Podróż do Kijowa nie jest - choć Kaczyński bardzo by chciał - na miarę gwałtownie improwizowanej podróży jego brata Lecha do Tbilisi w 2008 r.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy wieje wiatr historii

Przez ostatni, jakże trudny miesiąc można było zapomnieć o istnieniu Jarosława Kaczyńskiego. W sytuacji skrajnie groźnej, z narastającym potwornym zagrożeniem, a następnie w obliczu okrutnej wojny dotykającej sąsiednią Ukrainę pan wicepremier od spraw bezpieczeństwa nie rozwijał żadnej sensownej działalności czy to w zaciszu gabinetów, czy też przy zabezpieczaniu napływu uciekinierów na granicy.

Negocjacje z Amerykanami dotyczące przekazania migów prowadzili inni politycy, z prezydentem na czele, sprawami sytuacji na granicy zajmował się – acz bez wielkich rezultatów – premier Morawiecki, zaś główny ciężar spadł na organizacje społeczne i pojedynczych ludzi. Wielki strateg żoliborski w tych życiowych dla Polski sprawach nie zabrał w ogóle głosu. Wybrał model hibernacji, jakże podobny do swoich pierwszych dni stanu wojennego. Podglebie psychologiczne i charakterologiczne tej decyzji jest dla ludzi znających Kaczyńskiego dość oczywiste.

Gdy pojawiły się ironiczne plakaty w Warszawie, poszukujące zaginionego J.K., obudzili się jego doradcy od PR-u. Prezes postanowił więc dołączyć do kolejowej podróży trzech premierów Polski, Czech i Słowenii do Kijowa, choć nie odpowiada to protokolarnie składowi dwóch pozostałych delegacji.

Każde miejsce w pociągu jest na wagę złota, zaś osobnik, jakim jest prezes, nieznający żadnego obcego języka, wymaga osobnej obsługi, i to również przez śmiertelnie umęczoną stronę ukraińską. Jest to działanie czysto PR-owskie i pod względem utylitarno-moralnym więcej niż wątpliwe.

Lech Kaczyński na wiecu w Tbilisi, 12.08.2008 - fot. AG

Podróż do Kijowa nie jest jednak – choć Kaczyński bardzo by chciał - na miarę gwałtownie improwizowanej podróży jego brata do Tbilisi w 2008 r.

Można myśleć, co się chce, o próbach Lecha Kaczyńskiego lądowania na zagrożonym lotnisku, ale wykazał on wówczas może mało przemyślaną, ale jednak niekwestionowaną odwagę.

Prezes Kaczyński zaś z olbrzymim opóźnieniem dokonuje PR-owskiego akcesu do silniejszych batalionów pod flagą nielubianej przez siebie Unii Europejskiej.

Myśląc o spotkaniu Zełenskiego i Kaczyńskiego, pozostaje zacytować wielkiego poetę:

„Gdy wieje wiatr historii,

ludziom jak pięknym ptakom

rosną skrzydła, natomiast

trzęsą się portki pętakom" (Gałczyński)

Prof. dr hab. Sergiusz Michalski

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Przez ostani miesiąc? A co robił ten wice premier od spraw bespieczeństwa od 19 listopada, kiedy to dostał informacje, plany inwazji i prawdopodobne daty ataku na Ukrainę? Od służb USA. Ten osobnik czekal i wykonywał jedynie instrukcje z ambasady rosyjskiej. Podejrzewać można. Teraz wpadł na pomysł fanfaronady przedwyborczej. Słów mi brakuje, poza wyrazami wulgarnymi, więc kończe.
    PS. Nie na miarę Gałczynskiego, ale skromniejszy wierszyk tu przytoczę, taką przedszkolną wyliczankę.
    "Jedzie pociąg, dym się smali
    Maszynista w portki wali
    A pomocnik trzyma nocnik
    Raz, dwa, trzy, wychodź ty."
    Mam już dość PiSu, Kaczyńskiego i reszty tych kanalii. Próbuję sobie pomagać drwinami, prześmiewczym humorem, ale to nie pomaga. Budzi sie we mnie agresja. Myslę, że nie tylko ja tak mam. ..... mać
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Od USA to on mógł dostać ewentualnie pocztówkę!
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @zemanco
    Nie tylko, jeśli to jakaś pociecha.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Niekwestionowana odwaga Lecha Kaczyńskiego? Szanowny Panie Profesorze! To nie była odwaga tylko brak poczucia ryzyka. Spowodowany zakażeniem toxoplazma Gondi. Kaczyńscy koty mieli i one ich zarażały. Nie mniej jednak, dołączam pozdrowienia dla Pana Profesora. Z szacunkiem.
    już oceniałe(a)ś
    32
    1
    Spokojnie, włos z głowy karakanowi nie spadnie. Rosjanie będą chuchać i dmuchać, żeby nie utracić przypadkiem takiego "politycznego złota", jakim jest Kaczor rządzący w Warszawie.
    A że on sam polansuje się i ogrzeje przy Zelenskim w Kijowie przed wyborami, to tylko dodatkowy zysk dla PiS oraz Putina.
    już oceniałe(a)ś
    23
    0
    Pan wicepremier do spraw bezpieczeństwa siedział bezpiecznie schowany pod obszerną spódnicą pani Goss, która warzyła mu wywary z ziół kojących duszę i odczyniających uroki. I proszę, pomogło! Od razu z małego, wystraszonego szczurka zrobił się olbrzymi tygrys, szczerzący zęby.
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Znalazła się zguba , Putin pozwolił wylezć z nory ? A ten Lońka Breżniew na baterie cokolwiek kapuje? Czy tylko pojechał robić smród?
    już oceniałe(a)ś
    19
    2
    to nie jest prezes kaczyński tylko kanalia z żoliborza
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Nie godzę się iż prezes nie zna żadnego obcego języka. Zna rosyjski być może słabo.
    W PRL w celu uzyskania doktoratu należało zdać egzamin z języka obcego - na ogół był to rosyjski.
    Niekiedy artyści i architekci zdawali francuski lub włoski a lekarze, inżynierowie i historycy angielski.
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    Cel tego rajdu salonką jest chyba inny: przykleić się do rosnącej fali naturalnego w takich chwilach wzmocnienia pozycji rządu. Jest wojna niedaleko, jest wróg zdefiniowany tak czytelnie, że już bardziej nie można, jest okazja do odrobienia strat w społecznym poparciu. Wszystko po to, by za kilka tygodni ogłosić przyśpieszone wybory i jeszcze przed latem zgarnąć bezwzględną większość w sejmie i względną w senacie. A potem to już hulaj dusza, piekła nie ma. Nawet UE zmięknie i w klimacie wojennego zagrożenia odkręci kurek. Chyba mamy pecha.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0