Zarysowuje się podejrzenie, że u naszego wielkiego sąsiada udawana może być cała rzeczywistość - konkluduje czytelnik, analizując środowe wiadomości.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ogłoszono, że czterdziestu pięciu pracowników ambasady Rosji w Warszawie zostanie wydalonych za działalność wywiadowczą. Przenikliwość naszych służb specjalnych odkrywających, że pracownicy ambasady wrogiego kraju zajmują się szpiegostwem, budzi moje głębokie uznanie. Ta wiadomość jest jednak zastanawiająca. Nie wyjaśniono nam bowiem, czy z fachowego punktu widzenia liczba ta jest duża, czy mała? Czy należało oczekiwać, że w tym gronie nie ma aż tylu agentów, czy też spodziewano się ich więcej?

Przychodzi zarazem skonstatować, że pozostałych zapewne kilkuset innych dyplomatów w tej monstrualnie wielkiej placówce szpiegowaniem się nie zajmuje. Znając spryt i pewną przewrotność informacyjną naszych władz, chyba tak właśnie należałoby tą wiadomość odczytać. To w dzisiejszych czasach zagrożenia wojennego ma widać brzmieć uspokajająco: Rosja nie jest wcale taka groźna, drodzy rodacy. A my jesteśmy bezwzględni i ostrzy.

Nasze służby kontrwywiadowcze nie odkrywają szczegółów swojego dochodzenia. Szkoda. Dowiadujemy się jedynie, że większość ze złapanych tylko udawała tych, którymi - w myśl przyznanego statusu dyplomatycznego - niby miała być. A zatem udawali oni: attaché kulturalnych, gospodarczych, pracowników konsulatu czy kucharzy na stołówce niby gotujących zupę ucha. A nawet niektórzy udawali mężów czy żony tych prawdziwych dyplomatów, co chyba musiało się wiązać ze szczególną determinacją wywiadowczą.

Nie wzbogacono nas posiadaną zapewne wiedzą, jakie konkretnie były tajne rezultaty działalności tych szpiegów. Czy wiązały się one z powszechnymi podejrzeniami o współpracę naszego byłego ministra obrony pana Antoniego M.? A może z opublikowanymi przez mecenasa Romana Giertycha poszlakami o bezpośrednich powiązaniach z Rosją naszego aktualnego wicepremiera ds. bezpieczeństwa i jego niedawnych planach mocnego skojarzenia nas z tym państwem? Tego nie wiemy. Ale nie sądzę, aby tak było, skoro mowa tylko o agentach udających zwykłych attaché czy kucharzy. Jako powiązanego z nimi figuranta wskazano jedynie jakiegoś naszego "pracownika Urzędu Stanu Cywilnego". Cóż miał nieszczęśnik robić w ramach swojej agentury? Pewnie wystawiał fałszywe świadectwa ślubu tym, którzy musieli udawać czyichś mężów lub żony.

Te wywiadowcze doniesienia dnia zderzyły się, może przypadkiem, z kolejną wiadomością. Namierzono, chyba we Włoszech , jacht "Szeherezada", należący podobno do prezydenta Putina, o długości 140 metrów i wartości 700 milionów USD. To jednak chyba nic zaskakującego w tym wypadku. Sedno podanej informacji natomiast w tym, że w kilkudziesięcioosobowej załodze znajdują się podobno - jak u Bonda - tylko sami agenci służb specjalnych i to własnych, nie amerykańskich czy polskich niestety. Udają oni tam skiperów, marynarzy, barmanów, kelnerów i kucharzy. Mniejsza o to, przed kim ta cała udawanka, skoro i tak wszyscy wiedzą, kim to oni są. Bardziej mnie interesuje, czy w rolę pasażerów - gości wielkiego armatora - też wcielają się tylko agenci służb? Logicznie rzecz biorąc - tak przecież właśnie musi być.

I na tym też nie koniec rewelacji. Radio donosi, że disc jockey obsługujący moskiewski wiec poparcia dla wojny, ulokowany za plecami prezydenta Putina, był w rzeczywistości oficerem służby bezpieczeństwa, co ustalono w sieci poprzez komputerowe wyszukiwarki twarzy. Nie podano jednak przy tym, czy był on jedynym agentem na tym wiecu; co więcej - nie podano, czy był tam w ogóle ktoś, kto nie jest agentem. No bo sam prezydent P. przecież też nim jest.

Natłok podobnych wiadomości, i to z jednego tylko dnia, zmusza do głębszej analizy. Zarysowuje się bowiem podejrzenie, że u naszego wielkiego sąsiada udawana może być cała rzeczywistość.

Może tak jak w słynnym filmie "Truman show", w ogóle nic nie jest prawdą, ale wszystko jest inscenizacją? A w każdym razie wszyscy są agentami służb i wszyscy coś lub kogoś udają.

Daniel Wójtowicz

PS Nie postuluję bynajmniej wywalania wszystkich pracowników dyplomacji nieprzyjaznego nam państwa, chociaż wiemy, co robią. Przeciwnie - zastanawiam się, dlaczego właśnie teraz, w warunkach rosnącego zagrożenia wojennego, zdecydowaliśmy się na krok, który spowoduje, w ramach retorsji, wyrzucenie z Moskwy czterdziestu pięciu czy nawet dziewięćdziesięciu naszych dyplomatów? Może władze wiedzą, że i tak są oni tam na nic. Może są to - za prof. Bartoszewskim - tylko dyplomatołki?

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Serdecznie polecam książkę "Jądro dziwności. Nowa Rosja" Petera Pomeranseva. To Brytyjski reporter z rosyjskimi korzeniami, opisał wiele. Książka jest niesamowita i w jakimś stopniu odpowiada na pytanie autora listu, że ten cały kraj jest udawany, ja się nie mogę nadziwić.
    @Owl
    czytałem, polecam. Napisana jakiś czas temu, ale jakże aktualna!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Polskiego kontrwywiadu nie ma bo wysypał wszystkich agentów Maciarenko, główny ruski kret. Wobec tego wywalili na pałę 45 może są wśród nich agenci a może nie ,może nie wszyscy a niektórzy
    już oceniałe(a)ś
    13
    1
    A Macierewicz był żoną którego z tych wydalonych dyplomatów rosyjskich?
    @Niemiec_z_Niemiec
    nie, był kochankiem, pasywnym.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    po prostu musieli zademonstrowac swoje istnienie.Ci dyplomaci moga tez byc takimi agentami jak ja turek albo moga tam byc wszyscy agentami i wszystkich nalezalo wywalic na pysk ale piec lat temu.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    A Macierewicz jest na liście ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0