Jak to - mamy żyć bez przeszłości? Im więcej masz lat, tym bardziej ta myśl przeraża. Bo boję się, że już nie dam rady, nie zdążę niczego zbudować na nowo. I w ogóle czy zechcę to robić - pyta dramatycznie Anna Murlikina - dziennikarka z Mariupola.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Murlikina, autorka tego listu, jest ukraińską dziennikarką, matką dwóch synów, mieszkanką Mariupola, której udało się opuścić zrujnowane przez Rosjan miasto. Czytelniczka, która przetłumaczyła jej post z FB, napisała do "Wyborczej": Chciałam od razu go przetłumaczyć, ale nie miałam serca, musiałam poczekać.

List Anny

Wszystko, co było bliskie memu sercu, przepadło

Rozmawiałam z jakimś brytyjskim pismem. Starałam się zachować spokój, być konstruktywną, mówić o faktach. Aż nagle dziennikarz pyta mnie: "Całe życie przeżyła pani w Mariupolu. Co pani czuje, kiedy widzi swoje miasto zniszczone?"

I po co on mnie o to zapytał? Rozpłakałam się. Jak mogę wyjaśnić komuś, co my wszyscy utraciliśmy? W jaki sposób odpowiedzieć na to pytanie, aby człowiek, który ma komfortowe życie w bezpiecznym mieście, nawet jeśli jest od nas daleko, zrozumiał moją rozpacz i ból?

Anna Murlikina z Mariupola z synem
Anna Murlikina z Mariupola z synem  zdjęcie czytelniczki

Ponad 40 lat budowałam mój własny świat w Mariupolu. Nigdy nie byłam obojętna na moje miasto, robiłam wszystko, co możliwe, by rozwijało się i stawało takim, jakie chciałam, by było. Stary dom, który z mamą otrzymałyśmy od jej rodziców, odbudowywałyśmy cegła po cegle przez ostatnie 20 lat, szybciej nie dałyśmy rady. W ub. roku po raz pierwszy w życiu zrobiłam wokół domu gazon własnymi rękoma. Marzyłam o sadzie,  jaki od dzieciństwa istniał w moich marzeniach. Ale cały ten mój świat runął. Nie ma niczego. Nie pozostał mi nawet jeden rysunek moich synów, jakie z wielką miłością zbierałam i trzymałam w osobnej teczce. Nie pozostała mi żadna rodzinna fotografia.

Wszystko to, co było bliskie memu sercu – przepadło. Modlę się o to, by na mojej ulicy nie było pożarów, gdyż może wówczas odnajdę cokolwiek z domu. Kiedyś...

Ludzie, którzy w 2014 r. musieli porzucić swój Donieck, mieli choćby złudzenie, że tam wrócą. My nie mamy nawet tego.

Jak to – mamy żyć bez przeszłości? Im więcej masz lat, tym bardziej ta myśl przeraża. Bo boję się, że już nie dam rady, nie zdążę niczego zbudować na nowo. I w ogóle czy zechcę to robić. Gdyż moja osobista tragedia polega na tym, że nie będę nigdzie indziej szczęśliwa, tylko w Mariupolu! Chcę do domu!!!

Anna Murlikina

czytaj także:

Marina ratuje mieszkańców Mariupola. "Na rękach zmarły mi cztery kobiety. W moim mieście trwa ludobójstwo "

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Pani Anno! Odbudujemy wspólnymi europejskimi siłami Mariupol piękniejszy niż przed wojną!
już oceniałe(a)ś
9
0