Z polskiej perspektywy Ukraina to jest raczej województwo niż imperium. Otóż wygląda, że jest odwrotnie. Sama się łapię na tym, jak wielu lekcji nie odrobiłam
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wpis z facebookowego profilu Małgorzaty Litwinowicz , historyczki literatury, lituanistki. Przedruk za zgodą autorki.

Nic, tylko pierogi, pielmieni i tipsy

Nie wiem jak Wasze, ale moja bańka zapełniła się ogłoszeniami w rodzaju „Panie z Ukrainy lepią pierogi", „Natalia jest mistrzynią manikiuru", „Cudowna pani Halina posprząta mieszkanie", „Ciepła i serdeczna pani Tania, która u nas mieszka, zaopiekuje się starszą osobą", „Osobie z Ukrainy oferuję sprzątanie klatek schodowych na całym osiedlu".

No bo czasy są, jakie są.

Przez mój dom przepłynęły: menadżerka logistyczna dużej firmy z Czernihowa („Tu ci zostawiam moje sukienki, może ci coś będzie pasowało"), absolwentka lingwistyki angielsko-niemieckiej z Kijowa („Słuchaj, może chciałabyś się zająć opieką nad starszą niesamodzielną panią"), naczelniczka urzędu spod Charkowa („Aha, masz dwutygodniowe dziecko").

Sama się łapię na tym, jak wielu lekcji nie odrobiłam.

Pierwsza to jest zwyczajnie lekcja uznania, że społeczność Ukrainy jest regularną społecznością obywatelską, której połowę stanowią świetnie wykształcone i niezależne kobiety.

Druga to jest lekcja wiedzy, że Ukraina to nie jest żadne „między" Wschodem i Zachodem. Jest to ogromne państwo, liczne. Ogromne. Z literaturą, kulturą popularną, ruchami obywatelskimi, partiami politycznymi, przemysłem, zbrojeniami, sprawami środowiskowymi. Wiecie, bo mi się stale wydaje, że z polskiej perspektywy Ukraina to jest raczej województwo niż imperium. Otóż wygląda, że jest odwrotnie.

Trzecia to jest po prostu taka lekcja, że wręczać wałek, miotłę czy grabie filozofce czy filolożce jest po prostu nie fair. Nawet jeśli jest wojna.

I nawet jeśli jest pomoc, to trochę też i wstyd.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
To chyba nie całkiem tak proszę Pani.
Sytuacja jest wyjątkowa, wojenna.
Ta filmowa "miotła, łopata, miotła..." ('Jak rozpętałem II wojnę...' SIC),
to przecież nie na wieczność, a na teraz, żeby cokolwiek robić.
Ponadto możemy chyba samym tym Paniom z Ukrainy spokojnie pozostawić ocenę,
czy to jest "fair", czy nie.
One są wystarczająco bystre, żeby z tym sobie poradzić.

Podpisano:
były emigrant 'Stanu Wojennego'
pozdrawiam
już oceniałe(a)ś
32
1
Szok.
45-50 mln kraj w Europie, związany z polską historią od 400 lat. 30 lat po upadku ZSRR. I czytelniczka największego dziennika opiniotwórczego publicznie dziwi się, że Ukraina ma literaturę, kulturę (tez popularną), przemysł...
@AutonomiaWielkopolskaTeraz
Ukrstat mówi, że teraz jest 41 mln obywateli Ukrainy.
Dolicz do tego emigrację, będzie 45-50 mln ludzi "związanych z Ukrainą".
Wpływa to jakoś znacząco na to co napisałem o zdziwieniu autorki listu?
już oceniałe(a)ś
3
1
@Czytelnicki
To trolerka. Kosz, a nie dyskutować.
już oceniałe(a)ś
0
2
@Czytelnicki
Lituanistka!?
Historyczka literatury!?
Jezu chryste
już oceniałe(a)ś
1
2
@Czytelnicki

Ukrstat tak samo wie, ilu mieszkańców ma obecnie Ukraina, jak GUS wie, ilu ludzi mieszka w Polsce i ilu w największych miastach. Np. według roznych oficjalnych wyliczeń liczba mieszkańców Warszawy to między 1,7 a 2,3 miliona w zależności od tego jak liczyć. Po prostu tradycyjne metody statystyczne przy gromadzeniu danych ludnościowych wczasach takiej mobilności społecznej i braku egzekwowalnego obowiązku meldunkowego się sorawdzają średnio.

W Polsce dziś nawet agendy rządowe przy ustalaniu liczby mieszkańców danego obszaru posługują się danymi operatorów komórkowych, bo te, choć przybliżone, są i tak najbardziej wiarygodne.

Natomiast jeśli chodzi o Ukrainę, najbardziej zbliżone do prawdy dane o rzeczywistej liczbie ludności - czyli uwzględniające migracje i stałe pobyty za granicą - zgromadzili kilka lat temu naukowcy z pewnego rosyjskiego uniwersytetu, z Petersburga o ile dobrze pamiętam. Oni szacowali w swoich badaniach rzeczywistą liczbę ludności Rosji, a Ukrainę policzyli przy okazji.

Założyli oni, że rzeczywistą liczbę zamieszkałej na danym obszarze ludności można określić na podstawie spożycia chleba, bo ono jest w miarę stałe, i mało wrażliwe na wahania cen, a dane dotyczące produkcji i sprzedaży chleba są dostępne i wiarygodne. Z tych wyliczeń wynikło, że Ukrainę stałe zamieszkuje 37-38 milionów mieszkańców.
już oceniałe(a)ś
4
0
@pankracypanasiuk
No i?????
już oceniałe(a)ś
1
2
Z jednej strony w mojej bańce pojawiają się ogłoszenia o poszukiwaniu pracy dla ukraińskich informatyczek, filolożek i menadżerek.

Z drugiej - sprzątanie i opieka nie są jakimiś hańbiącymi czynnościami. I nie ma nic niegodnego w tym, że uchodźczynie na razie poszukują jakiejkolwiek pracy, skoro nie mają szans na zarabianie w wyuczonych zawodach.
już oceniałe(a)ś
25
1
Jak jest się ignorantem, niekoniecznie trzeba o tym pisać do gazety. Wpłynęło do nas 2 mln nowych ludzi, oni muszą łapać robotę jak leci, żeby się utrzymać, awansować będzie z czasem, tak jak Polacy w Anglii, Niemczech, czy Holandii. I nie ma tu żadnego wstydu, tak wygląda życie.
już oceniałe(a)ś
15
0
Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że każdy Ukrainiec czy Ukrainka zna conajmniej 2 języki, tj ukraiński i rosyjski, a niejednokrotnie angielski , lub niemiecki, czy francuski. Pracowałem na Ukrainie w 84 I 85 r przy budowie Chmielnickiej Elektrowni Atomowej i niejeden już wtedy by się rozczarował myśląc że to ludzie o znikomej wiedzy, czy doświadczeniu. Wtedy Polska była totalnym bankrutem a u nich półki w sklepach były zapełnione i gdyby weszli do UE razem z Nami, Litwa, Estonią czy Lotwa, to my do nich jeździlibyśmy zarabiać. Teraz Rosja ich cofnęła o bardzo dużo, a jeszcze to kontynuuje.Rosja musi sięgnąć dna. Jeżeli Świat tego nie zrobi to wyciągną wnioski z tej wojny, dozbroja się lepiej i znów z nimi będą kłopoty.
@AutonomiaWielkopolskaTeraz
A Ty ile obcych języków w rok biegle opanowałeś, poligloto? Nie odpowiadaj.
Przeczytaj swój post. C
Sam masz problemy z polszczyzną.
już oceniałe(a)ś
5
1
@Jagger48
Święta racja. Pod koniec lat 80 jeździło się do ZSRR na zakupy.
A przełom dekad to wysyp handlarzy że wschodu, którzy mieli wszystko.
Startowaliśmy z podobnego poziomu. Dziś gołym okiem widać różnicę między uściskiem "okupanta" brukselskiego i moskiewskiego.
Węgry z kolei były jak zachód i po 20 latach rządów Orbana wyglądają na prowincji jak kraj byłego ZSRR.
już oceniałe(a)ś
7
2
Pani czytelniczka popatrzył na mapę - pewnie pierwszy raz od dłuższego czasu - i przeżyła szok. I postanowiła podzielić się tym ze światem.
już oceniałe(a)ś
16
2
@AutonomiaWielkopolskaTeraz
W stanie wojennym to polska magistra w Niemczech szorowała klozety na czarno, a polski inżynier nocą kleił plakaty w metrze. Niemcy polskim uchodzcom ofiarowali jedynie tzw Duldung czyli jedynie tolerowanie pobytu, bez prawa podjęcia pracy.

Obecnie cała Unia administracyjnie wprowadziła humanitarne, ale nie wieczne rozwiązanie. Prawo pobytu na czas wojny nie jest równoznaczne z prawem do azylu, chociaż pozawala na podjęcie legalnej pracy. Ciekawe ilu Polaków zatrudnia uchodźczynie z Ukrainy legalnie, a nie na czarno? Opłaca ubezpieczenie zdrowotne?
Uchodźcy z Ukrainy będą musieli opuścić UE po zakończeniu działań wojennych.
To już było przećwiczone z Bośniakami w Niemczech. W 1993-96r w Niemczech znalazło schronienie 440.000 uchodźców przed wojną w Bośni. Po zakończeniu wojny - każda wojna kiedyś się kończy, ledwo został podpisany traktat pokojowy - do końca 1998r musieli wrócić do Bośni.
już oceniałe(a)ś
7
0
Artykuł sugeruje, że niektóre bardzo potrzebne społecznie prace są hańbiące, upokarzające lub "poniżej godności" ? To jakieś chore myślenie pseudo-arystokratyczne i odbierające godność ludziom, którzy zajmują się tymi pracami. Dla osób nowo przybyłych, nie znających języka, realiów, przepisów, itp. ich wykształcenie może nie wystarczyć do kontynuowania swego zawodu i nic w tym złego, żeby na razie robić to co można i jest zapotrzebowanie.
już oceniałe(a)ś
0
0