kierownicą i dlaczego samochód nagle zjechał na drugi pas.

Pewne było, że wszyscy mieli we krwi alkohol, a ich ciała rozszarpane przez uderzenie, zbierano przez kilka dni w okolicznych rowach. Zginęli na miejscu.

Rozmowy dorosłych

Pamiętam przyciszone rozmowy rodziców, a właściwie mamy, bo tata kompletnie się zamknął. Pamiętam okrucieństwo tamtej chwili i ciszę, która wypełniała każde pomieszczenie.

Wszystkie zakłady pogrzebowe w miasteczku były zajęte przez kolejnych kilka dni. W pięćdziesięciotysięcznej mieścinie jak moja, taka tragedia była szeroko omawiana.

"Córeczko, dorośli teraz rozmawiają" w tamtym czasie słyszałam częściej niż bajkę na dobranoc, ale było to dla mnie zrozumiałe. Widziałam, co działo się z tatą i nawet wtedy było mi ciężko to oglądać, więc czekałam aż ten cały smutek przeminie. Mówiono, że był na rybach, a przecież przy wędkowaniu każdy pije. Piwko czy dwa, po kilku godzinach zejdzie i będzie można ruszać. To nie wymówka, jasne, ale czy to grzech odmówić sobie jednego? Daj facetowi trochę pożyć!

Sześć lat później ojcu koleżanki zatrzymano prawo jazdy. Miał promile, niewiele, ale miał. Mówiono o tym wszystkim w taki sposób, że sama pomyślałam, iż policja niepotrzebnie się czepia. Wracał z pracy, a upał powoduje chęć na coś zimnego. No i co poradzisz, wypił.

Gdy miałam osiemnaście lat koleżankę zatrzymano, jak jechała rowerem po ulicy, koło parku. Wypiła tego wieczora jedno piwo. Sposób, w jaki wyprowadzano ją z miejsca zatrzymania wyglądał jak zatrzymanie  najgroźniejszego przestępcy. W mieście działała już platforma online, gdzie informowano o takich rzeczach i można było je komentować.  Można sobie wyobrazić, jak bardzo publika prześcigała się w wyzwiskach.

"Mogła zrobić komuś krzywdę! Głupia pizda!"

"Takiej to nawet deskorolki nie można dać"

"Tak to z babami jest, jak powiesz w lewo to pojadą w prawo. Powiesz nie pij, to się uchleją"

Ciekawe było, że kilka postów wcześniej powiadomiono o zatrzymaniu pijanego 63-latka i nikt nic nie powiedział czy napisał.

Inna miara ze względu na płeć

Jest czwartek, trzydziesty pierwszy marca. Siedzę w salonie, dwieście sześćdziesiąt kilometrów od miejsca, w którym się wychowałam. Przeglądam media społecznościowe i widzę trzynasty tego miesiąca artykuł gazety mówiący o zatrzymaniu pijanego kierowcy. Nastolatka, mówi tytuł, przeleciała przez rondo. W wydychanym powietrzu miała blisko dwa promile.

Muszę przyznać, że nie zaskakuje mnie ta informacja i jest to smutne. To kolejna, po mężczyźnie, który wbił się samochodem w barierkę i chłopaku, który był tak pijany, że nie mógł wyjść z samochodu, osoba pod wpływem, która na szczęście została zatrzymana.

Sekcja komentarzy pod postami na temat pijackich wyczynów mężczyzn pozostawała pusta lub zaznaczona zdaniami typu: "dobrze, że nie zrobił krzywdy komuś innemu". Dwoje ludzi użyło słowa "łajza" czy "głupek", dając upust swoim emocjom.

Gdy zaczęłam czytać komentarze pod postem na temat nastolatki, zamarłam. Oprócz seksistowskich stwierdzeń ("ktoś jej nie przeleciał, więc ona przeleciała") i powielanych z pokolenia na pokolenie stereotypów ("kazali jechać prosto na rondzie, więc pojechała, typowa kobieta") znalazło się całe mnóstwo wyzwisk. Przekleństw. I propozycji wymierzenia kary w jak najbardziej haniebny sposób.

Nie mogłam uwierzyć. Jak to? Pijany mężczyzna, który kilka miesięcy temu zmiażdżył mojemu koledze nogę nazywany jest "idiotą", a dziewczyna przelatująca przez rondo jest nazywana "pizdą", "pindą" i "głupią suką"? Karzemy ludzi bardziej ze względu na ich płeć, a nie krzywdy, jaką wyrządzili innym?

Nadawcami owych komentarzy nie byli tylko mężczyźni. Kobiety z równą chęcią wyrażały swoje opinie na temat nastolatki. To do nich należały najbardziej złośliwe komentarze, najbardziej stereotypowe i szczerze, najbardziej okrutne.

Bezsilność, jaką czuję wobec tej sytuacji i wątpię bym była w tym sama, jest obezwładniająca. Wiem nawet w momencie pisania tego, że to nigdy się nie zmieni. Nie za mojego życia. Dopóki nie zaczniemy reagować.

Staram się unikać konfrontacji, ale  w tym momencie miałam dosyć.

Skąd wzięło się okrutniejsze ocenianie rzeczy popełnionych przez kobiety? Czy z umysłów matek, które wychowują swoje pociechy w ciągłej tyradzie o tym, jakie powinny być, tym samym pokazując chłopcom, że mogą więcej, a ich czyny zawsze można usprawiedliwić ?

Dlaczego wciąż stygmatyzujemy płeć, zamiast niedopuszczalny i haniebny fakt jazdy po pijanemu?

Nie znajduję odpowiedzi na te pytania. Sama obserwuję ludzi, szczególnie w mediach społecznościowych, bo na tym polega moja praca. Widzę, ile klików idzie w hasło kobieta, a ile mężczyzna. Ile negatywnych reakcji występuje pod tego typu postami. I natłok tych informacji jest frustrujący.

Nie znajdę na to rozwiązania. Mogę jedynie przywołać w pamięci smutek, który mój tata chował przez następnych kilka lat po wypadku.

Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, choć w mieszkaniu dziadków zawsze stało zdjęcie zamyślonego wujka.

Smutek

Ojciec otworzył się dopiero po kilkunastu latach, gdy miałam już dwudziestkę na karku. Odwoził mnie na imprezę, w radiu grano piosenkę Myslovitz, "Ukryte".

Uśmiechnęłam się, bo uwielbiam ten utwór.

– Ta piosenka przypomina mi o Wojtku – mówił tata. Jego smutek znów był namacalny. Wszystko z tamtego dnia wróciło niczym bumerang i uderzyła mnie wrażliwość, którą pokazał po tylu latach ukrywania. Chciało mi się płakać, ale wiem, że to by go wystraszyło, więc trzymałam emocje w ryzach i pozwoliłam, by utwór trwał przez resztę naszej wspólnej podróży.

Jazda po spożyciu nie ma płci. Nie ma wieku. Nie ma wymówki. Za to pozostawia po sobie smak cierpienia i o ile zdołamy uniknąć śmierci, strachu. Strachu o to, że wszystko mogło zostać stracone w ciągu sekundy, ale tak się nie stało.

Mężczyzna czy kobieta, oceniajmy czyn. Czyn, który sam w sobie jest haniebny.

Raz do roku widuję rodziny zmarłych w tamtym wypadku. Pierwszego listopada stawiamy znicze z tą samą myślą – chcielibyśmy, by żyli i jaka szkoda, że tak nie jest. W ich oczach widzę smutek i mam nadzieję, że znaleźli sobie, tak samo jak mój tata, piosenkę, która czasem zabiera od nich te wszystkie kumulowane przez lata emocje. Zabierze to, co ukryte.

Urszula Wasilewska

śródtytuły od redakcji

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Świetny list. Mnie też przeraża przyzwolenie społeczne na jazdę pod wpływem. A także nierówność w traktowaniu kobiet i mężczyzn w równych sytuacjach. Nie tylko w jeździe po alkoholu. To kobieta jest odpowiedzialna za wychowanie dzieci i ich zachowanie. To kobieta zawsze jest oceniana pod kątem wyglądu. I zawsze gorzej traktowana przez społeczeństwo. I chyba rzeczywiście to się szybko nie zmieni.
już oceniałe(a)ś
0
0