W tej chwili opowieść o naszej pomocy na rzecz uchodźców w ogromnym stopniu kształtowana jest przez wolontariuszy, którzy z oddaniem i sercem pomagają wszystkim potrzebującym. Zagubione, wymęczone, drżące o los bliskich uchodźczynie rzadko mają okazję i siłę, by przekazać nam swój punkt widzenia. Dopiero za kilka miesięcy odzyskają głos na tyle, by podzielić się z nami swoją opowieścią i poskarżyć na krzywdy, które je spotkały.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy „jest super"? Rzecz o pomaganiu.

Mija miesiąc od dnia ataku Rosji na Ukrainę. Do Polski przyjechały ponad dwa miliony uchodźców, w większości kobiet i dzieci oraz ludzi starszych. Wobec mizernych działań rządu, gros pracy związanej z opieką nad tą rzeszą ludzi przejęli samorządowcy i zwykli obywatele, którzy nie tylko wpłacali datki odpowiednim organizacjom, ale uchodźców karmili, odziewali, zaopatrywali w najpotrzebniejsze rzeczy, organizowali transport z przejść granicznych do miejsc odpoczynku lub noclegów, a nawet przyjmowali ich pod swój dach.

Taka właśnie sytuacja przedstawiona została w jednym z tekstów Dużego Formatu, w którym polski gospodarz opisuje przyjęcie do domu i pierwsze dni wspólnego życia z młodziutką matką i jej dzieckiem. Samotna dziewczyna znalazła u nich przyjazny dom i troskliwą opiekę. Nie dziwi więc duża liczba entuzjastycznych komentarzy pod tekstem, wśród których bywają wezwania, by więcej ludzi przyjęło uchodźców pod swój dach, a nieliczne wypowiedzi podające w wątpliwość takie rozwiązania są uważane za jątrzenie rosyjskich trolli.

Historia jest rzeczywiście budująca i w tym konkretnie przypadku mamy do czynienia z przykładem szlachetniej międzyludzkiej solidarności. Z pewnością takich przykładów jest w tej chwili ogromnie dużo. Świat nie składa się jednak tylko z ludzi szlachetnych. Są wśród nas ludzie wredni, egoistyczni (czasami patologicznie) oraz – co najbardziej niebezpieczne – w rozmaity sposób zaburzeni. To ogólnie znane fakty i dlatego wypracowano wiele różnych procedur, które mają chronić słabszych członków społeczeństwa – jej przykładem może być choćby konieczność udokumentowania niekaralności przy staraniu się o pracę nauczyciela.

Trudno więc zaakceptować fakt, że procedury te praktycznie nie są obecnie stosowane. Jaki bowiem obraz wyłania się z przywołanego artykułu po wykreśleniu zapisu krzątania się gospodarzy wokół pomocy dla swych gości oraz wszystkich ich entuzjastycznych wypowiedzi i życzliwych uwag? Otóż sytuacja wygląda następująco: młodziutka dziewczyna (24 l.) w dziewiątym miesiącu ciąży i z malutkim dzieckiem (4 l.) zostaje oddana na dworcu ludziom, dwóm mężczyznom, którzy zadeklarowali chęć przyjęcia pod swój dach uchodźców i wypełnili krótką ankietę (imię, nazwisko, telefon, adres, e-mail). Jedyną weryfikacją był rzut oka urzędnika na dowód osobisty jednego z nich. Cała procedura trwała 15 minut. Przez następne dwanaście dni gospodarz użera się próbując zdobyć dla swych podopiecznych potrzebne dokumenty, które umożliwią prawo do opieki medycznej oraz przedszkola. Cała inicjatywa należy jednak do niego. Przez cały ten czas NIKT z osób, które w Poznaniu oddały mu pod opiekę matkę z dzieckiem, nawet nie zadzwonił na podany przez niego numer, by dowiedzieć się o ich los. O wizycie kontrolnej, która w najbardziej miarodajny sposób mogłaby sprawdzić stan rzeczywisty, nie było mowy. Jedyne wolontariuszki, które pojawiają się w tekście to te, które zostały poproszone o pomoc przez samych gospodarzy. W praktyce więc ta młoda dziewczyna została oddana w ich ręce bez żadnej kontroli, ani instytucjonalnego wsparcia.

Czy tak właśnie powinna wyglądać systemowa pomoc? Piszę „systemowa", ponieważ jest to w tej chwili jeden z obowiązujących modeli pomocy uchodźcom z Ukrainy w Polsce, a rząd przygotował nawet gratyfikację finansową dla gospodarzy z tego tytułu. Dodajmy, że tak właśnie wygląda pomoc dla ludzi w szczególnie trudnej sytuacji: po traumie nagłego wyrwania z rodzinnego domu, po utracie bliskich i przyjaciół, zagubionych, bez znajomości języka i polskich realiów. Kobiet (często młodych) i dzieci.

Zdrowy rozsądek nakazuje, by ludzi tych otoczyć niezwykle uważną opieką.

W innym przypadku narażamy ich na niebezpieczeństwo nadużyć i przestępstw. Różnego typu szumowiny i zwyrodnialcy nie znikają w czasie katastrof, a czasem właśnie wtedy częściej wychodzą na żer w nadziei na łatwą zdobycz i bezkarność. Prawdą jest, że niebezpieczeństwo to dotyczy niewielkiego procenta uchodźczyń i dzieci, ale nawet mały procent w obliczu prawie dwumilionowej rzeszy ludzi może skutkować tragedią tysięcy z nich.

W pierwszych dniach wojny szybkie działanie, czasami chaotyczne, było koniecznością. W tej chwili jednak sytuacja się uspokoiła (wg niektórych jest to cisza przed kolejną falą), niech więc ten czas zostanie wykorzystany na dotarcie do uchodźców oddanych pod opiekę prywatnych ludzi i zweryfikowanie, na ile obie strony radzą sobie z tą wyjątkową sytuacją.

W niektórych przypadkach z pewnością warto byłoby przenieść uchodźczynie do zorganizowanych miejsc noclegowych, gdzie miałyby godne warunki życia i profesjonalne wsparcie psychologów (może ukraińskich) i prawników, którzy pomogliby im stanąć na nogi i rozpocząć – tak szybko jak to możliwe – samodzielne życie. Fundusze na takie profesjonalnie prowadzone miejsca pobytu nie będzie trudno uzyskać biorąc pod uwagę obiecane zasoby UE i szczodrość samych Polaków.

W tej chwili opowieść o naszej pomocy na rzecz uchodźców w ogromnym stopniu kształtowana jest przez wolontariuszy, którzy z oddaniem i sercem pomagają wszystkim potrzebującym. Zagubione, wymęczone, drżące o los bliskich uchodźczynie rzadko mają okazję i siłę, by przekazać nam swój punkt widzenia. Dopiero za kilka miesięcy odzyskają na tyle głos, by podzielić się z nami swoją opowieścią i poskarżyć na krzywdy, które je spotkały. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, by po męce wojennej tułaczki uchodźczynie nie znalazły się w rękach ludzi, którzy z różnych względów absolutnie nie nadają się na opiekunów kogokolwiek. Zróbmy wszystko, by wszelkie traumy zostały po tamtej stronie granicy.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo rozsądny głos.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Pańcia nie rozumie, że znaleźć się po tej stronie granicy, nie z własnej woli, to trauma sama w sobie?
    @tymo
    chłopek-roztropek nie rozumie, że 'pańci' chodzi właśnie o to, by do tego nie dokładać kolejnej traumy?

    jeśli nie rozumie, to niech nie komentuje;
    już oceniałe(a)ś
    0
    0