Zachód nie zdradził, Zachód kalkuluje. W polskiej perspektywie jest to przykład aż zanadto znany. Z nieukrywaną niechęcią coraz to nowe pokolenia wspominają pamiętny rok 1939. Teraz do grona strażników podobnej pamięci dołącza naród ukraiński.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Solidarność zagrożonych

Putin, spuszczając ze smyczy psy wojny, przekroczył Rubikon, który zabarwił się krwią ofiar tyrana. Jakkolwiek nie zaczerpnąć z Szekspira, w Ukrainie nadal trwa okrutna wojna. Pomimo bezsprzecznych zbrodni wojennych dokonywanych przez Rosjan Kijów broni się nadal. Niemniej, pierwszy odruch wolnego świata, ten najbardziej ludzki, minął w zaciszu poszczególnych gabinetów.

W niektórych kręgach historyków krąży pewien żart. Na początku powstała geopolityka. A potem Bóg stworzył świat. Od przeszło miesiąca podobną krwawą sceną geopolityczną stała się Ukraina.

Zachód nie zdradził, Zachód kalkuluje. W polskiej perspektywie jest to przykład aż zanadto znany. Z nieukrywaną niechęcią coraz to nowe pokolenia wspominają pamiętny rok 1939. Teraz do grona strażników podobnej pamięci dołącza naród ukraiński.

Będąc pod presją opinii publicznej, różne rządy europejskie uzgadniają na szczeblu międzynarodowym pakiet kolejnych sankcji wymierzonych w Rosję. Oczywiście, one w dłuższej perspektywie zaczną przynosić realne konsekwencje. Nie zmienia to jednak tego, że nadal ukraińskie miasta są przez Rosjan notorycznie bombardowane.

Dla usprawiedliwienia, swoista zachowawczość wolnego świata ma konkretne dwa podłoża. Pierwszym z nich jest niewątpliwie troska o własne społeczeństwo. Podszyta oczywiście chęcią wygrania kolejnych wyborów. O ile, w przypływie zrozumiałego humanitaryzmu dla tragedii Ukrainy, ludzie jednoczą się przeciw zbrodni, o tyle już skutek odczuwania sankcji nałożonych na Rosję nie będzie akceptowany w wielu krajach Zachodu.

Wojna, jak niestety każdy news w dzisiejszym świecie, po jakimś czasie nuży, a niekiedy nawet budzi niechęć wobec permanentnego przypominania o danej sytuacji.

Drugim aspektem, który niejako hamuje rządy Zachodu wobec jeszcze bardziej zdecydowanej akcji, jest fakt, iż w dłuższej perspektywie Rosja nadal pozostaje groźna. To dalej mocarstwo atomowe. Putin nie jest jedynie bliskowschodnim watażką, którego można unicestwić za pomocą kilkudniowej interwencji zbrojnej. Obecni politycy  są o tym znakomicie przeświadczeni. Żaden z nich nie wykazuje szczególnych aspiracji do przyłożenia ręki do III wojny światowej.

Prezydent Zełenski apeluje o natychmiastową pomoc dla swojej ojczyzny. I znajduje sojuszników. Na tle innych państw kraje Europy Środkowo-Wschodniej, pomijając oczywiście Węgry, starają się tworzyć jednolity front pomocy. Wynika to z faktu solidarności zagrożonych. Dramatyczne doświadczenia państw regionu z drugiej połowy XX wieku aż nadto potrafią uzmysłowić, co się może zdarzyć, gdy mrok dyktatury znów pojawi się nad Europą.

Nie brak w tej solidarności rozgrywania własnych, partykularnych interesów. Jednakże w obliczu tak wielkiej tragedii, jakim jest zbrodnia przeciwko pokojowi, słowo "solidarność" zyskuje nowe znaczenie w naszym regionie.

Kamil Niesyto

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
teraz cały świat, nie tylko Europa środkowo-wschodnia przechodzi egzamin z Międzynarodowej Solidarności! na dzień dzisiejszy Społeczeństwo polskie, niesamowitą pomocą dla ukraińskich kobiet i dzieci - zdaje ten egzamin w sposób dotychczas nigdzie na świecie widziany, wzbudzający PODZIW na całym świecie!!!
już oceniałe(a)ś
0
0